Uwięzieni w KRS, czyli jak przestać być duchem w rejestrze
Co zrobić, gdy spółka widmo nie ma zarządu, do którego można by skierować żądanie aktualizacji danych? Czy jesteśmy skazani na wieczną obecność w rejestrowym czyśćcu?
Krajowy Rejestr Sądowy w założeniu ma być rynkową „księgą prawdy”. Ma chronić bezpieczeństwo obrotu, dawać pewność kontrahentom i stanowić fundament zaufania w biznesie. Ustawodawca wyposażył go w potężny oręż – domniemanie prawdziwości wpisów. W końcu art. 17 ustawy o Krajowym Rejestrze Sądowym (t.j. Dz.U. z 2025 r. poz. 869 ze zm.) stanowi jasno: to, co wpisane, jest prawdziwe. Jeśli coś jest w KRS, to znaczy, że tak jest w rzeczywistości. Proste? Teoretycznie tak. W praktyce jednak ta „biblia przedsiębiorców” potrafi stać się dla wielu osób klatką, z której niezwykle trudno się wydostać. I tak właśnie możemy poznać „cienie” jawności Krajowego Rejestru Sądowego.
Sprzedał udziały, zrezygnował z funkcji w zarządzie spółki, ale wciąż widnieje w KRS
Mowa o sytuacjach, w których stajemy się uwięzieni w strukturach spółek, z którymi dawno nie mamy już nic wspólnego. Scenariusz jest zazwyczaj podobny: pan Jan Kowalski sprzedał udziały, zrezygnował z funkcji w zarządzie, uścisnął dłonie i ruszył w stronę nowych wyzwań zawodowych. Mijają rok, dwa, a nazwisko Jana Kowalskiego wciąż widnieje w rejestrze jako właściciel czy reprezentant. Dlaczego? Bo nowy zarząd zapomniał, zaniedbał albo – co gorsza – spółka przestała faktycznie działać, nie ma organów, a jej jedynym dorobkiem są zgromadzone przez nowych właścicieli narastające długi. Stajesz się zakładnikiem cudzych zaniedbań albo, co gorsza, nie do końca uczciwych zamiarów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.