Wokandę można odchudzić
Ministerstwo Sprawiedliwości ogłosiło, że rok 2011 jest dla sądów rekordowy pod względem liczby spraw, które do nich wpłynęły. Czy jednak wszystkie z tych spraw musiały znaleźć swój finał przed obliczem Temidy? Moim zdaniem - nie
Kodeks postępowania cywilnego zawiera grubo ponad tysiąc artykułów. Powoduje to, że kognicja sądów cywilnych jest bardzo szeroka. Podstawowym zadaniem sądów, już od czasów starożytnych, było rozstrzyganie sporów i tak co do zasady jest do dziś, jednak nie do końca.
Jedna z ostatnich nowelizacji kodeksu postępowania cywilnego wprowadziła alternatywnie obok postępowania sądowego także w postępowaniu przed notariuszem możliwość stwierdzenia nabycia spadku (poświadczenia dziedziczenia). Każdy może wybrać, czy spadek po bliskiej (zazwyczaj) mu osobie ma stwierdzić sąd, czy też notariusz. Z perspektywy czasu jest to zmiana niewątpliwie korzystna. Jednak dlaczego nie pójść dalej i nie przekazać wszystkich spraw o stwierdzenie nabycia spadku notariuszom? Oczywiście mam na myśli te sprawy, w których nie ma sporu. Po co do takich spraw angażować sąd? Dużo prościej byłoby, gdyby zasadą było, że niesporne postępowanie o stwierdzenie nabycia spadku przeprowadza notariusz, a tylko w razie sporu co do treści testamentu, czy niemożności ustalenia spadkobierców sprawa byłaby przekazywana przez takiego notariusza do sądu. Argumenty ku temu są co najmniej dwa. Pierwszy to taki, że sprawy niesporne nie zalewałyby sądów i czas potrzebny na ich rozpoznanie można by przeznaczyć na rozpoznawanie spraw spornych. Dodatkowo czas oczekiwania na protokół poświadczenia dziedziczenia będzie zdecydowanie krótszy niż na postanowienie sądu. Drugi argument to taki, że ta zazwyczaj bardzo przykra konieczność przeprowadzenia postępowania spadkowego po bliskiej osobie odbywałaby się w zupełnie innych okolicznościach niż dziś.
Niesporna sprawa o stwierdzenie nabycia spadku nie jest trudna z prawnego punktu widzenia. Rozpoznanie takiej sprawy dla mnie jako sędziego to zwykła praca. Inaczej jest w przypadku uczestników takiego postępowania. Niejednokrotnie widzę, jak ciężko na sali rozpraw uczestnikom postępowania mówić o śmierci osoby im bliskiej. Jest to normalne, ludzkie. Często takie osoby mówią, że po raz pierwszy są w sądzie. Czy rzeczywiście muszą do tego sądu przychodzić? Po co więc dodatkowo takie osoby stresować wizytą w sądzie, gdzie przed jego obliczem muszą w pozycji stojącej odpowiadać na przykre dla nich pytania? Czy nie dużo łatwiej byłoby, gdyby zrobili to u notariusza, w dogodnym dla siebie terminie, w milszej, a na pewno mniej stresującej atmosferze? Sąd często przeciętnemu człowiekowi kojarzy się jako instytucja, gdzie wymierza się karę i niewątpliwie ma to wpływ na zachowanie takiego człowieka w sądzie. W najbliższych latach szeregi notariuszy zasili grupa obecnych aplikantów. Nie powinno więc być problemu z powszechnością dostępu do tego typu usług, a i sądy będą miały zdecydowanie mniej pracy.
To samo dotyczy także niespornych spraw o podział majątku, zniesienie współwłasności czy dział spadku. Oczywiście nie są to sprawy skomplikowane, ale czy naprawdę istnieje taka konieczność, by angażować do ich rozstrzygania sądy. Przecież już dziś notariusz może dokonać wszystkich tych czynności. Dobrze by było, gdyby wizyta u notariusza nie była wyjątkiem, a stała się w tych sprawach zasadą uregulowaną w kodeksie postępowania cywilnego.
Wszystkie wymienione rodzaje spraw stanowią istotny procent wszystkich spraw rozpoznawanych przez sądy cywilne. Przekazanie ich notariuszom w sposób zasadniczy ograniczyłoby liczbę spraw w sądach i niewątpliwie wpłynęło na ich efektywniejszą pracę.
Jak już wspomniałem, sądy są po to, by rozstrzygać sprawy sporne. Taki spór może powstać, gdy dwa organy egzekucyjne prowadzą egzekucję z tej samej nieruchomości, rzeczy lub prawa. Obecnie w sytuacji, gdy dochodzi do sporu pomiędzy komornikiem a organem administracyjnym (np. naczelnikiem urzędu skarbowego), spór taki musi rozstrzygnąć sąd. Czy jednak takie rozstrzygnięcie wiąże się w jakikolwiek sposób z wymierzeniem sprawiedliwości? Raczej nie. Nic nie stoi więc na przeszkodzie, by tego rodzaju sprawy w ogóle zniknęły z wokandy sądowej. By tak się stało, wystarczy zmienić treść art. 773 k.p.c. zawierając w nim zasadę, że organem właściwym do dalszego prowadzenia egzekucji w przypadku zbiegu egzekucji administracyjnej i komorniczej jest komornik, a w przypadku gdy zbieg dotyczy dwóch komorników i organu administracyjnego, komornik, który pierwszy wszczął egzekucję. Takie brzmienie przepisu spowodowałoby, że kolejne tysiące spraw zniknęłyby z sądów.
Kolejnym rodzajem spraw, które niekoniecznie muszą być rozpoznawane przez sądy, jest postępowanie o wyjawienie majątku (art. 913 i n. k.p.c.). Gdy egzekucja jest bezskuteczna, wierzyciel może zwrócić się do sądu, by ten wyjawił (tj. znalazł) majątek dłużnika. Postępowanie to jest fikcją. Po pierwsze zazwyczaj w jego toku okazuje się, że dłużnik zwyczajnie nie mieszka pod adresem, pod którym przez np. dwa lata komornik próbował go odszukać. Po drugie zaś, nawet gdy już sąd ostatecznie znajdzie takiego dłużnika, to ten i tak nie wskaże innego majątku niż ten, który udało się ustalić komornikowi. Po co więc sąd ma prowadzić takie postępowania, które w praktyce zazwyczaj są przez ten sąd zawieszane i po roku umarzane z uwagi na niewskazanie adresu dłużnika przez wierzyciela. Dużo prościej byłoby, gdyby komornik w toku postępowania egzekucyjnego, na wniosek wierzyciela przeprowadził takie postępowanie o wyjawienie majątku, wezwanie wysłał na prawidłowy adres dłużnika i dopiero wówczas, gdy ten ewidentnie nie stosuje się do jego wezwań, sprawę przekazał do sądu, celem ewentualnego zastosowania środków przymusu. Korzyść z tego byłaby taka, że sąd już nie zajmowałby się ustaleniem adresu dłużnika (zrobiłby to komornik), a jedynie ograniczyłby się do samej czynności odebrania wykazu majątku. W ten sposób około 90 proc. spraw o wyjawienie majątku nigdy nie trafiłoby do sądu.
Wyeliminowanie przez ustawodawcę tych wszystkich spraw z kognicji sądów cywilnych nie wymaga zmian w konstytucji, a jedynie w kodeksie postępowania cywilnego. W żaden sposób nie wpłynie też na ograniczenie prawa strony do sądu, a niewątpliwie odciążyłoby i tak już mocno przeciążone sądy. To tylko nieliczne przykłady, jedynie z zakresu spraw cywilnych. Nie mniej jednak gdyby wprowadzić te zmiany, z dużą dozą prawdopodobieństwa można stwierdzić, że rok 2012 dla polskiego sądownictwa nie będzie rekordowy. Przynajmniej pod względem liczby spraw które wpłyną do sądów.
@RY1@i02/2011/250/i02.2011.250.07000070d.803.jpg@RY2@
Shutterstock
Przekazanie części spraw spadkowych notariuszom ograniczyłoby liczbę spraw w sądach
@RY1@i02/2011/250/i02.2011.250.07000070d.804.jpg@RY2@
Jan Drąg, sędzia Sądu Rejonowego dla Warszawy-Pragi-Północ w Warszawie
Jan Drąg
sędzia Sądu Rejonowego dla Warszawy-Pragi-Północ w Warszawie
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu