Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Najważniejsze jest uporządkowanie systemu i wyeliminowanie wątpliwości interpretacyjnych utrudniających stosowanie prawa

2 lipca 2018

W cenie ksero, nagrywarki czy twardego dysku ukryta jest opłata, która ma rekompensować twórcom straty poniesione z tytułu dozwolonego użytku osobistego. Jej pobieranie i repartycja wciąż budzą kontrowersje

Po co wprowadzono opłatę reprograficzną i czy dzisiaj przepisy te spełniają jeszcze swoją swoją rolę?

Michał Błeszyński: Zgodnie z prawem autorskim twórcy przysługuje wyłączne prawo do utworu. Gdyby na tym poprzestać, każde jego wykorzystanie utworu wymagałoby uzyskania zgody twórcy. Z oczywistych względów nie odpowiada to dzisiejszym realiom, w których dochodzi do lawinowej eksploatacji, co szczególnie dobrze widać w internecie. Dlatego też dla złagodzenia ogólnych reguł wprowadzono przepisy o tzw. dozwolonym użytku. Jednym z jego rodzajów jest dozwolony użytek prywatny. Zgodnie z nim, aby skorzystać z utworu już rozpowszechnionego, nie trzeba pytać twórcy o zgodę. Nie trzeba też mu za to płacić.

Brak odpłatności spowodował potrzebę stworzenia systemu kompensat. Można tu wyobrazić sobie różne rozwiązania. W Polsce w 1994 r. przyjęto model, w którym opłata jest pobierana od importerów i producentów urządzeń reprograficznych (np. kserokopiarek, skanerów, jak również np. nagrywarek czy twardych dysków), a więc nie jest związana bezpośrednio z samą eksploatacją utworów przez użytkowników. Pieniądze te trafiają do organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi, a za ich pośrednictwem do twórców i wydawców.

Jacek Barski: Opłaty reprograficzne mają zrekompensować straty ponoszone przez twórców z powodu dozwolonego użytku osobistego. Biorąc pod uwagę, z ilu utworów korzysta się na podstawie dozwolonego użytku osobistego, ile utworów jest kopiowanych, trudno uznać, że opłaty rzeczywiście zapewniają taką rekompensatę. Polski system bez wątpienia nie jest tak wydajny jak systemy, którymi dysponują Niemcy, Francja, Hiszpania czy Włochy.

Nie można jednak uznać, że polski system jest zupełnie nieskuteczny. Wpływy z opłaty wnoszonej od urządzeń i czystych nośników są istotną częścią środków, jakie trafiają do organizacji zbiorowego zarządzania, i pewną rekompensatę za dozwolony użytek osobisty jednak stanowią.

Michał Kanownik: Zgadzam się, że prawa autorskie muszą być chronione, ale nie mogą stać w opozycji wobec praw konsumenta czy też szerzej interesu społecznego. Ostatecznie płacić zawsze będzie końcowy odbiorca, a przecież nie musi on wykorzystywać kupowanych urządzeń do korzystania z dozwolonego użytku. Już sama konstrukcja opłaty budzi więc zastrzeżenia co do jej sprawiedliwości. Wysokość przedmiotowych opłat musi uwzględniać faktyczne użycie nośników lub urządzeń na potrzeby dozwolonego użytku.

Jak są opłaty pobierane i jak są dzielone?

Tomasz Sianowski: ZAiKS, ZPAV i SAWP z jednej strony pobierają opłaty i dzielą je na rzecz innych organizacji zbiorowego zarządzania, z drugiej zaś zajmują się repartycją środków na rzecz własnych członków. Jeśli chodzi o inne organizacje to następuje to automatycznie - według ustalonego algorytmu pieniądze są dzielone i przelewane na konta. Jeśli zaś chodzi o twórców, to należne im kwoty są obliczane na podstawie udziału ich utworów w rynku i następnie rozdysponowywane.

Michał Błeszyński: Są trzy możliwe podejścia. Pierwsze to tworzenie funduszy wspierania twórczości, drugie to rozdysponowywanie tych środków między twórców i trzecie - wariant mieszany. KOPIPOL podjął działania, by pieniądze te trafiały również do indywidualnych osób. Repartycja jest prowadzona na podstawie badań i danych związanych ze strukturą kopiowania. Niestety jeśli kwoty są małe, a takie właśnie są, to koszty ustalenia osób uprawnionych mogą się okazać niewspółmierne do zakładanych celów.

Jacek Barski: Większość dużych organizacji zbiorowego zarządzania wywiązuje się z obowiązków repartycji środków uzyskanych z opłat reprograficznych. Problem jest natomiast z organizacjami mniejszymi, zwłaszcza jeśli chodzi o koszty repartycji. Zdaniem MKiDN koszty te nie powinny przekraczać dwudziestu kilku procent, co oczywiście nie oznacza, że jest to poziom satysfakcjonujący. Na razie zależy nam na tym, by koszty te nie przekraczały tego poziomu, ale mamy nadzieję, że z czasem będą spadać.

Tomasz Sianowski: Mówiąc o kosztach, trzeba rozgraniczyć pośrednie i bezpośrednie. Koszty bezpośrednie czyli poboru i podziału pieniędzy między organizacje mamy najniższe w Unii Europejskiej. Wyższe są koszty związane z ustaleniem ostatecznego beneficjenta, jego udziału w rynku i tego, ile ostatecznie mu się należy. To niestety proces dość mozolny i dlatego tak kosztowny.

Michał Kanownik: System opłat reprograficznych nie przystaje do postępu technologicznego i do rozwoju społecznego. I albo będziemy nadal tkwili w ślepym zaułku, którego nie da się odnieść do dzisiejszego świata, albo zastanowimy się nad stworzeniem czegoś zupełnie nowego, co z jednej strony zapewni godziwe wynagrodzenie twórcom, a z drugiej płatnikom, czyli przedsiębiorcom i konsumentom, da gwarancję, że pieniądze te rzeczywiście trafiają do twórców. Ten system musi być w pełni transparentny.

Jacek Barski: Są różne modele systemu opłat reprograficznych. W wielu krajach UE opłaty są dużo wyższe niż u nas, w niektórych nie są procentowe, tylko kwotowe. Jednak standardem jest, że są to opłaty pobierane od importerów i producentów. Możemy dyskutować nad reformą systemu, bo na pewno nie jest idealny, ale dotychczas nic lepszego, co mogłoby go zastąpić, nie wymyślono.

Z czym mają problemy importerzy urządzeń reprograficznych?

Tomasz Rudyk: Nasza kancelaria jest wzywana w charakterze strażaka, który ma gasić pożar, gdy okazuje się, że od firm chce się ściągnąć więcej, niż wynikałoby to z przepisów. I w tym momencie pojawia się problem. Teoretycznie wszystko jest jasne, ale z punktu widzenia przepisów już takie nie jest. Samo ustalenie, co jest urządzeniem reprograficznym, może budzić wątpliwości. Inna sprawa - kim jest importer? Jaką definicją powinniśmy się posługiwać? Czy mówimy o przywozie na teren Polski? Po wstąpieniu do Unii Europejskiej definicja importu została zmieniona, tymczasem jeśli chodzi o opłatę od urządzeń reprograficznych, nadal jest to wwiezienie na teren Polski.

To wszystko są szczegóły. Tylko że od tych szczegółów zależą konkretne opłaty liczone nierzadko w milionach złotych. A to dla pojedynczej firmy są bardzo duże pieniądze, mające wpływ na jej konkurencyjność na rynku.

Michał Kanownik: Producenci i importerzy nie są przeciwni opłatom co do zasady. W każdym z krajów UE jakieś zasady opłat reprograficznych od urządzeń i czystych nośników funkcjonują. Chcielibyśmy jednak mieć pewność za co musimy płacić, a za co nie. W tym momencie takiej jasności nie mamy. Spotykamy się np. z próbami poszerzania katalogu urządzeń wymienionych w rozporządzeniu w sprawie określenia kategorii urządzeń i nośników służących do utrwalania utworów oraz opłat od tych urządzeń i nośników z tytułu ich sprzedaży przez producentów i importerów o urządzenia nowe, które nie są tam wymienione. Sztuczne poszerzanie katalogu urządzeń o sprzęt, już nie tylko służący do kopiowania, budzi naturalny opór po stronie firm, które są obciążane coraz wyższymi kosztami. Powoduje to nerwowość wśród przedsiębiorców, którzy nie zawsze wiedzą, na czym stoją.

Tomasz Rudyk: Opłata reprograficzna ma służyć rekompensacie za dozwolony użytek osobisty. Tymczasem jakaś część sprzedawanych urządzeń trafia nie do odbiorców prywatnych, tylko do firm. Dlaczego od nich też ma być pobierana? Przecież firmy z założenia nie używają tych urządzeń do celów prywatnych.

Jacek Barski: Rzeczywiście przepisy nie różnicują tych urządzeń. To jest nowy problem, który pojawił się po wydaniu orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawie C-467/08 Padawan p. SGAE. Warto jednak pamiętać, że orzeczenie to zapadło na gruncie prawa hiszpańskiego, gdzie identyfikacja finalnego odbiorcy jest możliwa. W Polsce takiej możliwości nie ma. Importer i producent nie wiedzą, do kogo finalnie to urządzenie trafi.

Michał Błeszyński: To nie jest tak, że teraz nie wiemy co robić. Jest uchwała Sądu Najwyższego z dnia 26 października 2011 r. (sygn. akt III CZP 61/11), w której przeanalizowane zostały sporne zagadnienia na gruncie prawa polskiego. Sąd Najwyższy wskazał, że ten problem nie występuje. W polskim systemie prawnym nie ma znaczenia, do kogo ostatecznie trafiają te urządzenia.

Michał Kanownik: Nie zgodzę się, że ten problem w polskim prawie nie istnieje. Ta kwestia zwyczajnie nie jest w nim rozstrzygnięta. Jeżeli mamy przedsiębiorcę, którego produkty trafiają w 100 proc. do innego przedsiębiorcy, a ten nie odsprzedaje ich dalej osobom prywatnym, to jak możemy mówić o dozwolonym użytku osobistym? Nie możemy dłużej przymykać na to oczu i udawać, że problemu nie ma. Biorąc doświadczenia europejskie pod uwagę musimy również w Polsce zmierzyć się z wyzwaniem jasnego rozdzielenia sprzętu trafiającego do profesjonalnych przedsiębiorców od tego sprzedawanego konsumentom.

Tomasz Rudyk: Jednym ze sposobów rozróżnienia, do kogo te urządzenia ostatecznie trafiają, mogą być badania rynku. Tak jak się bada udział w rynku konkretnych twórców i na tej podstawie oblicza należne im wynagrodzenie, tak też można badać, jaka część urządzeń trafia do przedsiębiorców i tę część wyłączać z obowiązku świadczenia opłat reprograficznych.

Jacek Barski: Niedługo będzie rozpatrywana przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej kolejna sprawa dotycząca opłat, C-521/11 Amazon.com International Sales e.a., do której Polska się przyłącza i będzie chciała uzyskać odpowiedź na kilka pytań. Jak np. traktować przedsiębiorcę, który jako osoba fizyczna może nabyte urządzenia i nośniki wykorzystywać także do prywatnych celów? Co zrobić z tym, że urządzenia firmowe mogą być i są wykorzystywane przez pracowników do dozwolonego użytku? Kolejna kwestia to ewentualna odsprzedaż tych urządzeń. Mamy nadzieję, że trybunał pochyli się nad tymi problemami. I od jego interpretacji zależeć będą ewentualne propozycje zmian w polskim prawie.

Michał Kanownik: Są jednak urządzenia, które z definicji nie służą do użytku prywatnego, a mimo to jest od nich pobierana opłata. Kowalski nie kupi sobie wielkiej przemysłowej drukarki czy plotera i nie będzie kopiował na skalę przemysłową książek. Warto więc zastanowić się nad tym, czy obecne przepisy zwyczajnie nie kłócą się ze zdrowym rozsądkiem.

Czy wszyscy importerzy są traktowani tak samo?

Michał Błeszyński: Podczas naszej dyskusji bezsporna jest teza, z którą i ja się zgadzam, że wysokość opłat trafiających do twórców nie jest satysfakcjonująca. Jeśli z tego i tak stosunkowo niewielkiego tortu wydzielimy jeszcze część, która teoretycznie nie trafia do użytkowników prywatnych, tylko do przedsiębiorców, to ostateczna zapłata dla twórców będzie jeszcze mniejsza.

Tomasz Rudyk: To nie do końca musi być prawdą. Duzi importerzy, których jest kilkunastu, góra trzydziestu, odprowadzają opłaty i są z nich rozliczani. Problem w tym, że poza systemem pozostaje niezidentyfikowana grupa tych, którzy nie płacą. Kontrolowana jest tylko drobna część rynku i znaczna liczba jego uczestników zwyczajnie nie płaci. A to z kolei oznacza, że uczciwi przedsiębiorcy, odprowadzający sumiennie opłaty stają się niekonkurencyjni wobec tych, którzy tego nie robią, a przez to mogą zaoferować korzystniejszą cenę.

Michał Kanownik: Mogę postawić tezę, że kwoty trafiające do twórców są małe nie dlatego, że wysokość opłat czy liczba urządzeń, od których są pobierane, jest niewystarczająca, tylko raczej dlatego, że nie wszyscy przedsiębiorcy, którzy powinni je wnosić, to robią. Gdyby opłaty były odprowadzane przez wszystkich zobowiązanych pula przeznaczana na rzecz twórców byłaby znacznie większa. Poziom nieświadomości przedsiębiorców w tym zakresie bezpośrednio przekłada się na wielkość środków przeznaczonych do repartycji. Poszerzanie katalogu urządzeń lub podnoszenie stawek pobieranych opłat nie są rozwiązaniem problemu.

Tomasz Sianowski: Byłbym nieuczciwy, gdybym powiedział, że system jest w pełni szczelny. Dla przykładu, nie pokuszę się na odpowiedź na pytanie, jaka jest skala tzw. małego importu przygranicznego. Jeśli jednak chodzi o audyty, to od 1995 r. uczestniczyłem już w ponad stu. Rzeczywiście każda z firm zrzeszonych w Związku Importerów i Producentów Sprzętu Elektrycznego i Elektronicznego Branży RTV i IT była badana co najmniej raz, niektóre dwukrotnie. Zdecydowana większość kontroli dotyczyła jednak przedsiębiorców, którzy nie są zrzeszeni w żadnej organizacji. Dlatego nie zgodzę się z zarzutem, że kontrolujemy jedynie firmy do których najłatwiej dotrzeć.

Czy listę urządzeń, od których pobierana jest opłata należy skracać czy wydłużać?

Jacek Barski: Obowiązująca od początku 2009 r. zmiana rozporządzenia ministra kultury z 2 czerwca 2003 r. w sprawie określenia kategorii urządzeń i nośników służących do utrwalania utworów oraz opłat od tych urządzeń i nośników z tytułu ich sprzedaży przez producentów i importerów, która w sferach audio i wideo (załączniki 1 i 2 do rozporządzenia) wprowadziła nowy katalog urządzeń i nośników objętych opłatami, była uzgodniona z dwoma środowiskami: zarówno producentów i importerów, jak i organizacji zbiorowego zarządzania. Te przepisy podajemy teraz często jako przykład możliwości osiągnięcia kompromisu

Przy ostatniej nowelizacji, która obowiązuje od 1 lipca 2011 r. i wprowadziła nowy katalog urządzeń w sferze reprografii, doszło do pewnych kontrowersji, niemniej jednak uważam, że w pewnym stopniu udało się wypośrodkować racje obu stron. Dlatego też m.in. wykreślono z projektu aparaty fotograficzne.

Tomasz Sianowski: Przewrotnie powiem, że organizacje zbiorowego zarządzania nie tylko chcą dodać nowe urządzenia czy nośniki, ale też postulują usunięcie niektórych z obecnego rozporządzenia. Po co utrzymywać odtwarzacze i kasety VHS czy magnetofonowe? Co oczywiście nie znaczy, że nie chcielibyśmy do obecnej listy urządzeń podlegających opłacie dodać nowych. W tej chwili pracujemy nad tym, żeby je zdefiniować.

Michał Kanownik: Oczywiście również jesteśmy za usunięciem z listy urządzeń i nośników, których już dawno nie ma na półkach sklepowych, ale problem jest poważniejszy. Dla przykładu - czy dekodery telewizyjne lub same telewizory z dyskiem twardym powinny podlegać opłatom reprograficznym, czy też nie? Owszem pozwalają nagrywać, ale nie da się z nich kopiować dalej. Od lat powtarzamy też, że drukarki nie są urządzeniami, które same w sobie pozwalają cokolwiek kopiować. A nawet jeśli, to obejmijmy opłatami te, które są domowego użytku, a nie te o wysokiej wydajności, które z założenia służą do użytku profesjonalnego.

Michał Błeszyński: Owszem drukarka sama z siebie niczego nie kopiuje. Jednak pamiętać należy, że ustawodawca sam wskazał, że nie chodzi jedynie o takie urządzenia, które kopiują, ale też o urządzenia, które uczestniczą w poszczególnych etapach uzyskiwania kopii. Przykładem takiego urządzenia jest skaner, co do którego nie ma wątpliwości, że jest wykorzystywany do tworzenia kopii. Podobnie jest z drukarką. Owszem - sama z siebie nie pozwala na kopiowanie, ale w połączeniu z komputerem już jak najbardziej.

Tomasz Rudyk: Tyle że w komputerze już ponosimy opłatę za twardy dysk, który w nim się już znajduje.

Michał Kanownik: Potencjalna funkcjonalność danego urządzenia nie może oznaczać, że powinniśmy go objąć opłatą. To, że telefon może służyć jako podstawka pod piwo, nie oznacza, że taka jest podstawowa funkcjonalność tego urządzenia.

Michał Błeszyński: Pojęcie urządzenia reprograficznego pojawia się w ustawie, z kolei rozporządzenie jako akt wykonawczy nie może zmieniać jej brzmienia, w tym określać co jest takim urządzeniem, a co nie jest. Skoro cyfrowy aparat fotograficzny służy do robienia zdjęć np. poszczególnych stron książki czy też nawet całych publikacji naukowych, to dla mnie jest oczywiste, że jest urządzeniem reprograficznym. Rozporządzenie wykonawcze nie może ograniczać normy ustawowej.

Jacek Barski: Początkowo rzeczywiście planowaliśmy dodać aparat fotograficzny do listy urządzeń podlegających opłacie reprograficznej. Ostatecznie doszliśmy jednak do wniosku, że skoro podstawową funkcją aparatu jest nadal robienie zdjęć, a zjawisko kopiowania nim książek czy artykułów naukowych nie jest powszechne, to jest zbyt wcześnie na traktowanie aparatu jako urządzenia reprograficznego. Co nie oznacza, że za kilka lat aparat fotograficzny nie pojawi się na liście. Być może do tego czasu pojawi się technologia, która sprawi, że będzie powszechnie wykorzystywany do kopiowania utworów drukowanych.

Michał Błeszyński: Do czego jednak odnosić tę powszechność? Jeśli przyjdzie stu studentów i każdy, zamiast kupić publikację naukową, zrobi jej zdjęcie, czy to już nie jest powszechne korzystanie? Nawet jeśli wszystkie pozostałe zrobione tym aparatem zdjęcia będą zdjęciami rodzinnymi. Efekt będzie taki, że nikt nie kupi wspomnianej publikacji.

Michał Kanownik: Nie popadajmy w paranoję. Idąc tym tropem, długopis również powinien być objęty opłatą reprograficzną. Mogę z jego pomocą przepisać czyjś utwór literacki. Uważam, że decydująca powinna być jednak podstawowa funkcja urządzenia. Aparat fotograficzny służy do robienia zdjęć widoczków czy też znajomych, mimo że pozwala sfotografować stronę książki. Telefon komórkowy służy przede wszystkim do rozmów, mimo że ma wiele innych funkcji.

Jak obliczyć opłatę od urządzeń wielofunkcyjnych?

Tomasz Sianowski: Wbrew pozorom w swojej działalności współpracujemy z importerami urządzeń i nie ma między nami aż tak wiele konfliktów. Jednym z większych problemów jest sposób obliczania opłat od urządzeń wielofunkcyjnych. Jeżeli w jednym urządzeniu mamy twardy dysk, nagrywarkę CD i jeszcze kilka innych funkcjonalności to konia z rzędem temu, kto dojdzie do tego, jakie opłaty naliczyć od tych urządzeń.

Michał Kanownik: To także jest wielki problem dla firm. Nieprecyzyjność stosownych zapisów powoduje narażanie przedsiębiorców na niepotrzebne ryzyko kar, a ponadto nie wiedzą oni, jakie koszty uwzględnić w swoich planach finansowych.

Jacek Barski: Sądzę, że ten problem mimo wszystko udało się jednak rozwiązać w trzecim załączniku do wskazanego wcześniej rozporządzenia. Są tam wskazane urządzenia i ich poszczególne funkcje, jakie przesądzają o tym, jaka opłata ma być pobierana. Oczywiście są to nowe przepisy obowiązujące od kilku miesięcy i będziemy się im przyglądać.

Czy jest możliwy kompromis pomiędzy interesem twórców i importerów sprzętu, od którego pobiera się opłaty, a jeśli tak, to jak go osiągnąć?

Jacek Barski: Kompromis na pewno jest możliwy, został przecież osiągnięty w 2008 r. w postaci dwóch załączników do rozporządzenia, w których uzgodniono zarówno katalog urządzeń i nośników objętych opłatami, jak i stawki tych opłat. Kluczowe wydaje się zrozumienie, że z jednej strony twórcom naprawdę należy się rekompensata za dozwolony użytek osobisty, z drugiej zaś strony, że ci, którzy opłaty uiszczają, mają prawo oczekiwać, że pieniądze rzeczywiście trafiają do twórców, a administracyjne koszty funkcjonowania systemu nie są zbyt wysokie. W MKiDN jesteśmy na pewno otwarci na wszelkie propozycje zmierzające do poprawy działania systemu. Ważne jest jednak także i to, aby nie popsuć czegoś, co w sumie dość dobrze działa, co jest owocem wielu lat doświadczeń, kilku kolejnych nowelizacji, jak i wieloletniego kształtowania praktyki.

Tomasz Sianowski: Zgadzam się, że taki kompromis został wypracowany przy wsparciu MKiDN. Sposób jego kontynuowania zawiera się w stałym, wzajemnym poznawaniu racji każdej ze stron, przy uwzględnieniu dynamiki rozwoju techniki i nowych technologii oraz potrzebę wpisania ich w oczekiwania twórców. Bez finansowego wsparcia nie podejmą oni wysiłku twórczego i nie wygenerują przedmiotów praw autorskich, które, jakkolwiek byśmy opisywali, są następnie utrwalane na urządzeniach i nośnikach. A bez tego ich producenci i importerzy zostaną pozbawieni wpływów.

Michał Kanownik: Z punktu widzenia przedsiębiorcy najbardziej istotna kwestią jest uporządkowanie dzisiejszego systemu i wyeliminowanie z niego wszystkich wątpliwości interpretacyjnych. Wbrew pozorom interes twórców i interes przedsiębiorców w tej kwestii nie są aż tak bardzo rozbieżne. Obydwie strony systemu powinny dążyć do tego, aby był on w pełni transparentny, szczelny i efektywny. Dla przedsiębiorców bardzo istotne jest jasne ustalenie katalogu urządzeń objętych opłatami i nierozszerzanie go o urządzenia budzące zastrzeżenia co do ich roli w procesie reprograficznym, jasne rozdzielenie sprzętu kupowanego przez indywidualnego konsumenta na jego prywatne potrzeby od urządzeń przeznaczonych do użytku profesjonalnego w firmach i instytucjach oraz wprowadzenie pełnej przejrzystości zasad przekazywania gromadzonych środków twórcom.

Michał Błeszyński: Kompromis wymaga dobrej woli wszystkich uczestników i zrozumienia oczywistego faktu, że prawo autorskie musi odnaleźć stan równowagi pomiędzy interesami twórców i artystów, producentów, importerów i dystrybutorów oraz interesem społecznym w dostępie do twórczości. Dozwolony użytek umożliwiającego korzystanie w sferze prywatnej z rozpowszechnionych już utworów musi istnieć. Ogromna skala tego kopiowania musi jednak być kompensowana przez opłaty od urządzeń umożliwiających kopiowanie i nośników z nimi związanych. Obecny poziom tych opłat jest za niski.

Tomasz Rudyk: Sprawa opłat reprograficznych przestanie budzić kontrowersje wówczas, gdy przepisy je regulujące będą jasne oraz konsekwentnie stosowane wobec wszystkich uczestników obrotu. W takim przypadku opłaty reprograficzne nie będą wpływały na konkurencyjność cen oferowanych urządzeń. Tylko czytelne regulacje pozwolą na osiągnięcie kompromisu.

Ważna jest też transparentność sposobu redystrybucji tych opłat zgodnie z duchem przepisów regulujących tzw. dozwolony użytek.

Prawa autorskie muszą być chronione, ale nie mogą stać w opozycji wobec praw konsumenta czy też szerzej interesu społecznego. Ostatecznie płacić zawsze będzie końcowy odbiorca

Uczciwi przedsiębiorcy, odprowadzający sumiennie opłaty stają się niekonkurencyjni wobec tych, którzy tego nie robią, a przez to mogą zaoferować korzystniejszą cenę

@RY1@i02/2012/058/i02.2012.058.21400020b.811.jpg@RY2@

Jacek Barski, departament własności intelektualnej i mediów w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego

@RY1@i02/2012/058/i02.2012.058.21400020b.812.jpg@RY2@

Michał Kanownik, dyrektor Związku Importerów i Producentów Sprzętu Elektrycznego i Elektronicznego Branży RTV i IT (ZIPSEE)

@RY1@i02/2012/058/i02.2012.058.21400020b.813.jpg@RY2@

Tomasz Sianowski, pełnomocnik ZAiKS, SAWP, ZPAV ds. urządzeń i czystych nośników służących do utrwalania utworów w zakresie własnego użytku osobistego

@RY1@i02/2012/058/i02.2012.058.21400020b.814.jpg@RY2@

Tomasz Rudyk, adwokat, DLA Piper Litigation & Regulatory

@RY1@i02/2012/058/i02.2012.058.21400020b.815.jpg@RY2@

Michał Błeszyński, Kancelaria Prawna Błeszyński i Partnerzy Radcowie Prawni, Stowarzyszenie Zbiorowego zarządzania Prawami Autorskimi Twórców Dzieł Naukowych i Technicznych KOPIPOL

Debatę prowadził i relację przygotował Sławomir Wikariak

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.