Niemieckie przepisy zmienione, ale polskich przedsiębiorców i tak nie chronią, jak trzeba
Nadal trzeba uważać na partnerów biznesowych zza Odry. Prawo jest tam co prawda nowe, ale syndycy i tak unieważniają umowy upadłych firm, a od ich polskich kontrahentów żądają zwrotu kosztów
Niemal równo dwa lata temu zwracaliśmy uwagę na problem, który dotyka przedsiębiorców prowadzących interesy z niemieckimi kontrahentami. Otóż syndycy zza Odry coraz częściej podejmowali działania mające na celu podważanie umów, które niemieccy przedsiębiorcy zawierali przed ogłoszeniem upadłości. Na tej podstawie żądali od kontrahentów upadłych firm zwrotu wypłaconych im należności, niejednokrotnie z wysokimi odsetkami. Jakkolwiek samo uprawnienie syndyków do uznania za bezskuteczne czynności upadłych nie budziło wątpliwości (analogiczne możliwości mają także syndycy w Polsce, jeżeli upadły działa z pokrzywdzeniem wierzycieli), to istota problemu sprowadzała się do tego, że syndycy niemieccy mogli zażądać zwrotu płatności dokonanych nawet na 10 lat przed ogłoszeniem upadłości, a wierzyciele mieli bardzo ograniczone możliwości obrony. W zasadzie niemożliwe było wykazanie, że nie znali ciężkiej sytuacji finansowej dłużnika, to zaś implikowało także domniemanie wiedzy o tym, iż każda płatność na rzecz jednego wierzyciela skutkowała pokrzywdzeniem pozostałych. Co więcej, ewentualne postępowanie sądowe musiało się toczyć przed sądem niemieckim.
Skorzystaj z PROMOCJI NA PIERWSZY MIESIĄC.
Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich treści:
wyjaśnień ekspertów, raportów i pogłębionych analiz oraz narzędzi dla specjalistów.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z PROMOCJI NA PIERWSZY MIESIĄC.
Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich treści:
wyjaśnień ekspertów, raportów i pogłębionych analiz oraz narzędzi dla specjalistów.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.