Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Blokowanie e-stron zadziała jak płachta na byka

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

ROZMOWA

Czarno to widzę. Więcej takie blokady zrobią złego niż dobrego. Być może odstraszą część internautów od hazardu albo pedofilii, ale na inną część użytkowników sieci zadziałają jak płachta na byka. I oni zrobią wszystko, by ograniczenia jakoś obejść.

Rzeczywiście tak jest. We Francji powstała specjalna instytucja HADOPI, która odpowiada za blokowanie stron z treściami pedofilskimi i uniemożliwia dostęp do sieci osobom łamiącym prawa autorskie, czyli wymieniającym się plikami w systemie P2P. Także w Wielkiej Brytanii trwają konsultacje w sprawie ustawy przeciwko P2P. Jednak żeby wprowadzić o wiele bardziej restrykcyjny pomysł polskiego rządu, trzeba by doprowadzić do tak zaawansowanej kontroli nad internetem, jaka jest w Chinach. A tego chyba jednak nie chcemy, prawda?

Jako użytkownik sieci jestem stanowczo przeciwny takiemu podejściu i to z czysto praktycznych powodów. Po prostu założenie blokad może spowodować poważne problemy z użytkowaniem sieci dla zwykłych internautów. Problemy mogą być ze Skype’em, Gadu-Gadu czy grami online takimi jak "Second Life". Operatorzy sieci są jak zarządcy dróg: mają dbać o ich dobry stan, kontrolować ruch, ale nie powinni zaglądać ludziom do bagażników samochodów.

Powody tego pomysłu nie są złe, tylko jego wykonanie budzi mój sprzeciw. Proszę spojrzeć na ten problem tak, jakby to były przestępstwa zwykłe, a nie sieciowe. Czy resort finansów, walcząc z szarą strefą, wprowadza blokady dróg i sprawdza każdy samochód? Nie. Ma swoje sposoby, by dotrzeć tylko do ludzi podejrzanych o łamanie prawa. I podobnie powinno się walczyć z cyberprzestępstwami. Nie ograniczając praw wszystkich użytkowników, tylko starając się znaleźć konkretną końcówkę sieci, czyli komputer i jego użytkownika odpowiedzialnego za łamanie prawa.

W przypadku e-hazardu, ale także cyberpedofilii można - podobnie jak choćby w USA czy Skandynawii - wprowadzić kontrolę przepływów finansowych w sieci. Działałoby to tak: by zagrać, trzeba wpłacić w ramach zakładu jakąś, zazwyczaj niewielką sumę na rzecz zagranicznej firmy. Kiedy takich przelewów jest z polskiej strony dużo i są one regularne, to pojawia się podejrzenie, że może to być hazard. Wtedy kontrolerzy, zamiast blokować wszystkim dostęp do stron, kontaktują się tylko z pojedynczymi graczami, bo to przecież oni łamią polskie prawo. Podobnie można postąpić z kupującymi dostęp do treści pedofilskich. Oczywiście ta metoda jest bardziej pracochłonna, ale też bardziej zgodna z prawami człowieka i o wiele bardziej skuteczna.

@RY1@i02/2009/218/i02.2009.218.000.0003.001.jpg@RY2@

Kawiarenka internetowa w Starym Browarze w Poznaniu

Bartosz Jankowski/Fotorzepa

*, pierwszy prezes, a dziś członek zarządu Internet Society Poland, stowarzyszenia zajmującego się kontrolą nad prawami internautów

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.