Producent pozwie Raczka za krytykę filmu? Będzie trudno
Prawo
"Ten film jest jak choroba, jak nowotwór złośliwy: zabija wiarę w kino i szacunek do aktorów. Patrząc na Romę Gąsiorowską, Sonię Bohosiewicz i Borysa Szyca, grających główne role, czułem się tak, jakbym patrzył, jak ktoś przerabia kochanych członków rodziny na dziwki i alfonsów. Szczerze i nieodwołalnie odradzam pójście na >>Kac Wawa<< do kina. Ten film powinien ponieść klęskę frekwencyjną - może to nauczyłoby czegoś producentów. Wstyd!" - tak krytyk Tomasz Raczek zrecenzował film na Facebooku. Współproducent filmu Jacek Samojłowicz uważa, że Raczek przekroczył granicę krytyki filmowej.
Samojłowicz uznał, że recenzent naraził go na milionowe straty, gdyż skutecznie zniechęcił widzów do pójścia do kina, dlatego sprawa najprawdopodobniej trafi do sądu. Szanse na powodzenie Samojłowicza nie wydają się jednak zbyt duże.
- Pozew teoretycznie jest możliwy. Krytyk filmowy nie jest przecież wolny od odpowiedzialności za potencjalne naruszenie dóbr osobistych i wyrządzenie tym szkody. Natomiast należy się zastanowić, czy w tej konkretnej publikacji do owego naruszenia doszło. W praktyce jest to niezwykle trudne do wykazania - wskazuje Andrzej Michałowski, adwokat z kancelarii Michałowski Stefański.
- Krytyk zawsze może argumentować, że bronił pewnego uzasadnionego interesu społecznego i dlatego używał takich, a nie innych sformułowań - dodaje.
Na straży wolności słowa stoi również ustawa zasadnicza. - Co do zasady mamy gwarantowaną Konstytucją RP wolność słowa i wyrażania opinii. Recenzja krytyka filmowego nie jest oceną faktów, jest bowiem subiektywną oceną natury estetycznej recenzowanego utworu, której nikomu zabronić nie można. Trzeba jednak pamiętać, żeby przy okazji takiej recenzji nie naruszać dóbr osobistych (dobrego imienia, czci, honoru) reżysera czy innych twórców - zauważa mecenas Piotr Dynowski z Kancelarii Bird & Bird.
Jego zdaniem krytyk miał prawo w tak ostrych słowach wypowiedzieć się na temat filmu.
- Krytyk, który uznaje, że wystarczającą oceną filmu będzie napisanie, że ma nadzieję, że nikt nie pójdzie go obejrzeć, ma do tego prawo i nie powinien za to ponosić odpowiedzialności. Każdy z nas ma prawo do własnej oceny cudzej działalności tak długo, jak nie narusza czyichś dóbr osobistych - wskazuje Dynowski.
Z taką argumentacją nie do końca zgadza się mecenas Michałowski. Jego zdaniem można mieć wątpliwości, czy fragment, w którym Raczek nawoływał, by nie iść do kina, nie stanowi czynu zabronionego.
- Czy tę wypowiedź można w ogóle nazwać recenzją? Czy ten fragment można opisać jako realizowanie funkcji społecznej, którą mieli do wykonania dziennikarz i recenzent? I czy można to sformułowanie oceniać nie w kategoriach naruszenia dóbr osobistych, lecz czynu niedozwolonego? - zastanawia się adwokat.
Anna Krzyżanowska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu