Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Bankructwo za granicą już nie takie proste

27 czerwca 2018

Liczne firmy oferują pomoc w prowadzeniu upadłości konsumenckiej w innym kraju. Ten biznes powoli się jednak kończy

Podpisana przez prezydenta nowelizacja prawa upadłościowego i naprawczego (t.j. Dz.U. z 2012 r. poz. 1112 ze zm.), która wejdzie w życie pod koniec 2014 r., zakłada liberalizację przepisów o upadłości konsumenckiej. Przewiduje m.in., że sąd będzie mógł oddalić wniosek, tylko gdy stan niewypłacalności powstał na skutek umyślnego działania lub rażącego niedbalstwa konsumenta. Problemem nie będzie także brak środków na pokrycie kosztów postępowania - skredytuje je Skarb Państwa. Dziś przepisy są tak wymagające, że dłużnicy - by upaść - wyjeżdżają za granicę.

Podróż po bankructwo

- Turystyka upadłościowa polega na ogłaszaniu upadłości w krajach o korzystniejszych dla dłużników przepisach - mówi Paweł Gunia, szef departamentu upadłości i restrukturyzacji w kancelarii Kochański Zięba Rapala i Partnerzy.

Skutki orzeczenia sądu państwa członkowskiego UE rozciągają się na pozostałe kraje. Tym samym bankructwo ogłoszone w Anglii będzie obowiązywać także w Polsce. To właśnie Anglia jest szczególnie popularnym kierunkiem. Nie zawsze to rozwiązanie okazuje się tańsze, ale - w przeciwieństwie do polskich - angielskie sądy co do zasady nie stwarzają problemów. Wystarczy złożyć prosty wniosek, a całość postępowania trwa ok. 4 godzin.

Wykorzystują to firmy zachęcające do korzystania z usług upadłości transgranicznej. Oferują zajęcie się wszelkimi formalnościami związanymi z postępowaniem na Wyspach. Klient musi jedynie trzykrotnie polecieć na kilka dni nad Tamizę oraz - oczywiście - zapłacić.

- Popularność tego mechanizmu po części wynikała z tego, że sądy angielskie sprawdzały miejsce położenia COMI w sposób dość powierzchowny, głównie opierając się na dokumentach złożonych przez dłużnika do akt - wyjaśnia Anna Pukszto, partner kierująca praktyką prawa upadłościowego i restrukturyzacji w kancelarii Dentons.

COMI, o którym wspomina, to główny ośrodek podstawowej działalności (inaczej: ośrodek interesów życiowych). Rada UE definiuje to pojęcie jako miejsce, w którym dłużnik zarządza swoją działalnością. W praktyce chodzi o mieszkanie w danej lokalizacji, opłacanie tam rachunków, posiadanie konta bankowego. Ocena, gdzie znajduje się ośrodek interesów życiowych, ma istotne znaczenie, bowiem zgodnie z Rozporządzeniem Rady (WE) nr 1346/2000 z 29 maja 2000 r. w sprawie postępowania upadłościowego sądem właściwym dla ogłoszenia bankructwa jest właśnie sąd kraju, w którym znajduje się COMI.

Walka z turystami

Jak podkreśla Paweł Gunia, z pozoru jasne przepisy nastręczają jednak trudności interpretacyjnych.

- Znany jest przypadek Irlandczyka zadłużonego na kwotę 150 mln euro, w którego sprawie rozprawa w angielskim sądzie trwała 35 sekund - opowiada Anna Pukszto.

Jak jednak zaznacza, obecnie wnioski badane są w sposób bardziej skrupulatny. Z czego to wynika? Niektórzy mówią o dostosowaniu orzecznictwa krajowego do wyroków TS UE. Inni wspominają o tym, że skala turystyki przerasta już możliwości nawet wyspiarskiego wymiaru sprawiedliwości.

- Pewną determinację angielskich instytucji w zwalczaniu zjawiska potwierdza przypadek firmy prawniczej Lovell Hill & Co LLP. Firma ta została rozwiązana wyrokiem sądu w Manchesterze po tym, jak wyszło na jaw, że oferuje obywatelom niemieckim usługę fikcyjnego przenoszenia COMI do Anglii - dodaje mec. Pukszto.

Metody, które do niedawna pozwalały na skuteczne ogłoszenie upadłości za granicą, przestają więc wystarczać. Sądy w Wielkiej Brytanii czy we Francji stały się dużo ostrożniejsze. Weryfikują COMI, dopytują nawet o plany zawodowe członków rodziny. Artur Bilski z Instytutu Prawa Cywilnego WPiA UW twierdzi jednak, że gros istniejących firm nie zmieniło wciąż sposobu działania.

- Nie przejmują się one wynikiem postępowania i oferują rozwiązania, które już dawno przestały się sprawdzać - komentuje Bilski.

Bardziej rygorystyczne podejście wymiaru sprawiedliwości nie oznacza upadku branży. Jak twierdzi Anna Pukszto, będzie ona istnieć przynajmniej tak długo, jak długo będą istnieć różne systemy prawne. Chociaż coraz głośniej mówi się o potrzebie harmonizacji.

- Jeżeli prawa upadłościowe będą takie same, znikną zachęty do otwierania postępowania w innym państwie - wyjaśnia Pukszto.

Skutkiem nowelizacji polskich przepisów ma być liberalizacja przy postępowaniach upadłościowych. Jaki to będzie miało wpływ na turystykę?

- Różnica będzie taka, że Niemcy, którzy od 1 lipca 2014 r. zaostrzyli warunki upadłości konsumenckiej, zamiast latać do Anglii, będą przyjeżdżać do Polski - bo bliżej. Polacy też już nie będą musieli podróżować - prognozował na VI Polskim Kongresie Prawa Upadłościowego i Naprawczego Paweł Kuglarz, partner w kancelarii Wolf Theiss.

@RY1@i02/2014/216/i02.2014.216.183000400.802.jpg@RY2@

Polskie długi a upadłość

Patryk Słowik

patryk.slowik@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.