Polsce grożą kary - prezes UKE nie może być zależny od rządu
Rządowy projekt nowelizacji prawa telekomunikacyjnego może nas kosztować miliony euro. Zaproponowane rozwiązania nie gwarantują prezesowi Urzędu Komunikacji Elektronicznej dostatecznej niezależności od aparatu rządowego i bieżącej polityki. A takiej gwarancji dla krajowych organów regulacyjnych wymagają od naszego ustawodawcy dyrektywy unijne. Prezesa UKE, zgodnie z rządową propozycją, ma powoływać na wniosek prezesa Rady Ministrów Sejm za zgodą Senatu.
- Przepisy o wyborze prezesa wprawdzie wzmacniają jego niezależność poprzez wprowadzenie kadencyjności, ale jednocześnie pozostawiają ten organ w strukturze administracji rządowej. To duży błąd - uważa Anna Streżyńska, prezes UKE.
Jeszcze większe wątpliwości budzi tryb odwołania prezesa. Minister infrastruktury ma opiniować sprawozdanie z działalności UKE, a jego negatywna opinia może stanowić podstawę odwołania prezesa. Takie rozwiązanie wprowadza ścisłą zależność prezesa UKE od rządu, sprzeczną z prawem wspólnotowym.
Tego typu zależność państwowego regulatora od władzy politycznej nie tylko nie uwolni nas od obecnych zarzutów KE, ale może być potraktowana przez Komisję Europejską jako uporczywe uchylanie się od stosowania norm unijnych.
210
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.