Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawo europejskie

Końska afera obnażyła słabość unijnego systemu kontroli żywności

30 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Administracja UE okazała się kompletnie niewydolna w czasie ostatniego kryzysu żywnościowego

Siedem i pół tysiąca inspektorów sanitarnych pracujących w krajach Unii Europejskiej nie było w stanie przez wiele miesięcy wykryć zamiany wołowiny na tańszą koninę w produktach 28 firm w 13 krajach Wspólnoty. Przepisy nie obligowały ich do systematycznej kontroli przetworzonych produktów spożywczych, zabrakło koordynacji między poszczególnymi krajami, a za oszustwo importerom nie grożą konsekwencje prawne. Wczoraj ministrowie UE odpowiedzialni za bezpieczeństwo obrotu żywnością rozpoczęli prace nad uszczelnieniem systemu, który w tak skandaliczny sposób zawiódł.

Mająca swoją siedzibę w Dublinie unijna Food and Veterinary Office (FVO) to tylko szczyt bardzo rozbudowanej struktury kontrolnej. - Poza pracownikami administracji na ich zlecenie pracuje około stu inspektorów. Jednak ich rolą nie jest kontrola samych zakładów, a jedynie tego, jak swoje zadania wykonują służby sanitarne poszczególnych krajów UE - tłumaczy DGP Frederic Vincent, rzecznik komisarza ds. zdrowia UE.

W samej Francji inspektorów sanitarnych jest 1,7 tys., niewiele mniej (1,4 tys.) zatrudnia brytyjska Food Standards Agency (FSA). Łącznie w 27 krajach Wspólnoty pracuje 7,5 tys. ekspertów odpowiedzialnych za kontrolę bezpieczeństwa żywności.

Ta armia ekspertów nie jest jednak w stanie poradzić sobie z coraz bardziej zintegrowanym i skomplikowanym rynkiem żywności w UE. Unijne przepisy zapewniają dość ścisłą kontrolę obrotu zwierzętami hodowlanymi: od czasu choroby wściekłych krów w latach 90. do każdej krowy, a także konia jest przypisany paszport określający jego pochodzenie, miejsce wypasu, zmianę właściciela. Ale sprawa się komplikuje, gdy mięso staje się składnikiem produktów przetworzonych. Tak właśnie było w przypadku afery z koniną, którą odkryto w Irlandii dopiero pół roku po wprowadzeniu mięsa na rynek.

Zgodnie z oficjalną wersją koninę z Rumunii sprowadziła zarejestrowana na Cyprze firma Draap Trading. Ta odsprzedała ją francuskim firmom przetwórstwa spożywczego Spanghero i Comigel, które już jako przetworzoną wołowinę rozprowadziły ją do Wielkiej Brytanii, Niemiec, Francji i kilku innych krajów UE. Tu fałszywe produkty wołowe zostały wprowadzone do handlu pod tak znanymi markami jak Findus czy Aldi. I gdyby nie alarm podniesiony przez Irlandczyków, jeszcze długo nie byłyby skontrolowane przez lokalne służby sanitarne. Te nie prowadzą systematycznie tego typu badań w nadziei, że renomowane marki same kontrolują dostawców.

- Z powodu kryzysu konsumenci oczekują coraz niższych cen żywności, a sieci dystrybucji nie zamierzają ograniczać marży zysku. Skutek: godzą się na coraz mniej pewnych, ale tańszych dostawców - ostrzega w tygodniku "The Economist" Bryan Roberts z agencji konsultingowej Kantar Retail.

Tymczasem afera zatacza coraz szersze kręgi. Wczoraj Ikea przyznała, że w słynnych kulkach mięsnych sprzedawanych w sklepach meblowych aż 13 krajów UE wykryto koninę. Została ona sprowadzona jako wołowina z Czech.

Bruksela wierzy, że dodatkowe regulacje zaradzą temu problemowi. Do końca roku ma zostać przyjęta dyrektywa, która wymusi zamieszczanie informacji o pochodzeniu każdego rodzaju mięsa na każdym opakowaniu żywności wprowadzonej do handlu w Unii. Pytanie, czy będzie komu skutecznie skontrolować prawdziwość tych informacji.

2 tyle razy w minionych 6 latach podrożała w UE wołowina

3 nawet tyle razy konina jest tańsza od wołowiny na rynku hurtowym

Jędrzej Bielecki

jedrzej.bielecki@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.