Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawo europejskie

Tej historii chyba nie chcemy powtarzać

6 maja 2021
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

J orge Augustín Nicolás Ruiz de Santayana y Borrás napisał ok. 20 dzieł filozoficznych i był autorem licznych powieści. Niektóre podobno dobre, ale – wstyd przyznać – nie przeczytałem żadnej. W zasadzie kojarzę go jedynie jako autora (i to pod skróconym angielskim nazwiskiem George Santayana) poczesnych słów o tym, że kto nie pamięta historii, ten jest skazany na jej powtarzanie. Ta myśl towarzyszyła mi niedawno przez całe popołudnie, które poświęciłem na przeczesywanie internetu w poszukiwaniu jakiejś książki, która w sposób kompleksowy przedstawiałaby historię międzywojnia.

Są dziesiątki pozycji o odzyskaniu niepodległości, wojnie polsko-bolszewickiej, przewrocie majowym, sanacji oraz innych wąskich zagadnieniach z tamtego okresu. Natomiast pracę przekrojową, gdzie informacje są podane przystępnym nawet dla laika językiem, w dodatku napisaną przez autorów bez skrzywienia ideologicznego – a przy tym w miarę dostępną na rynku – udało mi się znaleźć (mam nadzieję, bo jeszcze książka nie doszła) dopiero dzięki pomocy znajomego historyka.

Wiem, że to pobożne życzenie, ale mimo wszystko marzy mi się, by półki w księgarniach uginały się od tego typu pozycji, a Polacy zaczytywali się w nich przynajmniej z taką żarliwością, z jaką rzucili się na wydane u nas niedawno rojenia pewnego niespełnionego austriackiego malarza. Zwłaszcza że analiza okresu, w którym od odzyskania niepodległości i budowania nowoczesnej demokracji – z prawami wyborczymi kobiet, nowoczesnymi rozwiązaniami kodeksowymi etc. – doszliśmy do wojska na ulicach w 1926 r., krwawego tłumienia buntów chłopskich, getta ławkowego, Berezy Kartuskiej i klęski wrześniowej, mogłaby być dziś bardzo pouczająca. Przykładowo okoliczności związane z przyjmowaniem Konstytucji kwietniowej jako żywo przypominają te, w których uchwalano budżet w Sali Kolumnowej w roku 2016. Tylko przypomnę (zupełnie bez związku), że konstytucja została w 1934 r. uchwalona nielegalnie, ale nie miało to znaczenia, bowiem już w 1929 r. sanacyjna władza zdołała sobie podporządkować sądownictwo powszechne, wysyłając – decyzją prezydenta – niezależnych prezesów Sądu Najwyższego w stan spoczynku i zastępując ich służalczymi wobec siebie nominatami.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.