Anna Jarucka winna wszystkich zarzutów
Była asystentka Włodzimierza Cimoszewicza Anna Jarucka została wczoraj skazana na półtora roku więzienia w zawieszeniu na pięć lat. Przed pięcioma laty to właśnie po aferze z jej udziałem polityk lewicy wycofał się ze startu w wyborach.
- Prowokacja pani Jaruckiej została zdemaskowana i osądzona - triumfował po ogłoszeniu wyroku pełnomocnik Cimoszewicza mec. Bogdan Michalak. Sam Cimoszewicz nie pojawił się wczoraj na sali sądowej. Zabrakło też Anny Jaruckiej, która zasłaniała się "względami rodzinnymi". Pod jej nieobecność sąd uznał ją winną sfałszowania dokumentu, w którym Włodzimierz Cimoszewicz miał w 2002 r. rzekomo upoważnić ją do zamiany swego oświadczenia majątkowego za 2001 r., i posłużenia się nim. Sędzia Salomea Truszkowska podkreślała przy tym, że Jarucka działała z wyrachowaniem, a czyny, których się dopuściła, "realizując osobiste interesy", są naganne moralnie i mają wysoki stopień szkodliwości społecznej.
To po wystąpieniu Anny Jaruckiej Cimoszewicz - jeden z liderów wyborów prezydenckich w 2005 roku - wycofał się z wyścigu o prezydenturę. - Zmasowana akcja czarnej propagandy skierowana przeciwko mnie przyniosła zamierzony skutek - mówił wtedy. Jego była asystentka zapewniała wówczas, że nie działała na niczyje zlecenie i że nie było jej celem "obciążanie kogokolwiek ani branie udziału w kampanii prezydenckiej". Sąd uznał wczoraj, że motywem jej działań mogła być chęć zemsty za ignorowanie przez Cimoszewicza jej próśb o załatwienie dla niej i męża pracy w zagranicznej placówce we Włoszech.
monk, pap
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu