Sądowy savoir-vivre przedsiębiorcy
Przedsiębiorca musi liczyć się z tym, że wcześniej czy później przyjdzie mu wziąć udział w procesie przed sądem cywilnym. Przydatna będzie wtedy wiedza, jak się zachować. Stres i niepewność zaczyna się na ogół już pod drzwiami sali sądowej. Zaczęło się już czy nie? Czekać czy może wejść i zapytać? Rozstrzygnięciu tych dylematów służy tzw. wokanda, czyli wisząca na drzwiach kartka z listą spraw rozpoznawanych danego dnia. Znajdziemy tam m.in. imiona i nazwiska albo inne oznaczenia stron, a także godzinę, o której sprawa powinna się rozpocząć. I właśnie tu, na samym początku przygody, napotykamy na jedną z bolączek naszego wymiaru sprawiedliwości - przeciąganie się postępowań poza założone ramy czasowe. Sąd nie rozpocznie sprawy wcześniej niż o godzinie, którą wyznaczył. Może natomiast rozpocząć później. Czasem dużo później. Jeśli bowiem jakaś sprawa potrwa dłużej, to kolejna zacznie się z opóźnieniem. Gdy takich spiętrzeń będzie kilka, może się zdarzyć, że pod drzwiami zaczną się tłoczyć osoby ze spraw wyznaczonych na następne godziny. Skąd mają wiedzieć, czy ich kolej już nadeszła? Otóż przed rozprawą protokolant wychodzi na chwilę z sali sądowej i wywołuje sprawę. Numer tej w danym dniu już rozpoznanej powinien na wokandzie przekreślić. Teoretycznie zatem jeśli przekreślenia nie ma, to znaczy, że sprawa jeszcze nie została rozpoznana. Być może toczy się, a być może jeszcze się nie zaczęła. Oczywiście w praktyce bywa z tym różnie. Zdarza się i tak, że zakreślona jest sprawa, która właśnie trwa. Dodajmy, że w niektórych sądach funkcjonują już elektroniczne systemy wywoływania spraw. O rozpoznawanej aktualnie sprawie dowiadujemy się więc z wiszącego nad drzwiami sali sądowej monitora czy wyświetlacza. Protokolant wzywa nas natomiast przez mikrofon. Dzięki temu nie trzeba wtykać głowy przez uchylane drzwi i nerwowym wzrokiem szukać potwierdzenia, czy to już, czy jeszcze nie.
Co jednak gdy znajdziemy się już na sali? Gdzie się podziać? Gdzie usiąść? A może nie wolno siadać, tylko trzeba stać? Te pytania cisną się na usta wielu spośród tych, którzy w sądzie pojawiają się po raz pierwszy. I na nie na szczęście jest odpowiedź. Na ogół sala sądowa urządzona jest według pewnego wzorca. Pod jedną ze ścian stoi stół sędziowski. Pod ścianami do niej prostopadłymi znajdują się - prostopadle do stołu sędziowskiego - ławy. To w nich zasiadają strony postępowania. W uproszczeniu, po prawicy sądu siada atakujący (powód), a po lewej ręce - broniący się (pozwany). Pod ścianą ostatnią - naprzeciw stołu sędziowskiego - umieszczone są miejsca dla publiczności. O siadaniu i wstawaniu - za chwilę.
Przedsiębiorcy, którzy już otarli się o sale sądowe, zapewne zauważyli, że wiele z obecnych tam osób występuje w togach. Ale czy toga todze równa? Zdecydowanie nie. Pod strojem tym kryją się ludzie wykonujący bardzo różne zawody prawnicze. Wskazówką co do roli, w jakiej występuje osoba ubrana w togę, jest kolor żabotu, czyli finezyjnie udrapowanej wypustki znajdującej się pod brodą noszącego. Najczęściej spotykane są te o kolorze fioletowym, bo noszą je sędziowie. Zawsze na szyi jednego z nich znajduje się łańcuch z wizerunkiem orła w koronie. Wyposażony w ten symbol władzy sędziowskiej to przewodniczący. Jest on centralną postacią postępowania - otwiera i zamyka rozprawę, udziela i odbiera głos, uchyla pytania, stosuje kary porządkowe itd. Warto zachowywać się właściwie, bo przewodniczący może nie tylko nakładać grzywny, ale i zaaresztować.
Dalej - żaboty zielone i niebieskie. Po tych pierwszych poznaje się adwokatów, po drugich - radców prawnych. Uprawnienia przedstawicieli obu tych grup zawodowych są w postępowaniu cywilnym właściwie identyczne. Radcy pierwotnie mogli uczestniczyć tylko w niektórych sprawach, ale stopniowo przyznawano im kolejne przywileje. Ostatnim bastionem adwokatów są obrony w sprawach karnych - ale ostatnio coraz więcej mówi się o rozszerzeniu kompetencji radców i na tę sferę. Po togach z wypustkami czerwonymi poznajemy prokuratorów. Fakt, ich domeną są postępowania karne, a nie cywilne. Pamiętajmy jednak, że prokurator może żądać zarówno wszczęcia postępowania w każdej sprawie cywilnej, jak i wziąć udział w toczącym się już postępowaniu, jeżeli według jego oceny wymaga tego ochrona praworządności, praw obywateli lub interesu społecznego. Szansa spotkania na sali sądowej osoby w todze z żabotem w innym kolorze jest mniejsza. Jeśli przedsiębiorca toczy duży spór ze Skarbem Państwa, może natknąć się na kogoś z żabotem szarym. To zapewne radca Prokuratorii Generalnej. Radcy ci zastępują jednostki władzy publicznej w sprawach o największym ciężarze gatunkowym. Całkiem często można natomiast spotkać na salach sądowych reprezentantów niewystępujących w togach. Mogą to być np. aplikanci do któregoś z zawodów prawniczych (aplikanci adwokaccy, aplikanci radcowscy). W togach w ogóle nie występują rzecznicy patentowi, choć wolno im reprezentować klientów w sprawach własności przemysłowej. Poza tym pojawiają się również w charakterze pełnomocników osoby nieaplikujące do żadnego z wymienionych zawodów. Nierzadko są to absolwenci studiów prawniczych, działający np. na podstawie umowy stałego zlecenia.
Sędziowie na ogół bardzo nie lubią, kiedy ktoś - choćby przez brak obycia i niewiedzę - narusza zasady sądowego savoir-vivre’u. Dlatego najlepiej nie odzywać się bez pytania, chyba że z wnioskiem o udzielenie głosu. Co bardzo ważne, należy wstać za każdym razem, gdy sąd się do nas zwraca albo gdy to my mówimy coś do niego. Przewodniczący może zwolnić z tego obowiązku (względy zdrowotne, długotrwałe zeznania itp.). Poza tym jest jak w filmach - należy podnieść się z miejsca za każdym razem, gdy sąd wchodzi na salę albo ją opuszcza (co zdarza się raczej rzadko, bo w praktyce na ogół jest tak, że sąd jest już na sali, kiedy do niej wchodzimy), gdy ogłasza wyrok albo odbiera przyrzeczenie. Przedsiębiorcy często zapominają, że adresatem tego, co mówią, jest sąd, a nie druga strona. Dlatego nawet na pytania przeciwnika czy jego pełnomocnika odpowiadamy sądowi, a nie temu, kto je zadał.
Jak się zwracać do sądu? Co ciekawe, rządzi tu swego rodzaju prawo zwyczajowe, bo pisanych przepisów po temu brak. Dominuje forma "Wysoki Sądzie", czasem zdarza się zwrot "Proszę Sądu". Przedsiębiorcy, którym nieopatrznie wymknie się "proszę pana" czy "proszę pani", mogą zostać ostro skarceni. Poza tym obowiązują ogólne zasady kultury. Sąd nie urzęduje w jakiejś szklanej wieży i zawsze wypada powiedzieć "dzień dobry", wchodząc, a "do widzenia" - opuszczając salę. Nie zapomnijmy o zdjęciu okrycia wierzchniego. Trochę będzie wstyd, gdy sędzia już na wejściu odeśle nas przy wszystkich do szatni. A odsyła często.
@RY1@i02/2011/104/i02.2011.104.210.002a.001.jpg@RY2@
Paweł Wrześniewski, adwokat
Paweł Wrześniewski
adwokat
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu