Protesty organizują właściciele wielkich platform internetowych
Tadeusz Zwiefka: Portal agregujący treści nadal będzie mógł linkować do stron wydawców i omawiać ich artykuły, ale od tego linkowania i omówień będzie musiał przekazać część zysku. To nie ma nic wspólnego z cenzurą
Tadeusz Zwiefka wiceprzewodniczący Europejskiej Partii Ludowej (Chrześcijańscy Demokraci), członek europarlamentarnej komisji prawnej
Nadchodzi cenzura internetu?
W żadnym razie. Zresztą nie wyobrażam sobie, by w ogóle była taka możliwa. Nie jest niczyim celem odbieranie możliwości swobodnego wypowiadania się w internecie.
Czyli Unia Europejska nie chce walki z internautami…
Nie. Ci, którzy mówią, że Unia Europejska wprowadzi cenzurę internetu, albo kłamią, albo zostali zmanipulowani, ewentualnie powtarzają slogany i mity, których ostatnio dużo w internecie. Ponadto nowe regulacje będą ujęte w dyrektywie, a nie w rozporządzeniu. To oznacza, że wiele kompetencji do uszczegółowienia przyjętych regulacji otrzymają parlamenty krajowe.
Patrząc na zalew wypowiedzi o cenzurze internetu, wielu użytkowników sieci jest wręcz przekonanych, że coś jednak jest na rzeczy.
Jestem otwarty na wymianę argumentów, ale w tych używanych dotychczas przez przeciwników projektowanych zmian nie dostrzegam czegokolwiek, co by wskazywało, że Parlament Europejski miałby zamiar ograniczyć wolność użytkownika w internecie. Musimy pamiętać, że protesty przeciwko nowym przepisom organizują właściciele platform, którzy będą musieli podzielić się zyskami. Sęk w tym, że ci przedsiębiorcy używają nieprawdziwej argumentacji, iż stracą nie tylko oni, lecz także przeciętny internauta. To nieprawda.
Gdyż?
Tak krytykowany podatek od linków, czyli projektowany art. 11 dyrektywy, w ogóle nie będzie dotyczył osób fizycznych, a więc przeciętnych internautów. Czytałem ostatnio wiele tekstów, w których pojawiała się narracja, że jak przykładowy Kowalski wrzuci link do artykułu umieszczonego w sieci przez wydawnictwo wraz z krótkim omówieniem, to wydawnictwo lada moment zażąda od niego zapłaty. To absurd! Przecież każdy wydawca cieszy się z tego, że internauci linkują do jego treści. Trzeba powiedzieć wyraźnie: po wejściu nowych przepisów dla przeciętnego internauty nic się nie zmieni. Regulacje dotyczą tylko rozliczeń między prowadzącymi biznes.
Kogo konkretnie będą dotyczyły przepisy?
Z jednej strony twórców i posiadaczy praw autorskich, a z drugiej operatorów platform internetowych, którzy czerpią korzyści z działalności tych pierwszych. Operatorzy będą musieli podzielić się częścią zysku wynikającego z działalności opartej na utworach twórców i posiadaczy praw. Przykładowo portal agregujący treści nadal będzie mógł linkować do stron wydawców i omawiać ich artykuły, ale od tego linkowania i omówień będzie musiał przekazać część zysku. Rozumiem, że to się nie podoba przedsiębiorcom, ale nie ma to nic wspólnego z cenzurą w internecie.
Ale może mieć, jeśli firmom obecnym w sieci przestanie się spinać biznes. Może to wpłynąć na dostęp do treści.
Wprost przeciwnie. Dostęp się pogorszy, jeśli nic nie zrobimy. Internet to kopalnia wiedzy, ale ktoś musi wydobywać informacje. Nie może być tak, że jeden kopie, a dziesięciu bierze to za darmo, bo w pewnym momencie nie będzie chętnych do kopania. Innymi słowy: twórcy i autorzy muszą być wynagradzani, a częścią wynagrodzenia powinno być także dzielenie się zyskiem przez odtwórców. Mitem jest, że na nowych przepisach stracą małe i średnie firmy. Większość posiadaczy praw autorskich to przecież właśnie przedstawiciele sektora MSP.
Nie obawia się pan, że właściciele biznesu, w który uderzą nowe przepisy, przeniosą się do krajów spoza UE?
Wierzę w ludzką uczciwość. Przy czym głosy, które się już zaczęły pojawiać o potencjalnych przenosinach, mnie niepokoją. Ale bynajmniej nie dlatego, że ktoś ominie przepisy – bo naprawdę da się stworzyć takie przepisy, które dosięgną wszystkich operatorów świadczących usługi na terenie UE. Jeśli zajdzie taka potrzeba, zostaną one uchwalone. Po prostu mi przykro, że ktoś z góry zapowiada, że będzie omijał prawo, które mu nie pasuje, bo nie chce podzielić się zyskiem z tymi, których dorobek pozwala te zyski generować. Wierzę też w mądrość i lojalność internautów – że będą wybierali serwisy zarejestrowane w Polsce, a nie np. na Wyspach Marshalla czy w Chinach. ©℗
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu