Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Do ideału jest daleko

29 czerwca 2018

Kodeks postępowania karnego ma zostać zmieniony. Niestety wbrew zapowiedziom resortu nowelizacja może wygenerować nowe problemy wymiaru sprawiedliwości

Z zainteresowaniem przeczyłem wywiad z wiceministrem sprawiedliwości Michałem Królikowskim (DGP nr 96). Niestety, jako praktyk nie ze wszystkimi tezami się zgadzam. Dlaczego?

Zacznijmy od początku. W mojej ocenie zwiększenie zaangażowania stron postępowania samoistnie z pewnością nie wpłynie na przyspieszenie postępowań sądowych. Nie wiem, co to znaczy "lepsze i bardziej dynamiczne ustalenie stanu faktycznego", bo co do zasady, stan faktyczny sprawy zostaje ustalony już na etapie postępowania przygotowawczego, a więc przed wniesieniem do sądu aktu oskarżenia. Sąd takie ustalenia wyłącznie weryfikuje.

Istotnie, w przypadku gdy sąd II instancji uchyli zaskarżony wyrok i przekaże sprawę sądowi I instancji do ponownego rozpoznania, znacząco wydłuża to okres postępowania. Obecne rozwiązanie pełni jednak ważną funkcję gwarancyjną, bo zapewnia rzeczywistą dwuinstancyjność postępowania sądowego. Nadmierna reformatoryjna ingerencja sądów II instancji w treść wyroków może w konsekwencji potencjalnie doprowadzić do faktycznego postępowania jednoinstancyjnego, bo od wyroku reformatoryjnego sądu II instancji już nie będzie można się odwołać. Nadzwyczajny środek zaskarżenia w postaci kasacji ma bowiem bardzo ograniczone podstawy. W kasacji np. nie można skutecznie podnieść zarzutu błędu w ustaleniach faktycznych.

Jeżeli sąd odwoławczy ujawni uchybienia formalne, które może naprawić - to z pewnością tak uczyni i bez uzasadnionego powodu nie uchyli takiego wyroku.

Należy uznać za słuszne rozwiązanie, które spowoduje, że sędzia i prokurator będą mogli skupić się na prowadzeniu spraw trudnych. Wyłączną kompetencją ustawodawcy jest określenie, które z czynów zabronionych stanowią przestępstwa, a które tylko wykroczenia. Zwiększenie liczby czynów stanowiących wykroczenia, a nie występki, z pewnością ułatwi pracę prokuraturze, bo w takich sprawach to nie prokurator pełni funkcje oskarżyciela, lecz już niekoniecznie sądowi, bo sąd również takie sprawy będzie musiał merytorycznie rozstrzygnąć.

"Umorzenie oportunistyczne" może być dobrym rozwiązaniem i tak naprawdę w dotychczasowej prokuratorskiej praktyce nie jest niczym nowym. Jeżeli bowiem w sprawie, szczególnie drobnej, szkoda została naprawiona i pokrzywdzony nie rości pretensji do podejrzanego - prokurator także obecnie może umorzyć takie postępowanie, uznając, że społeczna szkodliwość czynu była znikoma i to niezależnie od faktycznej wysokości zagrożenia karą za dane przestępstwo. Jednak z punktu widzenia interesów pokrzywdzonego nie ma spraw zbyt błahych. Dla pokrzywdzonego jego sprawa zawsze jest najważniejsza, choćby obiektywnie faktycznie była mało istotna.

Także w przypadku wykroczeń, np. przeciwko mieniu, to organa ścigania mają udowodnić obwinionemu winę. Rozważania na temat winy, zamiaru bezpośredniego lub ewentualnego, itp. - pozostają więc w pełni aktualne niezależnie od tego czy dany czyn stanowi przestępstwo, czy tylko wykroczenie. Z tego względu przykład z kierowcą - podany przez wiceministra Królikowskiego w wywiadzie opublikowanym w Dzienniku Gazecie Prawnej - który przekroczył dozwoloną prędkość, nie jest fortunny, bo umyślne naruszenie zasad ruchu drogowego nie jest tożsame z umyślnością w rozumieniu art. 6 k.w.

Nie wiem też, co oznacza stwierdzenie wiceministra o "wprowadzeniu zasady przeprowadzania dowodów bezpośrednio przed sądem, a nie odtwarzania dowodów przeprowadzonych już wcześniej przez prokuraturę". Czy będziemy zmierzać w kierunku rozwiązań przyjętych w procesie amerykańskim? Byłaby to bez wątpienia rewolucja w naszej procedurze karnej. Ze szczególną uwagą zapoznam się z projektem nowelizacji w tym zakresie.

Zdaniem pana wiceministra Królikowskiego należy tak znowelizować k.p.k., "by nieusunięte w procesie wątpliwości działały na korzyść podsądnego przez sam fakt, że prokurator nie zdołał ich rozwiać. To zmieni sytuację na salach rozpraw, w której dziś to sędzia w dużym stopniu prowadzi postępowanie dowodowe przy dość dużej bierności prokuratora. Prokurator już nie będzie jedynie śledczym, lecz oskarżycielem publicznym w całym tego słowa znaczeniu" - stwierdza wiceminister.

Jest to zapowiedź kolejnej rewolucji. Jeżeli wskazane zmiany staną się obowiązującym prawem - w obecnej strukturze organizacyjnej prokuratur - prokuratorzy na pierwszej linii w prokuraturach rejonowych nie będą mieli żadnych szans na rzetelne wywiązanie się z obowiązków oskarżyciela publicznego przed sądem. Normą bowiem w wydziałach karnych sądów rejonowych jest sytuacja, w której na wokandzie znajduje się po kilkanaście spraw, zaś dany oskarżyciel być może jest autorem jednego bądź dwóch rozpoznawanych aktów oskarżenia lub ewentualnie żadnego. W takiej sytuacji wyczerpujące merytoryczne przygotowanie się do wszystkich spraw z wokandy - po prostu nie będzie możliwe z uwagi na inne służbowe obowiązki nałożone na prokuratora. Nie sposób prawidłowo, a nie fasadowo połączyć funkcji prokuratora śledczego z funkcją oskarżyciela przed sądem. Proponowana rewolucja - bez zmian organizacyjnych w prokuraturze - może doprowadzić do niedopuszczalnej sytuacji, w której oskarżony zostanie bezpodstawnie uniewinniony tylko z tego względu, że prokurator nie zdążył przygotować się do procesu, zaś sąd nie mógł z urzędu dopuścić istotnego dowodu, bo przeprowadzenie takiego dowodu byłoby niekorzystne dla oskarżonego, który na tej podstawie mógłby zostać skazany.

By uniknąć takiego niebezpieczeństwa, równolegle z projektowanymi zmianami należy zmienić również ustawę o prokuraturze oraz przepisy związkowe, tak by na szczeblu każdej prokuratury rejonowej utworzyć działy lub wydziały sądowe, aby zatrudnieni w nich prokuratorzy mogli specjalizować się w oskarżaniu przed sądami, a więc faktycznie mieli szanse zostać oskarżycielami publicznymi w pełnym tego słowa znaczeniu. W przeciwnym razie prokuratury rejonowe nie będą w stanie podołać nowym nałożonym na nie obowiązkom, a są to jednostki, w których prowadzone jest ponad 90 proc. wszystkich spraw karnych.

Błędem również w mojej ocenie byłaby sytuacja, w której sąd I instancji nie mógłby dopuścić z urzędu istotnego dowodu tylko z tego względu by nie zaszkodzić w ten sposób interesom oskarżonego. Dlaczego oskarżony ma znajdować się w lepszej sytuacji procesowej od pokrzywdzonego? Oczywistym jest przecież, że uniemożliwienie sądowi w takim przypadku przeprowadzenia dowodu - automatycznie - będzie zaniechaniem na szkodę pokrzywdzonego.

Celem procesu powinno być ustalenie prawdy materialnej, a nie formalistyczna ochrona oskarżonego przed odpowiedzialnością karną za dokonane przestępstwo

@RY1@i02/2012/099/i02.2012.099.07000080e.803.jpg@RY2@

Ireneusz Kuna, prokurator Prokuratury Okręgowej w Lublinie

Ireneusz Kuna

prokurator Prokuratury Okręgowej w Lublinie

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.