Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawo karne i wykroczeniowe

Czy jesteśmy humanitarni?

14 lutego 2014
Ten tekst przeczytasz w 14 minut

Granica między przymusowym karmieniem osadzonego, który podjął protest głodowy, a torturami jest niezwykle cienka

Pytanie, czy kara pozbawienia wolności powinna być dla więźnia bardziej dolegliwa, niż jest to konieczne ze względu na jej istotę, jest już współcześnie w nauce prawa i w przepisach prawnych rozstrzygnięte. Nie, nie powinna. W rzeczywistości, jak zwykle, jest różnie. Na przykład dodatkową dolegliwością może być dla więźnia ciasnota w zakładzie karnym. Ale nie jest to na ogół efekt zamierzony, a poza tym Europejski Trybunał Praw Człowieka przywołuje wówczas państwo (np. Polskę ) do porządku.

Z historii prawa karnego wiemy jednak, że dawniej bywało inaczej, zwłaszcza gdy chodziło o karę pozbawienia wolności o zaostrzonym reżimie. Przykładem może tu być art. 31 kodeksu karzącego z 1818 r., obowiązującego do 1847 r. w Królestwie Polskim. Określał on treść kary warownego więzienia następująco: "Skazani na więzienie warowne będą mieć głowy ogolone, nosić mają ciężkie kajdany, do taczek przykuci podczas roboty, w ohydne ubiory przybrani, dwa dni ciepłą, lecz niemięsną potrawą, a trzeci dzień chlebem i wodą żywieni będą, łoże mają mieć z samych tarcic bez żadnego posłania i użyci powinni być do prac najprzykrzejszych zewnętrznych lub wewnętrznych, ile ich stan zdrowia i sił pozwoli".

Współcześnie już z takiego podejścia, w naszym kręgu cywilizacyjnym w każdym razie, zrezygnowano. Oczywiście warunki odbywania kary są różne w różnych krajach, na ogół lepsze w krajach zamożniejszych i nastawionych generalnie mniej represyjnie. Zilustruję to na przykładzie Jeffreya Archera, wybitnego i popularnego pisarza w zakresie literatury klasy B, działacza partii konserwatywnej, członka Izby Gmin i reprezentanta Wielkiej Brytanii w biegach krótkich (życiowy rekord w biegu na 100 jardów 9,6 sek.) Barwna postać, niestety również w aspekcie, nazwijmy to tak, kryminalnym. W 2001 r. został on oskarżony o krzywoprzysięstwo i utrudnianie działania wymiaru sprawiedliwości (w 1987 r., w trakcie wygranego później przez siebie procesu o zniesławienie, namówił znajomego do dostarczenie mu fałszywego alibi). Został za to skazany na cztery lata pozbawienia wolności, z których odsiedział dwa, bo został przedterminowo zwolniony.

Oczywiście nie byłby rasowym pisarzem, gdyby swoich doświadczeń więziennych nie opisał. Więc po wyjściu na wolność wydał trzytomowy "Dziennik więzienny". Są w nim różne uwagi ogólne, m.in. na temat sensu karania za przestępstwa związane z narkomanią i problemu narkomanii w zakładach karnych. Jego uwagi na temat funkcjonowania systemu penitencjarnego w Anglii nie są, rzecz jasna, tak wnikliwe i głębokie jak u jego wielkiego rodaka Johna Howarda (1726-1790), autora fundamentalnej pracy "O stanie więzień", który upominał się o humanitaryzację i racjonalizację wykonywania kary pozbawienia wolności. Nawiasem mówiąc zainteresowanie Howarda więziennictwem też zaczęło się od tego, że sam przez pewien czas siedział za kratami.

Archer w swoim dzienniku więziennym sporo miejsca poświęcił dowodzeniu, że skazano go niewinnie, ale jego wywody nie brzmią dla mnie przekonywająco. Najciekawsze są, moim zdaniem, zapisy o życiu codziennym, traktowaniu więźniów, stosunkach między więźniami i o wyżywieniu, które mu raczej nie smakowało. Patrząc na jego narzekania na wyżywienie z perspektywy chociażby warunków polskich możemy odnieść wrażenie, że są to czasem pretensje, którymi trudno nam się przejąć. Na przykład 20 lipca 2001 r. pisze: "Dzisiaj w jadłospisie jest jajko i bekon, a ja jestem zbyt głodny, żeby powiedzieć »nie«. Żółtko jest zakrzepłe, a bekon tłusty, skręcony i niejadalny". Z kolei 5 sierpnia 2001 r. jest mniej krytyczny: "Śniadanie. Jajko i fasolka na toście, drugi dzień z rzędu. Nie narzekam. Zawsze lubiłem jajka i fasolkę".

Te jego zapiski o jedzeniu przypomniały mi się, gdy czytałem kupioną niedawno w antykwariacie książkę "Instrukcya dla zakładów karnych Królestwa Polskiego" (Warszawa 1859). Otóż owa "Instrukcya" jest w kwestii żywienia więźniów szczegółowa w stopniu, który nas dzisiaj śmieszy. Na przykład w art. 200 p. A, zatytułowanym "Chleb, sól i okrasa" postanawia się, że: "Wydawać należy codziennie na jedną zdrową osobę: - Chleba żytniego razowego funt i pół; - Do strawy gotowanej soli po zołotników sześć; - Słoniny dla chrześcian po zołotników trzy; W dni zaś postne oleju po zołotników trzy, a dla żydów masła po zołotników dwa i jedna czwarta". Więźniowie chorzy mieli lepiej, bo w każdy poniedziałek, środę i sobotę dostawali na śniadanie "piwa lekkiego czarek cztery".

W tym miejscu muszę jednak porzucić ton żartobliwy. Chciałbym przejść do sprawy bardzo poważnej, mianowicie do traktowania więźniów, którzy podejmują głodówki protestacyjne. Przeważnie chodzi tu o więźniów politycznych, ale nie zawsze, bo np. w Polsce w 2008 r. głodówkę protestacyjną podjął w krakowskim areszcie śledczym obywatel rumuński podejrzany, jego zdaniem niesłusznie, o kradzież. Po czterech miesiącach głodówki, w czasie której bezskutecznie żądał rzetelniejszego prowadzenia jego sprawy, m.in. sprawdzenia podawanego alibi - zmarł z wycieńczenia. Sprawa była głośna, padały, pod adresem służby więziennej i organów ścigania, zarzuty karygodnie obojętnego traktowania protestującego. Natomiast najgłośniejszym przypadkiem głodówki więźniów politycznych była niewątpliwie w latach osiemdziesiątych XX w. głodówka bojowników IRA w angielskim więzieniu. Przywódca protestujących Robert George Sands zmarł 5 maja 1981 r. po 66 dniach głodówki, później zmarło jeszcze 10 jego kolegów. W czasie tego protestu nie karmiono nikogo przymusowo, przynoszono tylko jedzenie, przeprowadzano badania medyczne i uprzedzano o skutkach dalszego głodowania.

W Polsce głośna była głodówka działaczy "Solidarności" Jerzego Kropiwnickiego i Andrzeja Słowika w 1984 r. w więzieniu w Barczewie. Byli oni karmieni przymusowo, ale następnie tego zaniechano i władze więzienia spełniły ich postulaty, m.in. zgadzając się na mieszkanie w celach wspólnie z kolegami, wzajemne odwiedzanie, przedłużenie spaceru do godziny, zwrot z depozytu książek, możliwość przebywania w celach we własnych piżamach i dresach, a także organizowanie kursów językowych dla więźniów (podaję za dodatkiem do "Gazety Wyborczej" "Alehistoria" z 13 stycznia 2014 r.).

Jak widać w postępowaniu z głodującymi więźniami możliwe są dwa warianty: albo karmi się ich przymusowo, albo pozostawia się im decyzję, co do kontynuowania głodówki protestacyjnej. W prawie polskim, w art. 118 par. 2 kodeksu karnego wykonawczego, wybrano opcję przymusowego karmienia. Jednocześnie w art. 4 k.k.w. stwierdza się, że: "Kary, środki karne, zabezpieczające i zapobiegawcze wykonuje się w sposób humanitarny, z poszanowaniem godności ludzkiej skazanego. Zakazuje się stosowania tortur lub nieludzkiego albo poniżającego traktowania i karania skazanego". Wiąże nas też Europejska Konwencja o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności z 1950 r., a w jej art. 3 znaleźć można zakaz tortur oraz nieludzkiego lub poniżającego traktowania albo karania. Tyle że, jak zauważa prof. Lech Garlicki w komentarzu do tej konwencji, stanowisko orzecznictwa strasburskiego nie jest do końca jasne. Z jednej strony dopuszcza się przymusowe karmienie ze względów medycznych, z drugiej, Europejski Trybunał Praw Człowieka zastrzega, że nie może to być wykonywane w sposób brutalny i bolesny.

A jak takie karmienie przymusowe odbywa się praktycznie? Zacytuję tu za prof. Andrzejem Wąskiem ("Prawnokarna problematyka samobójstwa", Warszawa 1982, odsyłacz 46) opis przymusowego karmienia zamieszczonego przez Hoimara v. Ditfurtha w "Spieglu" (nr 53 z 1974 r.):

"Czterech lub pięciu mężczyzn wkracza do celi. Chwytają opierającego się więźnia za ręce i nogi, obezwładniają go i kładą na stole. Dwaj siadają mu na nogach, aby nie mógł kopać. Ręce zostają unieruchomione klamrami. Potem rurka. Ponieważ niemożliwe jest otwarcie szczęki osoby dorosłej wbrew jej woli bez niebezpieczeństwa uszkodzenia jej ciała - pozostaje droga przez nos. Gdy czyni się to wbrew woli osoby w ten sposób odżywianej, prowadzi to do jej duszenia się, wymiotów, kaszlu i konwulsji całego ciała".

Myślę, że komentarz do tego opisu jest zbyteczny.

Dodatkową dolegliwością może być dla więźnia ciasnota w zakładzie karnym. Ale nie jest to na ogół efekt zamierzony, a poza tym ETPC przywołuje wówczas państwo (np. Polskę) do porządku

@RY1@i02/2014/031/i02.2014.031.070000600.804.jpg@RY2@

fot. piotr mecik/forum

@RY1@i02/2014/031/i02.2014.031.070000600.805.jpg@RY2@

prof. Lech Gardocki, pierwszy prezes Sądu Najwyższego w latach 1998-2010

prof. Lech Gardocki

pierwszy prezes Sądu Najwyższego w latach 1998-2010

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.