Bałagan w zakładach podległych gminie
Miejski zakład komunikacyjny bezpodstawnie domaga się zapłaty kary od pasażera? Jednostka samorządu terytorialnego poniesie odpowiedzialność
Za zakłady budżetowe i inne komunalne jednostki administracyjne, które nie mają odrębnej osobowości prawnej, odpowiedzialność ponosi gmina. Jeśli więc miejski zakład komunikacyjny naruszy czyjeś prawa, to roszczenia zostaną wysunięte nie przeciwko niemu, ale przeciwko gminie, która go utworzyła. I to właśnie gmina w przypadku przegranej przed sądem poniesie skutki działalności swego zakładu.
Przekonała się o tym jedna z gmin w województwie warmińsko-mazurskim. Kontrolerzy działającego w niej zakładu komunikacji miejskiej złapali jadącą na gapę pasażerkę. Nałożyli na nią karę, jednocześnie informując, że jeśli zapłaci w ciągu dwóch dni, to wyniesie ona 49 zł. Jeśli później, to będzie musiała wpłacić 80 zł.
Kobieta wpłaciła pieniądze na podane konto następnego dnia. Zakład z jakichś względów źle jednak zaksięgował tę kwotę i uznał, że pasażerka powinna dopłacić brakujące 31 zł do wysokości kary obowiązującej, gdy pieniądze nie zostaną wpłacone w ciągu dwóch dni od złapania gapowicza.
Sąd wykazał - niewinna
Pasażerka próbowała wyjaśnić tę sprawę. Bezskutecznie. Zakład komunikacji, a formalnie kontrolująca go gmina, skierowała pozew do sądu, ten zaś w postępowaniu upominawczym wystawił nakaz zapłaty.
Kobieta wniosła sprzeciw i na rozprawie przed sądem wykazała, że wpłaciła karę w terminie i nie jest zakładowi nic winna. Pozew został ostatecznie oddalony. Kobieta myślała, że na tym koniec sprawy. Niestety, była w błędzie.
Po czterech latach zgłosiła się do niej firma windykacyjna wynajęta przez zakład do ściągnięcia należności z tytułu niezapłaconych kar. Do jej skrzynki zaczęły trafiać pisma wzywające do zapłaty kary wraz z narosłymi przez te lata odsetkami pod groźbą wszczęcia postępowania egzekucyjnego.
To jednak nie koniec. W 2011 roku zakład sprzedał swe wierzytelności prywatnej spółce. Wśród nich była także kara, której jakoby nie zapłaciła pasażerka. Wierzytelność tę sprzedano, jako tytuł wskazując nakaz zapłaty z postępowania upominawczego. Zakład zapomniał jednak wspomnieć nabywcy, że w ostatecznym wyroku sąd stwierdził, że kobieta nic nie jest winna.
Spółka, która nabyła wierzytelność, w dość agresywny sposób zaczęła domagać się zapłaty. W pismach kierowanych do kobiety groziła wpisaniem jej nazwiska do rejestru dłużników.
Wyjaśnienia na nic
Ostatecznie pasażerka wniosła przeciwko gminie pozew. Domagała się w nim, by sąd nakazał zaprzestać naruszania jej dóbr osobistych poprzez nękanie wciąż nowymi pismami i wysuwanie gróźb. Dodatkowo zażądała 40 tys. zł zadośćuczynienia za to, że działania zakładu zakłóciły jej spokój i naruszyły prawo do prywatności.
Sąd Okręgowy w Olsztynie uznał, że z powodu sprzedaży wierzytelności nie można nakazać gminie, by ta nie kierowała kolejnych pism. Jednocześnie jednak zasądził 3 tys. zł zadośćuczynienia dla powódki. Nie miał bowiem wątpliwości, że jednostka samorządu terytorialnego naruszyła swymi działaniami jej dobra osobiste.
Niedawno Sąd Apelacyjny w Białymstoku oddalił apelację gminy. Nie zgodził się z jej argumentacją, że nie może ona ponosić odpowiedzialności za działania zakładu budżetowego.
- Zakład budżetowy, tworzony i likwidowany w drodze decyzji rady gminy, jest jednostką wyodrębnioną organizacyjnie, ale nadal stanowi część gminy. Nie ma on osobowości prawnej i wszelką działalność prowadzi w imieniu i na rachunek gminy, w zakresie udzielonych przez gminę pełnomocnictw. Gmina sprawuje całkowitą kontrolę nad działalnością zakładu i jednocześnie ponosi całkowitą odpowiedzialność za jego zobowiązania. Gmina przejmuje również zobowiązania zakładu w przypadku jego likwidacji - uzasadniła wyrok sędzia Jadwiga Chojnowska, przewodnicząca składu orzekającego.
Nie miało więc znaczenia, że zakład w 2012 roku został przekształcony w spółkę i dzisiaj ma już osobowość prawną. Do naruszenia dóbr osobistych doszło bowiem we wcześniejszych latach, kiedy za sprawę odpowiadała gmina.
Sąd zgodził się z wyrokiem niższej instancji, w którym stwierdzono naruszenie dóbr osobistych kobiety. "Kierowana do niej korespondencja dotycząca rzekomego długu, a otrzymywana w okresie, kiedy była przekonana o definitywnym załatwieniu sprawy w toczącym się 4 lata wcześniej procesie przed Sądem Rejonowym w Szczytnie, naraziła ją na przykrości, nerwy i stres związany chociażby z koniecznością wyjaśniania sytuacji" - napisano w uzasadnieniu.
Zdaniem białostockiego SA wysokość zadośćuczynienia rekompensowała krzywdy doznane przez kobietę.
sygn. akt I A Ca 288/13
Sławomir Wikariak
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu