Pandemiczna reforma
Miałem przeczucie, że politycy znów zechcą wykorzystać prawników do swoich celów. I tak się stało
Temu felietonowi chciałem dać tytuł „Ale wstyd”. Ale ostatecznie spróbuję zgonić wszystko na pandemię koronawirusa. Może wirus „pokryje” (popularne wśród polityków) zmiany i sposób powstawania prawa. Wstyd jest wielki, bowiem kilkanaście osób przygotowało projekt zmian w kodeksie spółek handlowych. Nie, nie piszę dlatego, że mnie tam nie było, bo wiedziony siódmym zmysłem wycofałem się z tego przedsięwzięcia w poniedziałek, podczas gdy w piątek jeszcze myślałem, że warto. Miałem przeczucie, że politycy znów zechcą wykorzystać prawników do swoich celów. I tak się stało. Zaczęło się od tego, że Ministerstwo Aktywów Państwowych utworzyło stanowisko ministra odpowiedzialnego za reformę nadzoru właścicielskiego. Ba, powstał nawet specjalny departament: Biuro ds. Reformy Nadzoru Właścicielskiego. Może byłby w tym jakiś sens, gdyby rzeczywiście chodziło o nadzór właścicielski, jego udoskonalenie w pewnej, specjalnej grupie spółek, tj. reprezentujących własność „państwową” czy samorządową. Ale ambicje były tak wielkie, że zagarnięto całą pulę, mianowicie próbuje się zmienić cały system prawa spółek, z tymi prywatnymi włącznie.
Gdyby to jeszcze robiło Ministerstwo Sprawiedliwości, to jak cię mogę. Przez kilka lat ciągnął się już spektakl niedoróbek prawniczych w stylu prokury mieszanej, pod egidą Ministerstwa Rozwoju, którego już nie ma w dotychczasowym kształcie. Ministerstwo Aktywów też ostatecznie będzie zapomnianym poplecznikiem zmian, bo polityka i zmiana rządu kiedyś spowodują, że odpowiedzialnych nie będzie, a głupie zmiany pozostaną. Panie i Panowie, róbcie sobie, co chcecie w spółkach Skarbu Państwa (choć może nie do końca, bo dotyczy to przecież również prywatnych akcjonariuszy), ale ręce precz od reformy prawa spółek.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.