Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawo internetu i ochrony danych

USA chcą wiedzieć za dużo o pasażerach

Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Dane osobowe

Parlament Europejski zdecyduje dziś o losie umowy UE z USA o wymianie danych pasażerskich (tzw. dane PNR). Przyjęcie umowy zaleca Komisja Wolności Obywatelskich Parlamentu Europejskiego (LIBE). Wzbudza ona jednak liczne kontrowersje. Chociaż uzyskane na jej podstawie informacje mają pomóc w walce z terroryzmem, wielu ekspertów obawia się, że jej postanowienia mogą naruszać prawa obywatelskie.

Nazwisko, adres, menu

- Zastrzeżenia wzbudzają m.in. zapisy dotyczące zbyt szerokiego zakresu danych podlegających przekazaniu, pewnych możliwości przetwarzania przez władze amerykańskie danych wrażliwych czy niedostatecznych możliwości realizacji swoich praw przez obywateli Unii Europejskiej - przyznaje Małgorzata Kałużyńska-Jasak, rzecznik prasowy głównego inspektora ochrony danych osobowych.

Zdanie to podziela Dominika Bychawska-Siniarska z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

- Głosowana umowa nie przynosi obywatelom UE żadnych korzyści. Co więcej, jest niezgodna z Kartą praw podstawowych. Poza tym zakres danych, które Departament Bezpieczeństwa Wewnętrznego Stanów Zjednoczonych będzie uzyskiwał od przewoźników, jest nieprecyzyjny i nieproporcjonalny do celów ich przekazywania - zauważa Dominika Bychawska-Siniarska.

Na podstawie umowy instytucje amerykańskie będą mogły żądać od przewoźników przekazywania im danych PNR (Passenger Name Record) - informacji wprowadzanych przez pasażerów rezerwujących bilety lotnicze. Najczęściej należą do nich: imię i nazwisko, adres, telefon, trasa podróży czy forma płatności za bilet. W rzeczywistości jednak można z nich się dowiedzieć o wiele więcej. Instytucje amerykańskie będą w stanie uzyskać nie tylko informacje o nazwisku pasażera, dacie planowanej podróży czy numerze rezerwacji, ale też o bagażu, stanie zdrowia, wybieranych posiłkach, a nawet preferencjach dotyczących miejsc w samolocie. Katarzyna Szymielewicz z Fundacji Panoptykon wskazuje na związane z tym zagrożenia.

- Posługując się odpowiednim oprogramowaniem, na podstawie podawanych przez przewoźników danych można ustalić nasze zwyczaje dotyczące podróżowania, odtworzyć sieci społeczne, a nawet relacje osobiste z innymi pasażerami, domyślić się, jakiego jesteśmy wyznania, jaki jest nasz styl życia czy stan majątkowy. Rutynowe przekazywanie służbom USA danych każdego pasażera - bez względu na to, czy istnieją wobec niego jakiekolwiek podejrzenia - stanowi rażące naruszenie prawa do prywatności i ochrony danych osobowych - mówi Katarzyna Szymielewicz.

Tak jak ACTA

Dodaje również, że według Fundacji przyjęcie umowy nie zapewni pasażerom ochrony przed atakami terrorystycznymi i zorganizowaną przestępczością, natomiast dramatycznie ograniczy ich prywatność. Wątpliwości wzbudza zresztą nie tylko zakres danych, które miałyby być przekazywane, ale również sposób przyjęcia umowy.

- Jest to kolejny przykład po umowie ACTA, gdzie zastrzeżenia składane przez ekspertów, m.in. europejskiego inspektora ochrony danych osobowych oraz Grupę Roboczą Art. 29 - instytucję doradczą zrzeszającą przedstawicieli organów ochrony danych osobowych - nie zostały wzięte pod uwagę - twierdzi Dominika Bychawska-Siniarska.

Jeżeli parlament zagłosuje za podpisaniem umowy, ostateczna decyzja w tej kwestii będzie należała do Rady UE. Nowa umowa ma zastąpić prowizoryczne porozumienie UE z USA stosowane od 2007 r.

Ważne

Automatyczne przekazywanie służbom innego państwa danych osobowych pasażerów, bez jakichkolwiek podejrzeń względem nich, może stanowić naruszenie prawa do prywatności

Elżbieta Pawluk vel Kiryczuk

elzbieta.pawluk@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.