Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Kredyty frankowe na celowniku ABW. Przełomowe śledztwo czy polityczna ustawka

31 marca 2017

Działania prokuratury wymierzone w finansowe korporacje nie uderzą rykoszetem w szeregowych zatrudnionych. Najprawdopodobniej ani nie usłyszą oni wyroków skazujących, ani nie dostaną po kieszeni. Niektórzy pracodawcy mogą jednak pokusić się o skierowanie pozwów przeciwko pracownikom, aby w ten sposób wybielić się w oczach opinii publicznej

Pracownicy banków mogą spać spokojnie. Raczej

Jednym z najczęściej wybieranych numerów telefonów w bankach były ostatnio te do firm transportowych. Największe korporacje w Polsce zwożą bowiem do Prokuratury Regionalnej w Szczecinie miliony dokumentów dotyczących kredytów denominowanych we franku szwajcarskim.

@RY1@i02/2017/064/i02.2017.064.183001200.801.jpg@RY2@

Wartość kredytów mieszkaniowych

O co chodzi? Otóż w czerwcu 2016 r. zachodniopomorscy śledczy zainteresowali się sprawą umów kredytowych indeksowanych lub denominowanych w walucie obcej. Mówiąc wprost: umowami o kredyty frankowe. Prokuratorzy zastanawiają się, czy przy ich udzielaniu nie doszło do popełnienia przestępstwa. Podobne wątpliwości ma prokurator generalny Zbigniew Ziobro. Ostatnie tygodnie to zaś wzmożone działania śledczych. Do siedzib wielu instytucji zapukali funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. A tam, gdzie działania prokuratury (na której zlecenie ABW prowadzi śledztwo), tam odpowiedzialność nie zbiorowa, lecz indywidualna.

W efekcie o swój los obawiają się nie tylko menedżerowie banków, lecz także szeregowi pracownicy.

- Bogaty sobie zawsze poradzi. Ale co będzie z nami? - pyta na jednym z forów internetowych Marcin, który, jak sam przyznaje, "wcisnął" ludziom setki kredytów denominowanych we franku.

Zagrożenie, ale nie dla wszystkich

Prowadzone przez prokuraturę śledztwo dotyczy czynów zabronionych przez art. 286 par. 1 w związku z art. 294 par. 1 kodeksu karnego (dalej także jako: k.k.).

Pierwszy przepis stanowi, że kto, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, doprowadza inną osobę do niekorzystnego rozporządzenia własnym lub cudzym mieniem za pomocą wprowadzenia jej w błąd albo wyzyskania błędu lub niezdolności do należytego pojmowania przedsiębranego działania, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.

Drugi zaostrza odpowiedzialność, wskazując, że w przypadkach mienia znacznej wartości kara może wynosić od roku do 10 lat pozbawienia wolności. Tymczasem w przypadku umów dotyczących kredytów hipotecznych niemal w każdym przypadku będziemy mieli do czynienia z typem kwalifikowanym, gdyż za mienie znacznej wartości - zgodnie z art. 115 par. 5 k.k. - uznaje się takie, którego wartość w czasie popełnienia czynu zabronionego przekracza 200 tys. zł.

Eksperci jednak uspokajają. Po pierwsze - wskazują - działalność śledczych sprawia wrażenie działań bardziej o charakterze PR-owym niż stricte prawnym. Po drugie, jeśli ktoś wyląduje na ławie oskarżonych, będą to najprawdopodobniej zarządzający spółkami, które chętnie udzielały kredytów denominowanych w walucie obcej. I wreszcie po trzecie: nawet gdyby obiektem zainteresowania prokuratury stali się szeregowi pracownicy banków, ryzyko, że poniosą oni konsekwencje, jest niewielkie.

Przede wszystkim, spokojni mogą być ci pracownicy banków, którzy za udzielone kredyty frankowe nie otrzymywali żadnych gratyfikacji. Art. 286 par. 1 kodeksu karnego wskazuje bowiem jasno, że odpowiadać może tylko ten, kto działał w celu osiągnięcia korzyści majątkowej. W przypadku szeregowego pracownika musiałoby chodzić o jego osobistą korzyść, a nie korzyść pracodawcy. Tym samym wszyscy ci, którzy nawet brali udział w procesie przyznawania kredytów, lecz ich wynagrodzenie nie było w żaden sposób związane z liczbą przyznanych przez nich (lub ich dział) kredytów, odpowiedzialności karnej bez wątpienia nie poniosą. To jednak niewielka grupa.

Gros pracowników - a także pośredników kredytowych, których odpowiedzialność również można rozważać na podobnych zasadach - najczęściej było dodatkowo wynagradzanych za zawarte umowy na kredyty denominowane we franku. Jednak nawet to, zdaniem prawników, niewiele zmienia w zakresie odpowiedzialności karnej. A to na skutek luki w samych przepisach oraz braku ugruntowanej i jednolitej ich interpretacji.

- W polskim prawie karnym nie ma wyważonej koncepcji, gdzie się zaczyna oszustwo, a kończy ryzyko gospodarcze. Nie wiem zresztą, czy taka ścisła koncepcja jest możliwa. Natomiast moje rozumienie oszustwa jest takie, że musi chodzić o jednoznacznie umyśle działanie nastawione na korzyść majątkową, wykorzystujące błąd. Bardzo wątpliwe jest, czy uda się udowodnić taki poziom umyślności nawet u decydentów w bankach, nie mówiąc już o pracownikach - twierdzi adwokat Michał Tomczak, partner zarządzający w kancelarii Tomczak i Partnerzy.

Jego zdaniem skuteczność postępowania w sprawach o przestępstwa z art. 286 par. 1 w związku z art. 294 par. 1 k.k. musiałaby być motywowana chęcią osiągnięcia celów politycznych. Ale aby doszło do skazania, potrzebna jest odpowiednia decyzja sądu, a nie tylko działanie prokuratury.

Dwie grupy

W to, że pracownicy banków w ogóle znajdą się na ławie oskarżonych, nie wierzy także adwokat Radosław Płonka, wspólnik w kancelarii Płonka Ozga. Choć jego zdaniem warto podzielić tych, co udzielali kredytów na dwie grupy i rozważyć ich sytuację oddzielnie.

Kryterium podziału jest to, kto był odpowiedzialny za ewentualne wprowadzenie w błąd kredytobiorcy. Prokuratura Regionalna w Szczecinie zwraca bowiem szczególną uwagę właśnie na to, że korporacje umyślnie nie dopełniały swych obowiązków informacyjnych.

RAMKA 1

Co badają śledczy

W stanowisku prokuratury czytamy: "Należy sprawdzić [red.], czy osoby, które zawarły umowy kredytowe denominowane lub indeksowane do waluty obcej, nie zostały doprowadzone przez osoby działające w imieniu i na rzecz banków do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w postaci zapłaty na rzecz banku dodatkowych i celowo ukrytych kosztów kredytu, a także zawarcia umowy na warunkach o wysokim ryzyku finansowym".

I dalej: "Wprowadzenie w błąd miało polegać między innymi na stworzeniu u klientów błędnego przekonania o całkowitym koszcie kredytu oraz na celowym zatajeniu rzeczywistego ryzyka związanego z kursem walut i kosztami obsługi kredytu. W konsekwencji klienci banków mieli nie mieć świadomości co do całkowitych kosztów kredytu, a także ryzyka związanego ze wzrostem zobowiązania w związku ze wzrostem kursu walut".

Można więc powiedzieć, że ewentualna odpowiedzialność karna miałaby w uproszczeniu opierać się na celowym zatajaniu informacji, które pracownik był zobowiązany przekazać. I zakładając, że rzeczywiście obowiązki informacyjne - wynikające w dużej mierze z rekomendacji S wydanej przez Komisję Nadzoru Finansowego w 2006 r. - nie zostały dopełnione, tu właśnie należy rozróżnić sytuacje poszczególnych pracowników.

OPINIA EKSPERTA

Jestem zaskoczony wszczęciem postępowania

@RY1@i02/2017/064/i02.2017.064.183001200.802.jpg@RY2@

Kamil Kaliciński adwokat

Przeczytałem kilka artykułów dotyczących prowadzonego śledztwa i przyznam szczerze, że jestem zaskoczony jego wszczęciem oraz kierunkiem, w jakim miałoby zmierzać. W mojej ocenie szeregowi pracownicy raczej nie mają się czego obawiać.

Generalnie nie można wykluczyć odpowiedzialności karnej zarówno osoby, która przygotowała daną ofertę lub była kierownikiem danej jednostki, jak również tej, która pracowała jako szeregowy pracownik. Warto zauważyć, że zgodnie z art. 18 par. 1 kodeksu karnego odpowiada za sprawstwo nie tylko ten, kto wykonuje czyn zabroniony sam (np. pracownik oferujący kredyt w obcej walucie), ale także ten, kto wykorzystując uzależnienie innej osoby od siebie, poleca jej wykonanie takiego czynu (np. przełożony). W mojej ocenie ewentualne postępowania będą jednak dotyczyć poszczególnych osób i konkretnych pojedynczych czynów. Należy raczej wykluczyć spektakularny proces wobec grupy osób, które wspólnie i w porozumieniu miałyby się dopuścić przestępstwa.

Co do samej odpowiedzialności za oszustwo trzeba zaznaczyć, że jest to przestępstwo umyślne, które może być popełnione wyłącznie w zamiarze bezpośrednim. Oznacza to, że sprawca musi obejmować swoją świadomością i zamiarem nie tylko to, że wprowadza w błąd inną osobę (względnie wyzyskuje jej błąd), lecz także to, że doprowadza ją w ten sposób do niekorzystnego rozporządzenia mieniem i jednocześnie chce wypełnienia tych znamion. Mając to na uwadze, szanse na to, by pracownik banku został pociągnięty do odpowiedzialności karnej, należy ocenić jako nikłe. Zbyt wiele okoliczności należałoby udowodnić. Szeregowy pracownik banku może np. wskazywać, że na dzień zawarcia umowy oferta była korzystna, a nikt nie mógł przypuszczać, że nastąpi krach i kurs franka poszybuje.

Zarazem nie można wykluczyć z góry, że bank w konkretnej sytuacji będzie się starał odzyskać od swojego pracownika chociaż część środków wypłaconych poszkodowanemu. Trzeba bowiem pamiętać, że przepisy na to pozwalają i wobec pracodawcy, który naprawił szkodę wyrządzoną osobie trzeciej, pracownik ponosi odpowiedzialność. Oczywiście w praktyce nie będzie to łatwe, gdyż pracodawca jest zobowiązany udowodnić pracownikowi zawinione niewykonanie lub nienależyte wykonanie obowiązków pracowniczych oraz związek przyczynowy. Dla pracownika pozytywne jest również to, że nie ponosi on odpowiedzialności za szkodę w takim zakresie, w jakim pracodawca przyczynił się do jej powstania lub zwiększenia. Dodatkowo pracownik nie odpowiada za szkodę wynikłą w związku z działaniem w granicach dopuszczalnego ryzyka.

Własna inicjatywa czy polecenie z góry

Spokojniej spać mogą ci, którzy bazowali na instrukcjach przekazywanych im przez przełożonych. W wielu bankach w okresie boomu kredytowego pracownicy działali niemalże mechanicznie - realizowali wytyczne, które otrzymali od kierownictwa. Jeśli okaże się, że wytyczne te zostały stworzone w taki sposób, by wprowadzić klienta w błąd, odpowiedzialność za oszustwo będzie można co najwyżej przypisać ich autorom, a nie tym, którzy jedynie je stosowali.

Nie jest jednak tajemnicą, że swoboda działania wielu pracowników, a także osób zatrudnionych przez firmy pośrednictwa kredytowego, była duża. Prowizja przyznawana za sprzedaż kredytu powodowała, że zatrudnieni imali się różnych sposobów, by być skutecznymi, a co za tym idzie - więcej zarobić. I tu już ryzyko usłyszenia zarzutów jest większe.

- Jeżeli pracujący w instytucji finansowej otrzymał od przełożonych wytyczne na temat tego, jak ma przedstawić ofertę klientowi wraz z poleceniem przedstawienia oferty w rzetelny sposób, a wbrew tym nakazom, działając samodzielnie, z chęci otrzymania prowizji od udzielonego kredytu, niektóre informacje przed klientem zataił lub też utrzymał lub utwierdził klienta w błędzie, to przy założeniu, że doszło jednocześnie do doprowadzenia pokrzywdzonego do niekorzystnego rozporządzenia mieniem, można byłoby ewentualnie przyjąć, iż doszło do popełnienia przestępstwa z art. 286 par. 1 k.k. - przyznaje mec. Radosław Płonka.

Ekspert dodaje, że o odpowiedzialności można by też ewentualnie mówić, gdy pracownik co prawda otrzymał instrukcję nieetycznego działania, ale wiedział o tym i godził się wprowadzać w błąd klientów w celu otrzymania prowizji.

Tyle że zdaniem mec. Płonki więcej w tym teorii niż praktyki. Bo aby w ogóle mówić o przestępstwie oszustwa, musi dojść nie tylko do wprowadzenia w błąd, lecz także do doprowadzenia do niekorzystnego rozporządzenia mieniem. I choć obecnie zawarcie przed kilkoma laty umowy denominowanej we franku szwajcarskim wydaje się wariactwem, tak w chwili zawierania umowy wydawało się świetną decyzją.

- Okoliczność, iż kredytobiorca zaciągnął kredyt denominowany we franku szwajcarskim, a po jakimś czasie nastąpił gwałtowny wzrost kursu waluty wobec polskiego złotego, nie może być w mojej ocenie kwalifikowane na gruncie prawa karnego jako doprowadzenie swojego klienta do niekorzystnego rozporządzenia mieniem - podkreśla prawnik. Chyba że instytucja finansowa gwarantowała, że kurs franka będzie na niezmienionym poziomie lub będzie się obniżał względem złotego. A tego żaden z większych podmiotów nie obiecywał.

WAŻNE

Nie można wykluczyć sytuacji, gdy któryś z dużych banków postanowi procesować się ze swoimi, najczęściej byłymi, pracownikami. W wielu przypadkach może chodzić nawet nie o odzyskanie pieniędzy, lecz o przekierowanie - w oczach opinii publicznej - odpowiedzialności za nieprawidłowe działania na konkretne jednostki, a nie branie jej na barki korporacji.

Odwet pracodawcy

Szeregowi pracownicy banków nie muszą raczej się obawiać wyroków w sądach karnych. Ale czy powinni obawiać się konsekwencji finansowych za to, że nieroztropnie udzielali kredytów, co teraz naraża ich pracodawców (często byłych) na konsekwencje?

Pytanie to jest o tyle istotne, że obecnie coraz więcej banków przegrywa sprawy ze swoimi klientami. W wielu przypadkach idzie o kwoty sięgające kilkuset tysięcy złotych. Pojawia się więc naturalne pytanie: czy pracodawcy przysługuje w takiej sytuacji regres do pracownika, który odpowiadał za zawarcie konkretnej umowy?

I tu opinie prawników nie są tak pomyślne dla zatrudnionych. Przyznają, że nie można wykluczyć sytuacji, gdy któryś z dużych banków postanowi procesować się ze swoimi, najczęściej byłymi, pracownikami. W wielu przypadkach może chodzić nawet nie o odzyskanie pieniędzy, lecz o przekierowanie - w oczach opinii publicznej - odpowiedzialności za nieprawidłowe działania na konkretne jednostki, a nie branie jej na barki korporacji.

Czy to oznacza, że ten, kto udzielał kredytów we franku, niebawem sam straci mieszkanie wskutek nawet milionowych długów? Raczej nie. Odpowiedzialność materialna pracowników jest bowiem ograniczona przez art. 119 kodeksu pracy (dalej: k.p.). Zgodnie z nim odszkodowanie ustala się co prawda w wysokości wyrządzonej szkody, jednak nie może ono przewyższać kwoty trzymiesięcznego wynagrodzenia przysługującego pracownikowi w dniu wyrządzenia tejże szkody. Najczęściej więc ewentualna strata pracownika banku sięgnie kilku tysięcy złotych. Choć należy pamiętać, że ograniczenie odpowiedzialności dotyczy wyłącznie szkód wyrządzonych nieumyślnie. Dlatego gdyby stało się tak, że mimo powyższych zastrzeżeń prawników ktoś zostałby skazany za oszustwo, odpowiadałby i względem swego pracodawcy za szkodę w pełnej wysokości.

!W latach 2006-2011 w wielu korporacjach był boom na kredyty denominowane we franku. Świadczyć może o tym choćby to, że przyznano ich w tym czasie ok. 350 tys.

Wybawieniem dla wielu pracowników może zaś być art. 117 par. 1 k.p. Ten bowiem określa, że pracownik nie ponosi odpowiedzialności za szkodę w takim zakresie, w jakim pracodawca lub inna osoba przyczyniły się do jej powstania albo zwiększenia. Jeśli więc obarczany odpowiedzialnością pracownik wykaże, że zarządzający korporacją doskonale wiedzieli, iż klienci instytucji wprowadzani są w błąd - o regresie nie będzie mogło być mowy.

@RY1@i02/2017/064/i02.2017.064.183001200.807.jpg@RY2@

Patryk Słowik

patryk.slowik@infor.pl

@PatrykSlowik

Czy kredytowy rykoszet uderzy w pracowników

Warto pokusić się o ustalenie, kto i za jakie przestępstwo na podstawie obowiązujących przepisów mógłby ponosić odpowiedzialność karną lub cywilną w związku z udzielaniem kredytów we frankach

Jak wynika z doniesień medialnych, postępowania prowadzone przez szczecińską prokuraturę w sprawie bankowych oszustw na szkodę kredytobiorców frankowych są cały czas w fazie "in rem" (postępowanie w sprawie). Oznacza to, że nikomu nie przedstawiono jeszcze zarzutów.

Odpowiedzialność karna

Najbardziej prawdopodobne wydaje się przyjęcie przez śledczych założenia, że podstawę ewentualnej odpowiedzialności karnej stanowić będzie art. 286 k.k. Zgodnie z jego treścią, kto w celu osiągnięcia korzyści majątkowej doprowadza inną osobę do niekorzystnego rozporządzenia własnym lub cudzym mieniem za pomocą wprowadzenia jej w błąd albo wyzyskania błędu lub niezdolności do należytego pojmowania przedsiębranego działania, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8. Popełnienie tego przestępstwa w odniesieniu do mienia znacznej wartości, tj. takiego, którego wartość w czasie popełnienia czynu zabronionego przekracza 200 tys. zł, zagrożone jest karą pozbawienia wolności od roku do lat 10.

Przestępstwo oszustwa jest przestępstwem umyślnym, a sprawca powinien działać z bezpośrednim zamiarem jego popełnienia. Oznacz to, że aby można było przypisać sprawcy odpowiedzialność, zamiar powinien mu towarzyszyć - obejmując zarówno cel, jak i sam sposób działania - zmierzający do zrealizowania tego celu. Innymi słowy, należy wykazać, że sprawca od samego początku chciał i miał zamiar popełnić przestępstwo. Przedmiotem czynu mogą być z kolei rzeczy ruchome, nieruchomości, a także prawa majątkowe. Czynność sprawcza polega na doprowadzeniu pokrzywdzonego do niekorzystnego rozporządzenia mieniem poprzez jeden z trzech sposobów: wprowadzenie w błąd, wyzyskanie błędu lub wyzyskanie niezdolności do należytego pojmowania przedsiębranego działania. Zgodnie z orzecznictwem Sądu Najwyższego w przypadku wprowadzenia w błąd sprawca wywołuje w świadomości pokrzywdzonego fałszywe wyobrażenie (rozbieżność między rzeczywistością a jej odzwierciedleniem w świadomości dokonującego rozporządzenia mieniem). W razie spożytkowania błędu sprawca wykorzystuje już istniejącą rozbieżność, której dodatkowo nie koryguje, lecz używa jej do osiągnięcia korzyści majątkowej, wynikającej z niekorzystnego dla pokrzywdzonego rozporządzenia mieniem.

Przenosząc powyższe rozważania na grunt sprawy frankowiczów, wskazać należy, iż aby można było mówić o celowym wprowadzeniu w błąd, należałoby wykazać, że podczas oferowania produktu w postaci kredytu we frankach przed klientami banków zatajane były np. informacje dotyczące ryzyka związanego z kursem walut, tudzież bank błędnie przekonywał o całkowitym koszcie kredytu.

Dla uznania, że doszło do wprowadzenia w błąd, wystarczające jest ustalenie, że pokrzywdzony nie zawarłby umowy, gdyby wiedział o okolicznościach zatajonych przez sprawcę. Do wprowadzenia w błąd skutkującego niekorzystnym rozporządzeniem mieniem wystarczające jest więc wywołanie błędnego wyobrażenia o okolicznościach decydujących o rozporządzeniu lub sposobie rozporządzenia.

Warto podkreślić, że zgodnie z ugruntowanym w orzecznictwie poglądem, aby uznać, że takie rozporządzenie mieniem nastąpiło, nie musi wcale dojść do powstania realnej szkody ani do osiągnięcia przez sprawcę faktycznej korzyści majątkowej (tak np. SN w wyrokach: z 6 maja 2010 r., sygn. II KK 256/09, oraz z 13 stycznia 2010 r., sygn. II KK 150/09). Wystarczy samo zagrożenie interesów majątkowych pokrzywdzonego.

RAMKA 2

Kto może zostać oskarżony i na jakich zasadach

Analiza hipotetycznej odpowiedzialności karnej poszczególnych osób - pracowników, dyrektorów, kierowników oddziałów zatrudnionych w bankach - w pierwszej kolejności wymaga rozważenia ewentualnej odpowiedzialności karnej członków zarządów tych podmiotów. To właśnie zarząd ma uprawnienia do reprezentacji banku oraz prowadzenia jego bieżących spraw. Jednakże biorąc pod uwagę realia funkcjonowania banków, zastanowić się należy, w jakim stopniu zarząd ma wiedzę na temat informacji przekazywanych podczas procesu zawierania umów i w jaki sposób na ich treść mógłby faktycznie wpływać. To nie członkowie zarządu, ale upoważnione do tego osoby, tj. poszczególni pracownicy, zawierają z klientami umowy. Rozważenia wymaga, w jakim stopniu oraz czy w ogóle członkowie zarządu mieli zamiar wprowadzenia w błąd poszczególnych klientów banku. Czy podejmowali jakiekolwiek działania w celu doprowadzenia klientów do niekorzystnego rozporządzenia mieniem? Czy z polityki bankowej w zakresie zawierania tego rodzaju umów wynika obowiązek informowania klientów o aspektach związanych z ryzykiem kursowym? Przy czym to ostatnie pytanie zdaje się być retoryczne.

Dalej analizie należy poddać to, czy poszczególni członkowie zarządu podejmowali działania w sprawie ukształtowania konkretnej treści umowy lub oferty kierowanej do frankowiczów. Tu już odpowiedź nie jest oczywista. To właśnie na organie prowadzącym postępowanie przygotowawcze spoczywać będzie ustalenie powyższych okoliczności, tak korzystnych, jak i niekorzystnych z punktu widzenia tych osób. Zgodnie ze stanowiskiem SN o odpowiedzialności karnej za przestępstwo oszustwa nie przesądza pełniona funkcja w spółce, co oznacza, iż również prokurent czy też pracownik spółki nie są wyłączeni z kręgu potencjalnych sprawców czynu z art. 286 par. 1 k.k. Z tego też względu organ prowadzący postępowanie w niniejszej sprawie powinien zbadać i ustalić, kto rzeczywiście odpowiadał za informowanie klientów oraz za brzmienie i konstrukcję umów kredytowych.

Przypisanie zatem odpowiedzialności członkom zarządu wydaje się niełatwym zadaniem. Do powyższych aspektów dochodzi też zasada indywidualnej - a nie kolegialnej - odpowiedzialności karnej, co w konsekwencji oznacza konieczność zbadania roli każdego z członków zarządu w zakresie treści i rzetelności informacji przekazywanej stronom tychże umów. Istotną wskazówką będą też wewnątrzbankowe procedury kredytowe i informacyjne, a także analizy rentowności umów, opracowywane przed tworzeniem ofert dla klientów.

Kolejny aspekt obejmuje ewentualną odpowiedzialność osób zatrudnionych w banku na stanowiskach kierowniczych, tj. kierowników działów kredytowych. Również w tym przypadku prokuratura powinna rozważyć, czy osoby te miały zamiar wprowadzenia klientów w błąd oraz w jakim zakresie posiadały wiedzę na temat zawieranych umów i ich treści. Ponadto ustalić należałoby, czy to właśnie zachowanie kierowników działów kredytowych doprowadziło do ewentualnych nieprawidłowości przy zawieraniu umów kredytowych z klientami banków, a w efekcie do ukrycia rzeczywistych kosztów udzielonego kredytu, przekazania niepełnej informacji związanej z ryzykiem wynikającym z kursu walut, a także ryzyka związanego ze wzrostem wartości zobowiązania. Organ prowadzący postępowanie w tym zakresie powinien ustalić, jakie czynności podejmowali kierownicy działów, czy to oni odpowiadali za działania pracowników, którzy bezpośrednio w imieniu banku zawierali umowy kredytowe, czy wskazywali jakiekolwiek kierunki działania w zakresie formułowania wytycznych dotyczących informacji przekazywanych klientom przez pracowników banków.

Przeanalizować należy również działania podejmowane przez pracowników banków, którzy bezpośrednio zawierali umowy z klientami w zakresie podejmowanych przez nich czynności oraz przeszkolenia związanego z ryzykiem walutowym. To właśnie oni bezpośrednio kontaktowali się z klientami, zapewniali o cechach proponowanych kredytów oraz ryzykach z tym związanych. Wiele z tych rozmów było prowadzonych także przez telefon i były one rejestrowane. Powstaje jednak pytanie, czy rzeczywiście poszczególni pracownicy mieli zamiar wprowadzenia w błąd klientów dla niekorzystnego rozporządzenia przez nich mieniem. Być może ich działania oparte były jedynie na odtwarzaniu przedstawionych im reguł postępowania i informowania klientów. Być może osoby te również nie dostrzegały aż tak znacznego ryzyka związanego z zawartą umową kredytową.

Warto odnieść się w tym miejscu do ugruntowanego orzecznictwa Sądu Najwyższego. Stoi on na stanowisku, iż nie można przyjąć, że warunkiem niezbędnym do przyjęcia działań wypełniających znamiona ustawowe przestępstwa z art. 286 par. 1 k.k. jest osobiste podpisywanie przez osoby oskarżone umów, na podstawie których doprowadzono kontrahentów do niekorzystnego rozporządzenia mieniem. Taki pogląd ograniczałby odpowiedzialność jedynie do osób składających podpisy na umowach, wyłączając od niej tych, którzy w rzeczywistości realizowali zamiar doprowadzenia do niekorzystnego rozporządzenia mieniem przez wprowadzenie w błąd. W każdym przypadku zatem zbadać należy, kto w danej spółce miał rzeczywiste możliwości decyzyjne. Orzecznictwo zdaje się przemawiać na korzyść pracowników zawierających umowy kredytowe i nakazuje poszukiwać osób odpowiedzialnych za podejmowane decyzje, strategie marketingowe i relacje z klientami.

Powstaje również pytanie, czy możemy mówić o odpowiedzialności karnej osób, które de facto sporządziły dane umowy, tj. pracowników działów prawnych czy też podmiotów zewnętrznych świadczących obsługę prawną banków. Oczywiście osoby wykonujące zawód adwokata czy też radcy prawnego są zobowiązane do starannego działania na rzecz swoich klientów, jednakże ich odpowiedzialność co do zasady opiera się na odpowiedzialności materialnej za szkody wyrządzone wskutek niedbalstwa, niedochowania należytej staranności czy też niekompetencji. Wysoce nieprawdopodobne wydaje się przypisywanie im zamiaru wprowadzenia w błąd klientów banków w celu osiągnięcia korzyści majątkowej. Prędzej można mówić w tym przypadku o ewentualnej odpowiedzialności odszkodowawczej adwokata (radcy prawnego) w stosunku do banku, pod warunkiem zaistnienia szkody będącej bezpośrednią konsekwencją jego działań.

Dodać też należy, że o ile treść umowy mogła być formułowana przez osobę z wykształceniem prawniczym, to jednocześnie nie ponosi ona odpowiedzialności za działania innych osób w sytuacji, gdy umowa została następnie w kluczowych punktach przeredagowana na etapie akceptacji przez osoby decyzyjne w banku, dla celów ustalenia określonego wzorca umowy.

Odpowiedzialność na gruncie prawa pracy

Kwestia ewentualnej odpowiedzialności materialnej pracowników za szkodę wyrządzoną pracodawcy-bankowi, polegającą na wprowadzaniu klientów w błąd odnośnie do warunków spłaty pożyczek i kredytów we frankach szwajcarskich, sprowadza się do ustalenia odpowiedzialności na podstawie kodeksu pracy.

RAMKA 3

Co grozi osobom współpracującym

Nieco inaczej kształtuje się odpowiedzialność osób pracujących w bankach na podstawie umów cywilnoprawnych. Do takich stosunków prawnych nie ma zastosowania kodeks pracy. W ich przypadku odpowiedzialność ta oparta jest na przepisach kodeksu cywilnego oraz na treści samej umowy cywilnoprawnej.

Podstawą do dochodzenia przez bank roszczeń przeciwko osobom, których podstawą angażu jest umowa cywilnoprawna, może być art. 415 k.c. Przepis ten stanowi, że kto z winy swej wyrządził drugiemu szkodę, obowiązany jest do jej naprawienia. Zawinienie w prawie cywilnym sprowadza się do bezprawności czynu, jako przesłanki obiektywnej oraz zamiaru sprawcy, jako przesłanki subiektywnej. Artykuł 415 k.c. określa ogólną regułę dla odpowiedzialności za szkodę, do której doszło wskutek czynu niedozwolonego, a nie wskutek niewykonania umowy. Chodzi więc o odpowiedzialność za negatywne zachowanie jednej ze stron.

Bank dochodzący roszczeń na podstawie tego przepisu musiałby zatem udowodnić, że zachowanie np. zleceniobiorcy było zawinione, a także że wskutek tego zawinionego zachowania po stronie banku powstała szkoda. Takie dowodzenie w praktyce może okazać się niemożliwe.

Drugą kodeksową podstawą prawną dochodzenia przez bank roszczeń w stosunku do osób pozostających w zatrudnieniu niepracowniczym jest art. 471 k.c. Ten przepis z kolei stanowi, że dłużnik obowiązany jest do naprawienia szkody wynikłej z niewykonania lub nienależytego wykonania zobowiązania, chyba że niewykonanie lub nienależyte wykonanie jest następstwem okoliczności, za które dłużnik odpowiedzialności nie ponosi.

W tym przypadku bank dochodzący roszczeń od swojego "pracownika" musiałby wykazać, że zaistniały trzy przesłanki, tj.:

1) szkoda, którą poniósł bank,

2) niewykonanie lub nienależyte wykonanie umowy cywilnoprawnej przez osobę na umowie cywilnoprawnej na skutek okoliczności, za które ona sama ponosi odpowiedzialność, oraz

3) związek przyczynowy między nienależytym wykonaniem lub niewykonaniem zobowiązania a szkodą.

Poza odpowiedzialnością kodeksową przykładowy zleceniobiorca odpowiada wobec banku na podstawie treści samej umowy. Może ona bowiem przewidywać np. pieniężne kary umowne za jej nienależyte wykonanie. Zakres odpowiedzialności takiej osoby zależy więc od treści umowy, którą zawarł z bankiem, i kształtuje się on inaczej w przypadku każdej z umów.

Przepisy prawa pracy w kontekście odpowiedzialności pracowników za potencjalne szkody banków są bardziej korzystne dla pracowników niż dla pracodawców. Oczywiście na tym etapie nie można jeszcze jednoznacznie przesądzać o ewentualnych rozstrzygnięciach sądowych, bo są one uzależnione od materiału dowodowego i wyników prowadzonego śledztwa. Niemniej jednak, w świetle aktualnych przypuszczeń i obowiązujących przepisów dochodzenie odpowiedzialności od pracowników na rzecz banków z tytułu poniesionych przez nie szkód z pewnością nie będzie prostym zadaniem.

Szkoda i wina

Zgodnie z przepisem art. 114 k.p. podstawowym warunkiem umożliwiającym przypisanie takiej odpowiedzialności jest szkoda po stronie pracodawcy i wina pracownika. Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na wyrok Sądu Najwyższego z 22 sierpnia 2013 r., sygn. II PK 339/12, zgodnie z którym odpowiedzialność materialna pracownika nie może być związana z ryzykiem ekonomicznym pracodawcy z racji prowadzonej przez niego działalności. Trzeba pamiętać o tym, że pracownikowi można przypisać odpowiedzialność za szkodę wyłącznie na skutek niewykonania lub nienależytego wykonania obowiązku pracowniczego, a zatem jego wina musi być ewidentna i to zarówno umyślna (celowość i świadomość działania), jak i nieumyślna (najczęściej rażące niedbalstwo i brak należytej staranności). Poza tym, jak stwierdził SN w powyższym wyroku, ryzyko ekonomiczne pracodawcy nie może determinować odpowiedzialności pracownika.

W kontekście rozpatrywanej odpowiedzialności trzeba zauważyć, iż zgodnie z art. 116 k.p. to na pracodawcy ciąży obowiązek wykazania okoliczności potwierdzających odpowiedzialność pracownika za wyrządzoną szkodę oraz jej wysokość. Okoliczności te mogą być udowodnione za pomocą wszelkich środków dowodowych, a nie tylko dokumentów (por. wyrok SN z 23 czerwca 2009 r., sygn. III PK 15/09).

W zależności od stanowiska i funkcji

Pytaniem otwartym pozostaje oczywiście, czy banki będą w ogóle zainteresowane dochodzeniem takiej odpowiedzialności od swoich pracowników. Jednakże w niniejszej sytuacji należy rozważyć i rozróżnić kwestię odpowiedzialności szeregowego pracownika, kierownika działu i prezesa banku w kilku aspektach.

Nie będzie sprawą łatwą przypisanie odpowiedzialności, na gruncie prawa pracy, szeregowemu pracownikowi banku za produkt, który wyłącznie sprzedawał lub pośredniczył w jego sprzedaży, a który to produkt finalnie dopiero po upływie kilku lat został uznany za wprowadzający w błąd czy nawet oszukujący konsumentów. Trudno bowiem uznać, że szeregowy pracownik spowodował szkodę poprzez zapisy i wymagania umowy kredytowej, na której powstanie nie miał wpływu. Ta sama ocena dotyczy również kierownika działu lub menadżera odpowiedzialnego za oferowanie produktu w postaci kredytu we frankach szwajcarskich. Clou zagadnienia sprowadza się bowiem do wykazania odpowiedzialności i winy w ewentualnym oszukiwaniu klientów - celowym i świadomym albo chociaż biernym.

Oczywiście nie ma jeszcze aktu oskarżenia w sprawie, którą zajmuje się szczecińska prokuratura. Nieznane są nawet bliższe szczegóły śledztwa prowadzonego przez ABW. Jednak można założyć, że osoby odpowiedzialne za niekorzystne dla klientów rozwiązania prawne (jeżeli oczywiście podejrzenia śledczych się potwierdzą) i ewentualnie w dalszej kolejności straty dla banków nie były szeregowymi pracownikami banków.

Konkludując, należy ogólnie uznać, że pracownicy banków oferujący jedynie produkty lub zarządzający ich sprzedażą z niekorzystnymi zapisami dla klientów - ale nie będący ich twórcami i niemający wiedzy oraz świadomości o ewentualnym oszukiwaniu klientów - nie mogą zostać uznani za odpowiedzialnych za szkodę wyrządzoną pracodawcy.

Postanowienia umowne i klauzule abuzywne

Zagadnieniem bardzo istotnym z punktu widzenia możliwości obarczenia pracowników odpowiedzialnością ze ewentualne szkody jest możliwość przypisania im winy w kontekście zapisów prawnych umów kredytowych. Powstaje bowiem pytanie, kto odpowiadał za przygotowanie takich umów - czy były to podmioty zewnętrzne, czy prawnicy - pracownicy banku.

W tym drugim przypadku - bo tylko w takiej sytuacji można dywagować na temat odpowiedzialności pracowniczej - nasuwa się istotne pytanie, czy przygotowanie zapisów prawnych umowy, które zostały później zakwestionowane przez sądy, można uznać za nienależyte wykonanie obowiązków pracowniczych. Należy w tym miejscu zauważyć, że wykładnią zapisów umów kredytowych we frankach szwajcarskich zajmuje się Sąd Najwyższy oraz sądy powszechne, które nie wypracowały dotychczas jednolitego stanowiska. Zapisy tychże umów kredytowych podlegają szczegółowym interpretacjom. W związku z tym trudno będzie osobom odpowiedzialnym za przygotowanie zapisów umów kredytowych zarzucić rażące i oczywiste błędy. Jeżeli dana kwestia jest przedmiotem wielu różnych interpretacji, to znaczy, że błąd nie był oczywisty i rażący. A zatem przygotowującemu ją pracownikowi trudno będzie jednoznacznie przypisać winę.

Bezsprzeczne jest przy tym, że banki ponoszą ryzyko zarówno ekonomiczne, jak i organizacyjne swojej komercyjnej działalności. Oferują produkty bankowe obwarowane wieloma warunkami. Czy zatem w tym kontekście uznanie przez właściwe organy niektórych zapisów umowy kredytowej za klauzule niedozwolone nie wpisuje się w ryzyko ekonomiczne działalności bankowej? Jaką zatem mogą ponosić odpowiedzialność pracownicy banku za ich przygotowanie, skoro z natury rzeczy są one obarczone takim ryzykiem? Kwestia ta jest oczywiście dyskusyjna, aczkolwiek pozostawia duże pole manewru obwinianym pracownikom.

WAŻNE

W sytuacji gdy bank będzie chciał przypisać odpowiedzialność za swoje szkody pracownikowi, ten może podnosić, że pracodawca przyczynił się do jej powstania, np. w sytuacji wywierania nacisków czy presji przez przełożonych.

Współwinny pracodawca

Naturalnie nie można jednak wykluczyć, że w pojedynczych sprawach mogą się pojawić bezpośrednie dowody potwierdzające umyślne wprowadzanie w błąd klientów przez pracowników mających wiedzę, że mechanizm kredytowy miał na celu ich oszukiwanie. W takim przypadku należy jednakże zwrócić uwagę na art. 117 k.p.: "Pracownik nie ponosi odpowiedzialności za szkodę w takim zakresie, w jakim pracodawca lub inna osoba przyczyniły się do jej powstania albo zwiększenia, oraz nie ponosi ryzyka związanego z działalnością pracodawcy, a w szczególności nie odpowiada za szkodę wynikłą w związku z działaniem w granicach dopuszczalnego ryzyka". A zatem kluczowa w takiej sytuacji może być podnoszona przez pracownika - któremu bank będzie chciał przypisać odpowiedzialność za swoje szkody - okoliczność przyczynienia się przez samego pracodawcę do jej powstania (choćby w postaci nacisków i presji wywieranych przez przełożonych).

!Dla uznania, że doszło do wprowadzenia w błąd, wystarczające jest ustalenie, że pokrzywdzony nie zawarłby umowy, gdyby wiedział o okolicznościach zatajonych przez sprawcę.

Członek organu zarządzającego

Otwartą kwestią pozostaje odpowiedzialność na gruncie prawa pracy członka zarządu banku za ewentualne szkody, które poniósł pracodawca w związku udzielaniem kredytów/pożyczek celowo wprowadzających w błąd klientów. Abstrahując od okoliczności, że stosunek pracy pomiędzy członkiem zarządu a bankiem nie jest najczęstszą formą prawną ich relacji - należy podnieść, że również jemu, tak jak i szeregowemu pracownikowi musi zostać przypisana wina.

RAMKA 4

Członkowie władz spółki na kontraktach menedżerskich

W większości przypadków powierzenie funkcji członka zarządu następuje nie przy użyciu umowy o pracę, ale z zastosowaniem umowy cywilnoprawnej - kontraktu menedżerskiego. Odpowiedzialność osób świadczących dla banków usługi zarządzania na podstawie takich kontraktów kształtuje się na takich samych zasadach, jak w przypadku osób pracujących w bankach na podstawie umów cywilnoprawnych. Kontrakt menadżerski jest bowiem również umową cywilnoprawną. Odpowiedzialność ta jest więc oparta na przepisach kodeksu cywilnego (art. 415 k.c. oraz art. 417 k.c.), a także na treści samego kontraktu.

W związku z trwającym śledztwem otwarty pozostaje oczywiście wątek dowodowy, aczkolwiek nietrudno oprzeć się naturalnemu przekonaniu, że nieprzypadkowi przecież ludzie na stanowiskach członków zarządów banków, dysponujący olbrzymim zapleczem finansowym i sztabem fachowców, dochowywali najwyższej staranności w swojej działalności. W związku z powyższym przypisanie im konkretnej odpowiedzialności za szkody banku spowodowane ewentualnymi nieprawidłowościami w myśl przepisów prawa pracy nie będzie łatwe.

Ograniczenie do trzech pensji

W analizowanym zagadnieniu należy również zauważyć kolejną istotną rzecz mogącą mieć wpływ na ograniczenie dochodzenia odpowiedzialności przez banki od swoich pracowników. Otóż zgodnie z przepisem art. 119 k.p. odszkodowanie przyznane pracodawcy nie może przekraczać kwoty trzymiesięcznego wynagrodzenia pracownika w przypadku, jeżeli pracownik wyrządził szkodę nieumyślnie. Powyższe ograniczenie w wysokości odszkodowania nie dotyczy szkody wyrządzonej z winy umyślnej - wówczas pracownik zobowiązany jest do jej naprawienia w całości. Jednakże biorąc pod uwagę, że wykazanie winy pracownika, nawet nieumyślnej, dotyczącej wprowadzania w błąd klientów nie będzie zadaniem łatwym - to wysokość ewentualnego odszkodowania w postaci trzech miesięcznych wynagrodzeń pracownika może skutecznie powstrzymywać banki od wikłania się w długotrwałe procesy sądowe.

Przedawnienie

W końcu trzeba podkreślić, że zgodnie z art. 291 k.p. roszczenia pracodawcy o naprawienie szkody powstałej z nieumyślnej winy pracownika ulegają przedawnieniu z upływem trzech lat od jej wyrządzenia. Natomiast w razie winy umyślnej pracownika zastosowanie mają przepisy kodeksu cywilnego, które określają, że roszczenie o naprawienie szkody wyrządzonej czynem niedozwolonym ulega przedawnieniu z upływem lat trzech od dnia, w którym poszkodowany dowiedział się o szkodzie. Jednakże termin ten nie może być dłuższy niż dziesięć lat od dnia, w którym nastąpiło zdarzenie wyrządzające szkodę (chyba że powstało na skutek przestępstwa). O ile zatem w wypadku winy umyślnej pracownika termin przedawnienia jest stosunkowo długi dla pracodawcy, o tyle w przypadku winy nieumyślnej przedawnienie upływa bardzo szybko - bo w ciągu 3 lat od jej wyrządzenia.

@RY1@i02/2017/064/i02.2017.064.183001200.803.jpg@RY2@

Agnieszka Bąk-Bergander

radca prawny w kancelarii Aliant® Krzyżowska

@RY1@i02/2017/064/i02.2017.064.183001200.804.jpg@RY2@

Weronika Hołowczyc

adwokat w kancelarii Aliant® Krzyżowska

@RY1@i02/2017/064/i02.2017.064.183001200.805.jpg@RY2@

Bartosz Stolarek

radca prawny w kancelarii Aliant® Krzyżowska

@RY1@i02/2017/064/i02.2017.064.183001200.806.jpg@RY2@

Justyna Łopuszyńska

prawnik w kancelarii Aliant® Krzyżowska

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.