Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawo internetu i ochrony danych

Permanentna inwigilacja

22 września 2022
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

C hoć od dobrych kilku lat wiadomo, że polskie przepisy o retencji danych są bezprawne, nasz rząd wciąż udaje, że nie ma problemu. A służby wciąż bez krępacji, a co ważniejsze bez jakiejkolwiek kontroli, mogą sprawdzić, z kim się kontaktuje dowolny obywatel i gdzie przebywa.

Słynny Pegasus, tak przynajmniej wynika ze słów Marka Suskiego, mógł być wykorzystywany do inwigilowania góra kilkuset osób rocznie. Tymczasem polskie prawo zobowiązuje do przechowywania danych telekomunikacyjnych wszystkich obywateli posiadających smartfony. Tylko w minionym roku służby sięgnęły po 1,85 mln takich danych, skala jest więc nieporównywalna. Owszem, chodzi o mocno okrojone informacje, głównie billingi oraz dane lokalizacyjne, ale i one pozwalają bardzo dużo się o nas dowiedzieć. O każdym z nas, wliczając zawody objęte tajemnicą zawodową. Policja i inne służby mogą bez pytania się kogokolwiek o zgodę sprawdzić, do kogo dzwonił czy esemesował i gdzie w tym momencie znajdował się dowolny radca prawny, dziennikarz czy polityk. Jeśli korzystają z tej możliwości prawie 2 mln razy rocznie, to siłą rzeczy większość danych jest pobierana w sprawach, w których nie potwierdzono złamania prawa. Powtarzane tak chętnie przez władze powiedzenie, że uczciwi nie mają się czego bać, pozwolę sobie skwitować jedynie gorzkim śmiechem.

Już w 2014 r. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej uchylił dyrektywę 2006/24/WE o retencji danych telekomunikacyjnych, uznając, że zbytnio ingeruje ona w prywatność. Mimo to większość państw członkowskich wciąż utrzymywała przepisy nakazujące telekomom przechowywanie danych telekomunikacyjnych i udostępnianie ich na żądanie służb. Z czasem zaczęły do TSUE wpływać kolejne sprawy, w których konsekwentnie orzekano, że uogólniony nakaz retencji danych i dostęp do nich bez kontroli jest niezgodny z prawem unijnym. Mówiąc wprost - prawo krajowe nie może nakazywać operatorom telekomunikacyjnym zatrzymywania danych wszystkich obywateli, nawet gdy jest to argumentowane walką z poważną przestępczością. Państwo nie może również wymagać od nich, by przekazywały te dane bez kontroli sądowej lub innego niezależnego organu. W kolejnych wyrokach TSUE dookreślał granice dopuszczalnej retencji danych (m.in. sprawy C-203/15, C-698/15, C-511/18, C-512/18 i C-623/17). Część państw próbowała dostosowywać do nich swe regulacje. Niemcy np. bardzo mocno skrócili okres retencji. W przypadku danych lokalizacyjnych do 4 tygodni, w przypadku pozostałych do 10 miesięcy. Najnowszy wyrok TSUE dotyczący tych przepisów (sprawy: C-793/19 i C-794/19) pokazuje, że i to nie wystarcza. Nadal bowiem operatorzy muszą przechowywać dane wszystkich obywateli, a to jest niedozwolone. Znamienny jest fragment uzasadnienia, w którym trybunał wyjaśnia, dlaczego zbyt mocno ingeruje to w prawo do prywatności:

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.