Zamiast upadłości naprawa spółki
W powszechnym odczuciu zetknięcie się firmy z sądem upadłościowym oznacza stopniowe wygaszenie jej działalności, zwalnianie jej pracowników, licytację majątku i dziesiątki lub setki rozgoryczonych wierzycieli, którzy nie odzyskali swoich pieniędzy. Jest to jednak tylko jeden z możliwych scenariuszy.
Najlepszym przykładem jest słynna, niegdyś giełdowa, spółka holdingowa Elektrim. W 1999 roku firma ta wyemitowała euroobligacje, dzięki którym miała sfinansować swoją ekspansję w branży telekomunikacyjnej, informatycznej i energetycznej. Niestety, po tym jak w 2001 roku nastąpił krach na rynku nowych technologii, nie była w stanie spłacić zadłużenia i złożyła wniosek o układ z wierzycielami. Mimo że wierzyciele zażądali upadłości likwidacyjnej, sąd dał firmie szansę i otworzył postępowanie układowe. To pierwsza wskazówka: sąd nie ogłasza upadłości pochopnie i zawsze dąży do zachowania przedsiębiorstwa.
Wkrótce wierzyciele odrzucili układ i Elektrim znalazł się na skraju przepaści, obie strony doszły jednak do porozumienia i w 2002 roku zawarły pozasądowy układ przewidujący restrukturyzację zadłużenia firmy między innymi poprzez ustanowienie na jej majątku zastawów rejestrowych i hipotek zabezpieczających realną spłatę długu. Pozwoliło to spółce na dalszą działalność. To prowadzi do kolejnego wniosku: zazwyczaj wierzycielom bardziej zależy na dalszym funkcjonowaniu dłużnika niż na doprowadzeniu do licytacji jego majątku.
Ponownie Elektrim popadł w tarapaty w 2005 roku, kiedy po raz drugi nie był w stanie spłacić obligacji. Mimo że obligatariusze złożyli wniosek o ogłoszenie upadłości likwidacyjnej, spółka funkcjonowała przez kolejne lata. Dlaczego? Otóż po pierwsze, czasem sprawdzenie przez sąd, czy przesłanki ogłoszenia upadłości faktycznie wystąpiły, może zająć wiele miesięcy. Tak było w tym przypadku. Po drugie, w trakcie postępowania w przedmiocie ogłoszenia upadłości może się wiele zdarzyć. Na przykład może się odwrócić niekorzystny dla spółki cykl koniunktury, firma może znaleźć pieniądze na spłatę wierzycieli albo poważnego inwestora, który wyciągnie ją z opresji.
W przypadku Elektrimu okazało się, że spółka jest w stanie sprzedać jeden z cennych aktywów, a pozyskane środki przeznaczyć na spłatę wierzycieli. Po spłacie zasadniczej części zadłużenia z tytułu obligacji obligatariusze po prostu cofnęli wniosek o ogłoszenie upadłości.
W sierpniu 2007 r. sprawa Elektrimu po raz trzeci trafiła do sądu upadłościowego. Tym razem doszło już do ogłoszenia upadłości, ale spółka z determinacją (i nie bez sukcesów) stara się obecnie wykazać bezpodstawność roszczeń niektórych wierzycieli. Jeżeli jej się to powiedzie, może skutecznie zredukować poziom swojego zadłużenia i - przynajmniej teoretycznie - ponownie wyjść na prostą.
Jakkolwiek potoczą się dalsze losy Elektrimu, jego historia pokazuje, że przygoda z sądem upadłościowym nie musi oznaczać końca firmy. Należy pamiętać, że prawo upadłościowe i naprawcze zawiera ogólną dyrektywę nakazującą dążenie do zachowania przedsiębiorstwa dłużnika oraz przepisy, które umożliwiają zmianę upadłości z likwidacyjnej na układową. Ponadto w trakcie postępowania upadłościowego wierzyciele muszą udowodnić, że ich wierzytelności faktycznie istnieją i są wymagalne, co czasem wcale nie jest takie łatwe. Tym bardziej że roszczenia znajdują się pod ostrzałem ze strony innych wierzycieli, którzy dążą do wyeliminowania albo redukcji konkurencyjnych wierzytelności. Daje to spółce widoki na dalsze funkcjonowanie.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.