Moskwa kpi w żywe oczy z międzynarodowych traktatów
Rosja złamała dwa artykuły europejskiej konwencji praw człowieka
Jawne śledztwo katyńskie nie zagraża bezpieczeństwu Federacji Rosyjskiej, a odmawianie udostępnienia rodzinom ofiar i Strasburgowi dokumentów łamie europejską konwencję praw człowieka.
Podczas wczorajszego ogłoszenia wyroku w sprawie Janowiec i inni przeciwko Rosji Europejski Trybunał Praw Człowieka orzekł m.in., że Rosja w stosunku do części krewnych ofiar zbrodni katyńskiej złamała postanowienia art. 3 konwencji zakazującego nieludzkiego traktowania.
Sędziowie uznali, że skarżący zostali wystawieni na podwójne cierpienia moralne: stracili bliskich, przez 50 lat nie mogli dowiedzieć się prawdy o ich śmierci, a po ratyfikowaniu w 1998 r. konwencji przez Rosję nie dopuszczono ich do udziału w śledztwie ani nie udostępniono żadnych z niego dokumentów. Jednak trybunał orzekł tak tylko w stosunku do 10 z 15 skarżących, argumentując, że krzywdy te mogą dotyczyć tylko osób, które doświadczyły osobistego kontaktu z zabitymi: wdowy po oficerze zastrzelonym w Katyniu oraz dziewięciu innych skarżących, urodzonych przed 1940 r. - Jeżeli także w innych przypadkach okaże się, że naruszono zasady konwencji, to otwiera to drogę do występowania o zadośćuczynienie za nieludzkie traktowanie - mówi mec. Roman Nowosielski.
Sędziowie uznali również, że rząd rosyjski konsekwentnie odmawiał udostępnienia kopii postanowienia o umorzeniu śledztwa, powołując się na jego tajny charakter, ale łamiąc tym samym art. 28 konwencji dotyczący współpracy państw z trybunałem. Jak zauważyli sędziowie, jawne śledztwo w sprawie byłego ZSRR nie mogło naruszyć interesów bezpieczeństwa państwowego współczesnej Rosji. Zwłaszcza że odpowiedzialność władz sowieckich została już potwierdzona na najwyższych szczeblach politycznych.
- Każde państwo będące stroną konwencji praw człowieka zobowiązuje się do przedstawienia trybunałowi wszelkich udogodnień koniecznych dla badania przezeń sprawy - zaznacza prof. Tomasz Jasudowicz z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, ekspert prawa międzynarodowego. Strona polska nie będzie wnosiła w tym zakresie apelacji do Wielkiej Izby Trybunału (niektórzy członkowie rodzin nie wykluczają jednak apelacji w sprawie odmowy zajęcia się kwestią rzetelności śledztwa). To składające się z 17 sędziów ciało nie rozpatruje automatycznie każdego wniosku. Ostatnio pięcioosobowa rada decyzyjna przyjęła tylko 2 z 53 skierowanych tam wniosków. Jeśli w ciągu trzech miesięcy nie odwołają się również Rosjanie, wówczas wyrok w tym zakresie się uprawomocni. Pozostaje jednak kwestia jego wykonalności, czyli m.in. odtajnienia dokumentów. Tu eksperci są sceptyczni.
- Nie mam najmniejszych wątpliwości co do zachowania strony rosyjskiej. Swego czasu zajmowałem się relacjami Rosji z trybunałem na tle spraw czeczeńskich. Niestety, mieliśmy do czynienia ze stałym oporem rosyjskim, tworzeniem barier tajemnicy i braku jakiejkolwiek współpracy z trybunałem - mówi prof. Jasudowicz.
- Najwyższą sankcją w Radzie Europy jest zawieszenie państwa w prawach członka i ewentualnie później wyeliminowanie z Rady. Rosja lekceważy całe prawo międzynarodowe, kpi z całego świata, więc jak można oczekiwać, że ugnie się pod wyrokiem trybunału strasburskiego? Jeśli w Rosji nie nastaną zmiany, trudno spodziewać się zmiany podejścia z tamtej strony - dodaje.
Jak fałszowano prawdę o Katyniu
Po agresji ZSRR na Polskę 17 września 1939 r. w sowieckie ręce trafiło ćwierć miliona żołnierzy. Znaczna część została skierowana do obozów jenieckich. Szeregowców w większości uwolniono. Do obozów NKWD w Kozielsku, Ostaszkowie i Starobielsku wysłano oficerów, a także obywateli przed wojną wyróżniających się patriotyzmem, aktywnych społecznie lub politycznie.
5 marca 1940 r. politbiuro partii komunistycznej przychyliło się do wniosku szefa resortu spraw wewnętrznych Ławrientija Berii o rozstrzelanie ponad 25 tys. jeńców i więźniów polskich jako "wrogów władzy sowieckiej". Pod wnioskiem nr 794/B widnieją m.in. podpisy Józefa Stalina i premiera Wiaczesława Mołotowa. Wyroki śmierci miała wydawać, niezgodnie z ówczesnym sowieckim prawem, znana z represji późnych lat 30. trójka NKWD. Ofiary wymordowano poprzez strzały w tył głowy w pobliżu ośrodka wypoczynkowego NKWD w Katyniu, ale też w więzieniach NKWD w Charkowie, Kalininie, Chersoniu, Kijowie i Mińsku. Śmierć poniosło co najmniej 21 857 obywateli RP.
Zbrodnia została odkryta przez Niemców po napaści Rzeszy na dotychczasowego sojusznika - ZSRR. Hitlerowcy dostrzegli potencjał propagandowy sowieckiej zbrodni i zaprosili do prac przy ekshumacji lekarzy z państw sprzymierzonych i okupowanych. Z masowych grobów w Katyniu ekshumowano 4243 ciała. Po odbiciu tego obszaru przez Armię Czerwoną NKWD zaczęło fałszować dowody, powołano też specjalną komisję pod przewodnictwem Nikołaja Burdienki, która "udowodniła", że zbrodni dokonali Niemcy. Burdienko jako oskarżyciel w procesie norymberskim próbował włączyć Katyń do zarzutów stawianych niemieckim zbrodniarzom. Alianci, świadomi prawdy, nakłonili go do rezygnacji z tego kroku.
ZSRR robił, co mógł, by zanegować własną odpowiedzialność. Gdy w kwietniu 1943 r. rząd londyński zwrócił się do Czerwonego Krzyża o pomoc w wyjaśnieniu sprawy, Kreml wykorzystał to do zerwania stosunków dyplomatycznych z Polską. Władze nagłośniły dokonaną przez Niemców rzeź białoruskiej wioski Chatyń, by ułatwić zatarcie prawdy o Katyniu. Dopiero na początku lat 90., pod koniec rządów Michaiła Gorbaczowa i w czasie I kadencji Borysa Jelcyna, Polsce udało się uzyskać część dokumentów i zbudować cmentarze w miejscach masowych grobów. Od połowy lat 90. rosyjskie władze i prokuratorzy stopniowo tracili jednak chęć współpracy z Polakami w tej kwestii.
mwp
Piotr Szymaniak
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu