Nie wszyscy teraz wjadą na krakowski Kazimierz
Za dwa dni ruszy tam pierwsza w Polsce strefa czystego transportu. Niewielka, bo obejmująca ledwie 15 ulic, na historycznym terenie. Ale przez to, że tak mała, możliwa do objechania przez samochody, które nie spełnią wyśrubowanych norm. Bo do strefy będą mogły dostać się jedynie auta na prąd i gaz CNG. A tych w całym Krakowie jest w sumie około tysiąca. Oczywiście od zasady będą wyjątki – wjadą mieszkańcy, niezależnie od tego, jakie posiadają auta, służby miejskie, osoby z niepełnosprawnością oraz taksówkarze i dostawcy (te dwie ostatnie grupy tylko w okresie przejściowym). Samochody uprawnione do wjazdu będą oznaczone. Te na prąd czy gaz specjalnymi naklejkami, mieszkańcy i przedsiębiorcy będą zaś mogli wystąpić do urzędu miasta o identyfikator. W egzekwowaniu przepisów pomogą: Straż Miejska, policja i kontrolerzy strefy płatnego parkowania. Po co to wszystko? Oczywiście celem numer jeden jest walka ze smogiem i sprawdzenie, czy w centrum dużego historycznego miasta można się obejść bez samochodów. A Kazimierz jest świetnym obszarem do pilotażu, bo to jedna z najpopularniejszych dzielnic, zatłoczona, turystyczna. Jaki będzie efekt? Trudno przewidzieć. Krytycy tego rozwiązania twierdzą, że strefa spowoduje jeszcze większe korki w mieście i ograniczy biznes. Lokalne władze się z tym nie zgadzają i dają sobie pół roku na ostateczną decyzję – jeśli strefa się sprawdzi, zostanie na stałe, a może nawet będzie rozszerzona na całe śródmieście. Ale jedno jest pewne – na Kraków będą teraz patrzeć władze innych miast. Jeśli się okaże, że to rozwiązanie faktycznie zmniejsza smog, strefy mogą w Polsce obrodzić jak grzyby po deszczu. © ℗ C4–5
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu