Gumowa apelacja
Jeśli szybko nie nastąpią zmiany legislacyjne, program rejestracji rozpraw może sparaliżować pracę sądów apelacyjnych i wydziałów odwoławczych w sądach okręgowych
Ministerstwo Sprawiedliwości twierdzi, że dzięki nagrywaniu rozpraw czas postępowania sądowego skróci się o jedną trzecią. Cel ten wydaje się możliwy do osiągnięcia, ale tylko w najdrobniejszych sprawach - przede wszystkim tych, w których wydanie orzeczenia następuje na pierwszym posiedzeniu. W procesach trudniejszych nagrywanie doprowadzi najpierw do wydłużenia procedury wydania orzeczenia przed sądem I instancji, a następnie ogromnych opóźnień przy rozpoznawaniu apelacji.
Sędziowie sądów, w których wkrótce zacznie się rejestracja rozpraw, przeszli już wstępne szkolenia i mieli możliwość zapoznania się z programem stworzonym do obsługi nagrywania. Zastrzeżenia zgłaszane do niefunkcjonalnych i miejscami niezgodnych z procedurą rozwiązań mogłyby wypełnić ramy całego artykułu. Wskażmy przykładowo na niekompatybilność z dotychczasowym oprogramowaniem sekretariatów czy ekwilibrystykę konieczną, by móc w oparciu o nowy protokół spisać ugodę. Są to techniczne utrudnienia, które początkowo wydłużą czas rozpoznania każdej sprawy o kilka czy kilkadziesiąt minut. Wierzyć trzeba, że te akurat mankamenty uda się po kilku miesiącach skutecznie wyeliminować.
Niezależnie jednak od tego, jak sprawnie uda się pokonać trudności techniczne, już dziś postawić można tezę, że pierwsze apelacje w sprawach nagrywanych praktycznie wstrzymają pracę wydziałów odwoławczych i doprowadzą do zatorów, które zwalczać będziemy przez lata. Wyrazem tego jest chociażby uchwała Sądu Apelacyjnego w Gdańsku z 15 grudnia 2011 r., w której sędziowie wskazują, że bez pilnych zmian legislacyjnych po wprowadzeniu nagrywania liczba możliwych do rozstrzygnięcia spraw apelacyjnych zostanie drastycznie ograniczona. Sędziowie przypominają, że nie mniej niż 80 proc. czasu sędziego drugiej instancji już dziś pochłaniają czynności przygotowawcze, przede wszystkim czytanie akt. To właśnie ta czynność ulegnie dramatycznemu wydłużeniu i sprawi, że sędziowie, zamiast myśleć o trafności rozstrzygnięcia, zamienią się w słuchaczy protokołów.
Przypomnieć należy bowiem, że w procedurze cywilnej obowiązuje obecnie system apelacji pełnej (por. uchwała 7 sędziów SN z 31 stycznia 2008 r., III CZP 49/07 OSNC 2008/6/55). Apelacja pełna polega na tym, że sąd drugiej instancji rozpatruje sprawę ponownie, czyli w sposób w zasadzie nieograniczony jeszcze raz bada sprawę rozstrzygniętą przez sąd pierwszej instancji. Oznacza to dokładnie tyle, że sąd odwoławczy w sprawie cywilnej, pracowniczej czy gospodarczej ma obowiązek zapoznania się z całością materiału dowodowego zebranego przed sądem pierwszej instancji. Tego modelu postępowania w ogóle nie wziął pod uwagę ustawodawca, wprowadzając protokół elektroniczny. Truizmem jest stwierdzenie, że apelacje wnoszone są w sprawach najtrudniejszych. Są to zwykle postępowania z największą ilością zeznań świadków czy biegłych. W tych najbardziej spornych sprawach również same strony i ich pełnomocnicy wykazują ponadprzeciętną aktywność na rozprawach. Wszystko to sprawia, że nagrania w tych sprawach będą najdłuższe.
Przygotowując się do nowego sposobu procedowania - w oparciu o dane z dotychczasowych protokołów - zliczyłem łączny czas trwania rozpraw przed sądem pierwszej instancji w kilkunastu sprawach. Wyniki osobistych obserwacji skłaniają do stwierdzenia, że w wielu sprawach czas zapoznania się z aktami w celu rozpoznania apelacji wydłużyć się może nawet 30-krotnie. Przykładowo na samo odsłuchanie protokołów w jednej tylko z kilku spraw, która trafiła na pojedynczą wokandę, musiałbym poświęcić 170 godzin, czyli cały miesiąc roboczy. Jak w tej sytuacji przygotować się można do innych spraw z tej samej wokandy oraz kolejnych wokand w tym samym miesiącu, kiedy wykonywać pozostałe czynności, rozpoznawać zażalenia, pisać uzasadnienia? Nie wszystkie sprawy, jak ta wymieniona wyżej, są wielotomowe i toczą się przez kilka lat, ale cóż z tego, skoro nawet w sprawach mniej obszernych łączny czas nagrań osiągnie przeciętnie kilkanaście - kilkadziesiąt godzin.
Przypomnijmy, że z obecnych protokołów eliminowane są wszystkie niezwiązane z istotą sprawy uwagi osób przesłuchiwanych, czynności techniczne, nie notuje się zwykle treści pytań stron czy wymian zdań między nimi. Ważna dla rozstrzygnięcia sprawy esencja posiedzenia, które trwało kilka godzin, potrafi zmieścić się na kilku stronach protokołu, których przeczytanie zajmuje kilkanaście minut. Możliwość skupienia uwagi podczas wielogodzinnych codziennych słuchowisk poddać można w wątpliwość nawet bez testowania tego w praktyce. W nowych realiach tylko od dyscypliny sędziego zależało będzie też, czy wypowiedzi niedotyczące okoliczności istotnych będą stanowczo przerywane. Jeśli tak się nie stanie, niezmiernie trudne stanie się wyłowienie z zeznań okoliczności ważnych dla rozstrzygnięcia, a konfrontacja zeznań świadków stanie się praktycznie niemożliwa. Oczywista jest teza, że ucierpi na tym jakość orzecznictwa.
W cytowanej uchwale SA w Gdańsku jako remedium na wskazywane mankamenty wskazuje się wprowadzenie powszechnej transkrypcji nagrań. Obecnie zarządzić ją może tylko prezes sądu, i to tylko częściowo. Jej wprowadzenie w pełnym zakresie wymagałoby zatrudnienia setek, jeśli nie tysięcy transkrybentów, gdyż przekład godziny nagrania zajmuje minimum cztery godziny. Każdy, kto zapoznawał się z przełożonym na pismo zapisem fonicznym, wie jednak, że dokument taki nie ma nic wspólnego z dotychczasowym protokołem. Transkrypcja półgodzinnej rozprawy zajmuje 30 stron, a sam zapis jest wyjątkowo mało czytelny. Nie trzeba wspominać, że akta najdrobniejszych spraw urosłyby do kilku tomów. Powszechna transkrypcja, i tak niemożliwa ze względów organizacyjnych, mogłaby zatem w niewielkim stopniu zniwelować wady wprowadzanych zmian.
W mojej opinii, jeśli dojdzie do zapaści w sądach apelacyjnych i okręgowych, sytuację poprawić będą mogły tylko dwa rozwiązania. Pierwszym z nich jest odejście od systemu apelacji pełnej i wprowadzenie apelacji ograniczonej, w której zakres rozstrzygnięcia wyznaczają ściśle zarzuty strony odwołującej się. Zwolni to sąd odwoławczy od obowiązku zapoznawania się z całym materiałem zebranym przed sądem pierwszej instancji i odsłuchiwania całości protokołów. W przypadku podważania zeznań świadków czy biegłych to apelujący będzie musiał wskazać sądowi fragmenty nagrania istotne dla jego argumentacji, a sąd i strony dopiero w tym modelu wykorzystają należycie adnotacje czynione w protokole. Tylko wtedy w połączeniu z rezygnacją z pisemnych uzasadnień bądź całkowitym przemodelowaniem dotychczasowego modelu ich sporządzania nagrywanie przynieść może realne skrócenie czasu trwania postępowań, a nie tylko samych rozpraw.
Druga możliwość to rezygnacja ze skróconego protokołu i powrót do protokołowania zeznań świadków, biegłych i stron jak dotychczas. Nagranie pozwoliłoby zaś na żądanie strony zweryfikować wierność protokołu. Przy okazji wyeliminować można takie absurdy jak ogłaszanie wyroku i ustnych jego motywów do pustej sali, chyba że zastąpią one pisemne uzasadnienia.
W wielu sprawach czas zapoznania się z aktami może wydłużyć się nawet 30-krotnie
@RY1@i02/2012/052/i02.2012.052.07000080c.802.jpg@RY2@
hutterstock
Na przesłuchanie nagrań z jednej sprawy sędzia będzie musiał poświęcić nawet kilkaset godzin
Rafał Krawczyk
sędzia Sądu Okręgowego w Toruniu
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu