Rosjanie ociągają się z pomocą
Przez brak podpisu jednego rosyjskiego urzędnika polska prokuratura nie dostaje obiecanych dokumentów ze śledztwa w sprawie katastrofy w Smoleńsku.
W czwartek z Moskwy wrócił szef Naczelnej Prokuratury Wojskowej Krzysztof Parulski. Interweniował tam w sprawie bezczynności rosyjskiej prokuratury. Rosjanie wciąż nie zrealizowali pierwszego wniosku o pomoc prawną wysłanego... 10 kwietnia. Polska prokuratura ma jedynie 23 protokoły z przesłuchań i oględzin miejsca katastrofy, w których brali udział polscy oskarżyciele wspólnie z Rosjanami. Ostatnio dostała także kopię nagrań i stenogram rozmów załogi Tu-154M. Ale nie od rosyjskiej prokuratury. Przekazał je szef MSWiA Jerzy Miller, który przewodniczy polskiej komisji badającej przyczyny katastrofy. On dostał je od międzynarodowej komisji MAK.
Teraz gra toczy się o obiecane przez Rosjan jeszcze na początku maja sześć tomów akt. Zawierają one przeszło tysiąc kart dokumentów z samego początku postępowania. Są tam analizy miejsca katastrofy. Opisano w nich, w jakich odległościach od siebie znaleziono konkretne części prezydenckiego samolotu.
Akta już w czasie wizyty prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta leżały przygotowane w Wydziale Współpracy Międzynarodowej rosyjskiej Prokuratury Generalnej.
- Przekazanie akt polega na ich skserowaniu i wysłaniu pocztą. Może ta opieszałość wynika z porozumienia między prokuraturami obu krajów? - zastanawia się mec. Rafał Rogalski, pełnomocnik Jarosława Kaczyńskiego i rodzin kilku innych ofiar katastrofy.
Rosjan przed przekazaniem dokumentów powstrzymuje brak na skserowanych aktach podpisu odpowiedniego urzędnika rosyjskiej Prokuratury Generalnej. - Przez pewien czas był on nieobecny - potwierdza płk Zbigniew Rzepa, rzecznik Naczelnej Prokuratury Wojskowej. Kto zwlekał z podpisem? - Dzisiaj nie mogę w tej kwestii nic konkretnego odpowiedzieć, proszę zadzwonić jutro - powiedziała "DGP" Swietłana Pietrienko, rzecznik Komitetu Śledczego przy Prokuraturze Generalnej.
Sytuację ma zmienić wyjazd do Moskwy prokuratora Marka Pasionka. Pasionek przez lata pracował w katowickiej prokuraturze, potem był zastępcą koordynatora służb specjalnych, by w 2007 roku trafić do Naczelnej Prokuratury Wojskowej. Napisał krytyczny raport o działaniach prokuratorów w pierwszych dniach po katastrofie. Wytknął im m.in., że nie opieczętowali polskimi plombami oryginalnych urządzeń na lotnisku Siewiernyj.
Polska prokuratura wysłała już pięć wniosków o pomoc prawną. W ostatnim poprosiła o wypożyczenie oryginalnych czarnych skrzynek. Okazało się bowiem, że w cyfrowej kopii rejestratora rozmów z kokpitu jest błąd. Minister Miller wrócił w czwartek z nową kopią. Tłumaczył, że rejestrator jest zbudowany w starej technologii, jak taśma magnetofonu szpulowego. - Gdy zapis doszedł do końca szpuli i miał nastąpić autoreverse, przez moment taśma zaczęła biec w nieco innym tempie i nie byliśmy pewni, czy nagranie jest dokładne - tłumaczył Miller.
Maciej Duda, wsp.: Nino Dżikija
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu