Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawo cywilne

Wyprzedaż to dla przedsiębiorcy nie tylko korzyści, lecz także obowiązki i ograniczenia

20 sierpnia 2013
Ten tekst przeczytasz w 20 minut

W większych sklepach legalna sezonowa obniżka cen towarów lub usług może być organizowana tylko dwa razy w roku i trwać nie dłużej niż miesiąc. Powinni o tym pamiętać ich mniejsi konkurenci

W firmach handlowych rozpoczął się okres wietrzenia magazynów. Pod koniec wakacji popularność słowa "wyprzedaż" w najczęściej używanej wyszukiwarce internetowej rośnie dwukrotnie. Większa jest tylko w grudniu, tuż przed świętami Bożego Narodzenia, kiedy internauci posługują się tym wyrażeniem pięciokrotnie częściej niż w pozostałych miesiącach roku. Znaczy to, jak zauważają specjaliści, że w tych właśnie okresach oczekiwania obniżki cen są wśród kupujących najsilniejsze.

Polski rynek wewnętrzny, choć w ostatnich dwóch dekadach urósł niemal dwukrotnie, nadal pozostaje stosunkowo słabo rozwinięty. Podstawową wartością podczas wyboru towarów wciąż pozostaje cena. Jakość, choć poprawiła się w ostatnich latach i jest szybko rosnącym na znaczeniu kryterium, nadal pozostaje w tyle. Posezonowa wyprzedaż jest więc zarówno dla producentów, jak i sprzedawców doskonałym sposobem na przeprowadzenie akcji promocyjnej, poprawienie wyników sprzedaży i dotarcie ze swoim produktem lub usługą do większej grupy odbiorców.

- Chociaż dobrze zorganizowana obniżka wcale nie musi oznaczać ograniczenia zysków i może przynieść więcej korzyści niż strat, wbrew pozorom wcale niełatwo ją przeprowadzić - zauważa Adam Satovic, ekonomista związany z paryską Wyższą Szkołą Biznesu i Administracji. - Aby wyprzedaż generowała dodatkowe przychody, nie wystarczy automatycznie zredukować ceny i poinformować o tym konsumentów. Powinna być elementem szerszej akcji promocyjnej, obejmującej rozmaite działania. A w dodatku prawo i dobre praktyki nakładają na właścicieli sklepów i producentów liczne ograniczenia.

Agresywne praktyki

Prawa konsumenta, a więc i obowiązki sprzedawcy w tej materii, regulują m.in. ustawa z 23 sierpnia 2007 r. o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym (Dz.U. z 2007 r. nr 171, poz. 1206), ustawa z 16 lutego 2007 r. o ochronie konkurencji i konsumentów (Dz.U. z 2007 r. nr 50, poz. 331) oraz ustawa z 16 kwietnia 1993 r. o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji (t.j. Dz.U. z 2003 r. nr 153, poz. 1503).

Generalnie ustawa o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji zakazuje sprzedawania towarów i usług po cenach zaniżonych, nieodpowiadających kosztom wytworzenia lub zakupu, jeżeli robi się tak w celu eliminacji innych przedsiębiorców. Ustawodawca wyznacza jednak niekiedy okresy wyjątkowe, podczas których takie praktyki są dozwolone. I tak w większych obiektach handlowych obniżka ceny do tego stopnia, że nie uwzględnia ona marży handlowej, jest możliwa podczas posezonowej wyprzedaży. Wolno zorganizować ją, jak precyzuje prawo, dwa razy w roku, pod koniec sezonu letniego i zimowego, każdorazowo jednak nie powinna trwać dłużej niż miesiąc. Akcja taka może się odbyć z uwagi na upływający termin przydatności produktu do spożycia (tylko towary spożywcze z segmentu FMCG, z ang. fast-moving consumer goods). Okazjonalna obniżka może być także zorganizowana w związku z likwidacją placówki handlowej. W tym przypadku może trwać najwyżej trzy miesiące, ale tylko w sytuacji, gdy nie są likwidowane wszystkie placówki należące do jednego przedsiębiorcy.

Jednodniowa promocja

Popularnym trickiem marketingowym jest obiecująca redukcję ceny akcja promocyjna, której celem jest jedynie skłonienie klienta do odwiedzenia placówki. W witrynach sklepów sprzedawcy umieszczają plakaty lub billboardy informujące o zredukowaniu ceny o 30, 50, 70 proc. (zgodnie z teorią marketingu obniżka powinna być wyrażana przez wartości nieparzyste, podwyżka - parzyste, bo w takiej właśnie konfiguracji promocja najlepiej zapamiętywana jest przez konsumentów). Zdarza się, że celem takiej akcji bywa jedynie zwabianie konsumentów do placówki lub sieci. Nie znajdzie on tam przecenionych produktów lub zostanie poinformowany, że partie towaru w promocyjnej, obniżonej cenie zostały już wyprzedane.

Tego typu działania, zgodnie z art. 5 ust. 3 pkt 3 ustawy o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym, są niezgodne z prawem. Niedozwolone jest bowiem wprowadzanie konsumentów w błąd "w zakresie ceny, sposobu jej obliczania lub istnienia szczególnej korzyści cenowej". Ustawa nie określa jednak, jakiej dokładnie części asortymentu powinna dotyczyć informacja o obniżonych oczekiwaniach w zakresie opłaty za towar, ani jak długo ma tego rodzaju promocja obowiązywać.

- Zgodna z prawem jest zatem obniżka ceny, która dotyczy jedynie wybranej, wąskiej części asortymentu albo obowiązuje jedynie w określonym dniu czy nawet wybranych godzinach, na przykład tuż po uruchomieniu nowej placówki - uważa Ewa Rakowska, radca prawny. - Informacja o takiej obniżce może być wykorzystywana w kampanii promocyjnej, gazetce reklamowej czy innego rodzaju ogłoszeniach.

Jedna ze znanych sieci sklepów z artykułami komputerowymi np. stosuje obniżki ceny głównie po to, aby wykorzystać je w kampanii marketingowej: pochwalić się nimi w dołączanych do tytułów prasowych gazetkach reklamowych. Gdy konsument chce z wyprzedaży skorzystać, okazuje się, że obowiązuje ona tylko w jednej placówce, na drugim końcu Polski i objęta jest nią zaledwie niewielka partia produktów. - Przedsiębiorcy powinni rozważyć, czy tego rodzaju praktyki nie niszczą wizerunku firmy - uważa Ewa Rakowska. - Jednak prawo, moim zdaniem, nie jest w takim przypadku naruszane.

Suwak wartości

Popularną strategią marketingową jest poprzedzające obniżkę ceny przynajmniej niewielkie jej podniesienie. Wtedy spadek ceny z wyższego pułapu wygląda efektowniej, de facto może być też mniejszy. - Takie działanie jest niezgodne z ustawą i powinno być zgłoszone do Inspekcji Handlowej. Można też zgłosić sprawę rzecznikowi praw konsumentów lub Federacji Konsumentów i żądać od sprzedawcy zaniechania tej praktyki, usunięcia jej skutków bądź naprawienia wyrządzonej szkody - przekonuje Longina Kaczmarek, miejski rzecznik konsumenta ze Szczecina.

Prawo nie określa jednak, ile czasu musi upłynąć między podwyżką a obniżką ceny, aby stosowanie suwaka strategii cenowej było legalne. - W przypadku wpłynięcia zażalenia na właściciela placówki, iż w sposób niezgodny z przepisami manipuluje ceną, musi on wykazać, że zmiana oczekiwań cenowych wynikała z polityki sklepu, strategii rozwoju lub zmieniających się warunków rynkowych - tłumaczy Ewa Rakowska. - Nie jest to trudne do przeprowadzenia. Postępowania związane z naruszeniem w tym zakresie ustawy o nieuczciwej konkurencji wytaczane są więc stosunkowo rzadko, a szanse na pozytywne rozstrzygnięcie dla przedsiębiorcy są spore.

Warto jednak pamiętać, że za nieprzestrzeganie ustawy grożą sankcje cywilne i karne. Konsument, którego interes został w wyniku nieuczciwej praktyki rynkowej zagrożony lub naruszony, może zażądać zaniechania przez podmiot gospodarczy prowadzenia takich działań, usunięcia skutków, złożenia jednokrotnego lub wielokrotnego oświadczenia odpowiedniej treści i w odpowiedniej formie za pośrednictwem mediów, naprawienia wyrządzonej szkody, a także zasądzenia sumy pieniężnej na określony cel społeczny związany ze wspieraniem kultury polskiej, ochroną dziedzictwa narodowego lub konsumentów. Agresywne praktyki natomiast podlegają karze grzywny, a najbardziej szkodliwe (zakazany prawem tzw. system konsorcjalny) karze pozbawienia wolności od trzech miesięcy do nawet ośmiu lat (w przypadku zarządzania mieniem o znacznej wartości). Kary takie mogą być orzeczone także w stosunku do osób, które dopuszczają się czynów zabronionych w imieniu przedsiębiorcy (pracownicy, wspólnicy lub kontrahenci). - Ciężar dowodu przy tym spoczywa na przedsiębiorcy, któremu nieuczciwa praktyka rynkowa została zarzucona, a roszczenia z niej wynikające przedawniają się dopiero po upływie trzech lat - podkreśla Ewa Rakowska.

Czym jest gwarancja

Często się zdarza, że promocją cenową obejmowane są towary mające jawne lub ukryte wady. Takie praktyki nie są niezgodne z przepisami. Należy jednak pamiętać, że owe towary muszą być od początku oznaczone jako niepełnowartościowe, aby konsument podczas dokonywania wyboru nie miał wątpliwości, na kupno jakiego artykułu się decyduje. W przeciwnym wypadku ma prawo zgłosić reklamację.

W pierwszej kolejności wolno mu domagać się doprowadzenia towaru do stanu zgodnego z umową. W grę wchodzi wymiana na nowy artykuł lub bezpłatna naprawa, przy czym sprzedawca nie ma prawa żądać od niego zwrotu kosztów demontażu, dostarczenia, robocizny, materiałów oraz ponownego zamontowania i uruchomienia produktu. Do zwrotu zapłaconej ceny właściciel sklepu jest zobowiązany tylko w przypadku, gdy naprawa albo wymiana są niemożliwe do przeprowadzenia lub wymagają poniesienia kosztów przekraczających wartość produktu. Sprzedający może także zaproponować zwrot zapłaty, gdy nie zdoła wywiązać się w wyznaczonym czasie (dwa tygodnie) z procedury reklamacyjnej lub gdy naprawa albo wymiana narażałyby kupującego na dodatkowe niedogodności. Tego rodzaju praktyki są jednak ryzykowne. Na zgłoszenie niezgodności towaru z umową konsument ma dwa miesiące od jej stwierdzenia. Sprzedawca jednak odpowiada za zgodność towaru z umową w ciągu dwóch lat od wydania go kupującemu.

- Warto pamiętać, że według ustawy niezgodność towaru z umową nie jest tym samym co gwarancja - zauważa Ewa Rakowska. - Tej ostatniej udziela producent i to on odpowiada za funkcjonalności opisane na opakowaniu, instrukcji itp. Niezgodność towaru z umową zgłaszana natomiast może być bezpośrednio sprzedawcy. Co ważne, nie każdy artykuł musi być objęty gwarancją, a dołączanie jej do produktu nie wyklucza skorzystania z uprawnień związanych z niegodnością towaru z umową. Są to bowiem, jak precyzuje prawo, dwie odrębne kwestie.

Najważniejsze akty prawne

Ustawa z 16 kwietnia 1993 r. o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji (t.j. Dz.U. z 2003 r. nr 153, poz. 1503);

Ustawa z 22 maja 2003 r. o nadzorze ubezpieczeniowym i emerytalnym oraz rzeczniku ubezpieczonych (Dz.U. nr 124, poz. 1153 z późn. zm.);

Ustawa z 16 lutego 2007 r. o ochronie konkurencji i konsumentów (Dz.U. nr 50, poz. 331 z późn. zm.);

Ustawa z 2 marca 2000 r. o ochronie niektórych praw konsumentów i odpowiedzialności za szkodę (Dz.U. nr 22, poz. 271 z późn. zm.).

Ustawa z 24 sierpnia 2001 r. - Kodeks postępowania w sprawach o wykroczenia (Dz.U. nr 106, poz. 1148 z późn. zm.);

Ustawa z 16 kwietnia 1993 r. o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji (Dz.U. z 2003 r. nr 153, poz. 1503).

Aleksandra Puch

dgp@infor.pl

OPINIA EKSPERTA

Internetowe obowiązki

@RY1@i02/2013/160/i02.2013.160.215000600.802.jpg@RY2@

Piotr Czublun radca prawny, partner w Kancelarii Radców Prawnych Czublun Trębacki

Nieco inaczej kształtuje się sytuacja prawna wyprzedaży przez internet. To tzw. umowy na odległość, czyli bez jednoczesnej obecności obu stron, podobnie zresztą jak zawierane telefonicznie lub drogą pocztową. W takim przypadku co do zasady konsument ma prawo zwrotu kupowanego nie tylko w ramach wyprzedaży towaru bez podania przyczyny w ciągu dziesięciu dni, licząc od wydania rzeczy. Aby utrzymać ten przywilej, konsument musi jednak wysłać pisemne oświadczenie o odstąpieniu od umowy przed upływem przewidzianego prawem terminu.

Podmiot sprzedający towary poprzez internet ma wiele obowiązków informacyjnych względem konsumenta: w chwili złożenia propozycji zawarcia umowy powinien podać m.in. swoje dane, takie jak nazwa i adres siedziby, istotne postanowienia umowy dotyczące jej przedmiotu, ceny, warunków dostawy, informację o możliwości i terminie odstąpienia, sposobie wnoszenia reklamacji i inne określone szczegółowo w przepisach. Co istotne, posłużenie się przez przedsiębiorcę telefonem lub innym środkiem porozumiewania na odległość może nastąpić tylko za uprzednią zgodą konsumenta i nie na jego koszt.

Ważne to jest na przykład w sytuacji zwrotu towaru. Czas przewidziany na tego rodzaju czynność nie rozpocznie swojego biegu w sytuacji, gdy przed zawarciem umowy przedsiębiorca nie poinformował konsumenta na piśmie o terminie przewidzianym na złożenie oświadczenia o odstąpieniu od umowy. Nie jest to jednak sytuacja korzystna dla sprzedającego. Wtedy oświadczenie może być złożone później, a w sytuacji skrajnej, nawet bezterminowo (gdy informacja w ogóle nie zostanie przekazana).

Istotą odstąpienia od umowy jest wzajemny zwrot świadczeń - z jednej strony oddanie wartości pieniężnej, z drugiej - towaru w stanie niezmienionym (chyba że zmiana była konieczna w granicach zwykłego zarządu rzeczą, czyli używania produktu w sposób zgodny z jego przeznaczeniem). Na zwrot ceny sprzedawca ma nie więcej niż 14 dni. Koszty przesyłki zwrotnej towaru konsument może ponieść we własnym zakresie. Po wdrożeniu przez Polskę nowej, dotyczącej praw konsumenckich, dyrektywy unijnej sprzedawca będzie zobowiązany do uregulowania kosztów przesyłki, ale na razie jeszcze to nie nastąpiło.

Wszelkie niezgodne z przepisami konsumenckimi zasady przewidziane w regulaminie sklepu stanowią niedozwolone klauzule umowne, które z mocy prawa nie wiążą konsumenta. Konstruując regulamin wirtualnej placówki, warto zatem przejrzeć rejestr klauzul niedozwolonych, dostępny choćby na stronie www.uokik.gov.pl. Pomocy w indywidualnych sprawach można również szukać u lokalnych rzeczników praw konsumenta.

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.