Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Samorząd

Samorządowcy się boją. Ochrona kusi, ale kontakt z ludźmi ważniejszy

Ten tekst przeczytasz w 15 minut

W krajach, gdzie swoje „porządki” próbowała wprowadzać mafia albo gdzie dochodziło do wielu ataków terrorystycznych, lokalni liderzy mają zapewnioną całodobową, uzbrojoną ochronę. Często przesadną, bo choćby burmistrz Madrytu strzeże czterech bodyguardów. Czy śmierć Pawła Adamowicza uzasadnia wprowadzenie podobnych zabezpieczeń w Polsce? Strach jest, nie ma co do tego wątpliwości. Widać to choćby po tym, że włodarze zaczęli masowo zgłaszać na policję i do prokuratury zawiadomienia o groźbach, które są kierowane pod ich adresem. Wcześniej wiele razy je ignorowali, traktowali jak pustosłowie. Teraz nie tylko oglądają się za siebie, ale i oczekują konkretnego działania. Zastanawiają się też, czy można zrobić więcej – wprowadzić bramki w urzędach, zatrudnić firmę ochroniarską albo doprowadzić do zmian ustawy i zwiększyć kompetencje straży miejskiej, by ta mogła czuwać nad włodarzem. Kij ma jednak dwa końce – za zwiększeniem bezpieczeństwa może iść w parze utrata czegoś, co dla samorządowców jest, powinno być, najważniejsze: kontaktu z mieszkańcami. Czyli wyborcami. – Praktyka wskazuje, że organy, które pochodzą z destynacji społeczeństwa i odgradzają się od niego murem, tracą na znaczeniu i stają się wyobcowane – ocenia Ryszard Krawczyk, prezes RIO w Łodzi. Przyznaje jednak, że samo snucie rozważań, czy ochrona jest włodarzom potrzebna, wskazuje na problem oceny rozwiązań demokratycznych, w których nie czują się bezpieczni zarówno obywatele, jak i ich przedstawiciele. Czy czas więc na zmiany? Jeśli tak, to na pewno nie teraz, bo pośpiech jest złym doradcą. Poczekajmy, aż emocje opadną.  © ℗

Bożena Ławnicka

bozena.lawnicka@infor.pl

Po czasie zadumy pora pomyśleć, co dalej

Deklarują, że nie chcą się odgrodzić od mieszkańców. Ale pomysłów na zwiększenie poziomu bezpieczeństwa samorządowców po zabójstwie Pawła Adamowicza przybywa

Tylko w ubiegłym tygodniu policja zatrzymała kilkunastu internautów, którzy kierowali groźby pod adresem m.in. prezydentów Warszawy, Poznania, Wrocławia czy Olsztyna. W ratuszu w Inowrocławiu ogłoszono alarm bombowy w związku z anonimowym ostrzeżeniem przesłanym e-mailowo. Prezydent tego miasta Ryszard Brejza przyznaje – pora pomyśleć o zmianie polityki bezpieczeństwa urzędu. Osobistą ochronę przyznano już prezydentowi Olsztyna Piotrowi Grzymowiczowi. – W związku z ostatnimi wydarzeniami i groźbami kierowanymi pod jego adresem zaangażowanie funkcjonariuszy podczas zgromadzeń z udziałem prezydenta zostało zwiększone – wyjaśnia mł. asp. Izabela Kołpakowska z komendy miejskiej policji w Olsztynie. Policyjną eskortę otrzymała też prezydent stolicy Hanna Gronkiewicz-Waltz.

Na jakich zasadach i komu jeszcze została przyznana ochrona? Policja nie chce udzielać takich informacji. – Kwestie te reguluje ustawa z 28 listopada 2015 r. o ochronie i pomocy dla pokrzywdzonego i świadka (Dz.U. z 2015 r. poz. 21). Decyzję o tym, czy zostanie przyznana, podejmuje komendant wojewódzki lub stołeczny policji – tłumaczy podkom. Robert Opas z Komendy Głównej Policji.

Nie damy się zastraszyć

Urzędnicy z Gdańska nie chcą odpowiedzieć na pytanie, czy od czasu zabójstwa Pawła Adamowicza do kogoś z pracowników magistratu kierowano groźby ani czy kogoś objęto ochroną. – Ze względów bezpieczeństwa nie będziemy odpowiadać na te pytania – stwierdza Olimpia Schneider z referatu prasowego miasta. Wielu samorządowców jednak zapowiada, że nie da się zastraszyć i nie będzie zmieniać dotychczasowych przyzwyczajeń.

– Prezydenci dużych miast są rozpoznawalni, a specyfiką ich pracy jako lokalnych liderów jest częsty bezpośredni kontakt z ludźmi – przypomina Zygmunt Frankiewicz, prezydent Gliwic i szef Związku Miast Polskich. Przyznaje jednak, że zagrożenie istnieje, a po tragedii w Gdańsku jest nawet większe. W jego ocenie jedyne, co może skutecznie pomóc i wpłynąć na zwiększenie poczucia bezpieczeństwa, to opamiętanie polityków i mediów w kwestii języka, jakim prowadzona jest debata publiczna. Zygmunt Frankiewicz przestrzega jednak przed pochopnymi decyzjami dotyczycącymi ochrony samorządowców. – Jeśli na zasadzie owczego pędu wprowadzimy teraz jakieś ułomne zmiany w prawie, to ich koszty finansowe i społeczne będą znaczące, a faktyczny wzrost bezpieczeństwa czysto iluzoryczny – uważa.

– Jeśli zaczniemy reglamentować dostęp do władzy publicznej, będzie to pierwszy krok w kierunku oddalenia się władzy od ludzi. Albo pracujemy z ludźmi i dla ludzi, albo stajemy się kacykami i tworzymy juntę. Filozofią działania samorządu jest polityka otwartych drzwi, bo reprezentujemy lokalne społeczności – stwierdza Leszek Świętalski ze Związku Gmin Wiejskich.

Póki co swoich przyzwyczajeń nie zamierza zmieniać włodarz Białegostoku. – Tadeusz Truskolaski nie korzysta i nie korzystał z żadnej formy ochrony. Sprawując swój urząd, wielką wagę przykłada do bezpośrednich spotkań i rozmów z mieszkańcami. Będzie kontynuował ten styl sprawowania urzędu i nie zamierza ograniczać kontaktu – zapewnia Urszula Mirończuk, rzeczniczka prezydenta. Także Rafał Trzaskowski, nowy włodarz stolicy, nie planuje wprowadzenia ochrony w czasie swoich spotkań z mieszkańcami.

Art. 5. ustawy o ochronie i pomocy dla pokrzywdzonego i świadka

„Ochrona osobista może zostać udzielona w przypadku wysokiego stopnia zagrożenia dla życia lub zdrowia osoby chronionej w związku z postępowaniem karnym lub karnym skarbowym, jeżeli zachodzi konieczność długotrwałej ochrony, w sprawach, których rozpoznanie w pierwszej instancji należy do właściwości sądu okręgowego, oraz w sprawach o przestępstwa określone w art. 197 § 1 i 2 oraz art. 207 ustawy z dnia 6 czerwca 1997 r. – Kodeks karny, a w szczególnie uzasadnionych przypadkach także w innych sprawach”.

Ryglowanie siedzib

W wielu urzędach bez większych kłopotów można się dostać nie tylko do wydziałów obsługi mieszkańców, ale nawet do gabinetów kierownictwa urzędu. Tak jest chociażby w stołecznym ratuszu. – Polityka otwartych drzwi wiąże się z pewną polityczną deklaracją samorządowca. To się jednak nie kłóci z tym, by w urzędach wprowadzić np. bramki obrotowe i sprzęt do prześwietlania rzeczy – zauważa ekspert ds. bezpieczeństwa Krzysztof Liedel. – Na wielu poziomach samorządowych bezpieczeństwo sprowadzało się do realizacji formalnych wymogów. Teraz widać, że włodarze zastanawiają się, na ile to jest realne. Powinni dokonać rzetelnej analizy ryzyka i na tej podstawie decydować o dalszych działaniach – dodaje. Podobnego zdania jest Marek Wójcik, ekspert legislacyjny Związku Miast Polskich. – Jesteśmy przyzwyczajeni, że na lotnisku czy w instytucjach centralnych przechodzimy drobiazgową kontrolę. W samorządach raczej tego nie stosujemy. Być może należy to zmienić, zarówno w zakresie możliwości samego wejścia do urzędu, jak i spotkania się z konkretnym urzędnikiem – wskazuje.

Jak słyszymy od jednego z samorządowców, sprawy bezpieczeństwa urzędu oraz jego zakres to z reguły decyzje poszczególnych kierownictw magistratów niestanowiące aktów prawa miejscowego. Miasta różnie sobie z tym radzą. Na przykład w urzędzie miejskim w Krakowie w 2010 r. przyjęto „Politykę bezpieczeństwa informacji”. – Wyróżnia ona kilka obszarów zarządzania bezpieczeństwem. W zakresie bezpieczeństwa fizycznego dobrane są środki stosownie do stwierdzonych kategorii ryzyka. W budynkach urzędu zainstalowany jest monitoring w częściach wspólnych. Do strefy administracyjnej mają dostęp jedynie pracownicy posiadający karty elektroniczne. Dodatkowo dla stref szczególnie chronionych są inne dodatkowe obostrzenia. Ze zrozumiałych względów nie możemy ujawniać sposobów tych zabezpieczeń – mówi Dariusz Nowak z biura prasowego krakowskiego ratusza.

Urzędnicy bydgoskiego magistratu tylko zdawkowo informują, że „ochroną budynków urzędu miasta i udzielaniem informacji mieszkańcom zajmuje się straż miejska”. – Dokumentem określającym sposoby postępowania strażników jest „Plan ochrony budynków Urzędu Miasta Bydgoszczy” – informuje rzeczniczka urzędu miasta Marta Stachowiak, przy czym odmawia podania szczegółów dotyczących tego dokumentu.

opinia eksperta

Do całodobowej ochrony nie ma podstawy prawnej

Ryszard P. Krawczyk prezes RIO w Łodzi

ustawach ustrojowych dotyczących samorządu nie ma przepisu, który wprost pozwalałby na finansowanie z budżetów JST ochrony osobistej dla wójta, burmistrza czy prezydenta. Każda osoba publiczna, która czuje się zagrożona, może zwrócić się do policji o taką ochronę. Decyzje w tym zakresie podejmuje szef Ministerstwa Sprawa Wewnętrznych i Administracji. Takie przypadki miały już miejsce w praktyce.

Z drugiej strony nie bardzo sobie wyobrażam tworzenie takiego muru między społeczeństwem a ich reprezentantami. Praktyka wskazuje, że organy, które pochodzą z destynacji społeczeństwa i odgradzają się od niego murem, tracą na znaczeniu i stają się wyobcowane. Jeżeli musimy snuć takie rozważania, to niewątpliwie mamy do czynienia z szerszym problemem oceny rozwiązań demokratycznych, w których nie czują się bezpieczni obywatele, jak i ich przedstawiciele.

W chwili obecnej pewnym rozwiązaniem wydaje się art. 2092 par. 1 pkt 1 kodeksu pracy, który stanowi, że „w przypadku możliwości wystąpienia zagrożenia dla zdrowia lub życia pracodawca jest obowiązany: niezwłocznie poinformować pracowników o tych zagrożeniach oraz podjąć działania w celu zapewnienia im odpowiedniej ochrony”.

Oznacza to, że wówczas, gdy organ wykonawczy wykonuje czynności służbowe, taka ochrona opłacana z budżetów JST jest możliwa. Nie oznacza to, że istnieje podstawa prawna do osobistej ochrony przez 24 godziny na dobę.

Nie mam jednak wątpliwości, że problem wymaga osobnej nowej regulacji ustawowej. ©

Wyzwanie dla strażników?

W kontekście rozmów o bezpieczeństwie samorządowców pojawia się kwestia obowiązków strażników miejskich. I tak krakowski radny Łukasz Wantuch (Klub Radnych Przyjazny Kraków) uważa, że to właśnie miejskie formacje powinni zapewniać 24-godzinną ochronę osobistą prezydentom miast. – To byłoby najprostsze rozwiązanie. Taka ochrona mogłaby funkcjonować nie tylko w urzędzie i w godzinach pracy, ale strażnicy mogliby stać przed domem prezydenta miasta – tłumaczy Łukasz Wantuch.

Problem jednak w tym, że nie w każdej gminie taka formacja istnieje. – Na pewno nie można tego rozwiązywać drogą ustawową, to powinna być indywidualna decyzja każdego samorządowca. Jeśli gmina nie ma na swoim terenie straży miejskiej czy gminnej, zawsze można byłoby zatrudnić taką osobę jako pracownika urzędu lub rozważyć możliwość zatrudnienia ochroniarza z prywatnej agencji – wskazuje radny.

W podobnym duchu wypowiada się prezydent Nowej Soli Wadim Tyszkiewicz, wobec którego również kierowano groźby, a ostatnio ktoś na jezdni namalował napis: „Tyszkiewicz, ty będziesz następny” (więcej: wypowiedź Wadima Tyszkiewicza).

– Nie byłbym zwolennikiem przyjęcia klucza, że każdy włodarz potrzebuje osobistej ochrony niczym premier czy ministrowie. Być może trzeba się zastanowić nad przeformułowaniem kompetencji straży miejskich – stwierdza Krzysztof Liedel.

Na wykorzystanie tej formacji wskazywał tuż po wydarzeniach w Gdańsku wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker. – Od lat mówi się o problemie niedoregulowana kompetencji straży miejskich. Być może należy te kompetencje doprecyzować, przy okazji tego rodzaju wydarzeń, w których udział biorą ważne osoby w państwie – mówił w jednej z rozmów z DGP. Gdy dziś pytamy ministra, czy podejmie w tej sprawie konsultacje ze stroną samorządową, ucina temat: na razie konkretów nie ma.

Nie zmienia to faktu, że pole do wypracowania nowych rozwiązań jest. Pod auspicjami MSWiA funkcjonuje międzyresortowy zespół ds. współpracy ze strażami miejskimi. Część samorządowców jest zdania, że następne jego posiedzenie mogłoby być poświęcone m.in. wyciągnięciu wniosków z tego, co wydarzyło się w Gdańsku.

Już pojawiają się pierwsze pomysły dotyczące zmian związanych z funkcjonowaniem straży. Jak mówi Maria Wesoła z urzędu miasta w Toruniu, dziś, by działać jako strażnik, trzeba nosić mundur. – W ustawie można by dookreślić sprawy związane z bezpośrednią ochroną prezydentów miast czy innych przedstawicieli gminy, np. podczas udziału w imprezach masowych i zapisać, kiedy strażnik może pracować bez umundurowania – wyjaśnia. Jak dodaje, dziś przed każdą imprezą masową w urzędzie miasta organizowane są spotkania dotyczące sposobu jej zabezpieczenia. – Uczestniczą w nich przedstawiciele policji, straży pożarnej, straży miejskiej, wydziału ochrony ludności oraz firmy ochroniarskiej i organizatorzy imprezy – opowiada.

Sami strażnicy miejscy przypominają, że dziś bywają doraźnie oddelegowani do ochrony, ale wyłącznie w zakresie ochrony spokoju i porządku. – Czyli np. w czasie trwania sesji rady miasta lub w trakcie zgromadzeń, uroczystości i imprez, w których uczestniczą urzędnicy miejscy. Ale działania te nie dotyczą ochrony osobistej urzędników, do której funkcjonariusze nie mają uprawnień – odpowiada nam referat prasowy straży miejskiej m.st. Warszawy.

Od przedstawicieli wrocławskiej straży miejskiej słyszymy, że obecnie zajmują się ochroną urzędów miejskich (służba w obiekcie przez 24 godziny na dobę oraz dozór zewnętrzny) oraz sesji rady miejskiej (o umundurowany patrol i jego obecność na sesji występuje biuro rady miejskiej, gdy istnieje domniemanie, że publiczność może reagować, naruszając prawo). – Moim zdaniem łatwiej rozszerzyć zakres działania Służby Ochrony Państwa (SOP) o ochronę samorządowców, bo to służba wyspecjalizowana w takim działaniu – uważa z kolei Waldemar Forysiak ze straży miejskiej we Wrocławiu.

Gdy dopytujemy MSWiA o możliwości związane z ochroną osobistą włodarzy wykonywaną czy to przez straż miejską czy przez SOP, w odpowiedzi słyszymy, że „niezależnie od barw politycznych i poglądów wszyscy politycy, samorządowcy czy osoby pełniące funkcje publiczne w przypadku jakichkolwiek gróźb pod ich adresem, powinni natychmiast powiadomić policję”. – Funkcjonariusze zawsze podejmują i będą podejmowali działania adekwatne do konkretnej sytuacji – zapewnia MSWiA. ©

pytania do eksperta

Straże miejskie i gminne nie uchylają się od nowych zadań

Artur Hołubiczko prefekt Krajowej Rady Komendantów Straży Miejskich i Gminnych RP

W jaki sposób straż miejska ochrania dziś najważniejszych samorządowców?

Straże miejskie i gminne nie realizują permanentnej ochrony prezydentów, burmistrzów, wójtów bądź innych lokalnych VIP-ów. Taki element pojawia się zwykle przy zabezpieczaniu imprez masowych i uroczystości, które straże zabezpieczają co do zasady. Jeśli na takiej uroczystości pojawia się ktoś szczególnie ważny, to oczywiście część naszej uwagi skupia się na takiej osobie i jej bezpośrednim otoczeniu.

Czy w kontekście ostatnich wydarzeń należy pomyśleć o zmianie kompetencji strażników miejskich, by mogli zapewniać osobistą ochronę włodarzom chociażby przy okazji imprez masowych?

Nie uchylamy się przed nowymi obowiązkami czy wyzwaniami. Trzeba jednak pamiętać, że gmin w Polsce jest ok. 2,5 tys., a straży ok. 500. Bardzo różne są też możliwości ich oddziaływania. Są jednostki kilkuset- i kilkuosobowe. O potrzebę i zakres ochrony osobistej w wykonaniu strażników miejskich należałoby przede wszystkim spytać włodarzy oraz właściwych ministrów. Jeśli podjęte zostaną prace legislacyjne, to trzeba pamiętać o tym, że kondycja finansowa samorządów pozostawia wiele do życzenia i to odbija się na strażach. Nie chciałbym, by samorządy obarczano nowym zadaniem, zostawiając je samym sobie.

O jakich rozwiązaniach należałoby pomyśleć?

W przypadku ustawowego uregulowania udziału straży w ochronie osobistej włodarzy miast bądź najważniejszych miejsc w gminie należy liczyć się z dodatkowymi kosztami związanymi ze zwiększeniem zatrudnienia, zakupem dodatkowego wyposażenia. Może nawet w broń palną. Bandyta w Gdańsku użył noża. A co jeśli kiedyś inny bandyta będzie chciał użyć pistoletu? Potrzebne będą też specjalistyczne szkolenia, zwykle są one drogie. I tu pożądana byłaby pomoc instytucji rządowych, np. bezpłatne szkolenia strażników przez policję lub inne służby specjalne. Należy też rozważyć realizowanie czynności służbowych w pewnych sytuacjach bez umundurowania. ©

Rozmawiał Tomasz Żółciak

 

ATAKI NA WŁODARZY I URZĘDNIKÓW Osobiste porachunki i działania osób niezrównoważonych ©

Wiceburmistrz Wadowic Ewa Całus została zaatakowana w swoim gabinecie przez jedną z mieszkanek. Kobieta miała uderzyć urzędniczkę kilkakrotnie w twarz. „Szczucie na nas i awantury trwają od czterech lat (...). Najpierw niszczyli nam banery, teraz doszło do rękoczynów” – skomentował zdarzenie na Facebooku burmistrz miasta Mateusz Klinowski.

Burmistrz Łasku (woj. łódzkie) Gabriel Szkudlarek został zaatakowany gazem pieprzowym i porażony paralizatorem podczas dożynkowej mszy przez 58-letniego mieszkańca gminy. „Mężczyzna siedział w kościele od godz. 12. W trakcie kazania wstał ze swojego miejsca i poszedł w stronę ławek, gdzie siedział burmistrz z żoną i pani starosta. Mężczyzna zaczął coś wykrzykiwać w stronę burmistrza i obrażać go. Po chwili wyciągnął gaz i zaatakował” – opisywał zdarzenie Dziennik Łódzki.

W gabinecie burmistrza Chęcin (woj. świętokrzyskie) zabarykadował się 44-latek wyposażony w nóż i niezidentyfikowaną ciecz. Pracownikom urzędu nic się nie stało (burmistrz zdążył opuścić biuro), a mężczyznę zatrzymała policja (trafił do szpitala psychiatrycznego).

Burmistrz Ujazdu (woj. opolskie) Tadeusz Kauch został zaatakowany przez nieznanych sprawców, którzy go poturbowali. Samorządowiec twierdził, że wcześniej otrzymał SMS z pogróżkami, odbierał też głuche telefony, a miesiąc wcześniej skradziono mu auto.

Przed siedzibą wydziału ds. spraw obywatelskich urzędu w Częstochowie pobity został jego wicenaczelnik. „Wszystko wskazuje na to, że napad miał związek z pełnioną przez niego funkcją. To oburzające, że taka agresja dosięgnęła osobę, która szła do pracy, a jej powodem mogły być wykonywane przez nią służbowe obowiązki” – napisał prezydent Częstochowy Krzysztof Matyjaszczyk.

oprac. TŻ

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.