Unia walczy z sojuszami gigantów, a rykoszetem uderza w małe grupy zakupowe
M ała poprawka do projektu dyrektywy w sprawie nieuczciwych praktyk handlowych w łańcuchu dostaw żywności, nad którą pracuje Komisja Europejska, postawiła w stan pogotowia i wielkie sieci handlu detalicznego, i małe niezależne sklepy, a nawet ich dostawców. A chodzi o poprawkę nr 56, zaproponowaną podczas prac w Parlamencie Europejskim, która postuluje, by do listy nieuczciwych praktyk handlowych, do zakazania których byłyby zobowiązane państwa UE, włączyć „porozumienia mające na celu tworzenie grup zakupowych handlu detalicznego i hurtowego”. Jej twórcy chcieli w ten sposób uderzyć w coraz bardziej powszechne gigantyczne sojusze zakupowe. Do największych i najstarszych należy EMD (m.in. niemiecki Kaufland i brytyjska ASDA), latem zaś Auchan Retail, Casino Group, METRO i Schiever Group porozumiały się w sprawie platformy zakupowej Horizon. I choć giganci handlu tłumaczą się, że są do sojuszy zmuszeni, by walczyć z prężnie rozwijającym się Amazonem, a także aby stać się równorzędnymi partnerami dla dostawców takich jak Coca-Cola, Nestle czy Danone – to jednocześnie wywołują zaniepokojenie organów nadzoru rynku. P roblem jednak w tym, że ta walka z sieciami w trosce o mały biznes – nomen omen – uderzyłaby rykoszetem w małe niezależne sklepy. Obawiają się one, że poprawka byłby dla nich gwoździem do trumny. Rzecz w tym, że dla nich łączenie sił w ramach grup zakupowych jest sposobem na przetrwanie na rynku. Obawiają się, że jeśli wszelkie sojusze zakupowe stałyby się nielegalne, to mniejsze sklepy stanęłyby niczym rycerz bez zbroi oko w oko z olbrzymim smokiem, jakim są dla nich sieci hipermarketów i dyskontów.
Co więcej, są obawy, że upadek ostatnich małych sklepów pośrednio uderzy również w lokalnych dostawców żywności, a więc w tę grupę, którą dyrektywa ma chronić. Dlatego organizacje ruszyły w bój: jedne wysłały swoje stanowiska, inne ‒ przedstawicieli do Brukseli, gdzie w tym tygodniu rozpoczęły się prace nad nadaniem dyrektywie ostatecznego kształtu. Ministerstwa rozwoju i rolnictwa twierdzą, że są w porozumieniu, znają sprawę, ale jej nie komentują.©℗
Joanna Pieńczykowska
joanna.pienczykowska@infor.pl
Ostatni gwóźdź do trumny niezależnych sklepów
Grupy zakupowe nie mogą zniknąć z rynku – najnowszy pomysł Komisji Europejskiej musi zostać zablokowany. Inaczej bankructwa niezależnie działających sklepów oraz małych producentów przybiorą na sile – uważają jednogłośnie przedstawiciele i eksperci polskiej branży handlowej
Ostatnie dni były dla polskich organizacji handlowych i ich członków okresem bardzo pracowitym: wnikliwie analizowały treść dyrektywy w sprawie nieuczciwych praktyk handlowych w łańcuchu dostaw żywności, którą przygotowuje Komisja Europejska. Szykowały się, aby wysłać do Brukseli swoje stanowiska. W tym tygodniu, 6 grudnia, ruszyły bowiem prace nad nadaniem dyrektywie ostatecznego kształtu. – To dobra okazja, by zwrócić uwagę stronom biorącym w nich udział, jakie konsekwencje będzie miało wejście w życie nowych zapisów – mówi Maciej Ptaszyński, dyrektor generalny Polskiej Izby Handlu. I dodaje, że izba przygotowała w związku z tym pismo o ewentualnych skutkach dyrektywy, które przesłała do eurodeputowanych, przedstawicieli Komisji Europejskiej i Rady Unii, czyli wszystkich uczestników spotkania.
Jednak nie tylko polscy handlowcy są zaniepokojeni. Krytyki nie szczędzi też EuroCommerce – skupiający organizacje zrzeszające sieci handlowe z 31 krajów Europy, w tym Polską Organizację Handlu i Dystrybucji (POHiD). Skąd ta fala zaniepokojenia? Nowa dyrektywa ma wzmocnić pozycję dostawców żywności – rolników, małych i średnich przetwórców oraz innych przedsiębiorców dostarczających produkty żywnościowe np. do wielkich sieci handlowych. Drogą do tego ma być zakazanie nieuczciwych praktyk handlowych między nabywcami i dostawcami w całej UE. Ale nie to budzi największe zaniepokojenie – zarówno wśród małych, jak i średnich handlowców – ale poprawka nr 56 do dyrektywy, która została zgłoszona podczas październikowych prac nad projektem w komisji w Parlamencie Europejskim. Postuluje ona wprowadzenie do listy zakazanych praktyk, ujętej w artykule 3 dyrektywy, „połączeń w celu tworzenia grup zakupowych handlu detalicznego i hurtowego”. Inaczej: takie porozumienia w celu robienia wspólnych zakupów byłyby zakazane. I to właśnie zostało uznane za bardzo kontrowersyjne posunięcie.
Miecz na gigantów
W zamierzeniu inicjatorów poprawki zakaz miał uderzyć przede wszystkim w olbrzymie grupy zakupowe, które tworzą największe sieci handlu detalicznego. Celem było zablokowanie przede wszystkim takich inicjatyw jak EMD (European Marketing Distribution), do której należą m.in. brytyjska ASDA, Groupe Casino, Markant, Lenta czy Kaufland. Grupa ta, z siedzibą w szwajcarskiej miejscowości Pfäffikon, po przyłączeniu się do niej w zeszłym roku sieci Woolworths, działającej w Australii (ok. 1000 supermarketów) i Nowej Zelandii (ponad 180 supermarketów) z lokalnej funkcjonującej w Europie wyrosła na globalną. Dziś zrzesza firmy z ponad 20 krajów, a jej obroty to ponad 200 mld euro. Zdaniem ekspertów przystąpienie australijskiej sieci do działającej dotychczas tylko w Europie grupy może zachęcić kolejnych detalistów do podobnego kroku. A EMD to niejedyny duży sojusz zakupowy. Do największych należą też m.in.: porozumienie francuskiego Auchan z grupami Systeme U i Metro (którego obroty obecnie przekraczają 214 mld dol.), Coopernic (ponad 180 mld dol.), Agricore (niemal 180 mld dol.) czy Carrefour + Cora (ok. 150 mld dol.).
Pojawiły się jednak obawy, że w praktyce poprawka uderzy nie tylko w grupy zakupowe tworzone przez największych gigantów, również lecz także w porozumienia skupiające niezależnych, drobnych detalistów – którzy tworzą grupy właśnie po to, aby skutecznie stawić czoło największym. A może nawet we wszystkich przedsiębiorców, którzy tworzą jakikolwiek grupy zakupowe.
– Gdyby ten zakaz wszedł w życie, to mielibyśmy do czynienia z hekatombą małych sklepów i grup hurtowni wyspecjalizowanych dla obsługi, np. regionalnej HoReCa. Z punktu widzenia polskiego handlu to aberracja regulacyjna i źródło olbrzymich problemów. Zakaz może być początkiem końca: drogą do wyniszczenia nowoczesnego małopowierzchniowego handlu. Inaczej mówiąc, likwidacją handlu rodzimego – uważa Andrzej Faliński, niezależny analityk handlu.
Dlatego – jak uważają przedstawiciele i eksperci branży handlowej – pomysł trzeba zdusić w zarodku.
Gwóźdź do trumny dla małych
Jak zgodnie argumentują przedstawiciele polskich handlowców i eksperci, zaproponowane poprawki do dyrektywy, które niewątpliwie wynikają z uzasadnionego życzenia, by pomóc rolnikom czy przetwórcom, sprawią, że potężne międzynarodowe koncerny żywnościowe oraz wielkie sieci handlowe zyskają przewagę, kosztem małych i średnich przedsiębiorstw, zarówno w obszarze produkcji żywnościowej, jak i w handlu. Nie można zapominać bowiem, że handel detaliczny, zwłaszcza w obszarze żywności, w wielu krajach Unii Europejskiej, w tym w Polsce, opiera się na tworzeniu grup zakupowych lub integracji mniejszych przedsiębiorstw w inny sposób – np. wokół dystrybutorów. Łączenie w ten sposób sił gwarantuje wielu małym i średnim podmiotom zachowanie niezależności, a także pozwala zaoszczędzić. Grupy są bowiem nastawione przede wszystkim na to, by umożliwić kupcom dostęp do jak najtańszego towaru, aby ci mogli na równych warunkach rywalizować o klienta z wielkimi sieciami handlowymi i dyskontami działającymi na skalę międzynarodową. Łącząc siły, zyskują większą siłę negocjacyjną niż każdy podmiot z osobna.
– Ale nie tylko o zakupy towarów tu chodzi. Grupy zakupowe to też sposób na wygenerowanie oszczędności w innych aspektach prowadzonej działalności. Bycie w grupie oznacza przecież wspólne zakupy energii – dodaje Marcin Bańka, prezes zarządu Polskiej Grupy Zakupowej Kupiec.
Korzyści z wejścia do grupy zakupowej jest więcej. Według Stowarzyszenia Przyjazny Sklep, zrzeszającego 150 podmiotów – to także wspólne działania marketingowe i reklamowe, niższe ceny zakupu lub najmu wyposażenia sklepu oraz możliwość skorzystania ze wsparcia specjalistów sprzedaży i szkoleń. – To sposób na optymalizację kosztów działania i stanie się bardziej konkurencyjnym na rynku – tłumaczy Piotr Szymański ze Stowarzyszenia Przyjazny Sklep, który negatywnie ocenia próbę likwidacji grup zakupowych. Szczególnie że polski rynek jest wyjątkowy na tle innych w UE. W kraju działa obecnie co najmniej kilkanaście grup zakupowych skupiających handlowców nastawionych na wspólne zakupy. Są wśród nich i takie o charakterze ogólnopolskim, i regionalne. Pierwsze pozwalają przystępować do siebie sklepom z całego kraju i dają szansę na uzyskanie rabatów sięgających kilkunastu procent. Drugie są natomiast nastawione na współpracę z handlowcami wyłącznie z wybranych regionów i tam też można liczyć na mniejsze korzyści – rzędu 5–8 proc. To właśnie m.in. dzięki grupom zakupowym takiej mnogości formatów, ale i dużej liczby niezależnie działających sklepów (mimo że ich w poprzednich latach znacznie ich ubyło – patrz infografika) na próżno szukać w innych krajach.
Andrzej Faliński przekonuje, że próba regulacyjnego powściągnięcia wielkich grup zakupowych może narobić wielkiej szkody gospodarkom krajowym oraz małym i średnim firmom handlowym, głównie na tych rynkach krajowych, gdzie nadal utrzymują one istotną pozycję. Ńw handel – głównie rodzinny – w zderzeniu z konkurencją wielkiego handlu korporacyjnego utrzymał pozycję konkurencyjną, stworzywszy formy integrujące małe sklepy. Ich potencjał poprzez franczyzę i współpracę z grupami zakupowymi wykorzystały nie tylko integrujące je hurtownie, ale i systemy korporacyjne, realizujące strategie wieloformatowe.
– Każdy z tych tworów integrujących małe podmioty zawiera mechanizm wspólnego działania zakupowego, bo na rynku o silnym handlu wielkopowierzchniowym do przewag małego handlu, np. bliskości i wygody zakupu, dodać trzeba cenę nieodstającą za mocno od cen olbrzymów. W Polsce ów zintegrowany na różne sposoby handel na małej powierzchni stanowi ok. 40 proc. rynku spożywczego – podkreśla Andrzej Faliński.
opinia eksperta
Groźba eliminacji mniejszych podmiotów
Maciej Ptaszyński dyrektor generalny Polskiej Izby Handlu
Małe podmioty dzięki współpracy w grupach zakupowych oraz w systemach franczyzowych mogą podejmować walkę konkurencyjną w obszarze cen – najbardziej kluczowym, jeżeli chodzi o decyzje konsumenckie. Wprowadzenie w życie poprawek do dyrektywy o nieuczciwych praktykach rynkowych w zaproponowanym kształcie może spowodować, że tworzenie jakichkolwiek grup zakupowych nie będzie możliwe. Pociągnie to za sobą likwidację sieci franczyzowych, bankructwo tysięcy sklepów spożywczych oraz w konsekwencji zwiększenie przewagi konkurencyjnej sieci hipermarketów i dyskontów, zwiększenie ich presji na producentów żywności oraz eliminację mniejszych producentów rolnych i żywnościowych, obecnie zaopatrujących mniejsze podmioty lub zwiększenie presji na rolników ze strony dużych producentów żywności. ©℗
Franczyza też zagrożona
Polska Izba Handlu obawia się, że poprawka 56 może też uderzyć w popularną formę współpracy, jaką jest franczyza. De facto w sieci franczyzowej każdy sklep to osobny przedsiębiorca działający na własny rachunek. Wybiera on model biznesowy prowadzenia swojego sklepu oparty na sprawdzonych rozwiązaniach w ramach określonej organizacji, a ta wspiera go i ułatwia działanie, jednocześnie redukując ryzyko i koszty, oraz pomaga w walce konkurencyjnej z innymi graczami na rynku – szczególnie tymi największymi: sieciami dyskontów lub hipermarketów. Bardzo często m.in. wspólnie dokonywane są zakupy. Zakaz proponowany w ramach poprawki uderzy zatem też w tę formę współpracy.
– A to tylko umocni i tak znaczną już przewagę sieci dyskontów w naszym kraju. Małe sklepy mogą konkurować z dyskontami, bo łączą się w grupy zakupowe i sieci franczyzowe. W przypadku zamawiania większej ilości towarów wzrastają możliwości negocjacyjne, w grupie można zaopatrzyć się w lepszych cenach niż w pojedynkę. Franczyza to nie tylko ceny, lecz także know-how, szkolenia i wsparcie marketingowe – twierdzi Maciej Ptaszyński.
Rykoszetem w producentów
Zdaniem Macieja Ptaszyńskiego ekspansja dyskontów (podobnie jak w przeszłości – hipermarketów) przyczynia się do stopniowej likwidacji rodzinnych sklepów, ale prowadzi też do stopniowego eliminowania z rynku lokalnych producentów. Dyskonty wywierają ogromną presję cenową na producentów, którą są w stanie wytrzymać tylko największe firmy. Niskie ceny są uzyskiwanie przez nie dzięki bardzo ograniczonemu asortymentowi marek spożywczych. W niektórych kategoriach produktów dostępna jest tylko marka własna dyskontu oraz marka jednego dużego producenta.
Dlatego w ocenie przedstawiciela zrzeszenia handlowców obecne starania o ostateczny kształt dyrektywy to nie tylko bój o polski handel. Zakazanie grup zakupowych uderzy też w małych i średnich producentów żywności, którzy nie są w stanie funkcjonować jako dostawcy wielkich sieci handlowych z powodu swoich rozmiarów oraz możliwości produkcyjnych, a doskonale sprawdzają się teraz jako dostawcy mniejszych podmiotów handlu.
– Brak możliwości tworzenia grup zakupowych przez mniejsze podmioty handlu doprowadzi do ich bankructw i likwidacji. Konsekwencja będzie taka, że lokalni producenci, którzy nie są w stanie zostać dostawcami wielkich sieci, stracą rynki zbytu, otrzymają też gorsze warunki zakupu od największych graczy na rynku dostaw surowców, kiedy ci nie będą już mieli konkurencji w postaci grup zakupowych stworzonych przez mniejsze podmioty. A to doprowadzi do tego, że również znikną z rynku – tłumaczy Maciej Ptaszyński.
Na koniec eksperci zwracają uwagę, że likwidacja lub ograniczenie rozwoju sieci zakupowych ostatecznie negatywnie wpłynie nie tylko na sektor handlu, lecz także na konsumentów. Postawi ich bowiem przed koniecznością korzystania z zawężonej oferty zaledwie kilku sieci handlowych, narzucających swoje warunki cenowe.
– Dziś na polskim rynku działają grupy zakupowe zrzeszające małe firmy, które dzięki temu mogą negocjować konkurencyjne ceny produktów, a zakaz uniemożliwi im stawanie do partnerskich rozmów z liderami branży producenckiej. Regulacja ta wpłynie niekorzystnie na handel hurtowy i detaliczny, a w konsekwencji może przełożyć się na ceny oferowane konsumentom – przekonuje Renata Juszkiewicz, prezes Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji.
Na kogo to nie wpłynie
Eksperci uważają, że zakaz zasadniczo nie wpłynąłby natomiast na działalność średniej wielkości graczy. Ci działają na własną rękę w pojedynkę. Tworzenie przez nich grup zakupowych dotychczas kończyło się porażką. Przykładem może być Grupa Handlowa PL Plus, która zrzeszała firmy Piotr i Paweł, Topaz, Bać-Pol i Polomarket. W tym roku została rozwiązana. Do skutku nie doszedł projekt Handel Polski, mający zrzeszać GK Specjał, Delko i PT Dystrybucja. Również Społem od lat planuje uruchomić grupę zakupową dla swoich spółdzielni, na razie bez rezultatu.
– To segment rynku detalicznego, w którym pozostało mało firm z polskim kapitałem. Supermarkety pod marką Mila trafiły bowiem w ręce spółki Eurocash, w której dominuje portugalski kapitał. Z kolei Stokrotki przejęła litewska firma Maxima, znana w kraju z marketów pod logo Aldik – opowiada Bartosz Bolecki.
ramka
Nie wszyscy lubią sojusze
Małe polskie sklepy rozwijają się nie tylko w ramach grup zakupowych. Przykładem jest sieć Dino, która w ostatnich latach rozwija się w bardzo szybkim tempie samodzielnie i w 100 proc. organicznie: tylko w ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy 2018 r. otworzyła 120 sklepów. Jeszcze do niedawna komentowano, że to głównie efekt wsparcia funduszu inwestycyjnego Enterprise Investors, ale podmiot ten sprzedał swoje udziały w momencie wejścia Dino na GPW, a Dino – przyspieszyło tempo otwarć. Można znaleźć jeszcze kilka przykładów sieci regionalnych, które radzą sobie całkiem dobrze, np. Topaz czy Arhelan. Często klienci cenią takie sklepy właśnie za lokalność, możliwość kupienia produktów, które nie są dostępne w dyskontach. Wreszcie mamy przykłady polskich hurtowników, którzy udanie zbierają pod swoimi skrzydłami małe sklepy spożywcze, np. GK Specjał z sieciami Nasz Sklep czy Livio. Natomiast w dłuższej perspektywie procesy konsolidacyjne sprawią, że coraz trudniej będzie przetrwać na rynku mniejszym podmiotom. Jednak niekoniecznie muszą łączyć się w grupy zakupowe – możliwe są również fuzje i przejęcia, np. wspomniany GK Specjał przejął ostatnio Rabat Detal. ©℗
A może poprawić poprawkę
Bartosz Bolecki, analityk handlu detalicznego w firmie badawczej PMR, specjalizującej się m.in. w analizie rynku handlowego, uważa jednak, że kluczową kwestią przy ocenie skutków poprawki nr 56 jest to, czy wprowadzone byłyby w dyrektywie jakieś limity dotyczące np. wielkości przychodu podmiotów łączących się w grupy zakupowe – tak, by pozwolić na łączenie sił przynajmniej przez tych mniejszych przedsiębiorców i nie wylewać dziecka z kąpielą.
– Jeżeli ten zakaz ma być wymierzony w największe tego typu sojusze, jak zawarty latem 2018 r. Carrefour-Tesco (który jednak nie będzie dotyczyć polskiego rynku) czy Horizon, który współtworzą Auchan, Metro i Casino, to jego wprowadzenie mogłoby przynieść pozytywne efekty nie tylko dla dostawców, lecz także dla mniejszych sieci handlowych, które miałyby teoretycznie większe szanse na uzyskanie lepszych wyników finansowych – uważa Bartosz Bolecki. Jak zauważa, nawet bez przynależności do grup zakupowych najwięksi detaliści na polskim rynku dysponują dużo większą siłą przetargową przy zawieraniu umów z dostawcami niż inni. Przykładowo Biedronka posiada 2850 sklepów i 18 proc. udziałów w rynku spożywczym, z kolei Lidl obecny jest w wielu europejskich krajach, co daje producentom możliwość zagranicznej ekspansji.
– Jednak gdyby wprowadzenie zakazu miało dotyczyć wszystkich podmiotów, niezależnie od ich wielkości, stanowiłby on duże zagrożenie dla sieci małych sklepów franczyzowych lub partnerskich, które funkcjonują w oparciu nie o hurtownie, a właśnie o wspólne negocjowanie warunków handlowych, jak np. mający już ponad 1,4 tys. sklepów Chorten. Wprowadzenie takiego zakazu nie tylko negatywnie wpłynęłoby na zdolność konkurowania małych graczy z dużymi sieciami handlowymi, ale ostatecznie negatywnie odbiłoby się także na tych, których ma on chronić, czyli producentach żywności. Mniejsza liczba firm na rynku automatycznie daje dużym graczom lepszą pozycję negocjacyjną – uważa Bartosz Bolecki.
Polska Izba Handlu zwraca uwagę, że dyrektywa ma dotyczyć wszystkich uczestników łańcucha dostaw żywności: sprzedawców detalicznych, przetwórców żywności, hurtowników, spółdzielni, organizacji producentów i producentów indywidualnych, którzy stosują wymienione we wniosku nieuczciwe praktyki handlowe. Projekt ma na celu przede wszystkim wzmocnienie pozycji najsłabszych partnerów, którzy nie mają siły przetargowej, więc dostawca musi być przedsiębiorstwem małym lub średnim zgodnie z definicją ustaloną na poziomie UE. Dlatego też należy rozważyć możliwe skutki likwidacji grup zakupowych dla wszystkich podmiotów na rynku, również w perspektywie średnio- i długoterminowej.
Giganci tworzą międzynarodowe grupy zakupowe
Wbrew unijnym przepisom
Na poparcie swoich postulatów organizacje i sieci handlowe mają również prawne argumenty. W ocenie Renaty Juszkiewicz z Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji zakaz tworzenia grup zakupowych stoi w sprzeczności z unijnymi zasadami dotyczącymi konkurencji. – Poprawka 56 do dyrektywy regulującej zasady współpracy między dostawcami a podmiotami handlu oznacza w gruncie rzeczy objęcie dodatkową ochroną największych producentów produktów rolnych, którzy dzięki temu zyskują przewagę negocjacyjną i instrument pozwalający na nieuzasadnione podwyżki. Siła negocjacyjna pojedynczych firm jest w naturalny sposób mniejsza niż grup zakupowych, więc regulacja może mieć wpływ na poziom cen – wyjaśnia.
W tym samym tonie wypowiedział się na temat kierunków zmian Christian Verschueren, dyrektor generalny EuroCommerce, organizacji skupiającej organizacje zrzeszające sieci handlowe z 31 krajów Europy, w tym Polską Organizację Handlu i Dystrybucji. Szef EuroCommerce również krytykuje poprawkę, argumentując, że oznacza ona objęcie dodatkową ochroną największych producentów rolnych, którym da do rąk narzędzie pozwalające na nieuzasadnione podwyżki cen pod groźbą wstrzymania dostaw.
– Zakaz wspólnych zakupów stoi w bezpośrednim konflikcie z unijnymi zasadami konkurencji i zagrozi egzystencji niezależnych detalistów – podkreśla Christian Verschueren.
Docelowo całkowity zakaz?
Grupy zakupowe nie są pewne, w jakim zakresie ich działalność zostanie zakazana. Można by domniemywać, że dyrektywa z zapisem o zakazie tworzenia grup miałaby zastosowanie tylko do ewentualnie nowych inicjatyw. Dotychczas powołane mogłyby dalej istnieć. Skutkiem tego byłoby to, że istniejące niezależne sklepy, które miałyby już dość działania na własną rękę i chciały schronić się pod parasolem większej organizacji, mogłyby wybierać tylko z tych działających na rynku.
– To nie do końca byłoby dobre rozwiązanie. Istniejące grupy nie przyjmują w swoje szeregi wszystkich, którzy się do nich zgłaszają. Stawiają warunki nowym członkom. Co oznacza, że nie dla każdego znalazłoby się miejsce w działających już grupach zakupowych. Przykładowo my nawiązujemy współpracę jedynie ze sklepami o powierzchni minimum 100 mkw. – mówi Marcin Bańka z Polskiej Grupy Zakupowej Kupiec.
Eksperci wyrażają jednak inną obawę: że z czasem nowe regulacje obejmą cały rynek. Zauważają, że przepisy unijne mają to do siebie, że choć na początku ich zakres jest ograniczony do pewnego wycinka rynku, to z czasem następuje ich nowelizacja, by objęły wszystkich. Jest to tym bardziej prawdopodobne, że zakazanie tylko powstawania nowych grup, a utrzymanie dotychczasowych, niewiele zmieni na rynku. – Pytanie, co się stanie, jeśli wprowadzono by całkowity zakaz? Czy grupy będą musiały się rozwiązać, co oznacza, że sklepy będą musiały prowadzić biznes znowu w pojedynkę? Jeśli taki scenariusz miałby się ziścić, oznaczałoby to drogę w jedną stronę: w kierunku masowego bankructwa małych sklepów. Działając zupełnie na własną rękę, nie przetrwają w starciu z nasilającą się zagraniczną konkurencją ze strony największych sieci – dodaje Marcin Bańka.
Zwłaszcza że te, jak dodają eksperci, już teraz, coraz mocniej wchodzą w obszary zdominowane dotychczas przez małych kupców. Mowa o małych miasteczkach, wsiach czy osiedlach mieszkaniowych. Jest to możliwe, bo rozwijają nowy format sklepów – obok hiper- i supermarketów stawiają na placówki typu convenience.
Z myślą o rolnikach?
Andrzej Faliński zauważa, że pomysł zakazu tworzenia grup zakupowych na rynkach skoncentrowanych może mieć jakieś uzasadnienie, głównie z punktu widzenia rolnika (co nie znaczy, że jest to dobre dla całej gospodarki i konsumenta).
Jak zauważa Peter Feller, zastępca dyrektora generalnego Federalnego Stowarzyszenia Niemieckich Producentów Żywności (BVE), wysoki stopień koncentracji w branży handlu detalicznego artykułami spożywczymi niejednokrotnie prowadzi do tego, że dostawcy stają pod ścianą i są obligowani do uiszczania różnego rodzaju dodatkowych „opłat marketingowych”. Sama Komisja Europejska wyliczyła natomiast, że niewielkie europejskie gospodarstwa rolne, mające słabą pozycję w negocjacjach z sieciami hipermarketów i supermarketów, tracą prawie 11 mld euro rocznie.
Rolnictwo sprzedaje głównie wielkim odbiorcom, ale pozostaje sektorem stosunkowo zdekoncentrowanym (mniej niż u nas, ale jednak – średnia wielkość gospodarstwa w UE to ok. 12 ha – Polska to ok. 10 ha) i walczy o swą pozycję handlowo-negocjacyjną poprzez presję na przepisy.
– Produkty nieprzetworzone to nawet nie 10 proc. oferty żywnościowej handlu, więc rolnik jako strona słabsza potrzebuje wsparcia nie tylko podczas negocjacji z handlem, ale i przy rozmowach z przedstawicielami przemysłu. Nie można oceniać relacji w łańcuchu dostaw jedynie wedle klucza „handel vs. reszta świata”, bo relacje te są bardziej zniuansowane – uważa Andrzej Faliński. I dodaje, że wielkie konglomeraty handlowe zderzają się z nie mniejszymi systemami przemysłowymi i przeciągają cenową linę, z czego konsument ma oczywistą korzyść, a rolnik problem z przychodami (nie taki aż bolesny, bo przecież są dopłaty – na rynkach krajów starej Unii wyższe niż w Polsce).
Zdaniem Andrzeja Falińskiego problem będą mieli mali przetwórcy produktów rolnych. – Na tych rynkach zmarginalizowane małe firmy obu sektorów mają z tym niewielki problem, gdyż jako segment zajmujący od kilku do kilkunastu procent rynku chronią się za tarczami produkcji i handlu specjalistycznego, regionalnego, tradycyjnego, organicznego, sprzedającego po relatywnie wyższych, ale akceptowanych ze względu na specyficzne cechy produktów cenach. Są też wspierane środkami publicznymi, głównie unijnymi – twierdzi Andrzej Faliński. To ma miejsce na rynkach skoncentrowanych, ale istnieją też w UE znaczące rynki nieskoncentrowane – w tym piąty pod względem wielkości produkcji i sprzedaży rynek Polski. I dla tych rynków może powstać sytuacja wręcz dramatyczna.
– Tym bardziej że nadchodząca dekoniunktura przyspieszy procesy koncentracyjne, co tym bardziej sprzyja chronieniu się małych podmiotów pod skrzydła formuł integrujących, a tu... zakaz. Powtarzam: każda formuła integrująca właścicielskie sklepy zawiera warstwę działania wspólnego w zakresie zakupów. Mówimy tu przynajmniej o franczyzach, porozumieniach brandingowych, grupach zakupowych jako takich, grupach hurtowni tradycyjnych i specjalistycznych, grupach partnerskich – słowem o wielu formach mniej lub bardziej głębokiej a dobrowolnej dyscypliny sieciowo-zakupowej. Nasuwa się pytanie: co na miłość boską robią nasi politycy i organizacje branżowe, tak zajęci ulepszaniem równie szkodliwego dla małych sklepów zakazu niedzielnego – mówi Faliński.
opinia eksperta
Dialog w sprawie kształtu dyrektywy wciąż trwa
Maciej Chmielowski ekspert od ochrony konkurencji w Urzędzie Ochrony Konkurencji i Konsumentów
Trzeba pamiętać, że wciąż jeszcze jesteśmy w trakcie procesu legislacyjnego dyrektywy w sprawie nieuczciwych praktyk handlowych w relacjach między przedsiębiorstwami w łańcuchu dostaw żywności. Rozpoczął się on w kwietniu 2018 r. złożeniem wniosku o przyjęcie projektu dyrektywy przez Komisję Europejską. W pierwotnym projekcie przewidziano cztery przypadki, które miałyby podlegać bezwzględnemu zakazowi stosowania nieuczciwych praktyk handlowych w łańcuchu dostaw żywności (czarna lista). Tego typu minimalna lista mogłaby być rozszerzona w poszczególnych państwach. W toku prac w Parlamencie Europejskim zaproponowano wiele poprawek, w tym znacząco rozszerzono proponowaną czarną listę nieuczciwych praktyk (obecnie do ponad czterdziestu), dodając m.in. postanowienie o zakazie tworzenia detalicznych lub hurtowych grup zakupowych (w zakresie produktów żywnościowych). W tym momencie trwają uzgodnienia w ramach trilogu (do którego dochodzi, gdy Rada nie zgadza się z poprawkami Parlamentu Europejskiego do projektu nowego aktu prawnego, a rolę mediatora w takiej sytuacji odgrywa Komisja Europejska). Z uwagi zatem na to, że ostateczny kształt tej bardzo ważnej dla handlu i produkcji spożywczej dyrektywy nie jest możliwy obecnie do przewidzenia, UOKiK nie komentuje zgłoszonych poprawek. Wiele rozwiązań przewidzianych w projekcie dyrektywy obowiązuje w Polsce już od 2017 r. na podstawie ustawy o przewadze kontraktowej, która nie zakazuje tworzenia grup zakupowych. Tyle jeżeli chodzi o wykorzystywanie przewagi kontraktowej. Jeśli zaś chodzi o kwestię ewentualnych zmów cenowych – to trzeba wspomnieć, że ustawa o ochronie konkurencji i konsumentów również nie zakazuje tworzenia grup zakupowych. Może się jednak zdarzyć, że porozumienia o zakupach przyjmą formę antykonkurencyjnej praktyki. Niedozwolona jest np. kooperacja między przedsiębiorcami w przedmiocie ustalania cen odsprzedaży produktów nabywcom końcowym oraz wielkości produkcji na rynku zbytu. Zabroniona jest również wymiana informacji objętych tajemnicą handlową przedsiębiorstwa, co mogłoby przysłużyć się koordynacji działań w wyżej wymienionym zakresie. Każda sprawa jest rozpatrywana indywidualnie i szczegółowe okoliczności danej sprawy mogą świadczyć lub nie o działaniu ograniczającym konkurencję. ©℗
Resorty nabierają wody w usta
Ministerstwo Rolnictwa, które poprosiliśmy o komentarz, czy widzi zagrożenie dla polskich grup zakupowych, czy przygotowało stanowisko w tej sprawie i czy szykuje się do ewentualnych negocjacji – do chwili zamknięcia numeru nie odpowiedziało na pytania.
Wiceminister rozwoju Mariusz Haładyj zapewnił nas jednak, że oba resorty są w porozumieniu w tej sprawie, ale odmówił podania szczegółów, zasłaniając się tym, że nie chciałby na razie ujawniać strategii działania. ©℗
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu