Jedna akcja wystarczy, by sprzeciwić się fuzji
Fuzje spółek publicznych od lat wzbudzają emocje. Bardzo często prowadzą do konfliktów mniejszych akcjonariuszy z większościowymi. Kością niezgody w przypadku różnego rodzaju połączeń jest z reguły parytet wymiany akcji czy też zatajanie wycen łączących się podmiotów. Wystarczy przypomnieć planowane przed laty fuzje Pagedu i Yawalu, Boryszewa i Impexmetalu czy też obecnie planowane połączenie Mastera z Wikaną. W pierwszych dwóch przypadkach finalnie nie doszło do połączenia spółek, do czego skutecznie przyczyniły się m.in. działania Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych oraz innych aktywnych inwestorów mniejszościowych. W trzecim przypadku wszystko zależeć będzie od drobnych akcjonariuszy, którzy są w posiadaniu łącznie ponad 80 proc. akcji (głosowanie wyznaczono na 31 grudnia). Kluczowe w tym przypadku jest to, jaka będzie aktywność inwestorów i chęć do udziału w zgromadzeniu akcjonariuszy (gdy oddawaliśmy do druku to wydanie Mojego portfela, głosowanie jeszcze się nie odbyło - przyp. red.).
Każdy przypadek fuzji należy rozpatrywać indywidualnie. Interweniować należy wówczas, gdy faktycznie pojawiają się przesłanki wskazujące na możliwe nieprawidłowości w procesie łączenia. Co wówczas zrobić? Sam problem zablokowania fuzji nie jest prosty, gdyż z reguły wnioskodawcą połączeń są podmioty posiadające w akcjonariacie ponad 50-proc. udział. Tymczasem zgodnie z art. 506 ust. 1 k.s.h., łączenie się spółek wymaga uchwały zgromadzenia wspólników lub walnego zgromadzenia każdej z łączących się firm (powziętej większością trzech czwartych głosów, reprezentujących co najmniej połowę kapitału zakładowego). Oznacza to, że w praktyce inwestorzy mniejszościowi w takich przypadkach rzadko kiedy są w stanie skutecznie zablokować taką fuzję w drodze głosowania (chyba że wykażą się ponadprzeciętną mobilizacją). Korzystniejsza z punktu widzenia małego inwestora jest sytuacja, w której na walnym zgromadzeniu nie stawią się akcjonariusze posiadający więcej niż 50 proc. kapitału zakładowego. Wówczas bowiem stosuje się art. 506 ust. 2, zgodnie z którym uchwała walnego zgromadzenia spółki publicznej w sprawie połączenia z inną spółką wymaga dwóch trzecich głosów (chyba że statut spółki przewiduje surowsze warunki). Warto w tym miejscu zauważyć, że problemy interpretacyjne obu wskazanych paragrafów pojawiają się, gdy do połączenia ma dojść między spółką publiczną a niepubliczną, a udział w zgromadzeniu bierze ponad 50 proc. kapitału zakładowego.
Co zrobić w sytuacji, gdy akcjonariusze nie dysponują na zgromadzeniu odpowiednią liczbą głosów, by skutecznie zablokować uchwałę? Wówczas pozostaje możliwość zgłoszenia sprzeciwu do uchwały połączeniowej (niezależnie od liczby posiadanych walorów). Wystarczy do tego jedna akcja. Warto jednak zauważyć, że inwestor nie może zgłosić sprzeciwu co do samego parytetu. Nie ogranicza to jednak prawa do dochodzenia odszkodowania na zasadach ogólnych. Co ciekawe, inwestor nie ma też odpowiednich narzędzi prawnych do tego, by zmusić spółkę do przedstawienia wyceny sporządzonej w celu przeprowadzenia procesu połączeniowego. Stowarzyszenie zamierza lobbować w przyszłości zmiany w zakresie łączenia się spółek, których celem będzie m.in. poprawa pozycji akcjonariuszy mniejszościowych, a jednocześnie wzrost przejrzystości procesów połączeniowych.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.