Rząd nie ma pieniędzy na leczenie pedofilów
A według ekspertów chemiczna kastracja to populistyczny wymysł polityków
Wszystko wskazuje, że ustawa o chemicznej kastracji pedofilów jest niewykonalna. Mimo że nowe przepisy zaczną obowiązywać już 1 stycznia przyszłego roku, nadal nie zostały wyznaczone ośrodki, gdzie będą leczeni pedofile. A specjaliści twierdzą, że chemiczna kastracja nie likwiduje problemu, gdyż leki wprawdzie hamują popęd seksualny, ale nie leczą z pedofilskich skłonności.
Ministerstwo Zdrowia otwarcie przyznaje, że wciąż nie sporządziło listy placówek, które będą leczyć pedofilów. Nie potrafi też ocenić, jakie będą koszty ich uruchomienia i skąd weźmie na to pieniądze. - Wyliczenie kosztów będzie możliwe dopiero po uzyskaniu zgody organów założycielskich ZOZ-ów na umieszczenie ich w tym wykazie - informuje rzecznik resortu zdrowia Piotr Olechno. I otwarcie dodaje, że przygotowania do wprowadzenia ustawy w życie są wciąż na bardzo wstępnym etapie.
Pojawi się też inny problem. Specjaliści zarzucają politykom wprowadzanie opinii publicznej w błąd. Zdaniem ekspertów kastracja chemiczna nie jest bowiem skuteczną metodą na unieszkodliwienie pedofilów.
- To bzdura, politycy tylko mamią ludzi, że jak się poda pedofilowi leki, to już nikogo nie skrzywdzi - mówi prof. Janusz Heitzman, kierownik Kliniki Psychiatrii Sądowej w warszawskim Instytucie Psychiatrii i Neurologii. - Trzeba pamiętać, że pedofilia tkwi w głowie. Pedofil, którego zmusimy do brania leków, nie przestanie fantazjować na temat dzieci i dążyć do urzeczywistnienia tych fantazji. Może nawet po kryjomu wziąć lekarstwa o przeciwnym działaniu, np. zastrzyki z testosteronem - ostrzega.
A wtedy, zdaniem prof. Heitzmana, chęć rozładowania napięcia może spowodować większą agresję, którą pedofil zechce rozładować, na przykład mordując dzieci.
Całkowicie zgadza się z tą tezą seksuolog prof. Maria Beisert. - "Kastracja chemiczna" to termin wyjątkowo niefortunny. Politycy posługują się pojęciami, których nie rozumieją, wywołując śmiech każdego profesjonalisty - dodaje.
Prof. Beisert tłumaczy, że kastracja kojarzy się z czymś nieodwracalnym, natomiast leki obniżające poziom testosteronu przestają działać dość szybko po ich odstawieniu.
Lekarze ostrzegają, że wprowadzanie ludzi w błąd może mieć fatalne skutki. - Kuratorom czy sędziom wydaje się, że zarządzenie przymusowej kastracji coś da. Nic podobnego! Podobnie jak w przypadku alkoholizmu, także w leczeniu pedofilii niezbędna jest dobra wola samego zainteresowanego - tłumaczy prof. Beisert.
Seksuolodzy zgodnie twierdzą, że sens ma jedynie kompleksowa terapia, która nauczy pedofila kontroli nad swymi zachowaniami i osiągania satysfakcji seksualnej bez niedozwolonych fantazji z dziećmi w roli głównej. Leki są w tym pomocne, ale niewystarczające. Zresztą nie można ich stosować zbyt długo, bo powodują poważne zaburzenia wyglądu, np. wzrost piersi.
Eksperci zgodnie podkreślają, że leczenie pedofilów trwa bardzo długo, czasem nawet 20 lat. - To trudna i skomplikowana, ale jedyna metoda. Kastracja chirurgiczna nie wchodzi w grę. To było nielegalne. Bo to tak, jakbyśmy postanowili złodziejowi uciąć rękę - tłumaczy prof. Janusz Heitzman. I przypomina, że nawet najskuteczniejsze terapie nie są w stanie całkowicie zahamować pedofilskich popędów: aż 20 proc. "wyleczonych" osób ma nawroty choroby. Dlatego konieczne jest stałe monitorowanie osób, które dopuściły się przestępstw na tle seksualnym.
@RY1@i02/2009/241/i02.2009.241.000.002a.001.jpg@RY2@
Skazani za obcowanie płciowe z dziećmi
Iwona Dudzik
iwona.dudzik@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu