Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawo karne i wykroczeniowe

Rejestr pedofilów: nie ma miejsca na eksperymenty

30 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 6 minut

DAWID KORCZYŃSKI Jeżeli ujawnienie danych uznamy za środek represyjny - a nie mam wątpliwości, że takim jest - to zastosowanie go do sprawców już prawomocnie osądzonych będzie stanowiło naruszenie zakazu karania dwa razy za ten sam czyn

Niedługo pod obrady Sejmu trafi projekt ustawy mającej wprowadzić rejestr pedofilów. Składać ma się z dwóch części: publicznej (gdzie będą widnieć dane o sprawcach gwałtów ze szczególnym okrucieństwem oraz o skazanych za przestępstwa na tle seksualnym w warunkach recydywy) i tej dostępnej tylko dla niektórych podmiotów (placówki wychowawcze itp.). Czy to potrzebne?

Kiedy usłyszałem o tym projekcie, natychmiast przypomniał mi się film Thomasa Vinterberga z Madsem Mikkelsenem "Polowanie". Być może dlatego z tak dużą ostrożnością podchodzę do zawartych w nim rozwiązań. W tej materii nie ma miejsca na pomyłki, w szczególności ustawodawcy. Łatwo natomiast na projekt patrzeć z perspektywy dwóch skrajności: aprobując w całości projektowane rozwiązania albo zupełnie je negując. Tymczasem nie wszystkie zaproponowane rozwiązania należy ocenić negatywnie.

Zacznijmy jednak od tych, które akceptować trudno.

Część z nich jawi się jako naruszająca w sposób oczywisty Konstytucję RP i Europejską Konwencję Praw Człowieka. I o ile rozwiązanie dotyczące rejestru o ograniczonym dostępie może mieć pozytywne skutki, o tyle w przypadku rejestru publicznego nie wiadomo, czy jego wprowadzenie jest naprawdę konieczne. Przynajmniej nie wynika to z uzasadnienia projektu, bo jego autorzy nie odwołują się do konkretnych danych.

Jednak czy prawo przestępcy do ochrony jego danych osobowych i prywatności powinno być stawiane na pierwszym miejscu, przed bezpieczeństwem potencjalnych ofiar?

W tym przypadku nie chodzi o stawianie na szali z jednej strony praw sprawcy, a z drugiej - bezpieczeństwa ofiar. Jeżeli rejestr rzeczywiście miałby poprawić bezpieczeństwo, to bez wątpienia należy rozważać jego wprowadzenie. Jednak tylko pod warunkiem, że będzie to zgodne ze standardami oraz gwarancjami konstytucyjnymi i konwencyjnymi przysługującymi oskarżonemu i skazanemu. Podobne rozwiązania rzeczywiście wprowadzono w niektórych państwach, również europejskich, ale są one stosunkowo nowe. Być może warto byłoby obserwować, jak się tam sprawdzą, a wnioski wyciągać na podstawie konkretnych danych poddających się ocenie. Materia, o której rozmawiamy, jest niezwykle wrażliwa. W jej przypadku nie powinno być miejsca na eksperymenty.

Do rejestru trafiać będą również dane o osobach, które popełniły przestępstwo na tle seksualnym jeszcze przed wejściem ustawy w życie. Od razu nasuwa się więc wątpliwość, czy nie dojdzie do podwójnego karania.

Rejestr pedofilów nie będzie zwykłym rejestrem. Umieszczenie w nim danych ma z jednej strony spełniać funkcję ostrzegawczą wobec społeczeństwa, z drugiej natomiast stanowić dodatkową dolegliwość dla skazanego. Tym samym w przypadku rejestru publicznego nie będzie różniło się od środka karnego w postaci podania wyroku do publicznej wiadomości. Zatem zastosowanie przepisów projektowanej ustawy do osób skazanych, które popełniły przestępstwo i były za nie osądzone przed wejściem w życie ustawy, będzie stanowiło naruszenie zasady niedziałania prawa wstecz i tym samym będzie sprzeczne z art. 42 ust. 1 Konstytucji RP, art. 7 ust. 1 Konwencji oraz art. 15 ust. 1 Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych. Jeżeli umieszczenie danych w rejestrze uznamy za środek represyjny - a nie mam wątpliwości, że takim jest - to zastosowanie przepisów tej ustawy do sprawców już prawomocnie osądzonych będzie też stanowiło naruszenie zasady zakazującej ponownego stosowania środka represyjnego za ten sam czyn wobec tej samej osoby. A przecież ta zasada również ma wymiar konwencyjny i konstytucyjny. Warto w tym miejscu przypomnieć, że o charakterze danego środka nie decyduje wyłącznie ustawodawca poprzez jego formalne zaszeregowanie, ale jego faktyczne skutki, dolegliwość. W mojej ocenie uchwalenie ustawy w projektowanym kształcie może spowodować odpowiedzialność odszkodowawczą państwa polskiego.

W rejestrze nie zamieszcza się danych o skazanym, jeżeli sąd tak orzeknie - tak brzmi art. 9 projektu dotyczący sprawców, którzy popełnili czyn już po wejściu ustawy w życie. To zagwarantuje sprawiedliwe postępowanie?

W mojej ocenie niestety nie. Wynika z niego bowiem, że dane w rejestrze będą umieszczane automatycznie, a wyjątkiem będzie ich nieumieszczanie, jeżeli sąd tak orzeknie. Co istotne, dotyczy to tylko rejestru niejawnego, bowiem w przypadku rejestru publicznego przepisu umożliwiającego orzeczenie sądu o niezamieszczaniu danych o skazanym się nie stosuje. Zatem w przypadku sprawców kwalifikujących się do rejestru publicznego ich dane znajdą się w nim, nawet gdy za ich nieumieszczeniem przemawiałyby względy ochrony życia prywatnego lub inny ważny interes prywatny pokrzywdzonego lub jego osób najbliższych, a zwłaszcza dobro małoletniego pokrzywdzonego. Moim zdaniem zaś zasada powinna być odwrotna: umieszczenie danych o skazanym w rejestrze, przynamniej tym publicznym, powinno następować jedynie na podstawie orzeczenia sądu, a nie automatycznie. Co istotne, w ustawie nie przewidziano możliwości usunięcia danych sprawcy z rejestru w sytuacji, gdy przed zatarciem skazania ujawnią się okoliczności przemawiające za ich usunięciem, np. ze względu na interes pokrzywdzonego. W tym aspekcie ustawa jest bardzo niedopracowana i potencjalnie niekorzystna dla pokrzywdzonych. ©?

@RY1@i02/2016/010/i02.2016.010.18300070a.802.jpg@RY2@

FOT. MAT. PRASOWE

Dawid Korczyński, adwokat

Rozmawiała Anna Krzyżanowska

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.