Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawo europejskie

Wolno odrzucić zagraniczne świadectwa pochodzenia

Ten tekst przeczytasz w 12 minut

Państwa UE mogą wymagać od dostawców prądu przedstawienia określonej liczby certyfikatów zielonej energii wytworzonej wyłącznie na miejscu. Tak uznał Trybunał Sprawiedliwości

Unia Europejska uznaje potrzebę wpływania na rynek ekologicznej produkcji elektryczności. Widzi w tym pozytywne skutki nie tylko w dziedzinie ochrony środowiska, lecz także zatrudnienia na lokalnych rynkach i poprawy społecznej spójności. Poza tym, zdaniem unijnych prawodawców, dzięki promocji wytwarzania energii ze źródeł odnawialnych i lepszemu wykorzystaniu regionalnego potencjału państwa członkowskie lepiej wypełnią postanowienia Protokołu z Kyoto do Konwencji Ramowej Narodów Zjednoczonych o zmianach klimatycznych.

Dlatego wspieranie produkcji elektrycznej z odnawialnych źródeł energii jest dla Wspólnoty sprawą najwyższego priorytetu - mówią dwie dyrektywy - 2001/77/WE w sprawie wspierania produkcji na rynku wewnętrznym energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych i 2009/28/WE w sprawie promowania stosowania zielonej energii. Pierwsza z dyrektyw wyraźnie stanowi, że państwa członkowskie nie muszą uznawać zakupu gwarancji pochodzenia energii elektrycznej od innego państwa członkowskiego za element wypełnienia krajowego zobowiązania kontyngentowego. Niemniej jej przepisy mówią również, że w handlu elektrycznością konieczne są gwarancje jej pochodzenia, które powinny być wzajemnie uznawane. Mają bowiem służyć wyłącznie jako dowód, że sygnowana nimi energia nie została wyprodukowana z klasycznych surowców, takich jak węgiel. Problemy praktyczne biorą się jednak stąd, że dokumenty gwarancji pochodzenia same przez się nie dają prawa do czerpania korzyści z krajowych mechanizmów wsparcia. Państwa Unii posługują się rozmaitymi metodami, takimi jak zielone certyfikaty, pomoc inwestycyjna, zwolnienia podatkowe lub obniżanie czy zwrot podatku, a także systemami dotowania cen bezpośrednich. Dzieje się tak dlatego, że unijni decydenci uznali, że jest za wcześnie na objęcie całej UE ramowymi systemami wsparcia zielonej energii.

Państwa członkowskie natomiast muszą w tej sytuacji okresowo przedstawiać informacje o stosowaniu mechanizmów wsparcia, ich wykorzystaniu przez producentów i sprzedawców energii, a także o ich ekonomicznych i społecznych skutkach. Komisja Europejska przykłada przy tym wagę do prognoz wynikających z tych danych.

Energetyczny patriotyzm

Procesy przed luksemburskim Trybunałem Sprawiedliwości wszczął swymi pytaniami o zgodność prawa belgijskiej Flandrii sąd z Brukseli. Poskarżyła się bowiem do niego spółka Essen na grzywny administracyjne, jakie nałożył na nią VREG, czyli flamandzki organ regulujący rynek gazu i energii elektrycznej. Essent miała bowiem obowiązek przedstawiania co roku VERG określonej liczby zielonych certyfikatów. Zaczęła więc posługiwać się gwarancjami zielonej elektryczności z Holandii, Norwegii, Danii i Szwecji. Tymczasem we Flandrii, dla wykonania zobowiązania kontyngentowego, dopuszczalne były wyłącznie certyfikaty wydane producentom z siedzibą w tym regionie. Działo się to na podstawie flamandzkiego dekretu o energii elektrycznej. VREG obciążyła skarżącą spółkę grzywnami, po 125 euro za każdy brakujący dokument, co w sumie wyniosło ponad półtora miliona euro. Spółka wszczęła w tej sytuacji pięć postępowań odwoławczych. Brukselski sąd rozpatrujący je uznał natomiast, że na pierwszy rzut oka flamandzka regulacja narusza przepisy Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej i Porozumienia o Europejskim Obszarze Gospodarczym. Zakazują one bowiem stosowania ograniczeń w handlu między państwami członkowskimi. Krajowy sąd doszedł także do przekonania, że sporne między spółką i organem regulacyjnym przepisy naruszają zasadę niedyskryminacji ze względu na przynależność państwową. Po to jednak, by uzyskać wiążącą odpowiedź na pytanie, czy krajowy system jest zgodny z zasadą równego traktowania i zakazem dyskryminacji, belgijscy sędziowie zadali pytanie TSUE.

Słuszne prawo regionu

TSUE rozważywszy sprawę podkreślił, że krajowe instrumenty wsparcia dla producentów ekologicznej elektryczności mają prowadzić do zwiększenia miejscowej produkcji zielonej energii. I z tym wiąże się prawo państw członkowskich do nieuznawania zakupów gwarancji pochodzenia energii elektrycznej z innego państwa. Przez import nie rozwija się lokalnego rynku zielonej energii. Dlatego pozyskiwanie prądu wraz z gwarancją jego pochodzenia z odnawialnych źródeł poza Flandrią mogło zostać uznane za niewypełnienie krajowego obowiązku kontyngentowego. A co za tym idzie nieprzedstawienie krajowych dokumentów - ukarane grzywnami. Na tym bowiem polega belgijski system popierania własnej produkcji zielonej energii.

Europejscy sędziowie dodali, że przepisy dyrektywy nie sprzeciwiają się takiemu sposobowi wspierania własnej produkcji. Co więcej, ich zdaniem, byłaby ona w każdym razie uzasadniona. I to nawet gdyby założyć, że:

wgwarancje pochodzenia są towarem w rozumieniu traktatowym, a nie tylko pomocniczym dokumentem towarzyszącym sprzedaży elektryczności,

wsystem pomocy, taki jak stosowany we Flandrii, stanowi przeszkodę w swobodnym przepływie towarów.

Na taką ocenę pozwalają bowiem cele wyartykułowane w dyrektywach dotyczących energii pochodzącej z odnawialnych źródeł - podkreślili sędziowie. Przepisy wspólnotowe należy więc rozumieć tak, że środki określane jako równoważne z ograniczeniami ilościowymi w handlu między państwami UE mogą być uzasadnione względami interesu ogólnego. Ważne jest tylko w takich sytuacjach, by przepisy krajowe były w stanie zagwarantować realizację priorytetu i nie wykraczały poza to, co konieczne dla jego osiągnięcia. - Nie wydaje się przy tym, że sama okoliczność ograniczenia stosowania systemu wsparcia posługującego się zielonymi certyfikatami wyłącznie do energii wytworzonej na terytorium konkretnego regionu i odmowa uwzględnienia gwarancji pochodzenia z innych państw byłaby w stanie naruszyć zasadę proporcjonalności - orzekł TS. W ten sposób państwo członkowskie nie przekracza bowiem zakresu swobodnego uznania, jakim dysponuje dla realizacji zgodnego z prawem Unii zadania polegającego na zwiększeniu produkcji zielonej energii. Ustalenie zobowiązań kontyngentowych ma wszak na celu zagwarantowanie wytwórcom popytu na przydzielone im certyfikaty i tym samym powinna ułatwiać zbyt ich zielonej energii po cenie wyższej niż rynkowa cena klasycznej elektryczności.

W ten sposób Trybunał Sprawiedliwości kolejny raz dał podstawę, którą mogą posługiwać się zarówno krajowi legislatorzy, jak i samorządy czy organy regulacyjne w budowaniu lokalnego rynku zielonej energii. Nawet kosztem respektowania kardynalnej w Unii swobody przepływu towarów i usług.

z 11 września 2014 r. w sprawach połączonych od C-204/12 do C-208/12, Essent Belgium NV przeciwko Vlaamse Reguleringsinstantie voor de Elektriciteits-en Gasmarkt, przy udziale Vlaams Gewest, Vlaamse Gemeenschap

Dobromiła Niedzielska-Jakubczyk

dobromila.niedzielska@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.