CSS czyli chemiczny efekt domina dla całej gospodarki
Do rynkowych trudności spowodowanych rosnącymi cenami energii i surowców wkrótce mogą dołączyć kolejne, związane z dostępem do podstawowych substancji i półproduktów. Wszystko za sprawą rozpatrywanych na forum UE zmian regulacyjnych
Niewielu zdaje sobie w Polsce sprawę, że przed całym przemysłem stoi gigantyczne wyzwanie, jakim będzie realizacja unijnej Strategii w zakresie chemikaliów na rzecz zrównoważoności (dalej CSS). To wzbudzający emocje w całej Europie zestaw propozycji zmian unijnych rozporządzeń, m.in. REACH i CLP. Ostateczny kształt regulacji nie został jeszcze przesądzony, a negocjacje pomiędzy państwami członkowskimi właśnie wkraczają w decydującą fazę. W Polsce to temat jeszcze niedoceniany, ponieważ myśląc o Zielonym Ładzie, skupiamy się głównie na reformie systemu uprawnień do emisji CO2 (EU ETS) albo tzw. podatku granicznym (CBAM). Tymczasem zmiany na rynku chemikaliów to nie tylko sprawa branży chemicznej, ale wszystkich naszych partnerów biznesowych i klientów. Bez przewidywalnego harmonogramu zmian i refleksji nad wpływem tych zmian na krajową gospodarkę możemy utracić dostęp do ponad 12 tys. ważnych substancji chemicznych.
Koniec chemii, jaką znamy
Tylko dawka sprawia, że dana substancja jest trucizną – to znana już od XV w. i akceptowana przez toksykologów na całym świecie zasada, która już wkrótce może przestać obowiązywać w Europie. To konsekwencja planowanego przez Brukselę znacznego rozszerzenia w rozporządzeniu REACH ogólnego podejścia do zarządzania ryzykiem (ang. generic risk approach – GRA), czyli de facto wycofania z rynku substancji na podstawie ich właściwości swoistych (bez analizy stwarzanego przez nie w konkretnych okolicznościach i dawce ryzyka). To wyjątkowe podejście obowiązuje już w prawie chemicznym, ale wyłącznie w odniesieniu do wąskiej grupy substancji (np. rakotwórczych) i adresowane jest tylko do najbardziej wrażliwej grupy odbiorców, czyli niedoświadczonych w obchodzeniu się z chemikaliami konsumentów. Rozszerzenie podejścia na nowe klasy substancji oraz produkty wykorzystywane przez profesjonalistów (tj. osoby na co dzień pracujące z chemikaliami i odpowiednio przed nimi chronione) to prawdziwa rewolucja. Dla większości substancji udało się bowiem w toku badań wskazać bezpieczne progi ich stosowania. Właśnie wiedza i kontrola ryzyka pozwalały nam do tej pory korzystać z dobrodziejstw ważnych np. dla budownictwa albo motoryzacji produktów chemicznych bez negatywnych konsekwencji ich stosowania dla zdrowia człowieka. Dopuszczenie do obrotu substancji potencjalnie niebezpiecznych ma być według założeń Komisji Europejskiej możliwe tylko na zasadzie wąskich wyjątków tam, gdzie okaże się to „niezbędne”. Nie jest jednak jeszcze jasne, kto i w jakich okolicznościach będzie ową niezbędność stwierdzał. Tymczasem dla wielu profesjonalistów korzystających z chemii ograniczenie dostępu do substancji oznacza odebranie im narzędzi pracy. Z opublikowanego przez Europejską Radę Przemysłu Chemicznego (Cefic) w grudniu 2021 r. raportu wynika, że tylko wprowadzenie nowych klas zagrożenia i rozszerzenie ogólnego podejścia do zarządzania ryzykiem może objąć swoim zasięgiem ok. 12 tys. substancji chemicznych. Nawet jeśli weźmiemy poprawkę na niepewności związane z przyszłym wynikiem szczegółowych negocjacji, dotkną one około jedną trzecią portfolio europejskiej chemii. Odejmując od równania możliwość skorzystania z derogacji i wykorzystanie znanych (choć zazwyczaj droższych) alternatyw, okazuje się, że europejski przemysł chemiczny może stracić nawet 12 proc. swojej dzisiejszej sprzedaży. Przedsiębiorcy proponują, aby zamiast usuwania z rynku całych kategorii substancji skupić się np. na ustanowieniu obowiązujących w całej UE jednolitych limitów dopuszczalnych wartości narażenia dla poszczególnych zawodów. Dziś poziomy te, bez żadnego uzasadnienia, są często różne w poszczególnych państwach członkowskich. Innym rozwiązaniem mogłoby być objęcie unijnymi przepisami bhp także osób samozatrudnionych, które dzisiaj nie są zobligowane do ich przestrzegania. Trudność w zastępowaniu z łatwością wycofywanych regulacyjnie substancji nie polega „tylko” na ich koszcie. Zamieniając choćby kilka elementów składu, otrzymujemy zupełnie nowy produkt, nie zawsze spełniający swoją funkcję. Wreszcie bardzo często, według aktualnego stanu wiedzy, nie znamy innych sposobów produkcji niektórych materiałów lub wyrobów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.