Dwie listy, jeden problem. Od lat ten sam
Pomysł, by prowadzenie spraw z urzędu przypadało przede wszystkim tym prawnikom, którzy są chętni, na dłuższą metę może nie wypalić bez urealnienia stawek za świadczenie pomocy. A na to się nie zanosi
Karne urzędówki od 1 lipca 2015 r. otrzymywać będą w pierwszej kolejności ci adwokaci i radcowie prawni, którzy wyrażą taką wolę. Z taką propozycją - w projekcie aktu wykonawczego do dużej nowelizacji procedury karnej - wyszedł niedawno resort sprawiedliwości.
Plan ministerstwa jest prosty: okręgowe rady adwokackie oraz okręgowe izby radców prawnych mają przekazywać prezesom sądów dwie listy prawników. Pierwsza z nich obejmowałaby adwokatów/radców, którzy wyraziliby gotowość świadczenia pomocy prawnej z urzędu. Druga wymieniałaby natomiast wszystkich pozostałych prawników, którzy są uprawnieni do pełnienia roli obrońcy w postępowaniu karnym (wyłączeni byliby więc z niej radcy prawni zatrudnieni na podstawie umowy o pracę). We wstępnej wersji projektu zakłada się, że sądy wyznaczać będą obrońców z urzędu w pierwszej kolejności ze wspólnej, alfabetycznej listy radców prawnych i adwokatów, którzy wyrazili wolę świadczenia pomocy, a dopiero gdy liczba prawników na tej liście będzie niewystarczająca, sięgać będą do listy nr 2.
Jak na powyższą propozycję reagują prawnicy? Okazuje się, że w miejsce pierwotnej aprobaty u wielu pojawiły się wątpliwości.
Anna Krzyżanowska
@RY1@i02/2014/221/i02.2014.221.070000400.807.jpg@RY2@
Tomasz Kreis adwokat
Gdy pierwszy raz usłyszałem o propozycji ministerstwa w sprawie list, uznałem ją za ze wszech miar słuszną. Po zastanowieniu się uważam jednak, że jej celem jest dalsza pauperyzacja zawodów adwokata i radcy prawnego. Dlaczego? A dlatego, że minister od lat ignoruje postulaty urealnienia stawek za reprezentację z urzędu. Nie chce również zgodzić się na dobrowolność w zakresie świadczenia pomocy prawnej z urzędu. Skąd więc nagle wpadł na pomysł dwóch list i wprowadzenie rozwiązania, które umożliwiłoby prawnikom uwolnienie się od świadczenia pracy przymusowej?
Gdy nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Gdyby było inaczej, nasze państwo mogłoby utworzyć państwowe Biuro Obrońcy Publicznego z jednostkami podległymi na wzór prokuratury. Obrońcy publiczni byliby zatrudnieni przez państwo, które pokrywałoby koszt utrzymania biura. Nie jest to rozwiązanie obce innym ustawodawstwom. Biura Obrońcy Publicznego istnieją choćby we Francji, Holandii czy Izraelu. Utworzenie ich w Polsce wiązałoby się jednak z poważnymi kosztami. Obrońcy publiczni musieliby bowiem otrzymywać wynagrodzenie w tej samej wysokości co sędziowie i prokuratorzy. Dlatego też w aktualnych realiach społeczno-politycznych powołanie takiej instytucji nie jest możliwe. O ile bowiem jestem w stanie wyobrazić sobie utworzenie kolejnych kilkuset powiatów i zwiększenie ilości radnych na różnych szczeblach, to nie wierzę, aby klasa polityczna zgodziła się na wydatkowanie środków publicznych na finansowanie apolitycznych specjalistów, jakimi byliby obrońcy publiczni.
Jak już wspomniałem, istnieje również druga możliwość zapewnienia pomocy prawnej z urzędu. Całkowita dobrowolność w jej świadczeniu. W tym wariancie pomocy z urzędu udzielaliby jedynie ochotnicy spośród adwokatów i radców prawnych. Na takie rozwiązanie minister sprawiedliwości także się jednak nie zgodzi, bo również pociągnęłoby to za sobą konieczność wydatkowania pieniędzy. Minister sprawiedliwości nie mógłby już lekceważyć adwokatów i radców prawnych i musiałby dostosowywać wynagrodzenia do wzrostu kosztów utrzymania.
Dlaczego więc obecnie zaczęto zastanawiać się na rozwiązaniem pośrednim i podwójnymi listami?
Być może odpowiedź tkwi w narastającym buncie szeregowych adwokatów. Wielu zdaje sobie bowiem sprawę, że państwo przerzuciło na nich koszt świadczenia pomocy prawnej z urzędu. Dostrzega że, mimo iż koszty prowadzenia działalności gospodarczej, jak i koszty życia diametralnie wzrosły, od ponad dekady nie zwiększono ich wynagrodzeń. W przeciwieństwie do wynagrodzeń prokuratorów i sędziów, z którymi stykają się na salach sądowych. Adwokaci mają też świadomość, że w większości przypadków finansują sprawy z urzędu wpływami z innych spraw. Prowadzenie spraw z urzędu jest zazwyczaj czasochłonne, a skoro często nie zapewniają one dochodu pokrywającego koszty utrzymania kancelarii, to jest oczywiste, że na swoje utrzymanie trzeba zarobić w innych godzinach. Z tych właśnie powodów wielu adwokatom brakuje czasu dla bliskich, są zagonieni od sprawy do sprawy. Dlatego powoli mają dość takiego nierównego traktowania i zaczynają protestować. Do Trybunału Konstytucyjnego wpłynęła skarga jednego z adwokatów, druga oczekuje na przyjęcie. Na forach adwokackich padają różne propozycje protestu, od pomysłu na strajk po propozycję odmowy wyznaczania pełnomocników przez dziekanów. Również ja zgłosiłem propozycję protestu - "Pocztówki do Ministra". Pomysł przedstawiłem Naczelnej Radzie Adwokackiej i od kilku miesięcy nie mogę doczekać się odpowiedzi. Na razie protesty szeregowych adwokatów są temperowane i uciszane, ale nie da się już ich zatrzymać, chyba że minister sprawiedliwości zechce w końcu godziwie nam zapłacić za świadczoną pomoc prawną z urzędu.
Tak się jednak nie stanie, a przynajmniej nie w najbliższej przyszłości. Minister zdaje sobie sprawę, że aktualny system jest zły i grozi buntem, ale nie ma zamiaru wykładać środków na pierwszą od dwunastu lat podwyżkę. Próbuje rozładować bunt w inny sposób - tworząc niby dobrowolne listy dla chętnych do obrony z urzędu oraz tych, którzy prowadzić ich nie chcą. Pozwoli to na odłożenie podwyżki stawek z urzędu na rok lub dwa. W obecnej sytuacji na początku zgłosi się wielu adwokatów oraz radców prawnych na listy chętnych - są bowiem w tak trudnej sytuacji, że nie będą mieli innego wyjścia niż świadczyć pomoc prawną z urzędu za obecne stawki. Inni wybiorą drugą listę. Na pewien czas ucichną dyskusje. Po roku lub dwóch ci z pierwszej listy zrozumieją, że zarabiają mniej niż najniższa krajowa, a ci z drugiej listy będą coraz częściej wyznaczani na obrońców z urzędu. Znów zaczną się dyskusje, ale być może będzie to już za kadencji innego ministra czy też za rządów innego ugrupowania politycznego. Podwójne listy to pomysł na to, aby kupić spokój ze strony środowiska adwokackiego i, w mniejszym stopniu, ze strony środowiska radców prawnych, bez konieczności wydawania nawet złotówki z budżetu państwa. Oczywiście w dalszym ciągu będą zwiększane wydatki na wymiar sprawiedliwości, ale pieniądze w pierwszej kolejności będą szły na upiększanie siedzib czy sztuczne reformy.
Dlatego też jestem przeciwny podwójnym listom. To nawet nie jest krok w dobrą stronę, to zwykła forma utrzymania obecnego stanu tylko w innym opakowaniu. Panie ministrze, nie trzeba tworzyć przepisów odnośnie do podwójnych list. Niech państwo wprowadzi całkowitą dobrowolność świadczenia pomocy prawnej z urzędu, a pan niech podniesie stawki za reprezentację i obronę z urzędu o poziom inflacji za 12 lat, choć bardziej uczciwe byłoby wyrównanie stawek do wynagrodzeń sędziów i prokuratorów.
Na koniec mała uwaga formalna. Gdy sądziłem się z ministrem sprawiedliwości o zwolnienie z obowiązku świadczenia pomocy prawnej z urzędu, to argumentował on, że art. 28 prawa o adwokaturze nie zezwala na zwolnienie z góry z obowiązku świadczenia pomocy prawnej. Aktualnie minister planuje wprowadzenie nowych zasad poprzez rozporządzenie, bez zmiany ustawy. Jak widać ten sam organ może różnie interpretować te same przepisy.
Po roku lub dwóch ci z pierwszej listy zrozumieją, że zarabiają mniej niż najniższa krajowa, a ci z drugiej listy będą coraz częściej wyznaczani na obrońców z urzędu. Znów zaczną się dyskusje, ale być może będzie to już za kadencji innego ministra czy też za rządów innego ugrupowania politycznego
@RY1@i02/2014/221/i02.2014.221.070000400.808.jpg@RY2@
Roman Kusz adwokat, wicedziekan Okręgowej Rady Adwokackiej w Katowicach
Mój przyjaciel chciał zawsze być piłkarzem, ale jakoś nie wyszło: był trochę za wolny, za mało zwrotny i miał słabą orientację na boisku. Swoją pasję przelał na syna. Poprosił więc naszego wspólnego kolegę sportowca zapaśnika, by trenował z jego synem raz w tygodniu, a mnie, bym z wakacji przywiózł jego synowi koszulkę Barcelony z numerem 10 oznaczoną nazwiskiem Messi. We wrześniu syn kolegi - dzięki zabiegom ojca - znalazł miejsce w drużynie trampkarzy miejscowego klubu i wyszedł na boisko: w koszulce z numerem 10 i sportowym przygotowaniem. Trener na wszelki wypadek ustawił go na bocznej lewej obronie, żeby za bardzo nie przeszkadzał innym graczom. Już od pierwszych minut wyróżniał się na boisku, przypominał mi swojego ojca: gdy inni biegali, on stał nieruchomo i obserwował graczy, sprawiając wrażenie niezbyt zorientowanego w tym, co dzieje się na boisku. W pewnym momencie doszedł jednak do wniosku, że nadszedł jego moment: założył suples zawodnikowi, który prowadził piłkę i powalił go na ziemię. Zamiast aplauzu doczekał się jedynie czerwonej kartki i musiał opuścić boisko. Rozpłakał się i powiedział, że nigdy nie chciał grać w piłkę, ma inne zainteresowania, woli malować obrazy - co robi faktycznie nieźle - i nie chce realizować niespełnionych marzeń ojca.
Samorząd radcowski skutecznie zrealizował swoje aspiracje: radcy prawni po uzyskaniu uprawnienia do noszenia stroju urzędowego - togi, możliwości prowadzenia kancelarii, możliwości reprezentowania wszystkich klientów we wszystkich sprawach cywilnych, sięgnęli po niejako wisienkę na torcie i od 1 lipca 2015 r. po nowelizacji k.p.k. będą mogli pełnić funkcję obrońcy. Ruszyły szkolenia w całej Polsce, a przyszłych obrońców fachu uczą znakomici sędziowie i prokuratorzy, którzy oglądają proces karny jednak z innej strony...
Okazało się, że nie wszyscy radcy są zainteresowani sprawami karnymi, tak na prawdę nie wiadomo, ilu z nich chciałoby skorzystać z nowego uprawnienia. I tu powstał nieprzewidziany wcześniej problem, problem obrońców z urzędu. Dzisiaj go nie ma - każdy prezes sądu otrzymuje z okręgowej rady adwokackiej listę adwokatów z danego miasta, a ci są wyznaczani w kolejności alfabetycznej do prowadzenia obrony wpływających spraw.
Od 1 lipca obrońcami z urzędu zostać mają także radcy prawni, ale przecież duża część z nich pozostaje w stosunku pracy, a inni nie są sprawami z urzędu w ogóle zainteresowani.
Usłyszałem, że znaleziono proste rozwiązanie: OIRP będą przesyłać sądowi dwie listy - pierwszą obejmującą wszystkich radców prawnych niepozostających w stosunku pracy i drugą listę radców deklarujących gotowość pełnienia funkcji obrońcy. Prezes sądu wyznaczałby obrońców spośród tych radców, którzy złożyliby deklarację gotowości, zaś ta pierwsza lista byłaby poniekąd listą rezerwową. Straszne zamieszanie, nieprawdaż? Odnoszę wrażenie, że nierówno traktuje się dwa zawody prawnicze: są ci, którzy będą mieli wybór, czy chcą bronić, i ci, którzy tego wyboru nigdy nie mieli. Każdy adwokat wie i rozumie, że nie może co do zasady odmówić nikomu obrony: ani oskarżonemu o zabójstwo, ani oskarżonemu o gwałt czy też handel dziećmi. Bronimy każdego. Nie wybieramy sobie spraw z urzędu, bo każdy ma prawo do obrony. Tak oto wraca pytanie: czy przed wprowadzaniem zmian do ustawy ktoś badał, ilu tak naprawdę radców prawnych jest zainteresowanych obroną w sprawach karnych? Czy jest to duża liczba, czy jest więcej chętnych, czy niechętnych? W mojej ocenie możemy mówić wprost o niechęci części radców prawnych do prowadzenia spraw karnych. Oczywiście nie będę pisał o jej przyczynach, bo tu należałoby oddać głos samym zainteresowanym. Uczciwość i rzetelność zmusza mnie jednak, by podzielić się pewną refleksją:
Od wielu lat zapytuję nowo przyjętych aplikantów w mojej izbie, dlaczego wybrali aplikację adwokacką, a nie radcowską. Pytam ich także, dlaczego ich koleżanki i koledzy ze studiów wybrali aplikację radcowską. Odpowiedź, co ciekawe, pomimo upływu lat jest taka sama - wybraliśmy aplikację adwokacką, bo chcemy być obrońcami, ważne są dla nas prawa człowieka i etos adwokacki. Nasze koleżanki i koledzy wolą zostać radcami, bo chcieliby świadczyć pomoc prawną w oparciu o stosunek pracy i nie chcieliby mieć kontaktu z osobami, które łamią normy kodeksu karnego, inaczej mówiąc są przestępcami. Dla mnie ta dychotomia jest łatwa do zrozumienia i co więcej, szanuję ją. Jedni wolą stosunek pracy, inni wolą otworzyć kancelarię, jedni wolą realizować się w obronie w sprawach karnych, inni sprawy karne chcą omijać z daleka. Niestety komuś ten naturalny, bo wypracowany przez życie podział, przeszkadzał. Znaleźli się "inżynierowie od losu", którzy wiedzą lepiej, jak kogoś zadowolić. Boję się jednak, że nie zadowolą nikogo, a poróżnią wielu.
Na koniec jeszcze jedna refleksja. Z wielkim szacunkiem obserwowałem pracę obrońcy z urzędu oskarżonej Katarzyny W., matki małej Magdy z Sosnowca. Z własnych obserwacji wiem, jak często mecenas bywał u oskarżonej w areszcie, ile godzin poświęcał na omówienie sprawy. Z wystąpień obrońcy dowiedziałem się też, jak wielką pracę wykonał, zgłębiając zagadnienia medyczne. Wykonał trudną, mozolną i, jak wielu uważa, niewdzięczną pracę - bo taka jest często praca obrońcy. Dlatego są tacy, którzy bronić nie chcą. Ja to rozumiem. Nie chciałbym, aby w takich sprawach jak ta powyżej: trudnych i osądzonych przed wyrokiem przez media, bronił obrońca z listy, na której byłyby osoby nieczujące powołania i nierozumiejące, jak czasem samotny jest adwokat...
@RY1@i02/2014/221/i02.2014.221.070000400.809.jpg@RY2@
Maciej Strączyński sędzia, prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich "Iustitia"
Problem pomocy prawnej z urzędu dla osób najuboższych jest "rozwiązywany" w Polsce od lat. Wymogi w tym zakresie nakłada na nas Unia Europejska, Polska zwleka, bo pomoc prawna to praca człowieka, która kosztuje. Pieniędzy dla ludzi w wymiarze sprawiedliwości nie ma zaś nigdy (na sprzęt elektroniczny do nadzorowania przebiegu rozpraw jest ich za to pod dostatkiem). Trzeba jednak było się na coś zdecydować i powstał projekt utworzenia list obrońców z urzędu dla adwokatów ochotników.
Przed laty obrony z urzędu były klątwą adwokatów, którzy nieraz wykręcali się od nich wszelkimi sposobami. Na rynku adwokackim warunki stawiali wtedy usługodawcy, których było mało i mogli przebierać w klientach. Czasy te jednak bezpowrotnie minęły, adwokatura rzetelnie otworzyła swe ciasne niegdyś wrota dla nowych chętnych i wystąpiło zjawisko rynku konsumenta. W dodatku pojawiła się konkurencja w postaci radców prawnych; Polska stała się jedynym chyba na świecie krajem, w którym istnieją dwa różne zawody prawnicze, o różnych nazwach, a praktycznie identycznych uprawnieniach, różniące się tym, że tworzą odrębne samorządy zawodowe, które patrzą na siebie wilkiem i oba nie chcą połączenia. Ale bronią i reprezentują ludzi jednakowo.
Mamy zatem rynek konsumenta usług prawniczych. Konsument to jednak biedny, zwłaszcza na tle zarobków europejskich. W Europie Zachodniej przedstawiciela klasy średnio-wyższej stać na własnego, stałego prawnika. W Polsce nie ma o tym mowy. Poza adwokatami i radcami działają więc tani prawnicy bez ukończonych aplikacji, nazywający siebie "doradcami", a swe biura "kancelariami prawniczymi". Należałoby zaś nazywać ich partaczami prawnymi, jako że słowo "partacz" oznaczało w średniowieczu rzemieślnika nienależącego do cechu, którego jakości pracy nikt nie kontrolował. Na rynku usług prawniczych zrobiło się ciasno i niejeden adwokat (tego słowa będę używał jako właściwszego, choć dotyczy to też radców) na listę obrońców z urzędu chętnie się wpisze. Oczywiście w takiej sytuacji usługi z urzędu będą świadczyli tylko ci prawnicy, którzy nie mają pełnego portfela zamówień. Niejeden powie, że to niedobrze, bo taka pomoc prawna będzie świadczona przez słabszych prawników i gorsza merytorycznie. Na szczęście tak nie jest, a w każdym razie - nie całkiem.
Oczywiście adwokaci z najwyższej półki nie potrzebują do szczęścia obron z urzędu i na listy się nie wpiszą. Ale oni i tak te usługi rzadko świadczą. Adwokat zaliczany do czołówki ma zwykle młodszych, mniej doświadczonych współpracowników czy aplikantów, którzy są przez niego wysyłani z substytucjami na tego rodzaju sprawy. Wcale nie oznacza to kiepskiego reprezentowania. Młodzi lekarze też leczą ludzi, nie każdym chorym zajmuje się profesor medycyny, a jednak w zwykłych przychodniach trup się nie ściele. Z normalną sprawą sądową przeważająca część prawników da sobie radę, a w razie problemów zawsze patron czy starszy wspólnik może udzielić pomocy czy konsultacji. Zawsze w większych miastach występowała też instytucja "etatowych substytutów". Byli to adwokaci utrzymujący się z zastępowania popularniejszych czy bardziej renomowanych kolegów na urzędówkach. Na ogół było ich niewielu, ale byli cenieni. Znam przypadek takiego adwokata, którego oficjalna kancelaria mieściła się w innym mieście. On zaś pracował tylko w stolicy okręgu, broniąc za kolegów w sprawach karnych. Choć nie był uważany za orła Temidy, był rzetelny, na rozprawy przychodził i robił, co trzeba na przyzwoitym poziomie. Po prostu wyspecjalizował się w obronach w sprawach karnych, i to poważnych. A ponieważ sprawcy poważnych przestępstw - zabójstw, rozbojów, zgwałceń - często pochodzą z marginesu społecznego i wszystko, co mają, wydają na alkohol i narkotyki, zdani bywają na obrońców z urzędu. Ten pan, dziś emeryt, po prostu wpisałby się na listę obrońców z urzędu i broniłby tak samo, tyle że bez pełnomocnictw substytucyjnych. Na rynku adwokackim występuje też specjalizacja. W kilkuosobowych kancelariach zazwyczaj są adwokaci, którzy w ogóle nie prowadzą np. spraw karnych. Jeśli trafi się takiemu karna urzędówka, broni za niego kolega, wcale nie gorszy prawnik, za to były prokurator czy były sędzia karny, którego Rzeczpospolita tak skutecznie zachęcała, aby z niewdzięcznej służby odszedł, że w końcu "poszedł w adwokaty". I na ogół broni lepiej niż typowy cywilista. Używam dla przykładu obron karnych, ale pełnomocnictw z urzędu w sprawach cywilnych czy rodzinnych dotyczy dokładnie to samo zjawisko. Listy obrońców z urzędu nie pogorszą więc jakości usług prawniczych, oczywiście jeśli wpisywani na nie będą wyłącznie prawdziwi adwokaci i radcy, a nie partacze prawni. Raz będzie to młody zdolny, raz doświadczony, ale mniej renomowany prawnik. Nieudaczników da się pozbyć, bo samorządy zawodów prawniczych będą na ewentualne skargi reagować. A że obrońcą z urzędu zazwyczaj nie będzie Tadeusz de Virion, Władysław Siła-Nowicki czy Roman Łyczywek? Przypominam - prof. Zbigniew Religa też nie leczył sam wszystkich, a jednak polska kardiologia z tego powodu nie upadła.
W większych miastach zawsze występowała instytucja "etatowych" substytutów. Byli to adwokaci utrzymujący się z zastępowania bardziej renomowanych kolegów na urzędówkach
@RY1@i02/2014/221/i02.2014.221.070000400.810.jpg@RY2@
Arkadiusz Bereza dr hab. prof. nadzw. UMCS, wiceprezes Krajowej Rady Radców Prawnych
Od 1 lipca 2015 r. obrońcami w sprawach karnych będą również radcowie prawni. Powyższa zmiana od samego początku wśród przedstawicieli obu samorządów budzi emocje.
To prawda. O motywach wprowadzenia tej zmiany w kodeksie postępowania karnego i ustawie o radcach prawnych powiedziano już bardzo dużo w ramach debaty parlamentarnej. Wskazano tam m.in. na odpowiednie przygotowanie radców prawnych do tej roli procesowej, zakres kształcenia na aplikacji radcowskiej, ramy egzaminu zawodowego, a także możliwość przeniesienia wpisu z listy radców prawnych na listę adwokatów i natychmiastowego rozpoczęcia praktyki obrończej w zakresie spraw karnych. Podnoszone natomiast przez przedstawicieli adwokatury argumenty były jedynie argumentami w interesie samej adwokatury. Interes adwokatury nie zawsze jest jednak interesem społecznym, zwłaszcza na tle analizowanego problemu. Pojawiające się zaś w ostatnim okresie w przestrzeni publicznej wypowiedzi osób z tego środowiska są chyba wyrazem problemów wewnętrznych samorządu adwokackiego. Samorząd radcowski natomiast już podejmuje działania mające na celu przygotowanie organów jednostek organizacyjnych samorządu do realizacji postawionych przed nimi nowych zadań (np. sporządzania list obrońców). Realizowany jest także cykl szkoleń dla radców prawnych z zakresu postępowania karnego oraz zwiększono wymiar zajęć o tej tematyce na aplikacji radcowskiej.
Samorządowi radcowskiemu resortowy pomysł z listami chętnych na urzędówki się zatem spodobał?
W mojej ocenie należy ocenić go pozytywnie, chociażby z uwagi na pojawiającą się specjalizację wśród radców prawnych i adwokatów. Już w grudniu nastąpi zmiana przepisów wewnętrznych samorządu radcowskiego, mająca na celu zobowiązanie wszystkich radców prawnych do złożenia deklaracji dotyczących gotowości do występowania w charakterze obrońców z urzędu w postępowaniu karnym, uzupełnienia danych kontaktowych (m.in. adresu dla doręczeń) oraz oświadczenia dotyczącego pozostawania radcy prawnego w stosunku pracy. Przypomnę bowiem, że w świetle uchwalonych zmian obrońcą w postępowaniu karnym może być radca prawny, o ile nie pozostaje on w stosunku pracy (a więc nie tylko świadczący w tej formie pomoc prawną). Ograniczenie to dotyczy ponad 30 proc. radców prawnych, nie licząc tych, którzy nie wykonują zawodu.
W tej mierze pojawiają się jednak zastrzeżenia ze strony adwokatów. Chodzi o to, że radcowie będą mogli łatwo zwolnić się z wykonywania obowiązku obrońcy z urzędu poprzez zatrudnienie się chociażby na ułamek etatu.
Podstawą wskazanych zastrzeżeń jest kontestowanie przez niektórych adwokatów stosunku pracy jako formy świadczenia pomocy prawnej gwarantującej przymiot niezależności prawnika. Teza ta jest ryzykowna, a przyjmujący ją nie zwrócił uwagi na przepisy ustawy o radcach prawnych, które w sposób szczególny regulują stosunek pracy, gwarantując radcy prawnemu m.in. niezależność i szczególną pozycję wobec pracodawcy. Do stosunku pracy przyzwyczaiła się już zresztą adwokatura niemiecka, hiszpańska, holenderska, portugalska, duńska, norweska, a nawet francuska, do której tradycji tak często nasza adwokatura nawiązuje. Nasz ustawodawca zdecydował jednak ostatecznie, że stosunek pracy radcy prawnego będzie uniemożliwiać mu występowanie w postępowaniu karnym w charakterze obrońcy, a co za tym idzie - obrońcy z urzędu. I faktycznie bez znaczenia pozostanie tu wymiar czasu pracy. Jeśli natomiast chodzi o zarzut dotyczący możliwości nadużycia przez radców zatrudnienia w celu zwolnienia się z obowiązku występowania w charakterze obrońcy, to można go również sformułować w stosunku do każdego adwokata. Ten przecież również będzie mógł zwolnić się z urzędówki, jeśli w trakcie postępowania karnego podejmie zatrudnienie w stosunku pracy i nie będzie mógł wykonywać zawodu adwokata (art. 4b ust. 1 pkt 1 prawa o adwokaturze). Nie jest to więc sprawa li tylko przepisów, a etyki wykonywania zawodu.
Uważa pan, że wśród radców i adwokatów będzie dużo osób wpisanych się na listę zdeklarowanych do prowadzania obron z urzędu?
Myślę, że tak. Świadczy o tym liczba członków obu samorządów, w tym prawie 14 tys. adwokatów i około 21 tys. radców prawnych, którzy będą uprawnieni do występowania w charakterze obrońcy w postępowaniu karnym, ale i sytuacja na rynku usług prawniczych. Dwa lata temu przeprowadziliśmy badania wśród aplikantów radcowskich (obecnie w większości młodych radców prawnych), z których 42 proc. wyrażało gotowość do świadczenia pomocy prawnej w postępowaniu karnym. Również liczba osób biorących udział w szkoleniach dotyczących nowelizacji prawa karnego procesowego wskazuje na to, że sprawy karne znajdują się w zakresie radcowskich zainteresowań.
A czy pomysł z listami chętnych na urzędówki nie powinien zostać rozszerzony również na inne sprawy niż karne?
Wyznaczenie obrońcy z urzędu w postępowaniu karnym należy do decyzji prezesa sądu, sądu lub referendarza sądowego. Udział samorządu zawodowego ogranicza się w tym przypadku do wskazania osób, które chcą albo muszą w ramach swoich obowiązków podjąć się występowania w charakterze obrońcy z urzędu. Inaczej jest w postępowaniu cywilnym i sądowoadministracyjnym. Pełnomocnika wyznacza dziekan rady okręgowej izby radców prawnych po otrzymaniu postanowienia sądu o ustanowieniu pełnomocnika z urzędu. Dla tych celów w kilku izbach radcowskich (m.in. w Warszawie, Poznaniu, Łodzi, Katowicach, we Wrocławiu, w Lublinie) sporządzane są listy osób wyrażających chęć do występowania w charakterze pełnomocnika z urzędu poza zwykłą kolejnością wyznaczania. W izbie warszawskiej na takiej liście figuruje ponad 700 radców prawnych. A więc w innych rodzajach spraw takie rozwiązanie już od dłuższego czasu funkcjonuje na podstawie prawa wewnętrznego samorządu radcowskiego. Natomiast obecnie wysyłane na ręce prezesa sądu wykazy radców prawnych wykonujących zawód służą przede wszystkim do weryfikacji występujących w sądzie pełnomocników.
Rozmawiała Anna Krzyżanowska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu