Dziennik Gazeta Prawana logo

Niepodważalne dwa werdykty przysięgłych

1 lipca 2018

Jako przysięgły głosowałbym za uniewinnieniem Gorgonowej. Ale uważam, że w sprawie nie zaistniały nowe fakty lub okoliczności dające możliwość wznowienia jej procesu

W artykule red. Miry Suchodolskiej "Gorgonowa woła zza grobu" (DGP 36/2014) zostałem wywołany do odpowiedzi jako osoba, która zbadała przypadek Rity Gorgonowej we wszystkich jego aspektach. Analiza sprawy, która weszła do historii polskiego sądownictwa, doprowadziła mnie do wniosku, że jako przysięgły głosowałbym za uniewinnieniem Gorgonowej. Mój pogląd wynika z przeświadczenia, że zebrany materiał dowodowy nie dostarczył jednoznacznej odpowiedzi co do winy tej kobiety. Nie usuwał bowiem wątpliwości zarówno co do motywu, jak i sposobu dokonania zabójstwa Lusi Zarembianki. Chciałbym podkreślić, że moje wątpliwości dotyczą faktu uznania Gorgonowej za winną zabójstwa, ale nie prowadzą do wskazania sprawcy.

Od pierwszego dnia procesu, nazwanego "lwowskim", dało się odczuć histeryczną presję opinii publicznej. W artykułach, wypowiedziach znawców prawa, listach kierowanych do sądu i samej Gorgonowej przeważało współczucie dla Lusi i żądanie kary śmierci dla oskarżonej. Jak donosi ówczesna prasa, przed gmachem sądu gromadziły się tłumy żądające najwyższej kary. Nie można powiedzieć, na ile opinia "ulicy" zaważyła na werdykcie ławy przysięgłych, w wyniku którego Gorgonowa została skazana na karę śmierci. W trakcie drugiego procesu "krakowskiego" (po uchyleniu wyroku sądu we Lwowie) usłyszeć można było głosy, że wina Gorgonowej nie jest tak oczywista. Wtedy pojawiło się określenie sprawy Gorgonowej jako sprawy poszlakowej, czyli takiej, w której materiał dowodowy nie daje jednoznacznie pewności co do winy.

Lista wątpliwości

Do dziś jest ona przedmiotem dyskusji i dociekań, nie tylko prawników. Wskazuje się przy tym na wiele błędów popełnionych zarówno w trakcie tzw. śledztwa pierwiastkowego (wstępnego), jak i prowadzonego pod nadzorem prokuratora, polegających m.in. na pobieżnym zabezpieczeniu miejsca zdarzenia, niewyjaśnieniu rozbieżności w zeznaniach świadków, a zwłaszcza "koronnego" świadka Stanisława Zaremby, nieustaleniu przekonującego motywu, jakim miała się kierować Gorgonowa, popełniając zbrodnię.

Istotnym błędem, jak sądzę, było przyjęcie jako obowiązującej wersji śledczej, że zabójstwa mógł dokonać wyłącznie ktoś z domowników willi w Brzuchowicach. Przyjęto taką hipotezę, bo brak było śladów wskazujących na wejście sprawcy z zewnątrz (zamknięte od wewnątrz drzwi balkonowe, brak śladów stóp obcej osoby na świeżym śniegu). Śledczy nie uwzględnili argumentu przemawiającego przeciwko tej wersji. W sprawie występuje milczący świadek, czyli pies Lux. W aktach znajduje się dokładny opis obrażeń na jego ciele. Zakładając, że zbrodni dokonał ktoś z domowników, powstaje pytanie, na które nie udzielono odpowiedzi: czy domownik musiał okaleczyć psa, aby ten nie wskazał go jako sprawcy? Należy pamiętać, że obrażenia powstały, gdy Lux był na zewnątrz w ogrodzie willi (zeznanie Stanisława Zaremby, który słyszał skowyt Luxa, dochodzące z zewnątrz willi). Świadkowie (m.in. służąca Marcelina Tobiasz) zeznali, że Luxem opiekowała się tylko Gorgonowa i że zwierzę było jej całkowicie posłuszne. Odpowiedź na postawione wcześniej pytanie powinna przemawiać za tezą, że zbrodni dokonała jednak osoba z zewnątrz, która przed wejściem do willi musiała uciszyć psa, wedle zeznań świadków (m.in. wspomnianej Marceliny Tobiasz i Józefa Kamińskiego) agresywnego i nietolerującego obcych osób.

Kolejnym argumentem, który przemawia za słabością przyjętej hipotezy, był motyw działania Gorgonowej. Wiadomo, że pomiędzy nią a Henrykiem Zarembą było ustalone, iż otrzyma ona od niego 10 tys. dolarów amerykańskich i zamieszka z ich wspólnym dzieckiem w willi w Brzuchowicach. Oboje zgodzili się na rozstanie, czyli zakończył się płomienny romans.

Wiedzieli, że ich związek nie ma przyszłości, bo Zaremba jest żonaty, a jego żona przebywała w zakładzie dla obłąkanych w Kulparkowie. Śledczy uznali, że konflikt pomiędzy Gorgonową a Lusią, która nie mogła ojcu wybaczyć umieszczenia matki w zakładzie i romansu, a za sprawczynię wszystkich tych nieszczęść obarcza właśnie opiekunkę, jest wystarczająco przekonujący jako motyw działania tej pierwszej. Tylko fakty świadczą o tym, że Gorgonowa jako osoba niewątpliwie inteligentna musiała wiedzieć, że po odkryciu zbrodni będzie jedną z osób podejrzanych (tak jak to było w przypadku Henryka Zaremby, któremu został postawiony zarzut współdziałania z Gorgonową, ale śledztwo wobec niego ostatecznie zostało umorzone). A jako sprawczyni śmierci Lusi traciła nie tylko zabezpieczenie finansowe na przyszłość, ale także córkę ze związku z Zarembą. Kwestie finansowe, jak również motyw osobisty odpadają więc jako motywy działania Gorgonowej.

Nie wyjaśniono także faktu obecności kału w bawialni willi, przyjmując, że zostawiła go tam Gorgonowa pod wpływem napięcia nerwowego wywołanego popełnioną zbrodnią. Podręczniki kryminalistyki z tego okresu podają, że sprawca pozostawia kał na miejscu przestępstwa jako talizman mający chronić go przed wykryciem i ujęciem. Działanie takie przypisywano osobom prymitywnym, jak również zawodowym przestępcom. Najczęściej tego typu ślady były znajdowane na miejscu włamania. Gorgonowej na pewno obce były przesądy rodem z półświatka.

Następną wątpliwością, niewyjaśnioną w sposób przekonujący w śledztwie był modus operandi sprawcy. Ustalono bowiem, że Lusia zmarła na skutek ciosów zadanych z dużą siłą znalezionym w basenie dżaganem. Wątpię, aby taką siłą dysponowała Gorgonowa.

Następną słabością hipotezy śledczej był charakter dokonanego zabójstwa. Z oględzin zwłok Lusi, a zwłaszcza z faktu, że były one częściowo obnażone, śledczy początkowo wysnuli wniosek, że zabójstwo zostało dokonane na tle seksualnym, czyli z lubieżności. Ofiara nie została zgwałcona przed i po śmierci (brak śladów spermy i defloracji), a więc później przyjęto, że był to upozorowany przypadek zabójstwa z lubieżności. Pozostawał więc motyw rabunkowy (z willi nic nie zginęło) lub osobisty. Ten ostatni motyw pasował do Gorgonowej. Taki motyw został przyjęty w wyroku sądu we Lwowie i sądu w Krakowie, przy czym krakowscy sędziowie przysięgli uznali, że Gorgonowa działała "pod wpływem silnego wzruszenia" i na tej podstawie trybunał skazał ją na osiem lat więzienia za zabójstwo.

Sądy przysięgłych

Chciałbym teraz odnieść się do innych aspektów sprawy Gorgonowej, zawartych w artykule red. Suchodolskiej, czyli możliwości wznowienia procesu. Przede wszystkim najistotniejszym problemem jest to, że zarówno w procesie lwowskim, jak i krakowskim o winie oskarżonej zdecydował werdykt ławy przysięgłych. Oba postępowania toczyły się przed sądami okręgowymi jako sądami przysięgłych, zgodnie z rozporządzeniem prezydenta RP z 10 marca 1928 r. kodeks postępowania karnego (Dz.U. R.P. nr 33, poz. 313). W obecnym modelu postępowania nie ma ławy przysięgłych, warto więc przybliżyć ówczesne zasady jej funkcjonowania.

W Polsce międzywojennej istniały tylko trzy sądy okręgowe jako sądy przysięgłych: w Krakowie, we Lwowie i w Cieszynie. Sąd okręgowy jako sąd przysięgłych składał się z trybunału - przewodniczącego i dwóch sędziów zawodowych, oraz ławy przysięgłych: dwunastu wybranych osób. Do sprawowania obowiązków przysięgłego wybierano mężczyzn, którzy posiadali obywatelstwo polskie i pełną zdolność do czynności prawnych, ukończyli nie mniej niż 30 lat, a nie więcej niż 70 lat, co najmniej od 2 lat zamieszkiwali na terenie gminy, skąd byli wybierani, znali i posługiwali się językiem polskim, nie byli karani ani też nie czerpali zysków z nierządu, nie byli prokuratorami. Nie mogli też być sędziami, nie mogli pozostawać w służbie państwowej i duchownej ani nie mogli wykonywać zawodu lekarza, sanitariusza i aptekarza.

Po otrzymaniu aktu oskarżenia prezes sądu przekazywał jego odpis oskarżonemu i jego obrońcy, którym przysługiwało w terminie siedmiu dni prawo do złożenia sprzeciwu. Podstawą wniesienia sprzeciwu było stwierdzenie, że w czynie zarzucanym oskarżonemu brak jest cech przestępstwa lub akt oskarżenia został złożony przez nieuprawnionego oskarżyciela albo zachodziły przesłanki do umorzenia postępowania (śmierć oskarżonego, przedawnienie). Podstawą sprzeciwu mógł być też zarzut, że akt oskarżenia został wniesiony do niewłaściwego sądu. Prokuratorowi przysługiwało prawo do wniesienia repliki. Po rozpoznaniu sprzeciwu i repliki sąd okręgowy umarzał postępowanie w całości lub części albo przekazywał sprawę sądowi właściwemu. Sąd okręgowy mógł też odrzucić sprzeciw. Na postanowienia sądu zażalenie do sądu apelacyjnego przysługiwało tylko prokuratorowi. Po uprawomocnieniu się aktu oskarżenia prezes sądu niezwłocznie wyznaczał termin rozprawy głównej. Na trzy dni przed otwarciem "roków sądowych" (stałych posiedzeń sądu w danej sprawie) doręczano stronom listę przysięgłych wezwanych na "roki". Na początku każdych "roków" odbywało się jawne posiedzenie wstępne trybunału w składzie trzech sędziów zawodowych, dwudziestu czterech sędziów przysięgłych, prokuratora oraz przedstawiciela izby adwokackiej. Na tym posiedzeniu następowało zaprzysiężenie sędziów przysięgłych.

Po odczytaniu przez przewodniczącego trybunału roty przysięgi każdy z sędziów przysięgłych potwierdzał jej złożenie słowami: "Przysięgam, tak mi Panie Boże dopomóż". Następnie przewodniczący wyjaśniał sędziom przysięgłym ich prawa i obowiązki tudzież przepisy odnoszące się do narady i głosowania ławy przysięgłych. W terminie oznaczonym jako dzień rozpoczęcia rozprawy głównej, po wywołaniu sprawy następowało utworzenie ławy przysięgłych w liczbie 12 osób. Prokuratorowi i oskarżonemu przysługiwało prawo do wyłączenia bez podania motywów połowy liczby przysięgłych przewyższających liczbę przysięgłych niezbędnych do utworzenia ławy. Ostateczna liczba i lista przysięgłych była wciągana do protokołu rozprawy. W dalszej części prokurator odczytywał akt oskarżenia i przewodniczący trybunału pytał oskarżonego, czy przyznaje się do winy i jakie chce złożyć wyjaśnienia. Po złożeniu wyjaśnień oskarżony odpowiadał na pytania trybunału, prokuratora, obrońcy i ławy przysięgłych za pośrednictwem przewodniczącego trybunału. Następnie przewodniczący trybunału zarządzał postępowanie dowodowe, w trakcie którego przesłuchiwano świadków, "znawców" (obecnie biegłych), odbywano "naocznię sądową" (obecnie oględziny).

Według kodeksu postępowania karnego świadkiem mogła być tylko osoba fizyczna, różna od osoby oskarżonego. Nie wolno było przesłuchiwać w charakterze świadka osób duchownych co do faktów objętych tajemnicą spowiedzi oraz obrońcy w zakresie faktów, o których dowiedział się przy prowadzeniu obrony oskarżonego. Był to bezwzględny zakaz dowodowy. Względny zakaz dowodowy dotyczył osób przesłuchiwanych w charakterze świadków, a których zeznania dotyczyły tajemnicy służbowej lub państwowej. Sąd mógł przesłuchać te osoby po uprzednim zwolnieniu z obowiązku zachowania tajemnicy, wyłączając jawność rozprawy. Osoby bliskie dla oskarżonego - małżonek, krewny, powinowaty w linii prostej, krewny w linii bocznej aż do stopnia pokrewieństwa między dziećmi rodzeństwa oskarżonego, jego rodzeństwo, osoby pozostające z nim w stosunku przysposobienia - miały prawo odmówić składania zeznań, o czym były pouczane przez przewodniczącego trybunału. Świadek mógł odmówić składania zeznań, których treść mogła narazić na odpowiedzialność jego lub osobę mu bliską.

Po uprzedzeniu świadka o odpowiedzialności karnej za składanie fałszywych zeznań oraz o odmowie składania zeznań przewodniczący trybunału pytał go o personalia oraz odbierał przysięgę, chyba że strony zwolniły świadka od jej składania. Następnie świadek składał zeznania i jeżeli pomiędzy zeznaniami świadków zaszły istotne sprzeczności, przewodniczący mógł zarządzić konfrontację świadków, czyli "stawienie do oczu".

Pytania, głosowanie, werdykt

Po zakończeniu postępowania dowodowego i rozstrzygnięciu ewentualnych wniosków dowodowych stron przewodniczący trybunału układał listę pytań, na które mieli odpowiedzieć sędziowie przysięgli. W pytaniach tych nie wolno było pominąć żadnego zarzutu stawianego w akcie oskarżenia. Za podstawę ułożenia pytań służył materiał dowodowy zebrany w trakcie postępowania sądowego. Rozstrzygnięciu przez sędziów przysięgłych podlegały tylko kwestie związane z ustaleniem winy oskarżonego, a także związane z nimi okoliczności uzasadniające zaostrzenie lub złagodzenie kary lub wyłączające odpowiedzialność karną. Po ułożeniu i odczytaniu pytań przewodniczący trybunału pytał strony i sędziów przysięgłych, czy wnoszą do nich zastrzeżenia. Wnioski stron lub przysięgłych co do zmiany pytań rozstrzygał trybunał jako całość. Jeżeli lista pytań na wniosek stron lub sędziów przysięgłych uległa zmianie, była ona ponownie odczytywana i przysięgli mogli się ponownie wypowiedzieć. Ostatecznie ułożoną listę pytań zatwierdzał trybunał i była ona wciągana do protokołu rozprawy. Pytania musiały być tak ułożone, by można było na nie odpowiedzieć w sposób jednoznaczny, a więc "tak" lub "nie". Pytanie główne odnoszące się do winy oskarżonego musiało być tak ułożone, aby obejmowało wszystkie ustawowe znamiona czynu zarzuconego oskarżonemu. Zaczynało się ono od słów: "Czy oskarżony jest winien, że...?", po czym następowało wymienienie wszystkich okoliczności faktycznych związanych z popełnieniem czynu z możliwie jak najbardziej precyzyjnym określeniem czasu, sposobu i miejsca jego popełnienia. Co do każdej okoliczności uzasadniającej zastosowanie surowszego lub łagodniejszego przepisu lub okoliczności wyłączającej odpowiedzialność oskarżonego należało zadać oddzielne pytanie.

Przykładowo lista pytań w sprawie o zabójstwo wyglądała następująco:

pytanie pierwsze - "główne" - "Czy oskarżony zabił w dniu... A w miejscowości... przy użyciu...?

pytanie drugie - "Czy oskarżony popełnił czyn objęty w pytaniu pierwszym w stanie pomieszania zmysłów?"

pytanie trzecie - "Czy oskarżony winien jest, że czyn objęty pytaniem pierwszym wykonał w zamiarze podjętym wcześniej?"

Jeżeli przysięgli odpowiedzieli na pierwsze pytanie "nie", dalsze odpadały jako bezprzedmiotowe i trybunał uniewinniał oskarżonego. Taki wyrok zapadał także wówczas, gdy przysięgli odpowiedzieli potwierdzająco na pytanie pierwsze i drugie. W przypadku gdy na pierwsze pytanie przysięgli odpowiedzieli "tak", zaś na drugie pytanie odpowiedzieli "nie", trybunał skazywał oskarżonego za zabójstwo.

Po zatwierdzeniu listy pytań przewodniczący trybunału udzielał głos stronom celem wypowiedzenia się w kwestiach objętych pytaniami. W tym stadium postępowania nie wolno było stronom wypowiadać się odnośnie do przewidywanej kary. Po wysłuchaniu stron przewodniczący trybunału wyjaśniał sędziom przysięgłym znaczenie ustaw, karę grożącą oskarżonemu, ogólne podstawy dotyczące dowodów, sposobu głosowania i udzielania odpowiedzi. Następnie zarządzał wybór zwierzchnika ławy przysięgłych i wraz z nią udawał się na naradę, nie biorąc jednakże w niej udziału. Po naradzie, która odbywała się w zamkniętym pomieszczeniu (nie wolno go było przysięgłym opuścić w czasie narady), zwierzchnik ławy zarządzał głosowanie nad werdyktem. W tym celu każdy z przysięgłych otrzymywał kartkę z wyrazami "tak" lub "nie" i wykreślał zbędny wyraz. Kartkę, na której nie skreślono żadnej odpowiedzi lub wykreślono obydwie, uważano jako głos oddany na korzyść oskarżonego. Decyzje dotyczące odpowiedzi na poszczególne pytania zapadały zwykłą większością głosów. W razie równiej ich liczby przeważało zdanie korzystniejsze dla oskarżonego. Zgodnie z art. 441 k.p.k. z 1928 r. "przysięgli rozstrzygali zadane im pytania wedle sumienia, na podstawie dowodów przedstawionych na rozprawie, uwzględniając z jednakową okolicznością przemawiające zarówno na korzyść, jak i niekorzyść oskarżonego".

Odpowiedzi udzielone przez poszczególne osoby zwierzchnik ławy przysięgłych odczytywał zgromadzonym (nie wolno było na kartce umieszczać nazwiska głosującego), następnie zaznaczał wynik z podaniem liczby głosów, podpisywał i niszczył poszczególne kartki z odpowiedziami. Po czym ława przysięgłych wraz z przewodniczącym trybunału udawali się na salę rozpraw, gdzie zwierzchnik ławy odczytywał każde pytanie z osobna oraz odpowiedzi na to pytanie. W przypadku gdy przysięgli odpowiedzieli przecząco na pytanie pierwsze, trybunał nie wysłuchując stron, uniewinniał oskarżonego. W razie uchwały ławy przysięgłych stwierdzającej winę oskarżonego przewodniczący trybunału udzielał głosu stronom w celu zajęcia stanowiska w przedmiocie kary grożącej oskarżonemu. W tym stadium procesu nie wolno było poddawać w wątpliwość werdyktu ławy przysięgłych (art. 439 par. 2 k.p.k.). Trybunał mógł z urzędu uchylić werdykt ławy przysięgłych, jeżeli uznał, że niesłusznie odpowiedzieli oni przecząco lub twierdząco na pytanie główne i mógł przekazać sprawę do rozpoznania na następnych "rokach". Nieuchylony werdykt pozostawał w mocy i na jego podstawie trybunał, po przeprowadzeniu tajnej narady i głosowania, wydawał wyrok. Zapadał on bezwzględną większością głosów. Po jego ogłoszeniu przewodniczący trybunału wskazywał możliwość, sposób oraz termin jego zaskarżenia.

Kodeks postępowania karnego wymieniał następujące środki odwoławcze:

zażalenie przysługujące stronom od każdego orzeczenia zamykającego drogę do wydania wyroku,

apelację od wyroku sądu grodzkiego i okręgowego jako sądów I instancji, kierowaną do sądu apelacyjnego,

kasację od wyroku sądu okręgowego jako sądu przysięgłych i wyroku sądu II instancji, kierowaną do Sądu Najwyższego Rzeczypospolitej Polskiej.

Apelacja od wyroku mogła dotyczyć całości lub jego części, przy czym apelacja kierowana od orzeczenia o winie uważana była za skierowaną również przeciwko orzeczeniu o karze. W wywodzie można było podnosić zarzuty, które nie były lub nie mogły być przedmiotem zażalenia. Apelację na korzyść oskarżonego mógł wnieść on sam, jego obrońca lub prokurator, na niekorzyść zaś tylko prokurator. Stronie apelującej przysługiwało wnoszenie o przesłuchanie świadków już przesłuchanych przez sąd I instancji, o ile w wywodzie apelacji podnoszono zarzut nieścisłości protokołu rozprawy głównej lub zarzut przyjęcia za podstawę wydania wyroku okoliczności nieujawnionych w toku przewodu sądowego. Strona zamierzająca wnieść apelację powinna była w terminie trzech dni od daty ogłoszenia wyroku złożyć zapowiedź apelacji, zaś w terminie siedmiu dni od daty otrzymania wyroku z uzasadnieniem złożyć wywód apelacji. Po stwierdzeniu przez sąd II instancji, że apelacja została złożona w terminie i odpowiada wymogom formalnym, następowało wyznaczenie terminu rozprawy apelacyjnej. Należy zaznaczyć, że sąd apelacyjny nie mógł odmówić stronie składającej apelację przeprowadzenia wskazanych dowodów, chyba że w ocenie sądu odwoławczego nie miały one wpływu na zapadły wyrok. Sąd II instancji mógł utrzymać w mocy wyrok sądu I instancji albo uchylić go w całości lub części, wydając nowy. Nie mógł jednak zwiększyć kary wymierzonej oskarżonemu, jeżeli apelacja została złożona na jego korzyść, oraz przekroczyć granic apelacji.

Kodeks dopuszczał jednak możliwość przekroczenia granic apelacji, ale tylko w przypadku stwierdzenia, że oskarżony został skazany za czyn, który nie zawierał w sobie znamion czynu zabronionego (w tym przypadku sąd II instancji uniewinniał oskarżonego) lub w przypadku oczywiście błędnej kwalifikacji prawnej czynu. Termin wniesienia kasacji był identyczny jak w przypadku apelacji. Podstawą wniesienia kasacji mogły być tylko zarzuty:

nieprawidłowego zastosowania przepisów ustawy karnej przy określaniu przestępstwa i wymierzeniu kary,

obrazy przepisów prawa procesowego (formalnego).

Dokończenie na str. 8

Pod zarzutem pierwszym rozumiano błędną wykładnię danego przepisu co do znamion i kwalifikacji prawnej czynu, jak i wymiaru kary, np. skazanie za czyn niebędący przestępstwem, wymierzenie kary nieznanej ustawie, nieorzeczenie kar dodatkowym wbrew obowiązkowi ich orzeczenia. Nie mógł stanowić podstawy skargi kasacyjnej zarzut zastosowania przepisu skutkującego zaostrzeniem lub łagodzeniem wymierzonej kary. Zarzutów skargi kasacyjnej nie wolno było wywodzić w celu wywołania merytorycznego rozpoznania sprawy przez Sąd Najwyższy, np. poprzez polemikę z ustaleniami faktycznymi wyroku, przedstawienie zarzutu braku winy w zachowaniu się oskarżonego. Jako zarzut obrazy przepisów prawa formalnego można było wysuwać: bezpodstawne odmówienie wnioskowi stron, bezzasadne uchylenie pytań, niedopuszczenie do swobodnej wypowiedzi stron. Rozprawa kasacyjna przebiegała podobnie jak rozprawa apelacyjna. Sąd Najwyższy wydawał wyrok, w którym oddalał kasację bądź uchylał wyrok w całości lub części, w tym mógł również przekazać sprawę do ponownego rozpoznania przez inny sąd. Kodeks postępowania karnego przewidywał także nadzwyczajny sposób wzruszenia prawomocnych wyroków sądowych poprzez złożenie wniosku o wznowienie postępowania sądowego, niezależnie od tego, w jakim sądzie zapadł wyrok.

Instytucja wznowienia postępowania karnego, przewidziana w art. 579 k.p.k. z 1928 r. obowiązuje w kodeksie postępowania karnego z 6 czerwca 1997 r. i jest przewidziana w art. 540. Wznowienie postępowania jest nadzwyczajnym środkiem zaskarżenia prawomocnego orzeczenia kończącego postępowanie sądowe, z przyczyn zaistniałych z reguły poza postępowaniem, w dużym stopniu niezależnych od sądu. Wznowienie dotyczy zarówno wyroków, jak i postanowień, niezależnie od tego, czy orzeczenie zostało wydane w pierwszej, czy w drugiej instancji, a ponadto nie jest ono ograniczone żadnym terminem. Przyczynami wznowienia postępowania sądowego mogą być tylko okoliczności wyraźnie uznane za powody wznowienia postępowania. Wedle art. 540 par. 1 pkt 2. nowe fakty (fakty dowodowe) lub nowe dowody (nowe źródła lub środki dowodowe) muszą być nieznane sądowi, bez znaczenia natomiast jest to, czy były one znane stronom procesowym. Mogą one stanowić podstawę wznowienia postępowania wyłącznie na korzyść oskarżonego, jeżeli wywołały jedno z następstw określonych w art. 540 par. 1 pkt 2.

Co dalej

Powstaje więc pytanie, czy obecnie można przyjąć, że w sprawie Gorgonowej zaistniały nowe fakty lub okoliczności dające możliwości wznowienia jej procesu? Stoję na stanowisku, że nie. Wiadomo, że w okresie, gdy zginęła Lusia, policja prowadziła śledztwo w sprawie innego zabójstwa, była nawet mowa o serii podobnych zabójstw w okolicy Brzuchowic. Ta okoliczność była badana przez śledczych, jednak choć modus operandi sprawcy we wszystkich przypadkach był podobny, to jednak nie było podstaw do uznania, że zabójstwa Lusi i innych dokonała ta sama osoba. Nie ma możliwości podjęcia na nowo tych spraw, a co za tym idzie uznania sprawcy za winnego zbrodni post mortem. Sprawa Gorgonowej była poddana kontroli dwóch sądów, a werdykty obu ław przysięgłych były tożsame: "winna" (nie zapadały jednomyślnie, ale w proporcji nakazującej trybunałom wydanie wyroku skazującego). Z tymi werdyktami przysięgłych musimy się zgodzić. Dziś są one bowiem niepodważalne.

Oprócz aspektu prawnego pozostaje ten czysto ludzki. Gorgonowa, jej córka i wnuczka całe życie musiały się zmagać z piętnem tamtego morderstwa. Żaden wyrok sądu nie zatrze przeszłości. Można jedynie liczyć, że opinia o Margericie Emilii dwojga imion Gorgonowej ulegnie zmianie. Tego życzę jej bliskim.

Panu mecenasowi Michałowi Olechnowiczowi życzę wytrwałości w działaniach. Jest wiele spraw jeszcze niewyjaśnionych.

Do sprawowania obowiązków przysięgłego wybierano mężczyzn w wieku 30-70 lat. Nie mogli oni pozostawać w służbie państwowej i duchownej, nie mogli też wykonywać zawodu lekarza, sanitariusza i aptekarza

@RY1@i02/2014/071/i02.2014.071.070000600.804.jpg@RY2@

PAP/CAF - REPRODUKCJA

@RY1@i02/2014/071/i02.2014.071.070000600.805.jpg@RY2@

Bogusław Cichowicz radca prawny, doktorant Katedry Kryminalistyki WPiA UW przygotowujący pracę na temat roli poszlak w procesie karnym

Bogusław Cichowicz

radca prawny, doktorant Katedry Kryminalistyki WPiA UW przygotowujący pracę na temat roli poszlak w procesie karnym

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.