Policjanci oskarżeni za przetarg na radiowozy
23 funkcjonariuszy odpowie za jeden z najbardziej kontrowersyjnych przetargów w historii polskiej policji: zakupu rumuńskich radiowozów Aro.
Prokuratorzy mają dowody, że transakcja była ustawiona, a jej organizatorzy wzięli łapówki. Śledztwo w tej sprawie trwało trzy lata. Teraz do sądu trafił akt oskarżenia obejmujący 23 oficerów, w tym byłych już szefów policyjnej logistyki. Usłyszeli zarzuty sprawstwa kierowniczego, przekroczenia uprawnień dla osiągnięcia korzyści majątkowej i poświadczenia nieprawdy w dokumentach.
Przetarg odbył się w 2004 r., gdy MSWiA kierował Krzysztof Janik (SLD), a działalność policji nadzorował wiceminister Andrzej Brachmański. W ocenie śledczych specyfikacja przetargu została przygotowana w taki sposób, że wygrać mógł tylko jeden oferent, czyli firma Damis, bardziej znana z prowadzenia bazaru na Stadionie Dziesięciolecia. Policja za 105 terenówek zapłaciła niemal 7 mln zł.
Gdy pierwsze auta trafiły do komisariatów, media ujawniły, że wozy się rozsypują i mają dziesiątki awarii. Większość wróciła do serwisów jeszcze przed przejechaniem pierwszych 100 km. Awarii uległ nawet specjalnie przygotowywany na pokaz dla dziennikarzy egzemplarz. Według prokuratury, mimo że firma Damis spóźniała się z dostawą radiowozów i można było wyegzekwować wysokie kary, sfałszowano protokół odbioru partii 88 aut, choć w rzeczywistości nie wyjechały one jeszcze z fabryki w Rumunii.
Wkrótce po sprzedaży do Polski 105 wadliwych radiowozów Aro ich producent zbankrutował.
Robert Zieliński
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu