Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawo karne i wykroczeniowe

Temida musi być przede wszystkim skuteczna

Ten tekst przeczytasz w 26 minut

Po bijatykach podczas Euro 2012 prezydent RP Bronisław Komorowski stwierdził, że należy zaostrzyć kary za chuligaństwo z nienawiści. Czy wyższe wyroki faktycznie poprawią bezpieczeństwo na ulicach? Czy kary w zawieszeniu mają sens?

Postulat zaostrzenia kar ożywa w parlamencie po każdej ulicznej zadymie czy w przypadku wyjątkowo drastycznej zbrodni. O zmianach w systemie karnym dyskutuje się też w komisji kodyfikacyjnej prawa karnego, która pracuje nad zmianami w kodeksie karnym.

- Wymierzając karę, trzeba brać pod uwagę ciężar gatunkowy przestępstwa. Nie można na takich samych zasadach traktować np. przedsiębiorcy, który uchyla się od płacenia podatków, jak sprawcy, dla którego status przedsiębiorcy stanowi tylko dogodny środek do popełniania przestępstw w ramach zorganizowanej grupy przestępczej instrumentalnie wykorzystującej sprawy podatkowe. Niestety w praktyce te różnice się zacierają - twierdzi dr Jerzy Duży z Prokuratury Okręgowej w Bydgoszczy.

Podobny wyznaje ma prof. dr hab. Piotr Kruszyński. - Konieczna jest indywidualizacja wymiaru kary. Na przykład gdy ktoś podczas Euro użył wulgarnego słowa wobec policjanta, to nie ma potrzeby od razu skazywać go na bezwzględną karę pozbawienia wolności. Powinien zapłacić grzywnę albo zostać skazany na karę w zawieszeniu. Uważam jednak, że za czynną napaść powinien zostać skazany na karę więzienia. Kara musi mieć charakter odstraszający - dodaje prof. Kruszyński.

Natomiast prof. dr hab. Piotr Kardas twierdzi, że poziom represyjności prawa karnego jest wystarczający. Nie ma racjonalnych powodów, aby postulować zmianę polityki karania w kierunku jej zaostrzenia. - Natomiast trzeba przeanalizować, jak funkcjonuje system wymiaru sprawiedliwości. Należy zbadać, czy stopień jego represyjności jest sprawny, czy postępowania są prowadzone skutecznie i szybko. Istotna jest tutaj nieuchronność wymierzenia kary za popełnione przestępstwo. Na tym polega sprawny system wymiaru sprawiedliwości- uważa prof. Kardas.

Również zdaniem prof. Włodzimierza Wróbla, członka komisji kodyfikacyjnej prawa karnego, zaostrzenie polityki karnej nie ma sensu. - Trzeba jednak zracjonalizować to, co mamy. Warto usuwać środki, które generują wysokie koszty, np. surowe kary za kradzież roweru - stwierdza.

- Kara pozbawienia wolności przeżywa obecnie ogromny kryzys. Skazanie na pozbawienie wolności nie odstrasza potencjalnych przestępców przed popełnieniem kolejnego przestępstwa. Wprawdzie w zakładach karnych prowadzone są programy resocjalizacyjne, ale mało kto wypowiada się na temat ich skuteczności - mówi w rozmowie z "Prawnikiem" prof. dr hab. Jerzy Kasprzak z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego.

Z kolei Krzysztof Kwiatkowski, były minister sprawiedliwości i przewodniczący komisji nadzwyczajnej do spraw zmian w kodyfikacjach, domaga się skutecznego wymierzania sprawiedliwości. Jego zdaniem kara musi być dostosowana do czynu i sprawcy. Trzeba też pamiętać o prewencyjnym, czyli odstraszającym charakterze kary. Niestety są okresy, gdy nawołuje się np. do wymierzania surowych kar za jakiś czyn albo do łagodnego traktowania pewnej grupy sprawców.Okazuje się, że nawet w polityce karania są trendy jak w modzie.

@RY1@i02/2012/123/i02.2012.123.070000400.101.jpg@RY2@

Fot. materiały prasowe

Henryk Komisarski, prezes Sądu Okręgowego w Poznaniu

Polityka karania nie jest najlepsza, bo sądy najczęściej skazują na karę pozbawienia wolności z zawieszeniem. Kara grzywny i ograniczenia wolności stanowią jedynie niewielki odsetek wymierzanych kar. Tymczasem w świadomości skazanych pokutuje pogląd, że kara w zawieszeniu nie jest żadną karą, bo najczęściej nie są z nią związane żadne dolegliwości, nawet finansowe. Tak więc pytani o karalność zazwyczaj twierdzą, że nie byli karani. Mają wręcz poczucie bezkarności.

Uważam, że orzeczenie wyłącznie kary pozbawienia wolności z zawieszeniem z reguły nie przynosi żądanego efektu resocjalizacyjnego. Z drugiej strony osoby skazane na taką karę częstokroć zapominają o tym, że może ona zostać odwieszona - wystarczy popełnić nawet drobne przestępstwo, by na długi czas trafić do zakładu karnego. Również sędziowie nie zawsze zwracają na to uwagę przy orzekaniu, tzn. wymierzają wysokie kary w zawieszeniu, choć gdyby za to samo przestępstwo musieli orzec karę bezwzględną, to wymierzyliby znacznie krótszą.

Mamy też w kraju wysoki współczynnik prizonizacji, chodzi mi tutaj o stosunek obywateli, którzy przebywają w zakładzie karnym, w stosunku do obywateli wolnych. Tymczasem w krajach starej Unii Europejskiej sytuacja jest odwrotna, najwięcej orzeka się kar nieizolacyjnych. Na taką politykę karania na pewno wpływa kwestia zamożności społeczeństwa, bo łatwiej jest wymierzać karę grzywny w społeczeństwie bogatym.

Z kolei orzeczenie kary ograniczenia wolności nakłada na sędziów dodatkowe obowiązki. Np. skazanemu trzeba znaleźć pracę, którą będzie wykonywał w ramach odbywania tej kary. W dodatku nie wszystkie firmy chcą zatrudniać skazanych, bo wymaga to od nich stworzenia określonych warunków. Na tle kraju wykonanie tej kary funkcjonuje dobrze w województwie wielkopolskim.

Uważam, że kara ograniczenia wolności jest bardziej dolegliwa dla skazanego, bo musi on dodatkowo pracować albo potrąca się mu z pensji określoną kwotę i w związku z tym spotykają go realne dolegliwości. Poza tym kara ta daje najlepsze efekty resocjalizacyjne.

Dobrym rozwiązaniem byłoby też wprowadzenie możliwości orzeczenia kary pozbawienia wolności, która w większej części byłaby zawieszana, a tylko w niewielkim zakresie podlegałaby bezwzględnemu wykonaniu. W takim przypadku skazany nie miałby poczucia bezkarności, a zarazem miałby świadomość, co go czeka, jeżeli ponownie naruszy porządek prawny. Taki system obowiązuje w wielu krajach i przynosi rezultaty. Aby jednak można go było zastosować w Polsce, trzeba zmienić przepisy prawa karnego.

Polski system karania w dużej mierze nastawiony jest bowiem na zwalczanie skutku, tj. na odwecie na sprawcy za popełnione przez niego przestępstwo. W niewielkim zakresie bierze się pod uwagę przyczyny, które zdecydowały o popełnieniu czynu zabronionego. Bardzo często przyczyny popełnienia przestępstwa tkwią w alkoholizmie lub używaniu narkotyków przez sprawców albo w braku pracy czy też w kłopotach zdrowotnych. Takie osoby potrzebują pomocy. Umieszczenie ich w zakładzie karnym nie rozwiązuje problemu. Kiedy wyjdą na wolność, znowu popełnią przestępstwo. Podjęcie wobec takich osób stosownych i realnych działań leczniczych, terapeutycznych itp. - w ramach probacji - w wielu przypadkach pozwoliłoby im uniknąć odbywania kary w zakładzie karnym.

Nie chodzi tu oczywiście o sprawców najpoważniejszych przestępstw, takich jak zabójstwa i rozboje, ale o osoby, które dopuściły się czynów o stosunkowo niedużym lub średnim stopniu szkodliwości. Tym bardziej że w zakładzie karnym zamiast się zresocjalizować, skazany często uczy się od innych więźniów, jak popełniać przestępstwa i w efekcie jego stopień demoralizacji tylko się pogłębia. Zdarza się, że ktoś trafia do więzienia za drobne przestępstwo, a po wyjściu na wolność dopuszcza się rozboju.

Nie ma sensu zaostrzać karania, surowo należy traktować tylko sprawców najpoważniejszych przestępstw

@RY1@i02/2012/123/i02.2012.123.070000400.102.jpg@RY2@

Fot. materiały prasowe

ppłk Luiza Sałapa, rzecznik dyrektora generalnego Służby Więziennej

Polityka karania jest dosyć surowa i dlatego nie ma potrzeby, by ją jeszcze zaostrzać. Posłużę się statystyką. Na koniec grudnia 2011 r. w zakładach karnych przebywało 656 osób z wyrokami od 1 do 3 miesięcy, 5 tys. od 3 do 6 miesięcy i 15 tysięcy osób z wyrokami od 6 miesięcy do roku. Liczby te pokazują, że system karania w Polsce jest restrykcyjny. Gdyby bardziej niż do tej pory wykorzystywać możliwość kierowania na terapię oraz egzekwowania obowiązków nakładanych przez sądy, np. przy wyrokach orzekanych w zawieszeniu, to wówczas skazanych w więzieniach byłoby mniej. Niestety sądy, wymierzając karę pozbawienia wolności w zawieszeniu, nie nakładają na skazanego żadnych obowiązków w okresie próby. Oceniam jako dobrą politykę orzekania kar pozbawienia wolności w zawieszeniu, ponieważ daje to szansę skazanemu na poprawę, ale muszą się z tym wiązać konkretne obowiązki nałożone na skazanego. W maju 2012 r. było 48 412 wyroków do wykonania. To dotyczyło 40 519 osób, bo niektóre osoby mają kilka wyroków do wykonania.

Natomiast 35 477 osób nie zgłosiły się do odbycia kary, mimo że zostały przez sąd wezwane. Te osoby same się uchylają. Część z nich korzysta z prawa do odroczenia wykonanej kary np. a powodu stanu zdrowia lub skomplikowanej sytuacji rodzinnej. Natomiast dosyć duża grupa osób nie zgłasza się do zakładu na wezwanie i się ukrywa. Ponad 4 tys. osób odbywa karę pozbawienia wolności w systemie monitoringu elektronicznego, czyli w tzw. obrączkach. Jest to dolegliwy sposób odbycia kary, bo skazany musi być w wyznaczonych miejscach w wyznaczonym czasie, np. w domu albo w pracy. Czy spełnia on te wymogi, sprawdza system. I o tym, że nie ma go w wyznaczonym miejscu lub przeciął obrączkę, zostaje zawiadomiona policja. Konsekwencją jest zmiana systemu takiego odbywania kary na bezwzględną karę pozbawienia wolności. Usprawiedliwieniem może być jedynie nagły przypadek losowy, np. pobyt w szpitalu. Uważam, że taki skazany powinien mieć również nałożony obowiązek odbycia terapii.

@RY1@i02/2012/123/i02.2012.123.070000400.103.jpg@RY2@

Fot. wojchiech jargiło

Ireneusz Kuna, prokurator Prokuratury Okręgowej w Lublinie

Termin "polityka karania", szczególnie gdy mowa o zaostrzaniu tej polityki, jest wyjątkowo nośny medialnie, a przez to ulubiony przez wszystkich polityków obdarzonych misją permanentnej reformy prawa karnego, bo z punktu widzenia przeciętnego obywatela oznacza, że wreszcie zapanuje porządek i przestępcy zostaną surowiej ukarani. Obywatele wyborcy kochają zaś swoich dzielnych szeryfów.

Na podstawie własnego doświadczenia zawodowego twierdzę, że - na szczęście - w praktyce prokuratorskiej termin ten nie ma istotnego znaczenia. W ramach instynktu samozachowawczego zastrzegam od razu, że nie jestem prokuratorem kontestatorem. Chodzi mi wyłącznie o to, że kwestia orzekania kar nie jest zagadnieniem z dziedziny jakiejkolwiek polityki, lecz jest wyłącznie domeną sędziowskiego wymiaru kary - i niech nadal tak pozostanie.

"Polityka karania" niejako z góry zakłada represyjność, a więc obowiązek zaostrzenia kar za politycznie modny w danym momencie typ przestępstw. Zawsze prowadzi do nadmiernego uogólnienia, bezpodstawnie spychającego na drugi plan indywidualizację wymiaru kary. Na przestrzeni lat pamiętam co najmniej kilka rodzajów różnorodnych wytycznych prokuratorów generalnych - ministrów sprawiedliwości - zalecających bardziej dynamiczne albo skuteczne ściganie, a to np. złodziei, a to pijanych kierowców lub jakichkolwiek innych przestępców, zawsze zgodnie z aktualnym zapotrzebowaniem politycznym.

W praktyce prokuratorskiej zalecenia te z reguły nie spowodowały nagłego wzrostu wykrywalności takich przestępstw lub jakiegoś szczególnego, wzmożonego nimi zainteresowania przedstawicieli organów ścigania. W żadnym przypadku nie były to jednak przejawy naszej niesubordynacji, bowiem zgodnie z zasadą legalizmu wyrażoną w art. 10 k.p.k. - prokurator ma obowiązek wszcząć i przeprowadzić postępowanie przygotowawcze oraz po wniesieniu popierać oskarżenie o każdy czyn ścigany z urzędu, niezależnie od treści jakichkolwiek wytycznych.

Również Sejm Rzeczypospolitej Polskiej próbuje wpływać na politykę karania przestępców np. 1 lipca 2010 r. weszła w życie nowelizacja art. 69 par. 4 k.k., która miała na celu zaostrzenie represji karnej wobec nietrzeźwych kierowców skazanych w warunkach określonych w par. 4 art. 178a k.k. Wolą ustawodawcy było ograniczenie liczby orzekanych w takich sprawach kar pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem ich wykonania i zastąpienie ich krótkoterminowymi, lecz bezwzględnymi, karami pozbawienia wolności. Od tej pory zawieszenie kar orzekanych za to przestępstwo mogło nastąpić w "szczególnie uzasadnionych przypadkach".

W ramach obowiązków służbowych niedawno badałem tę problematykę i na podstawie analizy akt kilkudziesięciu spraw tej kategorii przestępstw ustaliłem, że wskazana nowelizacja w praktyce niczego nie zmieniła. W każdej ze zbadanych spraw sądy I instancji wydały wyroki skazujące na kary pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem ich wykonania. W mojej ocenie - w zdecydowanej większości nie były to "szczególnie uzasadnione przypadki". Prokuratorzy rejonowi zgodnie z nową surowszą regulacją zaskarżyli te wyroki i domagali się orzeczenia bezwzględnych kar pozbawienia wolności. To były dobrze napisane apelacje, żadna z nich nie została jednak uwzględniona. Sądy odwoławcze utrzymały w mocy wszystkie zaskarżone wyroki, a apelacje oceniły jako oczywiście bezzasadne. Oznacza to, że na gruncie sędziowskiego wymiaru kary nowelizacja art. 69 par. 4 k.k. nie została przez sędziów zaakceptowana. Co najwyżej spowodowała wzrost frustracji szefów prokuratur rejonowych, bowiem wpłynęła na drastyczne pogorszenie statystycznych wyników w zakresie skuteczności apelacyjnej.

Ustawodawca nie zagwarantował bowiem prokuratorom wydziałów sądowych prokuratur okręgowych żadnego środka odwoławczego, bo kasacja w zakresie kary nie jest dopuszczalna.

Kara ograniczenia wolności od lat istnieje w naszym ustawodawstwie karnym. Jej stosowanie w czasie kryzysu bywa jednak problematyczne, bo wskazany w art. 34 par. 2 pkt 2 k.k. obowiązek wykonywania nieodpłatnej kontrolowanej pracy na cele społeczne - może być niewykonalny w sytuacji, gdy często brak jakiejkolwiek pracy.

Najbardziej skuteczną jest kara nieuchronna. Początkujący przestępca zazwyczaj nie przejmuje się wysokością grożącej mu kary, bo jej nie zna lub jeśli nawet zna, to jest mu obojętna, ponieważ liczy na bezkarność spowodowaną tym, że nie zostanie ujęty. Recydywista zaś, a więc przestępca doświadczony, już wie, że wcześniej czy później jakąś karę poniesie i traktuje to jako swoje ryzyko zawodowe.

W ciągu kilku ostatnich lat ustawy karne były tak często nowelizowane, że nawet najbardziej doświadczeni praktycy zaczynają mieć kłopoty, by za tymi zmianami nadążyć. W wielu przypadkach zmiany dotyczyły zaostrzenia kar za poszczególne typy przestępstw. W praktyce prokuratorskiej nie zauważyłem jednak żadnego istotnego wpływu takich zaostrzeń na wysokość orzekanych przez sądy kar. Jest to zrozumiałe, bo nowelizacje zazwyczaj dotyczyły zwiększenia górnej granicy ustawowego zagrożenia za dane przestępstwo, w rzeczywistości zaś niezmiernie rzadko sądy orzekają kary zbliżone do tej górnej granicy ustawowego zagrożenia.

Uważam, że polscy sędziowie są dobrze przygotowani do wykonywania swojego zawodu i żadne "ręczne sterowanie" w postaci polityki surowego karania zgodnego z aktualnymi akurat trendami - nie jest im potrzebne, i - co najważniejsze - nie jest skuteczne. Sędziowska niezawisłość wsparta zdrowym rozsądkiem i doświadczeniem życiowym, które posiadają, stanowią co do zasady gwarancję orzekania kar właściwych w danych zawsze jednostkowych i indywidualnych przypadkach.

W wyjątkowych sytuacjach, w razie wyroków wadliwych, istnieje kontrola instancyjna inicjowana np. w drodze apelacji. To w zupełności wystarczy.

Spektakularne akcje polityków - specjalistów ds. zaostrzenia kar - zawsze kiedyś się kończą. Jakakolwiek odgórnie narzucona czy wręcz wymuszana polityka karania nie była i nie będzie skuteczna. Żadne zasadnicze zmiany w tym zakresie nie są potrzebne, szczególnie jeśli próbują je forsować politycy nieposiadający praktycznego doświadczenia.

W najgorszym razie trzeba przeczekać, polityka karania przecież też się zmienia, i oczywiście zawsze rzetelnie wykonywać swoje ustawowe obowiązki.

Spektakularne akcje polityków zawsze kiedyś się kończą. Jakakolwiek odgórnie narzucona czy wręcz wymuszana polityka karania nie była i nie będzie skuteczna

@RY1@i02/2012/123/i02.2012.123.070000400.104.jpg@RY2@

Fot. materiały prasowe

prof. dr hab. Jacek Giezek, prodziekan Okręgowej Rady Adwokackiej we Wrocławiu

Prof. Andrzej Zoll proponuje, by urealnić karę ograniczenia wolności oraz stworzyć podstawy do szerszego jej stosowania. Warto ją rozważyć przede wszystkim dlatego, bo kara ta jest stosowana niezwykle rzadko. Nie potrafię niestety wskazać żadnego przypadku z mojej praktyki, w którym sięgnięto by do tej kary. Uważam, że niechęć sądów do stosowania kary ograniczenia wolności można wytłumaczyć przede wszystkim tym, że znacznie łatwiej jest wymierzyć karę pozbawienia wolności. Nie trzeba wówczas określać warunków, w jakich miałaby być ona wykonana.

Kodeks przewiduje relatywnie dużo możliwości orzekania kary ograniczenia wolności. Sądy mogą np. skorzystać z art. 58 k.k. i wymierzyć ją przy różnego rodzaju występkach, które są zagrożone karą pozbawienia do lat pięciu. Możliwość ta jest jednak wykorzystywana niezwykle rzadko. Moim zdaniem wynika to również z przyzwyczajenia i ukształtowanego już orzecznictwa. Jeśli więc nie nastąpi zmiana normatywna, to tych przyzwyczajeń nie da się tak łatwo wykorzenić. Chodzi o zmianę przepisów, która by zmuszała do sięgania po karę ograniczenia wolności. Jeśli przepis będzie przewidywał wybór między rodzajami kar, to wówczas - mam takie odczucie - przeważy tradycja i sędzia nie sięgnie do kary ograniczenia wolności, a wymierzy karę pozbawienia wolności, zawieszając ewentualnie jej wykonanie.

Kara pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem jej wykonania - wbrew powszechnemu przekonaniu - też stanowi pewną dolegliwość, bo np. przy jej wymierzaniu sąd może nałożyć na skazanego różnego rodzaju obowiązki (chociażby ma prawo nakazać skazanemu naprawić szkodę). Natomiast nie jest ona oczywiście tak dolegliwa jak kara bezwzględna. Również kara ograniczenia wolności - przy odpowiednim jej ukształtowaniu - mogłaby być dla skazanego znacznie bardziej dolegliwa niż zawieszona kara pozbawienia wolności. Pamiętać jednak należy, że kodeks przewiduje również możliwość warunkowego zawieszenia wykonania kary ograniczenia wolności.

Raz jeszcze podkreślam, że po to, by przełamać pewien schemat myślenia w wymiarze sprawiedliwości, należałoby dokonać zmiany obowiązujących przepisów. Nie zawsze kara musi wiązać się z dolegliwością, jaka wynika z jej bezwarunkowego wykonania. Wiele zależy od priorytetów, z jakimi wiązać zechcemy wymiar kary, czy też - mówiąc szerzej - wymiar sprawiedliwości. Pytanie, czy zaostrzać politykę karną, nie jest wcale nowe, gdyż pojawia się ono niemal przy każdej wiekszej rozróbie czy nowelizacji przepisów kodeksu karnego. Moim zdaniem polityka karna w Polsce jest dostatecznie restrykcyjna. Niestety zazwyczaj patrzy się na nią w sposób nieobiektywny w kontekście nagłaśnianych przez media jednostkowych spraw, w których orzeczona kara nie odpowiada społecznemu poczuciu sprawiedliwości. Tym bardziej że osoby, które często wypowiadają się na ten temat, nie mają rozeznania, jak ona naprawdę wygląda. Błędem jest również czerpanie informacji na temat rzeczywistego obrazu polityki karnej z pojedynczych przypadków relacjonowanych przez media, nastawione często na sensację. Uważam, że takie jednostkowe zdarzenia nie upoważniają do przedstawiania uogólniających wniosków. Jestem zdania, że nie ma takiej potrzeby, aby zaostrzać obecnie stosowaną politykę karną, natomiast trzeba zabiegać o to, aby - o ile to możliwe - kara była nieuchronna. Z tym wiąże się sprawa długości oczekiwania na wykonanie kary pozbawienia wolności.

Natomiast ze swojego doświadczenia zawodowego wiem, że najczęściej sami skazani powodują odwleczenie tego wykonania. Gdy skazany nie jest tymczasowo aresztowany, to po orzeczeniu w stosunku do niego bezwzględnej kary pozbawienia wolności wykorzystuje wszystkie instrumenty przewidziane w k.k.w., aby jak najbardziej odsunąć w czasie moment, w którym będzie się musiał stawić w zakładzie karnym. Na przykład wnosi o odroczenie wykonania kary (a jednocześnie przedkłada zaświadczenia lekarskie oraz dotyczące sytuacji rodzinnej), inicjując w ten sposób dość niekiedy długo trwające postępowanie. Zazwyczaj też odwołuje się od niekorzystnego dla siebie rozstrzygnięcia. To wszystko wymaga czasu, tym bardziej że sąd musi zweryfikować przedstawiane dokumenty i zaświadczenia. Natomiast niezwykle rzadkie są przypadki, w których wymiar sprawiedliwości zapomniałby na kilka lat o osobie skazanej na karę pozbawienia wolności.

Małgorzata Piasecka-Sobkiewicz

malgorzata.piasecka@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.