Nazwa miasta? Tajne przez poufne
Jak kontrolować działalność najwyższych organów władzy, gdy nie można poznać szczegółów ich rozstrzygnięć? Taki dylemat powstaje w związku z manią zaczerniania danych w wyrokach sądów
Wszystko wskazuje na to, że Sąd Najwyższy będzie musiał się pochylić nad swoimi restrykcyjnymi zasadami anonimizacji orzeczeń. Do refleksji może go zmusić inicjatywa szeregowego obywatela. Pozwał on pierwszego prezesa Sądu Najwyższego o dostęp do danych, które zostały zanonimizowane w jednym z wyroków.
W oczekiwaniu na decyzję
Skarżący chce poznać siedziby i nazwy sądów niższych instancji, których rozstrzygnięć dotyczyły orzeczenia Sądu Najwyższego. Poprosił także o sygnatury, pod jakimi sprawy figurowały w niższych instancjach. Dane te zgodnie z niedawnym zarządzeniem są w wyrokach SN zamazywane. Wniosek o ich ujawnienie skierował w październiku 2012 r. Sąd Najwyższy nie udzielił mu jednak satysfakcjonującej odpowiedzi. Obywatel wniósł więc skargę do sądu administracyjnego. Zarzucił pierwszemu prezesowi Sądu Najwyższego przewlekłe postępowanie, a Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie przyznał mu rację (sygn. II SAB/Wa 170/13) i zobowiązał pierwszego prezesa SN do rozpatrzenia wniosku o udostępnienie informacji publicznej w terminie 14 dni od daty doręczenia prawomocnego wyroku.
- Sąd Najwyższy nie otrzymał jeszcze pisemnego uzasadnienia owego wyroku. Po jego doręczeniu będzie rozważana możliwość wniesienia od niego skargi kasacyjnej do Naczelnego Sądu Administracyjnego - poinformowano nas w SN.
Anonimowy minister
- Mieliśmy spory problem z przekonaniem wymiaru sprawiedliwości do publikacji orzeczeń. Ale ten etap mamy na szczęście za sobą. Nikt już nie kwestionuje tego, że wyroki są informacją publiczną. Teraz czeka nas kolejny etap dyskusji o tym, w jakim zakresie je udostępniać, a w jakim nie - komentuje Piotr Waglowski, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet.
- Gdy obserwuję praktykę anonimizacji nazw organów publicznych czy siedzib sądów, coś się we mnie burzy. Bo ujawnienie tych informacji co do zasady nie prowadziłoby do naruszenia prywatności jakiejś osoby. Prowadzi zaś do nieuzasadnionego ograniczania prawa obywatela do informacji publicznej - dodaje Waglowski.
Absurd tej sytuacji pokazuje choćby znana sprawa o dostęp do e-maili w sprawie procesu legislacyjnego, dotyczącego ostatniej nowelizacji ustawy o dostępie do informacji publicznej. W wyroku sądu administracyjnego (sygn. akt II SAB/Wa 260/11) zostały zanonimizowane dane ministra administracji i cyfryzacji. Michał Boni figurował w wyroku jako M.B.
- Baza orzeczeń jest obecnie kopalnią wiedzy. Niestety głównie procesowej. Wiemy, jak stosowane jest prawo, jak interpretowane są przepisy, ale nie wiemy, jak działają organy administracji czy sądy. Nie możemy na podstawie bazy ustalić, ile rozstrzygnięć urzędu czy sądu jest uchylanych, a ile obroniło się w toku kontroli instancyjnej. Przy restrykcyjnej anonimizacji tracimy takie użyteczne narzędzie oceny władzy - uważa Szymon Osowski, prezes Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska.
Jego zdaniem obywatel ma prawo kwestionować zasady anonimizacji w trybie dostępu do informacji publicznej i domagać się ujawnienia nazwy organu lub sądu, jego siedziby, daty i numeru kwestionowanej decyzji lub sygnatury orzeczenia.
Sąd Najwyższy ma inne, dość pryncypialne, stanowisko w tej sprawie. Nie udostępnia żadnych informacji, które mogłyby choćby pośrednio pozwolić na ustalenie tożsamości osoby, której sprawa dotyczyła. Anonimizowane są więc w wyrokach siedziby sądów i organów, a także sygnatury spraw.
Restrykcyjne zarządzenie
Zasady usuwania informacji z wyroków reguluje szczegółowo zarządzenie pierwszego prezesa Sądu Najwyższego z 10 kwietnia 2012 r. Nie jest ono udostępnione na stronie internetowej SN.
- Właściwie trudno sobie wyobrazić dalej idącą anonimizację orzeczeń niż stosowana w Sądzie Najwyższym - przyznaje sędzia Bartłomiej Przymusiński, prezes poznańskiego oddziału Stowarzyszenia Sędziów Polskich "Iustitia".
Na zmiany jednak się nie zanosi. - Sąd Najwyższy na bieżąco ocenia, na ile przyjęte przez niego zasady i zakres anonimizacji odpowiadają istniejącym uregulowaniom prawnym, orzecznictwu w zakresie ochrony różnej natury informacji, a także potrzebom rzeczywistości. Obecnie nie są prowadzone prace, które mogłyby wprost prowadzić do zmian w regulacji dotyczącej zasad i zakresu anonimizacji orzeczeń - tłumaczy biuro prasowe SN.
W Sądzie Najwyższym dowiadujemy się, że kwestią przyjętej praktyki, niekiedy bliskiej zwyczaju, pozostaje potrzeba ewentualnej anonimizacji danych dotyczących orzeczeń lub rozstrzygnięć sądów niższych instancji lub organów, które są poddawane kontroli sądów i trybunałów.
Sądy powszechne
Kompletnie inaczej jest w sądownictwie powszechnym. Jednolite zasady anonimizacji obowiązują w sądach, które udostępniają orzeczenia w portalu orzeczeń sądów powszechnych, który powstał z inicjatywy Ministerstwa Sprawiedliwości.
- Zasady są jednolite dla wszystkich sądów. Anonimizacja odbywa się automatycznie, jej weryfikacja jest przeprowadzana przez wyznaczone w każdym wydziale osoby odpowiedzialne za wprowadzanie orzeczeń do portalu orzeczeń - informuje resort.
Z kolei w sądach, które jeszcze nie przekazują tam wyroków, obowiązują zarządzenia prezesów lub też zakres anonimizacji zależy od decyzji i wyczucia przewodniczącego wydziału.
W przeciwieństwie do SN w orzeczeniach sądów powszechnych nie są utajniane nazwy sądów czy organów, które wydały rozstrzygnięcie. Ministerstwo Sprawiedliwości powołuje się w tym przypadku na ustawę o odstępie do informacji publicznej (Dz.U. z 2001 r. nr 112, poz. 1198 z późn. zm).
- Zgodnie z jej przepisami każdy ma prawo do uzyskiwania informacji o działalności podmiotów władzy publicznej, wymienionych w art. 4 ust. 1 u.d.i.p. (władze publiczne oraz inne podmioty wykonujące zadania publiczne) - wyjaśnia Wioletta Olszewska z resortu sprawiedliwości.
Jeszcze inne zasady obowiązują w portalu orzeczeń sądów administracyjnych. Tu reguluje to zarządzenie prezesa NSA z lipca 2007 r.
Unifikacja zasad
W związku z brakiem jednolitych zasad anonimizacji orzeczeń pierwszy prezes Sądu Najwyższego już w ubiegłym roku na konferencji "Internetowa publikacja orzeczeń sądowych - prawo do sądu i informacji publicznej" mówił o potrzebie ujednolicenia przedmiotu, zakresu i zasad zamazywania danych w orzeczeniach sądowych. I to w akcie o randze ustawowej.
Podobnego zdania są sędziowie.
- To, że anonimizacja wygląda tak, jak wygląda, wynika chyba przede wszystkim z tego, że rzeczywistość poszła do przodu szybciej niż regulacje prawne. Społeczeństwo oczekiwało publikacji wyroków w sieci i ten postulat sądy starają się realizować. Niestety nie wypracowano dotąd jednolitych zasad anonimizacji wyroków, choć jakiś standard byłby wskazany - uważa sędzia Bartłomiej Przymusiński.
W jego ocenie dyskusja na ten temat powinna toczyć się z udziałem generalnego inspektora ochrony danych osobowych.
- Jestem zwolennikiem jawności życia publicznego. Jednak przekonuje mnie czasem argument, że niektóre sprawy sądowe dotykają prywatności osób fizycznych i istotna jest ochrona jednostki, np. w sprawach o gwałt. Ujawnienie wówczas informacji może oznaczać wtórną wiktymizację ofiary - uważa z kolei Piotr Waglowski.
Poszukiwanie równowagi jest tu więc obowiązkiem.
- Osobiście jestem zwolennikiem tylko takiej anonimizacji, która jest konieczna i daje się pogodzić jednocześnie z ochroną cudzych praw, np. prawa do prywatności. Jednak gdy np. zaczerniana jest siedziba sądu czy kwota, której dotyczy spór, to rzeczywiście może to budzić kontrowersje. Bo przecież mamy do czynienia z informacją o tym, jak działał sąd, podmiot władzy publicznej - akcentuje jednak sędzia Przymusiński.
@RY1@i02/2013/142/i02.2013.142.18300080b.802.jpg@RY2@
Znikające dane
Ewa Ivanova
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu