Po wydarzeniach w Gdańsku sporo się zmieniło
• Nawet z kryzysowych sytuacji trzeba wyciągać pozytywy
Ryszard Brejza, prezydent Inowrocławia
Do tej pory nie myślałem o potrzebie ochrony. Nie zwróciłem się z tym do policji i odmówiłem panu, który po wypadkach w Gdańsku przyszedł na dyżur i zaproponował, że będzie mnie strzegł nieodpłatnie. My samorządowcy jesteśmy ludźmi, którzy pełnią swoje funkcje ze względu na wybór mieszkańców. Jest to pewne ryzyko, ale i zobowiązanie. Wiedziałem na co się godzę.
Potrzeba zdobycia poklasku czy też zaspokojenia ambicji wynikających z choroby psychicznej zachęca niektórych ludzi do dokonania czynów niegodnych na osobach znanych albo wskazywanych publicznie w mediach jako osoby negatywne. Ale nie mogę się otaczać ochroną przed ludźmi, którzy mi zaufali. Prezydent nie może być zasłonięty jakąś ścianą.
Zdarzało się, że wcześniej zgłaszałem odpowiednim służbom, że ktoś mi grozi. Radzono mi, bym występował wobec takich osób do sądu cywilnego. Najczęściej rezygnowałem, bo gdybym miał się tym zająć, to musiałbym mieć osobistego prawnika i dużo wolnego czasu. Ale raz spróbowałem sprawę doprowadzić do końca. Nie wygrałem, usłyszałem od sądu, że muszę mieć grubszą skórę niż inni, moja sytuacja jest szczególna. Nie chciałem dyskutować. Po wydarzeniach z Gdańska patrzę na to inaczej. Sędziowie też dziś może orzekliby inaczej.
Jeśli zaś chodzi o bezpieczeństwo naszego urzędu, to zatrudniamy firmę ochroniarską. Ale nie ma podstaw, by chroniła ona mnie osobiście. Przy imprezach masowych wykorzystujemy z kolei straż miejską. Ale nie jest tak, że strażnicy chodzą wówczas za mną krok w krok.
• Służby zadziałały prawidłowo
Marek Wojtkowski, prezydent Włocławka
Od ubiegłego tygodnia miałem w urzędzie dwa alarmy bombowe. W ubiegłym tygodniu dotarł do mnie e-mail z pogróżkami, że teraz przyszła kolej na mnie. Natychmiast zgłosiłem to na policję i do prokuratury, służby zareagowały prawidłowo. W ciągu trzech dni nadawca tego e-maila został ujęty. Policja zapytała mnie też, czy życzę sobie ochrony osobistej. Wcześniej, kiedy byłem poddawany presji psychicznej przez internetowy hejt, wszystkie postępowania były bagatelizowane bądź umarzane, teraz nie. Jeśli będzie natychmiastowa reakcja organów państwa, to istniejące zabezpieczenia w zupełności wystarczą. Mimo że sytuacja w kraju jest dynamiczna, nie podzielam poglądu, by samorządowcy potrzebowali specjalnej ochrony fizycznej. Ale zastanawiam się nad pewną formą ochrony prawnej, taką jak mają np. sędziowie czy posłowie.
Natomiast imprezy masowe powinny być odpowiednio chronione. Ich organizatorzy, zapewniając ochronę firmy ochroniarskiej, powinni zwracać uwagę również na zabezpieczenie włodarzy. Podczas ostatniego meczu Anwilu Włocławek ochroniarze asystowali mi, gdy przechodziłem wśród ludzi. Jeśli będziemy odpowiednio wrażliwi na ten problem, to powinniśmy sobie poradzić.
• Groźby nagłaśniałem i będę nagłaśniał
Wadim Tyszkiewicz, prezydent Nowej Soli
Ochrona jest potrzebna prezydentom dużych miast. Tym mniejszym raczej nie. Ja na pewno ochrony sobie nie zapewnię. Mam też świadomość, że nikt mi jej raczej nie przydzieli, chyba że w sytuacji faktycznego zagrożenia życia. Ale już nie będę bagatelizował pogróżek. Dlaczego włodarze gmin czy mniejszych miast do tej pory nie mówili o nich głośno? Pierwszy powód to ich lekceważenie, drugim może być strach. Ja osobiście miałem kilkanaście postępowań związanych z groźbami karalnymi. Wszystkie umorzone. Ale też miałem dwa procesy o zniesławienie, które wygrałem. Ostatni z nich zakończył się tym, że sprawca dostał karę w wysokości 30 tys. zł kary i rok wiezienia w zawieszeniu na dwa lata. To znaczy, że sądy zaczynają do tych spraw podchodzić inaczej, dostrzegać niebezpieczeństwo. Zdarzyło mi się też, że ktoś, komu zwróciłem uwagę, gonił mnie z maczetą. Trochę to zlekceważyłem, ale od wydarzenia w Gdańsku nagłaśniam i będę nagłaśniał każdy taki akt.
Kiedy 16 lat temu zacząłem być prezydentem, ówczesny komendant straży miejskiej wysyłał za mną straż miejską. Jak wchodziłem w tłum, szło za mną dwóch strażników. Powiedziałem, że sobie tego nie życzę. Nie wiem, czy dzisiaj byłbym tak kategoryczny. Ale klucz do zmian jest gdzie indziej. To walka z mową nienawiści.
pytania do ekspertów
Z podjęciem decyzji lepiej parę tygodni poczekać
Dr Wiesław Baryła psycholog społeczny, Uniwersytet SWPS Sopot
Z czego wynika to, że coraz więcej lokalnych polityków zgłasza do organów ścigania, że ktoś im grozi?
Jest większa wrażliwość na takie zdarzenia. One pewnie wcześniej też były, ale nierzadko je pomijano, traktowano jako pustosłowie. Były to takie e-maile czy okrzyki, na które reaguje się wzruszeniem ramion. Ale teraz, po zamordowaniu Pawła Adamowicza, już tego robić nie można. Przynajmniej przez pewien czas będzie większa skłonność do zgłaszania takich gróźb. A druga kwestia, to faktycznie liczba tego typu incydentów się zwiększyła, bo ludzie są skłonni do naśladowania, szczególnie osoby, które nie radzą sobie z rzeczywistością, łatwo zarażają się zachowaniami patologicznymi.
Trzeba reagować?
Niektórzy mogą próbować zrealizować swoje groźby, więc jak najbardziej tak. Ale z czasem wszystko się uspokoi, emocje zbledną i poczucie bezpieczeństwa wzrośnie. Ważne jest, by w Polsce były realizowane standardy państwa prawa, a służby robiły to, co do nich należy. Poczucie ładu społecznego niezwykle otrzeźwiająco działa na osoby, które reagują nieadekwatnie do sytuacji.
Jak daleko jest od gróźb do czynów?
To, co ktoś sobie myśli, ma niewielki wpływ na rzeczywistość. Wypowiedzenie tych wyobrażeń już nie, bo ktoś może poczuć się zagrożony. Kolejnym krokiem jest przejście od agresywnych słów do agresywnych działań. By tak się nie działo, potrzebne są sankcje i działania służb. Przez długi czas prokuratura nie interweniowała w przebieg debaty publicznej. Teraz wkraczają i miejmy nadzieję, że co bardziej krewkich nienawistników władza upomni. Ale to też niesie ze sobą zagrożenie – bo linia między takim upominaniem a ograniczaniem wolności słowa jest cienka.
W sytuacji zagrożenia społeczeństwo jest skłonne zrezygnować z niektórych praw.
Za bezpieczeństwo ludzie są gotowi zapłacić ogromną cenę. Obawiam się, że samorządowcy też ją zapłacą. Po wydarzeniu w Gdańsku łatwiej wytłumaczą wyborcom wydatki na ochronę oraz to, dlaczego trudniej jest się do włodarza dostać, rzadziej go widać na ulicy. Ale jest to niepokojące, bo samorządowcy powinni być blisko ludzi, inaczej zamieniają się w biurokratów.
Czyli jednak nie powinni ulegać presji i nie decydować się na ochronę?
W Polsce na szczęście zawód polityka czy prowadzenie działalności publicznej nie niesie ze sobą takiego zagrożenia, jak w niektórych krajach. Może więc to nieco większe niż dotychczas ryzyko można zaakceptować? A już na pewno decyzji o np. zatrudnieniu firmy ochroniarskiej nie należy podejmować teraz. Lepiej poczekać parę tygodni. Ale jeśli po tym czasie poczucie bezpieczeństwa włodarza będzie nadal niskie, takie działanie zostanie zrozumiane. ©℗
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu