Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawo karne i wykroczeniowe

Prawo do godnego życia po wyroku

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 24 minuty

Czy w epoce społeczeństwa informacyjnego, gdy w zasadzie niczego na dłuższą metę nie da się ukryć, instytucja zatarcia wyroku ma jeszcze sens?

Sprawa Ewy T., która została skazana przed laty za to, że zakatowała sześcioletniego syna swojego partnera życiowego, wstrząsnęła całą Polską. Z orzeczonych przez sąd 15 lat pozbawienia wolności kobieta odsiedziała 10 lat. Dzięki możliwości zatarcia skazania nikt - aż do teraz - nie wiedział o tym, co zrobiła. Dostała pracę jako ekspert w Ministerstwie Edukacji Narodowej, a także uczyła w jednej ze szkół w Warszawie. Poruszający reportaż Mariusza Szczygła w "Gazecie Wyborczej" o nauczycielce zapoczątkował dyskusję nie tylko o samej sprawie, lecz także o, jak zawsze w takich sytuacjach, potrzebie szybkiej zmiany prawa. Szef resortu sprawiedliwości chce zmiany przepisów o zatarciu skazania w stosunku do osób, które dopuściły się znęcania nad dziećmi. Kilka godzin konsultacji z prawnikami wystarczyło również minister edukacji, by zaproponować zmianę przepisów dotyczących przestępstw przeciwko życiu i zdrowiu popełnionych wobec małoletnich. Zmiana ma doprowadzić do tego, aby osoby, które popełniły takie przestępstwa, nie mogły już nigdy pracować z dziećmi. Cel wydaje się słuszny, jednak aby został w pełni osiągnięty, przydałaby się szersza debata na ten temat.

Szybkie decyzje to niestety typowy sposób zachowania naszej władzy, która woli działać jak straż pożarna, niż zawczasu konstruować przymyślane, poddane dyskusji dobre prawo. Jest pożar - szybko gasimy go przepisem, jest kolejny - następny przepis. Coś jednak w tym jest, że szybko to można łapać pchły, a nie zmieniać prawo. Wiele takich na szybko tworzonych regulacji ląduje na wokandzie Trybunału Konstytucyjnego, który poddaje je ostrej krytyce. Zawsze warto jednak próbować, może nikt nie zaskarży przepisu do TK, albo jak już zaskarży, to poda niewłaściwy wzorzec kontroli (postępowanie przed TK jest bardzo sformalizowane i często wnioskodawcy mimo dobrych chęci zostają odesłani z kwitkiem, a trybunał umarza postępowanie). Jest więc szansa, że przepis się prześlizgnie.

W efekcie mamy setki, a może i miliony przepisów, które tak naprawdę nikomu i niczemu nie służą. Stwarzają jedynie pozory, że nasza władza rzeczywiście cokolwiek robi dla dobra obywateli, państwa i wymiaru sprawiedliwości. Czekam więc na medialnie nagłośnione zabójstwo jednego małżonka przez drugiego i propozycje, żeby taki zabójca już nigdy nie mógł wstąpić w związek małżeński.

Ewa Maria Radlińska

ewa.radlinska@infor.pl

@RY1@i02/2013/132/i02.2013.132.070000400.803.jpg@RY2@

WOJTEK GÓRSKI

Andrzej Michałowski adwokat z kancelarii Michałowski Stefański, były wiceprezes Naczelnej Rady Adwokackiej

Sprawa Ewy T. jest na ustach wszystkich, media nie dają kobiecie spokoju. Czy to nie narusza dóbr osobistych T.?

Moim zdaniem nie, ponieważ zatarcie skazania oznacza tylko tyle, że dana osoba jest z punktu widzenia prawa niekarana. Tylko tyle i aż tyle. Ta osoba może się na zatarcie skazania powoływać, a zapytana czy była karana, odpowie: nie. Będzie mieć stosowny dokument potwierdzający niekaralność wydany z rejestru skazanych i będzie miała wszystkie prawa, które przysługują osobom niekaranym. Będzie więc mogła np. kandydować do rady gminy, co jest wykluczone w przypadku osób karanych. Samo zatarcie skazania nie oznacza zaś, że zdarzenie, które wywołało skazanie, nie miało miejsca. Dziennikarze mogą więc zajmować się sprawą w interesie społecznym, ważne jest jednak, jak to robią.

Czyli można prowadzić dyskusje?

Tak. Zajmował się tym Sąd Najwyższy, który w 2009 r. uznał, że zatarcie skazania nie oznacza anulowania wyroku. Oznacza tylko to, że ktoś traktowany jest jak niekarany. Dyskutowanie zaś o tym, co on zrobił i czy może pełnić jakąś funkcję, biorąc pod uwagę to, jak się w przeszłości zachował, jest całkowicie dopuszczalne.

A czy rozmawiając o takiej osobie, możemy powiedzieć: przestępca, zabójca?

Wtedy już narażamy się na odpowiedzialność za naruszenie dóbr osobistych tej osoby. Formalnie skazana już nie jest.

Czy to nie fikcja?

Samo założenie zatarcia skazania jest fikcyjne. Było skazanie, następnie się je zaciera, więc jakby go nie było. Fikcja prawna, że unicestwia się karalność. Z kolei orzecznictwo, nie tylko Sądu Najwyższego, ale i sądów administracyjnych zmierzało w tym kierunku, że przyzwalało na dyskusję i poddawanie analizie zdarzeń i ich konsekwencji.

Jakie mogą być te konsekwencje dla osoby, której skazanie zostało zatarte?

Kiedyś odmówiono wydania pozwolenia na broń mężczyźnie, który był dwukrotnie skazany za przestępstwa związane z kradzieżą i rabunkiem. Jako podstawę odmowy organ wydający pozwolenie na broń wskazał właśnie to, że osoba ubiegająca się o wydanie dokumentu była skazywana. Sprawą w 2007 r. zajmował się Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie. Uznał, że nawet zatarte skazania przekreśliły nieskazitelność charakteru składającego wniosek o pozwolenie na broń.

Czyli zatarcie skazania niewiele pomaga...

Te dwie kwestie trzeba dosyć wyraźnie rozdzielić. W wielu przypadkach ocenia się właśnie nie tyle karalność czy niekaralność, ile charakter danej osoby, jej predyspozycje. A na to wpływają wszystkie zdarzenia z jej życia. Tak jest też w przypadku adwokatów czy sędziów. Nie może więc pełnić funkcji sędziego osoba karana za przestępstwo np. przeciwko dokumentom, i to nawet pomimo, że skazanie zostało zatarte. Nie można w takiej sytuacji mówić bowiem o jej nieskazitelnym charakterze.

Wyrok niby jest zatarty, ale informacje nie są nie do zdobycia?

Zawsze była możliwość wejścia w posiadanie takich informacji. Kiedyś było to utrudnione albo kiedyś świat nie był taki ciekawy, jak jest dzisiaj. Obecnie samo zatarcie skazania jest tym większą fikcją, im bardziej rejestry przechowujące takie dane są zinformatyzowane. Wiadomo, że jeżeli jakaś informacja znajduje się w takim systemie, to nie da się jej usunąć raz na zawsze. Ona istnieje i nie tylko informatyk jest w stanie dojść do tego, kto i kiedy był skazany, nawet jeżeli wyrok w tej sprawie był zatarty.

W jakich jeszcze innych niż Krajowy Rejestr Karny rejestrach gromadzone są informacje o skazaniu?

Policja ma własną bazę danych. Po zatarciu skazania ani danych tych osób, ani informacji związanych z tym zdarzeniem nie usuwa się z Krajowego Systemu Informacyjnego Policji (KSIP). Sądy administracyjne uznały nawet, że nie można domagać się wymazania tych informacji. Te dane są więc w KSIP, nawet jeżeli nastąpiło zatarcie wyroku. Informacje o skazaniu przechowywane są też w aktach osobowych samorządów, aktach pracowniczych. Chociaż z tych zbiorów akurat można je usuwać. To wszystko trochę stawia pod znakiem zapytania sens i cel zatarcia.

Czemu więc ono tak naprawdę służy?

Miało być emanacją zaufania do resocjalizacji, a służy do tego, by wydać zaświadczenie, że ktoś był bądź nie był karany. Takie zaświadczenia muszą przedstawiać kandydaci do pracy, różnych funkcji publicznych. Ewentualnie może to mieć wpływ na kolejny wyrok karny, ponieważ ktoś może działać w warunkach powrotu do przestępstwa, co ma wpływ na wymiar kary bądź warunkowe umorzenie.

Może w sytuacji, kiedy ta instytucja powoduje tyle problemów, należy z niej w ogóle zrezygnować?

Opiera się ona na bardzo ludzkim mechanizmie, trochę jak przedawnienie. Sens tej drugiej instytucji też często jest podważany, bo wskazuje się, że w pewnych sytuacjach przedawnienie jest niesprawiedliwe, ponieważ druga strona nie poniesie odpowiedzialności jedynie ze względu na upływ czasu. Ludzie mają jednak skłonność do zapominania i w związku z tym do wybaczania. Upływ czasu i inne zdarzenia w życiu powodują, że mniej pamiętamy o dawnych wykroczeniach. Dawni skazani powinni korzystać z tego. Teraz, kiedy sprawa pani Ewy T. ujrzała światło dzienne, zaczynam sobie przypominać historię tej nauczycielki sprzed lat, ale tylko dlatego, że znowu wypłynęła. Bez jej nagłośnienia w ogóle bym jej nie pamiętał.

Instytucja zatarcia to trochę jak przyzwolenie na kłamstwo.

Nie na kłamstwo, a jedynie zapomnienie. Wynika z prostego założenia, że upływ czasu powoduje przemianę człowieka. Odcierpiał, a zatem nie powinien być do końca życia napiętnowany. Nie można nieustannie wracać do tego, że 30 lat temu ktoś coś zrobił, chyba że chce być politykiem, sędzią, czy... nauczycielem.

Nauczycielem... To wróćmy do tej konkretnej sprawy. Ewa T. może być nauczycielką?

Tu pojawia się pytanie, czy szkoła bądź inna instytucja zatrudniająca ludzi pełniących ważne, wrażliwe społecznie funkcje powinna ich pytać tylko o karalność czy także o ich charakter. Być może osoby ubiegające się o pewne funkcje powinny składać oświadczenie, czy nie miały jakiegoś zdarzenia w swoim życiu, które stawiałoby pod znakiem zapytania ich predyspozycje i możliwości wykonywania tej pracy. I każdy się chyba zgodzi, że ktoś, kto był skazany za znęcanie się lub doprowadzenie do śmierci małoletniego, może być wątpliwej jakości nauczycielem. Nie oceniam tej pani i nie wiem, jakim była nauczycielem. Na forach internetowych pojawiają się różne opinie. A te negatywne mogły przecież nie mieć żadnego związku z tym zdarzeniem, za które została skazana.

Czyli sam papierek to jednak za mało?

Moim zdaniem nie powinniśmy ograniczać się do formalności, czyli posługiwać się wyłącznie dokumentem stwierdzającym, czy dana osoba była skazana, czy nie. Samorządy prawnicze badają np. czy kandydat daje rękojmię należytego wykonywania zawodu. Samorząd ocenia więc cechy charakteru i dotychczasowe zachowania. To składa się na wizerunek osoby zaufania publicznego, na której nie ciążą jakiekolwiek zarzuty mogące podważyć jej wiarygodność. W wielu instytucjach się to sprawdza.

Co stoi na przeszkodzie, żeby badać nauczycieli pod tym kątem?

Pytanie, czy mamy do tego narzędzia. Być może trzeba składać oświadczenia i pani Ewa T. również powinna je złożyć. Gdyby wszyscy wiedzieli, że ma w swoim życiorysie takie wydarzenie, to świadomie podejmowaliby decyzje. Dziś podstawowym problemem jest to, że skoro ludzie nie wiedzieli, to reagują na taką informację bardzo alergicznie. I być może ta pani ponosi teraz zupełnie niezasłużone konsekwencje, bo była dobrym nauczycielem.

Jakich zmian wymagają przepisy dotyczące zatarcia skazania?

Sama instytucja jest stara. Od czasu jej wprowadzenia wszystko się zglobalizowało. Wiele milionów naszych obywateli przebywa w różnych krajach świata. Tam także popełniają przestępstwa i bywają za nie skazywani. Wracają do Polski i tu pojawia się problem, ponieważ polski sąd nie może im zatrzeć skazania. Zaciera je wyłącznie w przypadku wyroków wydanych w Polsce. Ta sytuacja budzi wątpliwości, bo funduje nierówność prawa. Drugi zakres zmian to chyba potrzeba dopasowania skutków zatarcia do niemożliwości wymazania ze zbioru powszechnie dostępnych informacji.

Zatarcie skazania nie oznacza anulowania wyroku. Oznacza tylko to, że ktoś jest traktowany jak niekarany. Dyskutowanie zaś o tym, co zrobił i czy, biorąc pod uwagę ów czyn z przeszłości, może np. pełnić jakąś funkcję, jest całkowicie dopuszczalne

Rozmawiała Ewa Maria Radlińska

@RY1@i02/2013/132/i02.2013.132.070000400.804.gif@RY2@

Wojtek Górski

Prof. Zbigniew Ćwiąkalski adwokat z kancelarii T. Studnicki, K. Płeszka, Z. Ćwiąkalski, J. Górski, minister sprawiedliwości w latach 2007-2009

Dyskusje wokół sprawy Ewy T.sprowadziły się do tego, czy przepisy dotyczące zatarcia skazania są dobre. Może należy przy nich pomajstrować?

Moim zdaniem nie. Przypadek tej nauczycielki jest incydentalny. Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że rocznie w naszym kraju dochodzi do setek tysięcy skazań, a nagłaśniane są raz na jakiś czas pojedyncze przypadki, to nie jest to wystarczający powód do ingerencji ustawodawcy. Nie można bowiem na podstawie jednostkowych zdarzeń zmieniać całego prawa, ponieważ nie da się stworzyć prawa doskonałego. Takiego, które uwzględniałoby wszystkie możliwe sytuacje i wręcz indywidualnie pozwalało na zatarcie skazania jednemu przestępcy wcześniej, a drugiemu później, analizując osobno poszczególne sprawy.

Przy takiej sprawie pokusa wprowadzenia zmian jest jednak duża. Nasz ustawodawca ma chyba skłonności do szybkich działań w takich sytuacjach?

Tak, jednak podejmowane przy takich okazjach próby udoskonalenia przepisów kończą się często fatalnie. Tak było w 2005 r., kiedy wprowadzono zmiany w kodeksie karnym w przepisie dotyczącym zabójstwa w typie kwalifikowanym. Zlikwidowano wówczas karę pozbawienia wolności od lat 12 do 15, a pozostawiono jedynie kary: 25 lat pozbawienia wolności i dożywotniego pozbawienia wolności. Sprawa trafiła na wokandę Trybunału Konstytucyjnego, który uznał, że przepis w znowelizowanej wersji jest niezgodny z ustawą zasadniczą. Nie możemy bowiem mówić o wymiarze sprawiedliwości, jeżeli sąd orzekający w danej sprawie nie ma możliwości wyboru odpowiedniej kary. Ta sytuacja powinna parlamentarzystów czegoś nauczyć.

Jeden wyjątek od zatarcia skazania już jest. Dotyczy przestępstwa przeciwko wolności seksualnej i obyczajności, jeśli poszkodowanym była osoba poniżej 15. roku życia. Może więc wprowadzić jednak drugi, uniemożliwiający takiej Ewie T. pracę z dziećmi i młodzieżą?

Nie jestem zwolennikiem takiego pomysłu, ponieważ w końcu wyjątki przerodzą się w regułę. Równie dobrze można sobie wyobrazić kolejne takie przypadki skłaniające do rozważenia wprowadzenia następnych wyłączeń w przepisach: lekarz nie będzie mógł skorzystać z tej instytucji, jeżeli dopuści się jakiegokolwiek przestępstwa przeciwko życiu lub zdrowiu. Jeżeli więc wejdzie w konflikt z sąsiadem i dojdzie do bójki, za którą zostanie skazany, to nie będzie mógł wykonywać zawodu. Podobnie np. pielęgniarka, która prowadziła samochód i spowodowała wypadek, w którym ktoś odniósł ciężkie obrażenia. Wyjątki mają to do siebie, że muszą pozostać wyjątkami. A w takich sytuacjach dość łatwo przychodzi myśl o mnożeniu ich, ponieważ znajdziemy dziesiątki przypadków, w których można na siłę próbować uzasadniać, że dana osoba nie powinna wykonywać określonego zawodu. Można również wyobrazić sobie ślusarza, który kiedyś dopuścił się włamania. Czy ma nas to sprowokować do poważnych dyskusji, czy może on dalej wykonywać swój zawód? Należy ostrożnie podchodzić do wprowadzania wyjątków.

To może wydłużyć terminy? Takie propozycje też padają.

Te okresy są już bardzo długie: 10 lat w przypadku poważniejszych przestępstw, bądź pięć lat w przypadku mniej poważnych czynów. Czasami może być to okres trzech lat, jeżeli chodzi o drobne skazania. Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że dana osoba, tak jak ta nauczycielka, została skazana na 15 lat pozbawienia wolności, odsiedziała z tego 10 lat, następnie została przedterminowo zwolniona za dobre sprawowanie, aż w końcu upłynęło jeszcze kolejnych 10 lat koniecznych do zatarcia skazania, to nie sposób nie dostrzec, że od samego zdarzenia upłynęło ponad dwadzieścia lat. A to jest już bardzo długi okres.

Wystarczający?

Tak. Wydłużanie obecnych ustawowych terminów nie ma sensu. Jeżeli skazanie miałoby ulec zatarciu po 30 latach od popełnienia czynu przez osobę, która miała w chwili zdarzenia 40 lat, to sama instytucja zatarcia skazania byłaby fikcją, ponieważ ludzie nie żyją tak długo, jak długo sumowałyby się wszystkie okresy prowadzące do zatarcia wyroku. Jeżeli zaś taka osoba dopuści się kolejnego przestępstwa, to zatarcie skazania może nastąpić tylko łącznie dla wszystkich zdarzeń. Tak więc okres ten się dodatkowo wydłuża. Sprawca recydywista nie ma szans na przedwczesne zatarcie skazania. 

Skoro więc wprowadzanie kolejnego wyjątku jest złym rozwiązaniem i wydłużanie terminów też, to jak rozwiązać problem, aby takie osoby jak Ewa T. były odpowiednio sprawdzane, czy mogą (po popełnieniu takiego przestępstwa) uczyć młodych ludzi?

Uważam, że w przypadku nauczycieli należałoby wprowadzić obowiązkowe badania psychofizyczne. Podobnie to wygląda w przypadku kierowców. Zawód nauczyciela i kontakt z dziećmi oraz młodzieżą wymaga pewnych predyspozycji psychofizycznch. Ta nauczycielka w kontaktach z uczniami kierowała się wprowadzonym przez siebie restrykcyjnym regulaminem, który przewidywał różne kary za drobne przewinienia. Odbija się w tym echo wcześniejszych zdarzeń z jej życia. Gdyby musiała przejść test psychofizyczny, to nie zostałaby nauczycielką, ponieważ on by ją wykluczył.

Wróćmy do samej instytucji zatarcia skazania. Czy informacje o takim orzeczeniu można pozyskać bez większego problemu?

Nie. Nie każdy może uzyskać informacje z rejestru skazanych. Nie jest tak, że jakaś osoba może dowiedzieć się, czy sąsiad popełnił przestępstwo. Cel tej instytucji jest taki, że do wykonywania pewnych zawodów konieczna jest czysta karta karna. Prawo daje więc osobie uprzednio skazanej drugą szansę. To ma jej umożliwić na nowo funkcjonowanie w społeczeństwie, nawet jeśli wykonuje taki zawód, który normalnie jest ograniczony przez to, że trzeba się wykazać brakiem karalności.

Dlaczego więc nie pozbyć się tych informacji ze wszystkich baz danych, w tym policyjnej?

To jest kwestia obowiązujących przepisów. Rejestry policyjne zawierają materiały operacyjne policji, która jednak powinna wiedzieć, czy dana osoba kiedykolwiek była ścigana za przestępstwa, nawet jak to postępowanie umorzono. Bywają bowiem przypadki, w których sprawcę ujawnia się dopiero po wielu latach od samego zdarzenia, i to właśnie taki drobny sygnał wskazujący, że ta osoba już kiedyś była skazana czy nawet podejrzewana za popełnienie określonego czynu, może ściganie ułatwić. Te rejestry absolutnie nie powinny być publicznie dostępne, a jedynie wykorzystywane na potrzeby działaności policji.

Dużo jest przykładów dobrze wykorzystanej drugiej szansy?

Jeżeli ktoś dopuścił się przestępstwa, mając niewiele ponad dwadzieścia lat, to po 20 czy 30 latach może być już zupełnie innym człowiekiem, który absolutnie nie wejdzie w kolizję z prawem. Znam taki przykład. Dotyczy zabójstwa piosenkarza Andrzeja Zauchy i jego partnerki. Na początku lat 90. w Krakowie artysta został zastrzelony przez jej męża, francuskiego reżysera. Ona sama zmarła podczas reanimacji. Mężczyzna został skazany na 15 lat pozbawienia wolności, wyszedł z więznienia wcześniej. W trakcie odbywania kary był nagradzany za wzorowe zachowanie, prowadził teatr w krakowskim więzieniu przy ul. Montelupich, był wyróżniany. Na pewno nie jest to osoba, która po odbyciu kary powinna być jeszcze dodatkowo piętnowana.

Jeżeli ktoś dopuścił się przestępstwa, mając niewiele ponad 20 lat, to po dwóch czy trzech dekadach może być już zupełnie innym człowiekiem, który nie wejdzie w kolizję z prawem

Rozmawiała Ewa Maria Radlińska

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.