Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Fałszywi agenci wchodzą do firm. Urzędy potwierdzają: jest problem

Ten tekst przeczytasz w 118 minut

Przykłady z ostatnich miesięcy wskazują, że fałszywi agenci pukają do drzwi przedsiębiorców, a nawet urzędów. CBA, policja, a także UOKiK radzą zachować ostrożność

Funkcjonariusz nieprawdziwy, a kłopoty realne

Ministerialny gabinet. Przy stole siedzą minister odpowiedzialny za nadzór nad rynkiem leków wartym 30 mld zł oraz funkcjonariusze Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Wypytują urzędnika o to, którzy przedsiębiorcy łamią prawo. Wspólnie dyskutują, jakie metody ścigania nieuczciwych producentów leków byłyby najskuteczniejsze. Pojawia się temat byłego już wiceministra zdrowia Krzysztofa Łandy. Miał on - zdaniem funkcjonariuszy - przyjąć wielomilionowe łapówki.

Kilka tygodni wcześniej ci sami funkcjonariusze rozmawiają z byłym wiceministrem. Jego wypytują o to, co wyniósł z gmachu przy ul. Miodowej. Polityk spotkaniem nie jest zaskoczony. Urzędnicy odpowiedzialni za walkę z mafią lekową niejednokrotnie muszą spotykać się z funkcjonariuszami służb. A to akurat spotkanie na dodatek zapowiedział mu znajomy mecenas.

Nie były to jednak spotkania jakich wiele. W obu opisanych sytuacjach rozmówcami nie byli agenci SKW. W rzeczywistości były to osoby, które - jak się okazało kilka miesięcy później - pod funkcjonariuszy jedynie się podszywały. W jakim celu wypytywali wysokich rangą państwowych urzędników o szczegóły ich pracy? Jak w ogóle dostali się do gabinetu urzędującego ministra? I skąd znajomości wśród prawników, którzy potwierdzali ich legendę? Tego na razie nie wiadomo.

- Taka sytuacja zaistniała - potwierdza Paweł Trzciński, rzecznik Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego. - Jednak w związku z tym, że sprawę prowadzi prokuratura, postanowiliśmy nie wypowiadać się na ten temat - ucina.

Zorganizowana grupa

Bardziej rozmowny jest prokurator Waldemar Łubniewski z Prokuratury Regionalnej w Katowicach. Informuje, że zarzuty usłyszało już ośmiu podejrzanych o udział w zorganizowanej grupie przestępczej i powoływanie się na wpływy w instytucjach państwowych, organach skarbowych, służbach specjalnych. Pięć osób pozostaje tymczasowo aresztowanych.

- Na podstawie poczynionych sprawdzeń ustaliłem, że sposób działania członków grupy wyglądał następująco: podejrzani w kontaktach z wybranymi przez siebie przedstawicielami instytucji państwowych oraz różnego rodzaju firm działających w branży paliwowej i farmaceutycznej podawali się za funkcjonariuszy służb specjalnych (SKW, Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Centralnego Biura Antykorupcyjnego). Działając w ramach zorganizowanej grupy przestępczej, powoływali się na swoje wpływy w instytucjach państwowych, organach skarbowych i służbach specjalnych - wyjaśnia prokurator Łubniewski. - Następnie w zamian za korzyści majątkowe deklarowali chęć podjęcia się załatwienia spraw, co miało polegać na roztoczeniu nad taką firmą, która zgodziła się z nimi współpracować, swoistego parasola ochronnego. W ramach tej ochrony podejrzani zapewniali, że wobec współpracującego z nimi podmiotu nie zostaną wszczęte przez organy skarbowe i policję postępowania kontrolne i karne - kontynuuje prokurator.

"Proponowali, bałem się nie zapłacić"

Jak ustaliliśmy, wielu przedsiębiorców takie oferty przyjmowało jako propozycje nie do odrzucenia.

- Przychodzi do mnie dwóch agentów służb specjalnych i zapewnia, że w zamian za drobne, jak na skalę naszego przedsięwzięcia, pieniądze zapewnią nam ochronę przed działaniami kolegów. Nie mieliśmy sobie nic do zarzucenia, nie łamiemy prawa. Ale byliśmy skłonni zapłacić, bo uznaliśmy, że brak zgody przełoży się na wszczęcie długotrwałych i uciążliwych postępowań - tłumaczy nam dyrektor jednej z dużych firm farmaceutycznych.

Ujętym przez śledczych osobom grozi do 10 lat pozbawienia wolności. Eksperci jednak nie mają wątpliwości, że wielu podobnie działających oszustów wciąż działa na wolności.

Wierzchołek góry lodowej

Fałszywych agentów jest coraz więcej. Informacje o rosnącym zjawisku podszywania się pod służby przez zorganizowane grupy przestępcze potwierdza nam prokuratura. To, że zdarza się podszywanie pod urzędników, przyznaje nam też Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Przedsiębiorcy zaś są bezradni. Bo skoro z fałszywymi agentami nie mogą sobie poradzić urzędy - o czym świadczy powyższy przypadek - to tym bardziej jak oni mają rozpoznać podstęp? I jak się przed nim bronić?

Psychologiczne zagrywki

Oszuści wiedzą, że wizyta w firmie osób, które przedstawiają się jako agenci CBA, ABW czy SKW - to zawsze duże przeżycie dla wszystkich pracowników. Ba, stres przeżywają zarówno właściciel przedsiębiorstwa, jak i jego podwładni nawet wtedy, gdy niespodziewanie do drzwi zapukają zwykli policjanci. To dlatego oszuści coraz częściej wykorzystują ten stres przedsiębiorców w sytuacji zaskoczenia. Wyłudzają pieniądze, a jeszcze chętniej informacje, których prowadzący biznes za nic nie chciałby ujawnić, gdyby myślał trzeźwo.

- Spotkaliśmy się z przypadkami, że osoby podawały się za funkcjonariuszy publicznych i dokonywały "zabezpieczenia dowodów" - dokumentacji firmowej (pod pretekstem prowadzonego postępowania przeciwko danemu podmiotowi). Tak naprawdę chodziło im zaś o uzyskanie informacji stanowiących tajemnicę przedsiębiorstwa - opowiada nam Bartosz Weremczuk, partner zarządzający w agencji detektywistycznej Weremczuk & Wspólnicy. Detektyw dodaje, że jest to bardzo groźne zjawisko, dlatego że uzyskane w ten sposób dane mogą trafić nie tylko do konkurencji, lecz także do zorganizowanych grup przestępczych, których działanie może mieć bardzo negatywne konsekwencje dla przedsiębiorcy.

@RY1@i02/2018/049/i02.2018.049.18300060a.801.jpg@RY2@

Jak nie paść ofiarą przebierańców

Jak zdemaskować oszusta

Okazuje się, że jego weryfikacja nie jest wcale łatwa. Legitymacja może być fałszywa. Odznaki można kupić na Allegro. A telefon do rzekomej centrali też może być podstawiony przez oszusta

Zacznijmy od tego, czego może żądać przedsiębiorca od przybywającego do niego przedstawiciela służb. Podstawowym obowiązkiem nieumundurowanego funkcjonariusza jest wylegitymowanie się. Stanowi o tym chociażby art. 61 ustawy z 6 kwietnia 1990 r. o Policji (t.j. Dz.U. z 2017 r. poz. 2067). Zgodnie z ust. 1 tego przepisu policjant, wykonując czynności, zobowiązany jest okazać legitymację służbową. Powinien to uczynić w taki sposób, aby zainteresowany miał możliwość odczytać i zanotować numer i organ, który wydał legitymację, oraz nazwisko policjanta. Bliźniacze zasady stosuje się do agentów służb specjalnych, którzy - jak wskazuje praktyka - też często trafiają do prywatnych firm, np. zbierając informacje w prowadzonych postępowaniach.

WAŻNE

Przykłady z ostatnich miesięcy pokazują, że problem fałszywych agentów nie jest tylko filmową fikcją. Nie radzą sobie z nim nawet urzędy.

Zgodnie z rozporządzeniem Rady Ministrów z 29 września 2015 r. w sprawie sposobu postępowania przy wykonywaniu niektórych uprawnień policjantów (Dz.U. poz. 1565) także policjant nieumundurowany ma obowiązek okazać legitymację służbową, a na żądanie osoby, wobec której podjęto czynność legitymowania, musi umożliwić spisanie zawartych w niej danych. Po zakończeniu czynności służbowych policjant informuje osobę, wobec której podjęto te czynności, o prawie złożenia do właściwego miejscowo prokuratora zażalenia na sposób przeprowadzenia tych czynności.

Agenci muszą więc mieć legitymacje. Eksperci wskazują, że w praktyce wiele osób - będąc w stresie - zapomina o nie zapytać, na czym korzystają fałszywi agenci. Są jednak osoby, które to sprawdzają.

Atrybuty z aukcji

Rzecz w tym, że zdobycie fałszywej legitymacji to żaden problem. Podobnie jak odzieży, emblematów itp.

- Odznakę policyjną, Centralnego Biura Śledczego Policji czy innych służb bez problemu można kupić na portalach aukcyjnych za niewiele ponad 100 zł. Mundur jest niepotrzebny, ale uwiarygodniające oszusta kamizelkę czy kurtkę z emblematami służb też łatwo zdobyć - wskazuje Bartosz Weremczuk. I na dowód pokazuje nam linki do kilku publicznie dostępnych aukcji, na których można nabyć bardzo realistycznie wyglądające policyjne blachy.

OPINIA EKSPERTA

Radzimy, by weryfikować kontrole telefonicznie

@RY1@i02/2018/049/i02.2018.049.18300060a.802.jpg@RY2@

Stanisław Żaryn rzecznik prasowy ministra koordynatora służb specjalnych w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów

Służby specjalne weryfikują wszelkie sygnały dotyczące przypadków podszywania się nieuprawnionych osób pod funkcjonariuszy publicznych, w tym pod przedstawicieli służb specjalnych. Jest to przestępstwo ścigane z art. 227 kodeksu karnego - zagrożone grzywną, karą ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności do roku.

Z tym przestępstwem związane jest również używanie "realistycznie wyglądających odznak służbowych". W myśl art. 270 k.k. "kto, w celu użycia za autentyczny, podrabia lub przerabia dokument lub takiego dokumentu jako autentycznego używa, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5".

Zasady czynności kontrolnych podejmowanych przez funkcjonariuszy służb specjalnych wobec przedsiębiorców określają ustawy kompetencyjne poszczególnych służb. Przedsiębiorca może weryfikować tożsamość funkcjonariusza służb specjalnych, ale w przypadku gdy funkcjonariusze dopełnili opisanego w ustawie obowiązku wylegitymowania się, nie ma prawa uniemożliwiać im wszczęcia czynności kontrolnych.

Podmiot, w którym funkcjonariusze rozpoczynają kontrolę, może zadzwonić do CBA z prośbą o potwierdzenie, że kontrola została wszczęta. Telefony są podane na stronie internetowej biura.

Kontrolny telefon nie zawsze pomoże

Po odczytaniu przez przedsiębiorcę legitymacji dochodzi do kluczowego momentu, w którym można zweryfikować, czy mamy do czynienia z prawdziwym funkcjonariuszem czy oszustem. Eksperci radzą, by kontrolnie zadzwonić na centralę policji lub danej służby i spytać o przeprowadzane czynności. Przy czym należy dzwonić na numery oficjalne podawane przez policję lub służby, np. podane na oficjalnych stronach internetowych. W żadnym razie nie należy zaś telefonować pod te numery, które zostały przekazane przez przybyłych funkcjonariuszy. Te mogą prowadzić nie do centrali, lecz do współpracowników oszusta.

Dariusz Loranty, były policjant, który skończył służbę w stopniu nadkomisarza, pierwowzór postaci Gebelsa w popularnym serialu "Pitbull", zaznacza, że telefon może nie rozwiać wątpliwości.

- Po pierwsze, w przypadku wizyty funkcjonariuszy ludzie boją się reagować, nie próbują weryfikować prawdziwości przedstawionych im odznak. A po drugie, niestety, często przedstawiciele służb, do których się człowiek dodzwoni, informują, że nie udzielają informacji o funkcjonariuszach - wskazuje Loranty. Dodaje, że nie należy też dzwonić do lokalnej jednostki, lepiej do centrali. Zdarza się bowiem, że nielegalne działania w firmach prowadzą byli funkcjonariusze. Mogą oni mieć znajomości w lokalnych strukturach.

PYTANIA DO EKSPERTA

Przed oszustami można się bronić, sprawdzając ich

@RY1@i02/2018/049/i02.2018.049.18300060a.803.jpg@RY2@

Michał Czuma wiceprezes zarządu w Kancelarii Doradców Biznesowych G+C

Zdarza się, że przedsiębiorcy odbierają telefony osób, które podają się za przedstawicieli służb specjalnych. Przedsiębiorca ma podejrzenia, że to fałszywy agent. Jak powinien zareagować?

Jeśli przedsiębiorca odbiera telefon od osoby podającej się za funkcjonariusza służb, to może spokojnie odłożyć słuchawkę, bo funkcjonariusz musi udowodnić, iż jest funkcjonariuszem, i to niezależnie od tego, do jakich służb należy. Powiedzenie "Dzwonię z CBA" - nie oznacza nic. Każdy może przez telefon powiedzieć, że jest z CBA.

Załóżmy, że ten fałszywy funkcjonariusz zapuka do drzwi. Dziś problemem nie jest spreparowanie legitymacji, fałszywe odznaki i inne emblematy można kupić na serwisie aukcyjnym. Jak sobie z tym radzić?

Kiedy funkcjonariusz przedstawia się, okazując dokument służbowy (legitymację), to rzeczywiście nie oznacza jeszcze, że jest prawdziwy. Trzeba to zweryfikować. Większość służb ma swoje centrale i oficerów dyżurnych, warto do nich zadzwonić, podać numer legitymacji, jaką ma przy sobie oficer, oraz dane funkcjonariusza. Dzwonienie przez telefon podawany przez funkcjonariusza nie jest żadną weryfikacją - może to być przecież kolega oszusta. Powiadomienie o weryfikacji powinno od razu spłoszyć oszustów. Jeśli zaczną grozić - to najprawdopodobniej też są oszuści.

A co jeśli funkcjonariusz poprosi o spotkanie poza firmą?

Zdarza się, że osoby podające się za funkcjonariuszy nakłaniają ludzi, by zachowali treść rozmowy w tajemnicy przed wszystkimi. Zdarzały się przypadki "umawiania się w kawiarni". Oczywiście tego typu zaproszenia czy propozycje zdarzają się w pracy operacyjnej, ale dzisiaj mamy trochę inne czasy niż kilka lat temu. Oszuści znają te metody (sami przecież są rozpracowywani przez służby i policję), dlatego należy po prostu przyjąć, że wyciąganie na spotkanie to albo próba oszustwa, albo nakłaniania do współpracy. Ja radzę umawiać takie spotkania w swoim biurze. A dane funkcjonariusza zanotować i zweryfikować przed spotkaniem. Oficerowie służb wiedzą, że są oszuści podszywający się pod nich - sami powinni być wdzięczni za powiadomienie, iż ktoś się za nich podaje. Oszuści kochają "legendę" na służby specjalne. Niestety ta legenda jest coraz częściej stosowana, bo wszyscy oglądają filmy Patryka Vegi. Dlatego łatwo wejść im w rolę.

Co jeszcze radzi pan przedsiębiorcom?

Funkcjonariusze pełnią służbę, ale są też urzędnikami państwa, dlatego ich działania zawsze powinny być legalne. Jeśli ktoś proponuje działania nielegalne, niezgodne z prawem - należy odmówić albo powiadomić np. policję.

Zachęcam, by kiedy funkcjonariusze zgłaszają się w ramach prowadzonych czynności do przedsiębiorcy, żądać od nich przedstawienia podstawy prawnej. W praktyce to oznacza, że muszą okazać wtedy nie tylko legitymacje, lecz także odpowiednie dokumenty od prokuratora lub sądu.

Kiedy rzekomy funkcjonariusz proponuje spotkanie, radzę, by umawiać się w biurze. A dane funkcjonariusza warto zanotować i zweryfikować przed spotkaniem

Co grozi przyłapanemu

Czy prawo daje możliwość ścigania tego typu oszustów? Oczywiście. Zgodnie z art. 227 k.k. kto, podając się za funkcjonariusza publicznego albo wyzyskując błędne przeświadczenie o tym innej osoby, wykonuje czynność związaną z jego funkcją, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku. Sankcje mogą być nałożone również na nieetycznych detektywów. Zgodnie z art. 45 ustawy z 6 lipca 2001 r. o usługach detektywistycznych (t.j. Dz.U. z 2017 r. poz. 556 ze zm.), kto podczas świadczenia usług detektywistycznych wykonuje czynności ustawowo zastrzeżone dla organów i instytucji państwowych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo karze pozbawienia wolności do lat 3.

Problem w tym, że odnalezienie oszustów może być bardzo utrudnione, a często nawet - niemożliwe (jeśli np. w firmie nie ma kamer, które zarejestrowały wizytę intruzów).

Nie wolno utrudniać, ale pomagać nie trzeba

Jeśli agent - czy to prawdziwy, czy fałszywy - proponuje współpracę (w obojętnie jakim celu), przedsiębiorca nie ma obowiązku się na nią godzić. Obowiązek współpracy np. z funkcjonariuszami CBA polega na nieutrudnianiu im czynności, a nie na pomaganiu w wykrywaniu przestępstw.

W poszczególnych ustawach o służbach często jest zaznaczone, kto ma obowiązek współdziałania z nimi. Przykładowo w ustawie z 24 maja 2002 r. o Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz Agencji Wywiadu (t.j. Dz.U. z 2017 r. poz. 1920 ze zm.) art. 10 stanowi, że organy administracji rządowej, organy samorządu terytorialnego, instytucje państwowe oraz przedsiębiorcy prowadzący działalność w zakresie użyteczności publicznej (np. firmy zbrojeniowe otrzymujące fundusze od państwa albo szpitale, przedsiębiorcy prowadzący przedszkola z dofinansowaniem itd.) są zobowiązani, w zakresie swojego działania, do współdziałania z agencjami, a w szczególności udzielania pomocy w realizacji zadań agencji.

- Na liście nie ma przedstawicieli biznesu. Oznacza to, że każdy przedstawiciel biznesu ma prawo odmówić współpracy - spostrzega Michał Czuma.

Metoda na fikcyjnego funkcjonariusza CBA

Dobrze, żeby przedsiębiorca wiedział, jak powinna przebiegać wizyta rzeczywistych przedstawicieli służb specjalnych. Pomoże mu to nie tylko wyłowić oszustów, lecz także ustrzec się kłopotów

W ostatnim czasie szczególnie aktywne stało się Centralne Biuro Antykorupcyjne (albo odpowiednio nagłaśnia się jego działania). Co kilka dni albo tygodni słyszy się o przeszukaniach i zatrzymaniach dokonywanych przez funkcjonariuszy biura. Eksperci ostrzegają, że właśnie z tego względu oszuści szczególnie chętnie wchodzą w rolę przedstawicieli CBA. Wykorzystują strach, jaki w przedsiębiorcach wzbudza wizyta tych służb, i zaskoczenie.

Co może kontrolujący

Należy jednak wiedzieć, że CBA - choć ma szerokie kompetencje - również musi operować w granicach prawa. A dokładniej, w ramach ustawy z 9 czerwca 2006 r. o Centralnym Biurze Antykorupcyjnym (t.j. Dz.U. z 2017 r. poz. 1993 ze zm.).

Po pierwsze, art. 46a tego aktu prawnego stanowi, że do kontroli działalności gospodarczej przedsiębiorcy stosuje się przepisy rozdziału 5 ustawy z 2 lipca 2004 r. o swobodzie działalności gospodarczej (t.j. Dz.U. z 2017 r. poz. 2168 ze zm.). Co to oznacza? Ano to, że zgodnie z art. 79 ust. 1 i 4 powyższej ustawy funkcjonariusze CBA mają obowiązek pisemnego poinformowania przedsiębiorcy o zamiarze przeprowadzenia kontroli w terminie od 7 do 30 dni przed planowanym jej rozpoczęciem. Niestety, nie zawsze. Artykuł 33 ust. 5 ustawy o CBA stanowi, że gdy okoliczności uzasadniają niezwłoczne podjęcie kontroli, w szczególności gdy istnieje ryzyko utraty materiału dowodowego, kontrola może być wszczęta po okazaniu legitymacji służbowej funkcjonariusza kontrolowanemu lub osobie przez niego upoważnionej lub osobie pełniącej funkcję publiczną. Jednak w takim przypadku kontrolowanemu lub osobie przez niego upoważnionej należy niezwłocznie, lub nie później niż w terminie 3 dni od dnia wszczęcia kontroli, doręczyć upoważnienie do wszczęcia kontroli.

Upoważnienie do przeprowadzenia kontroli zawiera:

1) imię i nazwisko oraz numer legitymacji służbowej funkcjonariusza przeprowadzającego kontrolę,

2) wskazanie podmiotu kontrolowanego i termin zakończenia kontroli,

3) szczegółowy zakres kontroli,

4) pouczenie o prawach i obowiązkach kontrolowanego.

Ponadto zgodnie z art. 35 ust. 1 ustawy o CBA kontrola u przedsiębiorcy może być dokonywana w czasie wykonywania przez niego pracy. Ewentualnie dopuszczalna jest poza godzinami pracy i w dniach wolnych od pracy, ale tylko za zgodą kontrolowanego lub osoby przez niego upoważnionej.

Dowody potwierdzone pisemnie

Przepisy regulują dokładnie także kwestię ewentualnego pobrania dowodów od kontrolowanego. Zgodnie z art. 38 ustawy o CBA pobraną rzecz oznacza się w sposób uniemożliwiający jej zamianę. Sporządza się również protokół, który podpisują kontrolujący i osoba uczestnicząca w pobraniu.

Ponadto funkcjonariusz kontrolujący może żądać od pracowników jednostki kontrolowanej lub osoby pełniącej funkcję publiczną udzielenia mu, w terminie i w miejscu przez niego wyznaczonym, ustnych i pisemnych wyjaśnień w sprawach dotyczących przedmiotu kontroli. Z przebiegu ustnych wyjaśnień sporządza się protokół, który podpisują funkcjonariusz kontrolujący i osoba składająca wyjaśnienia.

Wyniki przeprowadzonej u przedsiębiorcy kontroli funkcjonariusz CBA przedstawia w protokole kontroli. Zawiera on opis stanu faktycznego stwierdzonego w toku kontroli oraz ocenę ustalonych nieprawidłowości, z uwzględnieniem przyczyn powstania, zakresu i skutków tych nieprawidłowości oraz osób za nie odpowiedzialnych. Podpisują go zarówno funkcjonariusz, jak i osoba kontrolowana lub przez nią upoważniona. Przysługuje im prawo zgłoszenia, przed podpisaniem protokołu kontroli, umotywowanych zastrzeżeń dotyczących ustaleń zawartych w protokole.

Przedsiębiorcy muszą być świadomi swoich praw. W przeciwnym razie oszuści mogą kompletnie zaskoczyć ich szybkim działaniem w postaci niezapowiedzianego wejścia, domagania się wszelkich dokumentów i zabrania ich bez jakiegokolwiek pokwitowania czy spisania protokołu.

Brak dokumentu zdradzi

Dariusz Loranty zauważa, że jest jeszcze jeden element pomagający wykryć oszustów podszywających się pod funkcjonariuszy CBA czy ludzi z innych służb.

- CBA ma prawo do czynności kontrolnych, ale prowadzi je na podstawie odpowiednich dokumentów, w tym upoważnienia do ich przeprowadzenia (rodzaj nakazu przeszukania, jak u innych służb) podpisanego przez szefa CBA. Na upoważnieniu do kontroli jest napisane, kto prowadzi przeszukanie i w jakim rozmiarze - wyjaśnia. - Ponadto po przeprowadzeniu kontroli przedstawia się przedsiębiorcy do podpisania protokół pokontrolny. W przypadku żądania następuje przekazanie kopii tego protokołu. Nie ma przypadków, żeby prawdziwi funkcjonariusze nie zostawiali kopii - dodaje Loranty. Choć zarazem przyznaje: - Dobrze przygotowany oszust może sfałszować nawet taki dokument. Wzory protokołów można znaleźć w internecie.

Dotkliwe konsekwencje kradzieży tajemnic

Celem fałszywych funkcjonariuszy jest pozyskanie informacji, które często stanowią pilnie strzeżone sekrety. Ich przekazanie może narazić pracowników na kary. A jeżeli wyciekną dane osobowe, to wkrótce - po wejściu RODO - na ryzyko ogromnych sankcji naraża się sam przedsiębiorca

Czujność przedsiębiorców najczęściej usypia to, że fałszywi agenci nie chcą wcale od prowadzącego biznes pieniędzy, lecz informacji. Często przedsiębiorca traci wówczas zdolność właściwej oceny. Nie postrzega udostępniania żądanych danych służbom jako zagrożenia, o ile jest przekonany, że prowadzi działalność zgodną z prawem. Nie myśli o tym, że przekazane informacje mogą trafić do konkurencji - co w wielu przypadkach może oznaczać ogromne straty.

Nietrudno wpaść w sidła

Adwokat Dominik Jędrzejko, partner w Kancelarii Kaszubiak Jędrzejko i autor bloga NieuczciwePraktykiRynkowe.pl, zwraca uwagę, że z tego powodu z wielką ostrożnością należy podchodzić do działań prowadzonych przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Przykładowo delegatury UOKiK od czasu do czasu wysyłają do przedsiębiorców zestaw pytań, który pomaga urzędowi w prowadzonych postępowaniach. Odpowiedzi należy udzielić.

- Proszę sobie jednak wyobrazić takie fałszywe wezwanie z delegatury UOKiK, które ma np. 30 pytań, w tym o ceny produktów, o dostawców, w ogóle o wszystko - zaznacza mec. Jędrzejko. - I może okazać się, że wcale nie trafi do delegatury, ale do kogoś, kto się podszywa pod pracownika UOKiK.

Problem nie jest teoretyczny. Agnieszka Majchrzak z biura prasowego UOKiK przyznaje, że w ostatnim czasie były informacje o podszywaniu się pod pracowników tego urzędu. Kilkukrotnie UOKiK nawet już ostrzegał wszystkich za pośrednictwem swojej strony internetowej przed podszywającymi się pod urzędników oszustami. Chodziło wówczas o przypadki, gdy przedsiębiorcy o marnej proweniencji starali się za pomocą autorytetu urzędu namówić swych rozmówców do zawarcia niekorzystnych dla nich umów.

Mecenas Dominik Jędrzejko mówi, że oprócz pism od osób podających się za przedstawicieli UOKiK zna również wiele przypadków przesyłania zapytań rzekomo od policji.

W ich treści przestępcy zawierają elementy mające wskazywać, że jest to pismo urzędowe, które należy potraktować poważnie. Bardzo często pojawia się np. uzasadnienie prawne dla przesyłanego zapytania, wskazujące na art. 15 ust. 3 kodeksu postępowania karnego. Mowa w nim o tym, że obywatele i przedsiębiorcy są zobowiązani do udzielenia pomocy na wezwanie organów prowadzących postępowanie karne w zakresie i w terminie przez nie wyznaczonym, jeżeli bez tej pomocy przeprowadzenie czynności procesowej jest niemożliwe albo znacznie utrudnione.

RAMKA 1

Sygnaliści mogą stać się źródłem dla przestępców

Projektowana ustawa o jawności życia publicznego ma wprowadzić instytucję sygnalisty - osoby fizycznej lub przedsiębiorcy, których współpraca z wymiarem sprawiedliwości polegająca na zgłoszeniu informacji o możliwości popełnienia przestępstwa przez podmiot, z którym jest związana umową o pracę, stosunkiem służbowym lub innym stosunkiem umownym, może niekorzystnie wpłynąć na jej sytuację życiową, zawodową, materialną. Zdaniem Bartosza Weremczuka instytucja ta może pogłębić problem kradzieży danych poufnych z firm.

- Wielu niezadowolonych pracowników może bowiem paść ofiarą osób podszywających się pod funkcjonariuszy publicznych, którzy łatwiej uzyskają interesujące dla siebie dane. Przy okazji pracownik będzie żył w mylnym przeświadczeniu, że spełnił swój obywatelski obowiązek, a pracodawca może się nigdy nie dowiedzieć o wypływających z jego firmy danych - wyjaśnia Weremczuk. Wtóruje mu Michał Czuma. Jego zdaniem oszuści bez trudu mogą dotrzeć do dowolnego pracownika firmy i sprowokować go do dzielenia się tajemnicami przedsiębiorstwa, obiecując mu status sygnalisty i idącą za tym nietykalność.

- Ustawa o jawności życia publicznego stwarza więc kolejną możliwość dokonywania oszustw i ataków na firmy oraz osoby w nich pracujące - twierdzi Michał Czuma.

Jednak Stanisław Żaryn, rzecznik prasowy ministra koordynatora służb specjalnych w KPRM, podkreśla, że status sygnalisty ma nadawać tylko i wyłącznie prokurator. Nie powinno być zatem mowy o tym, żeby fikcyjni przedstawiciele służb specjalnych wyciągali informacje o pracowników, obiecując nadanie statusu sygnalisty. To prawda, ale tylko w przypadku, gdy pracownicy (często nieznający obowiązującego prawa, wykonujący proste prace) będą świadomi projektowanych przepisów. Warto więc, by pracodawca zorganizował szkolenia i poinformował o zagrożeniach dla tajemnicy przedsiębiorstwa, także związanych z oszustwami dokonywanymi metodą "na służby".

Czy pracownik też w tarapatach

Przekazanie danych stanowiących tajemnicę przedsiębiorstwa rodzi potencjalnie także problemy dla pracowników, którzy udzielają informacji fałszywym agentom. W niektórych przypadkach możliwe jest nałożenie przez pracodawcę kary na nieostrożnego pracownika. Ale konieczne jest spełnienie określonych warunków.

Radca prawny Robert Stępień, starszy prawnik w kancelarii Raczkowski Paruch, zaznacza, że jeśli nie ma w firmie żadnych wewnętrznych regulacji dotyczących wejścia do firmy przedstawicieli służb i zdarza się sytuacja, że wchodzą osoby podszywające się za funkcjonariuszy, a w dodatku pokazują jakąś legitymację i wprowadzają pracownika w błąd, to trudno byłoby pracodawcy pociągnąć do odpowiedzialności pracownika. Można by to porównać do ataków hakerskich, które często przecież wykorzystują nieostrożność pracowników niższego i średniego szczebla.

- W obu przypadkach trudno byłoby uzasadnić zerwanie umowy z pracownikiem - uważa mec. Stępień. Co innego, gdyby można było udowodnić pracownikowi, że naruszył obowiązujące wewnątrz firmy regulacje, np. zaniechał obowiązku powiadomienia swojego kierownika, że do biura przyszły osoby podające się za pracowników służb. Albo gdy firmowy regulamin nakazuje wprost wylegitymowanie funkcjonariusza, a pracownik tego nie uczynił.

- Jeśli zatem pracownik nie dochował należytej staranności, to może być uznany za winnego niedopełnienia obowiązków pracowniczych. Ale i to nie w każdym przypadku. Pracownik mógłby bowiem argumentować, że znalazł się pod silną presją ze strony osób podających się za funkcjonariuszy, wystraszył się i z tego względu przekazał im informacje lub dokumenty. Sprawę trzeba zatem oceniać indywidualnie, w zależności od okoliczności - zaznacza Robert Stępień.

Regulaminy i szkolenia

Eksperci radzą, by przedsiębiorcy byli przygotowani do ewentualnej wizyty policji lub służb i zawczasu przygotowali procedury postępowania w takich przypadkach oraz wyznaczyli osobę do kontaktu z funkcjonariuszami.

- Radziłbym również przeprowadzenie odpowiednich szkoleń dla pracowników w celu wyjaśnienia im tych procedur i regulaminów. W przeciwnym razie pozostaną martwym prawem i nie będą działać - dodaje mec. Stępień.

WAŻNE

W szpiegostwie gospodarczym często wykorzystywaną metodą jest szantaż. Jeśli tylko szpiegujący dowie się np. o nieślubnym dziecku wysoko postawionego menedżera, o którym nie wie jego żona, bez wątpienia złoży pracownikowi propozycję nie do odrzucenia.

RODO każe zgłaszać wycieki

Emocje budzi też kwestia odpowiedzialności za przekazanie fałszywym funkcjonariuszom newralgicznych danych, o których traktuje rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady [UE] nr 2016/679 z 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych (Dz.Urz. UE z 2016 r. L 199, s. 1; tzw. RODO). Temat RODO staje się ostatnio coraz popularniejszy wśród przedsiębiorców - nic dziwnego, unijne rozporządzenie zacznie być stosowane z całą surowością już od 25 maja. Przedsiębiorcy, którzy wyjawili fałszywym agentom informacje związane z danymi osobowymi, po wejściu RODO muszą liczyć się z dodatkowymi obowiązkami oraz innymi konsekwencjami.

Nie ulega wątpliwości, że przekazanie fałszywym funkcjonariuszom wielu rodzajów danych - przede wszystkim danych osobowych - może stanowić naruszenie w rozumieniu unijnego rozporządzenia. Jeśli np. dojdzie do wycieku danych i okaże się, że zastosowane zabezpieczenia były nieadekwatne do wagi tych danych lub niewystarczające, to grozi kara w wysokości nawet 20 mln euro lub do 4 proc. rocznego obrotu (w zależności od tego, która z sankcji będzie bardziej dotkliwa). Kara do 10 mln euro lub do 2 proc. rocznego obrotu grozi z kolei, jeśli przedsiębiorca nie zgłosi wycieku do prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych.

RAMKA 2

Surowe wyroki

Sąd Najwyższy w ostatnim czasie kilkakrotnie zajmował się sprawami przestępstw z art. 227 kodeksu karnego ("Kto, podając się za funkcjonariusza publicznego albo wyzyskując błędne przeświadczenie o tym innej osoby, wykonuje czynność związaną z jego funkcją, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku"). W przypadku osób podszywających się pod funkcjonariuszy najczęściej przepis ten będzie stosowany wraz z innymi. Na ogół bowiem fałszywi agenci kradną też informacje lub oszukują. Realne zagrożenie karą wynosi więc często nawet 10 lat pozbawienia wolności.

Głośny był przypadek, gdy pewien mieszkaniec województwa wielkopolskiego podawał się przez kilka miesięcy za funkcjonariusza policji. W ten sposób doprowadził jedną z kobiet do obcowania płciowego. Wiedział, że prowadzone jest wobec niej postępowanie karne. Obiecał więc, że użyje swoich wpływów, by zostało ono umorzone. Następnie kobietę okradł z laptopa oraz karty bankomatowej oraz wszedł w posiadanie numeru PIN. Z rachunku wypłacił niemal 5 tys. zł.

Sąd okręgowy przypisał mężczyźnie wiele przestępstw i wymierzył mu karę 5 lat i 8 miesięcy pozbawienia wolności. Na podstawie art. 46 par. 1 k.k. zobowiązano oskarżonego do naprawienia szkody wyrządzonej przestępstwem poprzez zapłatę na rzecz kobiety kwoty 4800 zł oraz do zapłaty na jej rzecz kwoty 30 tys. zł tytułem zadośćuczynienia za doznaną krzywdę.

Sąd apelacyjny podtrzymywał wyrok, sprawa trafiła do Sądu Najwyższego. Ten nie miał wątpliwości: wyrok był słuszny. SN w postanowieniu z 24 października 2017 r. (sygn. akt V KK 214/17) oddalił kasację jako całkowicie bezzasadną. Podkreślił, że podszywanie się pod funkcjonariusza policji w celu popełniania przestępstw zasługuje na szczególne potępienie. Między innymi dlatego, że obniża zaufanie do państwowych służb. Grozi to sytuacjami, gdy ludzie nie będą chcieli stosować się do całkiem legalnych poleceń policji, powątpiewając w prawdziwość funkcjonariuszy.

Oprac. PS

Co zatem z karą w przypadku, gdy firma przekaże chronione dane oszustom podającym się za służby specjalne bądź policję? - Jedną z przesłanek ustalania wymiaru kar finansowych w RODO jest stopień zawinienia. O ile więc kara jako taka - teoretycznie - może być nałożona, o tyle jej wysokość powinna być w takim przypadku raczej symboliczna - uspokaja dr Paweł Litwiński, adwokat z Kancelarii Barta Litwiński i współautor popularnego komentarza do RODO.

Zdobywanie informacji ma niejedno oblicze

Fałszywi agenci nie zawsze wchodzą do firmy głównymi drzwiami. Czasami stosują bardziej wyrafinowane metody. Warto, by przedsiębiorcy je znali

Podszywające się pod agentów i kontrolerów osoby zwykle mają na celu pozyskanie z firm cennych informacji. Uprawiają zatem szpiegostwo gospodarcze. A żeby być skutecznymi - często opracowują bardziej przemyślne strategie działania. Nie zawsze wizyta w firmie przebiega standardowo.

RAMKA 3

Szpiegostwo a wywiad gospodarczy

Czym się różni wywiad gospodarczy (konkurencyjny) od szpiegostwa gospodarczego? Mówiąc najprościej - metodami działania. W tym pierwszym przypadku prowadzona działalność jest legalna. A, jak przekonuje Michał Czuma, może być i tak bardzo skuteczna. Istnieje bowiem ogrom legalnych źródeł informacji - od ogólnodostępnych baz danych po źródła osobowe.

- Wywiad konkurencyjny wykorzystuje dane jawne, uzyskane zgodnie z prawem, chociaż niektóre metody mogą budzić kontrowersje. Przykładowo liczenie samochodów i sprawdzanie, co zawierają te samochody wjeżdżające do sieci konkurencyjnej firmy, aby można było oszacować realną sprzedaż określonych produktów czy marek. Wywiad wykorzystuje też długie języki menedżerów czy pracowników, którzy za dużo opowiadają na imprezach, w biurowych stołówkach lub na firmowych spotkaniach. Wysyła się tam przeszkolonych ludzi, którzy po prostu potrafią zagadać, podpytać albo mają dobry słuch - opowiada Michał Czuma.

Szpiegostwo gospodarcze zakłada wykorzystywanie drogi na skróty. Prowadzące je osoby często korzystają z pomocy hakerów oraz pracowników szpiegowanych firm, którzy nie mają prawa wynosić określonych danych poza firmę. Zakładane są też podsłuchy w biurach i domach ważnych menedżerów, montowane czujniki GPS pod samochodami. Często pluskwa jest zakładana w drukarce, by szpiegujący uzyskał dostęp do treści wysyłanych do drukarki.

W szpiegostwie gospodarczym często wykorzystywaną metodą jest szantaż. Jeśli tylko szpiegujący dowie się np. o nieślubnym dziecku wysoko postawionego menedżera, o którym nie wie jego żona, bez wątpienia złoży pracownikowi propozycję nie do odrzucenia.

Kiedy serce się budzi

Nadal często wykorzystywane jest też zaangażowanie uczuciowe pracowników. Nieźle sprawdza się metoda "na agenta Tomka". Przy czym agent Tomek w rzeczywistości był funkcjonariuszem CBA, podczas gdy większość amantów się jedynie pod nich podszywa. Tacy agenci amanci nie przychodzą jednak wprost do firmy, lecz od razu biorą na cel upatrzone kobiety, najlepiej po rozwodach lub wdowy. Z początku ostentacyjnie pokazują brak zainteresowania życiem zawodowym kobiety, by po pewnym czasie - często po sprzeczce, w której kobieta zarzuca nowo poznanemu partnerowi, że nie interesuje się jej życiem - wypytywać o wszystkie szczegóły.

Detektyw Bartosz Weremczuk twierdzi, że pozyskiwanie informacji w ten sposób, przy odpowiednio stworzonej legendzie, jest dość proste. Najczęściej obierane na cel są bowiem osoby bez znajomości przepisów prawa, ufne. - Jednej z kobiet podszywający się pod agenta CBA oszust powiedział, że w firmie (koncern farmaceutyczny), w której pracuje kobieta, agencja prowadzi postępowanie w sprawie korupcji jednego z dyrektorów. Twierdził, że wprawdzie on nie prowadzi bezpośrednio tej sprawy ("zupełnie przypadkowo" dowiedział się o tym od kolegi przy piwie), ale naczelnik miał wyznaczyć nagrodę 25 tys. zł dla funkcjonariusza za uzyskanie dokumentów firmy bez przeszukania biura i 25 tys. zł dla jego informatora. Gdyby kobieta mu pomogła - miała otrzymać 25 tys. zł, a kolega - jeszcze podzielić się z nim swoją premią. Kobieta przekazała nowemu partnerowi mnóstwo danych, a on po jakimś czasie zniknął - opowiada Bartosz Weremczuk.

Kobieta zgłosiła się do agencji detektywistycznej. Ale bynajmniej nie po to, by ustalić personalia i adres oszusta. Uznała po prostu, że jej ukochanemu coś złego się stało.

- Namierzyliśmy delikwenta, który, jak się okazało, pracował dla "wywiadowni gospodarczej". Klientka otrzymała od nas adres jego miejsca pracy, prawdziwe personalia i informacje dotyczące rodziny. Do samego końca wierzyła, że mężczyzna pracuje pod przykrywką w ABW. Sprawa nie została zgłoszona na policję, a z tego, co wiem, oszust opowiedział klientce kolejną historię o tajnych służbach i inne bajki. Pani, mimo ostrzeżeń, kolejny raz uwierzyła - mówi detektyw.

Na zaskoczenie

Jeszcze inny przypadek: podszywający się pod policję skarbową mężczyźni odwiedzili o 6 rano w domu przedsiębiorcę z Warszawy i zażądali natychmiastowego przekazania dokumentów księgowych pod pretekstem kontroli krzyżowej, w której podejrzewany jest o wyłudzenie VAT na dużą skalę. Zabronili mu dzwonić do prawnika i powiedzieli, że jeśli udowodni od razu, że z firmą XYZ nie ma transakcji, to wezwą go do złożenia wyjaśnień pisemnie. W przeciwnym razie przeprowadzą przeszukanie. Gdy przedsiębiorca logował się do programu fakturowego (online), jeden z rzekomych funkcjonariuszy kontroli skarbowej zapisał w telefonie wprowadzane login i hasło i natychmiast przesłał je dalej. Podczas gdy przedsiębiorca udowadniał, że nie ma wspomnianego przez oszustów kontrahenta, ich wspólnik zarchiwizował i pobrał całą bazę danych z ostatnich kilku miesięcy. Po udanej akcji oszuści wyszli, a dopiero po kilku godzinach do poszkodowanego dotarło, co się wydarzyło. Zwrócił się z prośbą do administratora serwera, gdzie były przechowywane jego dane, z pytaniem, czy ktoś poza nim logował się do jego konta księgowego w podanych godzinach, i dostał pozytywną odpowiedź razem z adresem IP. Niestety sprawców nie udało się ustalić ani policji, ani detektywowi.

W branży farmaceutycznej mówi się o przypadku (przy czym nie udało nam się zweryfikować, czy rzeczywiście miał on miejsce, czy jest branżową plotką), gdy dyrektor polskiego oddziału dużego międzynarodowego koncernu przekazał fałszywym agentom dokładne informacje na temat planów produkcyjnych na najbliższe lata. Ujawnił też, którzy pracownicy spółki są dla niej kluczowi. Gdy rynkowy konkurent zaczął podbierać jednego pracownika po drugim, w firmie wszczęto wewnętrzne dochodzenie. Udało się wreszcie dociec, że problem pojawił się po wizycie służb specjalnych. Gdy sprawdzono sprawę w samych służbach, okazało się, że przybyli agenci byli fałszywi. Sprawa miała zostać zgłoszona, lecz w ostatniej chwili zostało to zablokowane przez dyrektora. Obawiał się, że po zawiadomieniu prokuratury zostanie zwolniony przez centralę firmy. Sęk w tym, że o problematycznej sytuacji wiedziało w oddziale zbyt wiele osób. Dyrektor pożegnał się ze stanowiskiem kwartał po podjęciu decyzji o nieskładaniu zawiadomienia.

Eksperci przyznają, że ujawnianie oszustw podszywania się pod agentów służb lub funkcjonariuszy policji jest trudne. A to dlatego, że wielu oszukanych nawet po dowiedzeniu się o sytuacji nie zgłasza popełnienia przestępstwa. Część osób jest przekonana, że to niemożliwe, by ich oszukano. Inni odczuwają wstyd, że dali się nabrać. Jeszcze inni - obawiają się konsekwencji. Złożenie zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa może chociażby przedostać się do mediów. Żadna instytucja finansowa, a w zasadzie każda szanująca się firma, nie chciałaby być postrzegana jako ta, z której oszuści wyprowadzają poufne dokumenty.

OPINIA EKSPERTA

Z oszustwami spotkałem się wielokrotnie

@RY1@i02/2018/049/i02.2018.049.18300060a.101(c).jpg@RY2@

Adam Rapacki nadinspektor w stanie spoczynku, wspólnik zarządzający w Kancelarii Bezpieczeństwa

W swoim biznesowym życiu spotykałem się wielokrotnie z różnego rodzaju oszustwami polegającymi na powoływaniu się na wpływy. W takich przypadkach celem jest załatwienie jakiejś sprawy lub wprost wyłudzenie pieniędzy. Kilkukrotnie zetknąłem się z przypadkami podszywania się pod funkcjonariuszy służb po to, aby uzyskać informacje od przedsiębiorców. Dzieje się tak w różnych branżach, np. handlu, budownictwie i innych. Takie czyny są karalne i każdego roku policja, CBA lub inne służby prowadzą kilkadziesiąt postępowań dotyczących tego typu przestępstw. Wiele razy powoływano się również na mnie - mimo że nie znałem osób, które opowiadały, że są moimi bliskimi znajomymi. Zawsze powtarzałem, że jeśli ktoś powołuje się na mnie, to najlepiej zadzwonić do mnie i zweryfikować taką osobę.

Kiedy do przedsiębiorcy przychodzi jakikolwiek funkcjonariusz, to ma on obowiązek przedstawić się i okazać legitymację oraz tytuł uprawniający do działania. Przedsiębiorca ma prawo spisać jego dane i sprawdzić - nawet telefonicznie w jednostce, w której pracuje funkcjonariusz - czy taki człowiek jest uprawniony do wykonywania czynności. Weryfikacja tożsamości osoby usiłującej dokonać czynności kontrolnych, procesowych nie jest żadnym utrudnieniem, a wyłącznie troską o ochronę tajemnicy przedsiębiorstwa.

Na sprzątającego

Wyciąganie informacji z firmy może odbywać się też przez zatrudnione w niej osoby, które jednocześnie działają dla konkurencji.

Bartosz Weremczuk opowiada, że filmowe sceny, w których osoba sprzątająca kopiuje najważniejsze dokumenty po wyjściu większości pracowników, to nie tylko wyobraźnia scenarzystów. Takie sytuacje zdarzają się w rzeczywistości i wcale nie należą do rzadkości.

Uważać powinni przede wszystkim przedsiębiorcy biorący udział w dużych postępowaniach przetargowych. Bezwzględnie dokumenty związane z przetargiem powinny być przechowywane w miejscu, do którego dostęp mają tylko osoby upoważnione.

- Spotkałem się z historią pracownika, który kopiował na bieżąco wszystkie dokumenty firmowe, do których miał dostęp. Następnie otworzył na siostrę konkurencyjną firmę, która zaczęła się szybko rozwijać. Pracownik nie tylko pozyskiwał na bieżąco interesujące go dane, ale dodatkowo składał kontrahentom swojego pracodawcy niekorzystne oferty. W tym samym czasie siostra nieuczciwego pracownika wykorzystywała przewagę w nowo otwartym przedsiębiorstwie i zaczęła przejmować kluczowych klientów - opowiada Bartosz Weremczuk.

@RY1@i02/2018/049/i02.2018.049.18300060a.102(c).jpg@RY2@

Patryk Słowik

patryk.slowik@infor.pl

@PatrykSlowik

@RY1@i02/2018/049/i02.2018.049.18300060a.103(c).jpg@RY2@

Jakub Styczyński

jakub.styczynski@infor.pl

@JakubStyczynski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.