To nie żadna rewolucja, to po prostu normalność. Bo przepisy powinny chronić nas wszystkich
Marcin Warchoł: Przyjmowanie pracowników tymczasowych samo w sobie nie może uwalniać kogokolwiek od odpowiedzialności za naruszenia. W przeciwnym razie ustawa o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych byłaby fikcją
fot. Borys Skrzyński
Marcin Warchoł podsekretarz stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości
Projekt ustawy o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych przewiduje, że przedsiębiorca będzie mógł ponieść karę nie tylko za działania własnych pracowników, lecz także podwykonawców oraz np. pracowników tymczasowych. Skąd taka konstrukcja?
Mówiąc najkrócej: żeby chronić konsumentów oraz uczciwych przedsiębiorców. Dla pana jako konsumenta, np. w restauracji, bez znaczenia jest przecież to, czy obsługuje pana kelner zatrudniony na etat, otrzymujący zlecenie, mający umowę o dzieło czy też wysłany do danej knajpy przez agencję pracy tymczasowej. Jeśli tenże kelner – niezależnie od rodzaju stosunku prawnego łączącego go z właścicielem restauracji – ukradnie panu portfel z pieniędzmi, kartami kredytowymi i dokumentami, odczuje pan to jednakowo boleśnie. Nie ma też żadnego uzasadnienia, by właściciel restauracji zatrudniającej ludzi na etat mógł ponosić odpowiedzialność, a ten, który powierza pracę na innej podstawie prawnej, już nie.
To prawda, ale przecież trudno oczekiwać od przedsiębiorcy, że nad pracownikami tymczasowymi, którzy co chwilę się zmieniają, będzie sprawował taki sam nadzór jak nad własnymi.
A dlaczego? Właśnie powinien sprawować identyczny nadzór i tak samo sprawdzać ich przed zatrudnieniem. Przyjmowanie pracowników tymczasowych samo w sobie nie może uwalniać kogokolwiek od odpowiedzialności za naruszenia. W przeciwnym razie ustawa o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych byłaby fikcją. Znam pana redaktora i wiem, że jako pierwszy by pan gardłował, że ustawa jest dziurawa i można ją banalnie obejść. Wystarczyłoby zatrudniać więcej pracowników tymczasowych, często nawet z fikcyjnych agencji pracy tymczasowej, tworzonych wyłącznie na potrzeby jednej konkretnej firmy. I dla jasności: miałby pan rację – bo gdyby uznać, że przedsiębiorca nie ponosi odpowiedzialności za pracownika tymczasowego, ustawa rzeczywiście byłaby dziurawa. A przecież chodzi o to, by chroniła nas wszystkich.
Większość pracowników tymczasowych pracuje w produkcji. W jaki sposób ustawa ochroni więc przeciętnego Kowalskiego?
Pamięta pan przypadki wylewania ścieków do rzek? Na pewno pan pamięta. Zgodnie z logiką niektórych należałoby uznać, że można ukarać podmiot zbiorowy wówczas, gdy ścieki wylewał jego pracownik, ale gdy w interesie tego podmiotu ścieki wylewał pracownik tymczasowy – karać już by nie można. To oczywisty absurd.
Kolejny przykład: praca w fabrykach i dużych zakładach przemysłowych. Niestety nadal w wielu miejscach w Polsce panuje przekonanie, że pracowników tymczasowych nie warto przyuczać do zawodu, bo przychodzą tylko na chwilę, często się zmieniają. W efekcie przy taśmie produkcyjnej stają osoby niewłaściwie przeszkolone lub nieprzeszkolone w ogóle. W ten sposób dochodzi do wypadków, zatruć itd. My, jako projektodawca, mówimy jasno: liczy się przede wszystkim interes zwykłego Polaka, konsumenta. A np. mieszkańcom kilkunastotysięcznego miasta, które ucierpiało wskutek skażenia, nic przecież po zapewnieniu, że powstało ono wskutek działań niedoświadczonego pracownika tymczasowego. W żaden sposób by to ich nie uspokoiło.
Jak pracodawcy mają odpowiednio zadbać o to, by pracowali u nich ludzie, o działania których będą mogli być spokojni?
To oczywiście już zadanie samych pracodawców. Ale wymogi ustawowe, by uwolnić się od odpowiedzialności, nie powinny budzić przerażenia. Przykładowo – choć to oczywiście zależy od konkretnej sprawy – wystarczyć powinno, by pracodawca, przyjmując pracowników tymczasowych, sprawdził, czy nie byli uprzednio karani – w sytuacji gdy przepisy na to pozwalają. Następnie zaś powinien ich odpowiednio przeszkolić – tak jak szkoli swoich własnych pracowników. Wreszcie warto zadbać o wyznaczenie w strukturach pracodawcy osoby lub jednostki, która odpowiadałaby za bieżący nadzór nad pracownikami, także tymi tymczasowymi lub osobami związanymi z podmiotem zbiorowym na podstawie umów cywilnoprawnych.
Proszę pozwolić, że wrócę do przykładu z firmą transportową, który już kiedyś panu podawałem. Jako dorośli ludzie wsadzamy swoje dzieci do autokarów. Niestety czasem okazuje się, że pojazdy te mają niesprawne hamulce. Tak było choćby przy tragicznym wypadku polskiego autokaru we Francji. I okazało się, że firma transportowa regularnie ignorowała monity kierowców o wymianę opon. Szkoda jej było pieniędzy, a woziła setki ludzi dziennie. Zaczęło się przerzucanie odpowiedzialności z jednego na drugiego. Kierowca mówi, że on jest niewinny, bo wykonując pracę podkreślał, że auto jest niesprawne. Rodzice też mieli wątpliwości co do tego. Ale właściciele firmy też nie poczuwali się do odpowiedzialności. Wskazywali, że może i monity były, ale trafiły do sekretarki, a ta nigdy nie przekazała ich nikomu z szefostwa. My zaś proponujemy prostą zasadę: prowadzisz firmę transportową – ponosisz odpowiedzialność. Jeśli pracownik coś źle zrobił, może też ponieść odpowiedzialność karną, ale to nie wyklucza pociągnięcia do odpowiedzialności pracowniczej. I co warto podkreślić, nie uwalnia to podmiotu zbiorowego, czyli w tym przypadku firmy transportowej, od jej odpowiedzialności. A wyobrażam sobie, że takie uwolnienie mogłoby być możliwe, gdyby autokar był sprawny, a w firmie istniały odpowiednie zasady przekazywania korespondencji – tak, by nie było wątpliwości, że każdy monit zostanie przez sekretarkę przekazywany do osoby decyzyjnej.
Prawnicy twierdzą, że chcą państwo wprowadzić odpowiedzialność pracodawców na skalę nieznaną w Europie.
Nieprawda, całkowita nieprawda. Jesteśmy ostatnim krajem w Unii Europejskiej, który przewiduje, że warunkiem pociągnięcia osoby prawnej do odpowiedzialności jest uprzednie wydanie wyroku wobec osoby fizycznej. My naprawdę nie wprowadzamy żadnej rewolucji. Proszę spojrzeć na zalecenia grupy roboczej OECD z 2009 r. Już wtedy wskazała ona w stosunku do Polski, że: „zaleca się pilnie podjąć kroki w kierunku wyeliminowania obowiązku uprzedniego skazania osoby fizycznej jako warunku ścigania osoby prawnej”. Proszę też zwrócić uwagę na to, jak jest np. we Francji. Tam firma może ponieść odpowiedzialność nawet za zabójstwo lub zgwałcenie, w sytuacji gdy zatrudniała zabójcę lub gwałciciela – i to niezależnie od formy zatrudnienia. Dlaczego bowiem zgwałconą klientkę miałoby interesować to, jak wyglądają wewnętrzne relacje w firmie kurierskiej? Jeśli zamówiła kuriera, przyjechał mężczyzna z przesyłką w czapeczce tejże firmy kurierskiej i następnie dopuścił się zgwałcenia – odpowiadać może ta firma, bo to do niej należał wybór, czy ten człowiek zostanie wysłany do klientki.
Kolejny przykład: firma czyszcząca toalety. Spółka z siedzibą w Belgii zlecała innemu podmiotowi z siedzibą w Niemczech czyszczenie toalet przy autostradach. Praca była wykonywana faktycznie przez nielegalnych migrantów, którzy pracowali siedem dni w tygodniu po 15 godzin dziennie bez przerwy, za bardzo niską płacą. Pracownik spółki niemieckiej wcześnie rano rozwoził te osoby po autostradzie. Sąd belgijski, stosując tamtejsze prawo, uznał, że został popełniony czyn handlu ludźmi. A następnie skazał wiele osób fizycznych za to przestępstwo. Wymierzył również kary grzywny obu spółkom – i belgijskiej, i niemieckiej – bowiem przepisy belgijskiego kodeksu karnego regulują odpowiedzialność podmiotów zbiorowych. Przewidują mianowicie, że osoba prawna popełnia przestępstwo, jeśli czyn ten został popełniony na jej rachunek, w ramach jej działalności lub w jej imieniu. Czemu jest winna spółka belgijska? Otóż wybrała spółkę niemiecką, która jako podwykonawca zatrudniała nielegalnych migrantów. Czy Belgowie byli tego świadomi? Istotne jest to, że mogli być. Ale nie dopilnowali podwykonawcy.
Nasza propozycja nie jest żadną rewolucją. Przecież już w ustawie z 2002 r. mamy winę w wyborze, w nadzorze i w organizacji. Tyle że nikt nie stosuje tej ustawy, jest martwa, bo i źle została napisana. Korzystają na tym nieuczciwi. My zaś chcemy po prostu uszczelnić prawo, wprowadzić w Polsce normalność. A taka właśnie jest sytuacja, gdy przedsiębiorca odpowiada i za swoich pracowników, i za podwykonawców, i za pracowników tymczasowych, i za zleceniobiorców. Liczyć musi się skutek, a nie forma prawna zawartej umowy. Gdyby uznać inaczej, na pewno znaleźliby się kombinatorzy poszukujący sposobów na unikanie odpowiedzialności. Szkodziliby tym samym nie tylko konsumentom, lecz także tym przedsiębiorcom, którzy akceptują jasne oraz uczciwe zasady i nie chcą kombinować. ©℗
Rozmawiał Patryk Słowik
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu