Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawo cywilne

Laleczka tancereczka w opałach: kosztowała milion, a nie ma patentu

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Sąd i Urząd Patentowy będą musiały rozstrzygnąć o przyszłości ludowych bączków polskiej prezydencji.

Sprawa praw autorskich do wirujących laleczek bączków polskiej prezydencji może znaleźć swój finał w sądzie, a także przed Urzędem Patentowym. O wątpliwościach co do praw autorskich pierwszy pisał kilka miesięcy temu "Newsweek". Ale od tego czasu spór się jeszcze zaognił.

Maria Veltuzen-Nagrabecka, córka plastyczki Marii Veltuzen, jest przekonana, że zostały naruszone prawa autorskie. - Pierwowzorem jest projekt mojej mamy z lat 1949 - 1950 - mówi w rozmowie z "DGP". Jak tłumaczy, bączek w kształcie laleczki tancereczki stał się powszechnie znany.

- Laleczki prezydencji powtarzają ten sam pomysł, są łudząco podobne, różnią się jedynie wielkością i drobnymi szczegółami kształtu - podkreśla Maria Veltuzen-Nagrabecka.

Bączki prezydencji zaprojektowała Monika Smaga, produkuje je razem z mężem Krzysztofem. Jak oboje podkreślają, są inspirowane sylwetką tancerki, które powstawały już przed projektami Marii Veltuzen, pod koniec XIX w. - Natomiast idea połączenia bączka zabawki i sylwetki tancerki nie podlega ochronie praw autorskich, podobnie jak stroje ludowe, które są dziedzictwem kulturowym - tłumaczy Krzysztof Smaga.

Ale Marii Veltuzen-Nagrabeckiej to nie przekonuje. Jej pełnomocnik, radca prawny mec. Michał Błeszyński, twierdzi, że jego mocodawczyni domaga się ochrony praw autorskich oraz kompensaty majątkowej. Oraz "ustalenia czytelnych zasad eksploatacji utworu przyszłości".

Z kolei prawnicy projektantów przekonują o niezależnie stworzonym utworze. - Bączki zostały zarejestrowane w Urzędzie Patentowym już w kwietniu. Nie ma podstaw do kwestionowania praw autorskich, przedstawiliśmy w tej sprawie opinię prawną i eksperta wzornictwa - mówią Monika i Krzysztof Smaga, autorzy bączków.

Co na to MSZ, które zleciło im wyprodukowanie kilkunastu tysięcy drewnianych, ręcznie malowanych bączków za prawie milion złotych? - MSZ, rząd, prezydencja nie są stroną w tej sprawie. MSZ nabyło określoną liczbę bączków, ale nie prawa autorskie. Autor bączków zarejestrował wzór przemysłowy w Urzędzie Patentowym - podkreśla Konrad Niklewicz, rzecznik prezydencji. Przyznaje, że MSZ podjęło próby skontaktowania ze sobą skonfliktowanych stron.

Do spotkania doszło kilkanaście dni temu. Ale strony pozostały przy swoich stanowiskach i nic nie wskazuje na to, by miało dojść do ugody.

Sprawa może mieć zresztą finał nie tylko w sądzie, lecz także w Urzędzie Patentowym. Maria Veltuzen-Nagrabecka zamierza bowiem złożyć skargę i wszcząć postępowanie sporne. Tyle tylko, że zgodnie z prawem może to zrobić dopiero po tym, jak Urząd Patentowy opublikuje swoją decyzję o rejestracji wzoru. A tak się ciągle nie stało, bo - jak wynika z naszych informacji - do urzędu od kilku miesięcy nie wpłynęła opłata od projektantów, która wynosi 470 zł. To zaś oznacza, że de facto bączek wciąż nie jest opatentowany.

@RY1@i02/2011/185/i02.2011.185.000.005b.001.jpg@RY2@

Prezydialny bączek podobny jest do tego autorstwa Marii Veltuzen

Anna Gielewska

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.