To właściwość miejscowa decyduje o obciążeniu sądów
Ministerstwo Sprawiedliwości przygotowuje reorganizację sądownictwa. W efekcie w lipcu tego roku z mapy Polski ma zniknąć ponad sto najmniejszych sądów rejonowych. Planowana reforma ma usprawnić działanie wymiaru sprawiedliwości, tymczasem są inne sposoby, by sądy pracowały lepiej
Likwidacja małych sądów rejonowych ma być - jak zapowiada minister sprawiedliwości Jarosław Gowin - panaceum na wszelkie zło w sądownictwie. Ma spowodować, że będzie szybciej, sprawniej. Po prostu lepiej. Dziś jest za wcześnie, by oceniać, czy pomysł Ministerstwa Sprawiedliwości jest dobry czy zły.
Zapewne proponowana reforma została poprzedzona odpowiednimi analizami, choć niektórzy zaczynają w to wątpić. Niestety piątkowy nakaz (z 17 lutego), by dyrektorzy sądów do godz. 13 w poniedziałek (20 lutego) przygotowali analizę kosztów wprowadzenia zmian w strukturze sądów powszechnych, raczej nie przysporzy jej dodatkowych zwolenników. Tymczasem są inne sposoby na sprawiedliwy i bardziej równomierny podział spraw wpływających do sądów. Szczególnie spraw w wydziałach cywilnych.
Miasto miastu nierówne
Poza sporem jest fakt, że sądy w dużych aglomeracjach, takich jak np. Warszawa, Wrocław czy Gdańsk, zawsze będą potrzebować więcej rąk do pracy niż sądy np. w Skarżysku-Kamiennej, Janowie Lubelskim czy Włodawie. Tak było, jest i będzie. Czy się to komuś podoba czy nie. Obecnie tendencja jest taka, by likwidować etaty w małych ośrodkach i tworzyć w ich miejsce nowe etaty w dużych miastach. Może warto spróbować inaczej wyrównać wpływ spraw do polskich sądów?
Kilka lat temu, o ile dobrze pamiętam było to w 2007 roku, przy okazji jednej z kolejnych nowelizacji kodeksu postępowania cywilnego, zmieniono treść art. 202, który obecnie stanowi, że niewłaściwość sądu dającą się usunąć za pomocą umowy stron sąd bierze pod rozwagę tylko na zarzut pozwanego, zgłoszony i należycie uzasadniony przed wdaniem się w spór co do istoty sprawy. Sąd nie bada z urzędu tej niewłaściwości również przed doręczeniem pozwu.
Jakie skutki spowodowała zmiana tego przepisu? Ano takie, że jeżeli pozwany przy pierwszej czynności procesowej nie podniesie zarzutu niewłaściwości miejscowej, to sprawę będzie rozpoznawał sąd, do którego sprawę wniósł powód.
Oczywiście powie ktoś, że przecież chcącemu nie dzieje się krzywda, przecież pozwany ma prawo zgłosić taki zarzut, a jeśli tego nie zrobi, to jego sprawa. To wszystko prawda, tylko że świadomość prawna polskiego społeczeństwa jest niewielka. Z moich obserwacji wynika, że ponad 90 proc. pozwanych nie zgłasza zarzutu niewłaściwości miejscowej, zapewne głównie z powodu niewiedzy, bo trudno podejrzewać, że pozwany woli jechać 300 km do sądu powoda, niż zgłosić taki zarzut i stawać przed sądem w swojej miejscowości. Zostawmy jednak konsekwencje, jakie poniesie pozwany. W końcu przecież ignorantia iuris nocet, jak mawiali starożytni Rzymianie.
Cudze sprawy idą w tysiące
Przyjrzyjmy się temu, jakie konsekwencje ma treść powołanego przepisu dla np. takiego sądu rejonowego w Warszawie. Załóżmy że jest to duży, ale sprawnie działający sąd. Z tego powodu pełnomocnik dużej firmy, np. windykacyjnej, która ma siedzibę w stolicy, składa w tym sądzie miesięcznie kilkaset pozwów w postępowaniu upominawczym czy nakazowym. Sąd z Warszawy rozpoznaje sprawy, które powinny rozpoznawać sądy w Krośnie, Zgorzelcu, Gdańsku czy Białymstoku. Rocznie około pięciu, sześciu tysięcy nie swoich spraw.
Wydaje nakazy zapłaty, rozpoznaje sprzeciwy (zarzuty) pozwanych, wreszcie wyznacza rozprawy w sprawach, w których pozwany nie podniósł zarzutu niewłaściwości miejscowej. Gdyby obowiązywała treść art. 202 sprzed wskazanej nowelizacji, żaden pełnomocnik raczej nie złożyłby wszystkich tych pozwów do jednego sądu, bo i tak sprawy zostałyby przekazane do sądów właściwych miejscowo. Straciłby tylko niepotrzebnie kilka tygodni niezbędnych na uprawomocnienie się postanowienia o przekazaniu sprawy do rozpoznania innemu sądowi. Tym sposobem jeden sąd rejonowy w Warszawie miał kilka tysięcy spraw, które przy poprzednich zasadach obciążyłyby sądy w całej Polsce, zapewne w ilości nie większej niż po kilka może kilkanaście, na każdy z tych sądów.
Paraliż zamiast przyspieszenia
Wyobraźmy sobie jednak sytuację inną. Ten sam powód ma siedzibę w mieście, gdzie jest sąd rejonowy, a w wydziale cywilnym orzeka jeden sędzia. I nagle pewnego dnia wpływa do tego sądu tysiąc spraw, gdzie pozwanymi są osoby z całej Polski.
Na tym jednak nie koniec - w kolejnych miesiącach wpływają kolejne tysiące spraw do tego sądu. Jak szybko ta osoba rozpozna te sprawy, wyda nakazy, rozpozna sprzeciwy czy też zarzuty, wnioski o zwolnienie od kosztów, czy wreszcie wyznaczy rozprawy po skutecznym wniesieniu środków zaskarżenia? Nietrudno sobie wyobrazić, że taka sytuacja sparaliżuje sąd na kilka miesięcy lub nawet na kilka lat.
W tym drugim przypadku likwidacja małych sądów wydaje się jakimś rozwiązaniem problemu, ale czy jedynym? W pierwszym opisanym powyżej przypadku likwidacja małych sądów rejonowych nie pomoże w żaden sposób tym dużym.
Trzeba wrócić do starego przepisu
Jakie są więc wyjścia? Moim zdaniem są dwa. Pierwsze to powrót do poprzedniego brzmienia przepisu art. 202 k.p.c., kiedy to sąd badał z urzędu właściwość miejscową i przekazywał sprawy do sądu właściwego miejscowo. Drugie pośrednio już istnieje i dotyczy elektronicznego postępowania upominawczego.
Sprawy wniesione do sądu elektronicznego, po wniesieniu sprzeciwu z urzędu, przekazywane są do sądu właściwego miejscowo. By jednak zlikwidować nierównomierny wpływ spraw istniejący w chwili obecnej, konieczne byłoby wprowadzenie obowiązkowego postępowania elektronicznego w sprawach co najmniej upominawczych, ale można by też rozważyć, czy nie przekazać temu sądowi spraw z zakresu postępowania nakazowego. Oczywiście przy odpowiedniej obsadzie istniejącego sądu, który rozpoznaje obecnie sprawy w elektronicznym postępowaniu upominawczym. Wówczas w razie wniesienia sprzeciwu czy zarzutów sprawa trafiałaby do sądu właściwego miejscowo, nie powodując tym samym problemów z nierównomiernym obciążeniem sądów sprawami, dla których nie są właściwe.
Wprowadzenie proponowanych powyżej zmian oczywiście nie rozwiąże problemu związanego z dysproporcjami w ilości spraw wpływających do poszczególnych sądów. Przyczyni się jednak do bardziej sprawiedliwego obciążenia sądów. Zasady będą proste i czytelne. Co najważniejsze, zmiany te nie spowodują zapewne oporu ze strony środowiska sędziów czy referendarzy.
@RY1@i02/2012/037/i02.2012.037.07000070f.802.jpg@RY2@
Jan Drąg, sędzia Sądu Rejonowego dla Warszawy-Pragi-Północ w Warszawie
Jan Drąg
sędzia Sądu Rejonowego dla Warszawy-Pragi-Północ w Warszawie
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu