Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Koszt sprawiedliwości zależy od składu, na który trafi firma

26 września 2013

Niektóre sądy zaczęły zwalniać przedsiębiorców z absurdalnie wysokiej opłaty od skargi w sprawie przetargu. Inne jednak wciąż żądają wpłacania nawet 5 mln zł

Trudno byłoby znaleźć w Polsce prawnika, który uznałby, że liczona w milionach złotych opłata od skargi na wyrok Krajowej Izby Odwoławczej (KIO) nie łamie konstytucyjnego prawa do dwuinstancyjnego sądu.

- Nie ma jakiegokolwiek uzasadnienia, by we wszystkich sprawach gospodarczych górną granicę stanowiło 100 tys. zł, a jedynie dla zamówień publicznych przepisy czyniły wyjątek i wprowadzały kuriozalnie wysoką opłatę, która może wynieść nawet 5 mln zł - ocenia Robert Mikulski, radcy prawny z kancelarii Stopczyk & Mikulski, autor jednej ze skarg konstytucyjnych w tej sprawie.

Mimo powszechnej krytyki wprowadzony nowelizacją z 2009 r. art. 34 ustawy o kosztach sądowych w sprawach cywilnych (t.j. Dz.U. z 2010 r. nr 90, poz. 594 ze zm.) wciąż nie został zmieniony. Od pewnego czasu można jednak zaobserwować zmianę w podejściu do niego przez sądy. Niektóre z nich zwalniają z większej części opłaty, i to nawet firmy osiągające obroty liczone w setkach milionów złotych.

- Praktycznie we wszystkich skargach na wyroki KIO wniesionych po nowelizacji wprowadzającej pięciomilionową opłatę wskazywałem wadliwą regulację i w konsekwencji ograniczenie prawa do sądu. Do niedawna sądy jej jednak nie uwzględniały - mówi Robert Krynicki, radca prawny z kancelarii Krynicki, Dajczer, Kamiński.

- Od pewnego czasu obserwuję bardziej racjonalne podejście, zwłaszcza w warszawskim sądzie. Jeżeli skarga jest opłacona w części i jednocześnie zawiera uzasadniony wniosek o zwolnienie z kosztów w pozostałej części, to sąd dopuszcza ją do rozpoznania. Z doświadczenia wiem, że nie jest to jednak reguła i pomimo niemal identycznych argumentów podnoszonych w różnych skargach sądy podejmowały odmienne decyzje - dodaje prawnik.

Bez uzasadnienia

Efekt jest taki, że firma nie wie, czy będzie miała szansę przedstawić swoje racje przed sądem, czy też nie. Poza zupełnie wyjątkowymi sytuacjami żaden przedsiębiorca nie zaryzykuje przecież utraty 5 mln zł. Co więcej, niewiele firm dysponuje takimi kwotami.

- Reprezentowałem spółkę celową, a więc taką, którą utworzono na potrzeby konkretnego przetargu. We wniosku o zwolnienie z kosztów podnosiłem, że nie ma ona jeszcze żadnych obrotów, więc nie będzie w stanie zapłacić 5 mln zł. Już nawet opłata w wysokości 100 tys. zł byłaby duża, ale taką sumę udziałowcy zgodziliby się wyłożyć, gdyż byli pewni wygrania sprawy. Niestety, sąd nie uznał tego wniosku, a spółka w efekcie została pozbawiona możliwości dochodzenia sprawiedliwości - opowiada Dariusz Ziembiński, ekspert Grupy Doradczej Konsultanci Zamówień Publicznych.

Co interesujące, w większości spraw, w których sąd godzi się na niższą, niż wymagają przepisy, opłatę, nie wydaje odrębnego postanowienia w sprawie zwolnienia z kosztów. Po prostu przyjmuje skargę do rozpoznania mimo wniesienia przez stronę niższej niż wynikałoby to literalnie z przepisów, opłaty. Dlatego trudno przytoczyć uzasadnienie, w którym sąd wprost stwierdzałby, że uważa przepisy za niekonstytucyjne. Wydaje się jednak, że tym właśnie się kieruje, bo ten argument jest podnoszony we wnioskach o zwolnienie z kosztów; a chodzi często o firmy, które są w doskonałej kondycji finansowej i mogłyby ponieść koszty w pełnej wysokości.

Dużą rolę odrywają tu prawnicy reprezentujący strony przed sądem. W sprawie jednego z wyroków KIO oddzielne skargi złożyły dwa duże przedsiębiorstwa. W jednej przedstawiono obszerną argumentację, przemawiającą za zwolnieniem z kosztów powyżej 75 tys. zł (tyle wynosiła pięciokrotność opłaty poniesionej przed KIO). W drugiej nie zrobiono tego. Efekt był taki, że pierwszą ze skarg sąd przyjął do rozpoznania, mimo że nie wpłacono 5 mln zł, a drugiej już nie.

Sejm za zmianami

W Trybunale Konstytucyjnym czekają na rozpoznanie już trzy skargi dotyczące art. 34 ust. 1 ustawy o kosztach sądowych w sprawach cywilnych (sygn. akt SK 25/11, SK 26/11 i SK 12/13). Co ciekawe, sam ustawodawca, który wprowadził ten przepis, dzisiaj opowiada się za uznaniem go za niekonstytucyjny.

"Zakwestionowany przepis stanowi przejaw nadmiernego fiskalizmu i może skutkować nadmiernym ograniczeniem prawa do sądu, eliminując możliwość domagania się przez uczestnika postępowania o udzielenie zamówienia publicznego ochrony jego słusznych praw" - czytamy w piśmie przesłanym do TK i podpisanym przez marszałek Sejmu Ewę Kopacz.

Podobne argumenty padają w samych skargach. "Skoro nawet w przypadku uwzględnienia skargi nie jest przesądzone uzyskanie zamówienia przez wykonawcę, dlatego ponoszenie tak wysokiego kosztu przy tak wysokim ryzyku i braku gwarancji w postaci zawarcia umowy pozbawia podmiot prawa do sądu" - napisał w jednej z nich Karol Kamiński, radca prawny z kancelarii Krynicki, Dajczer, Kamiński.

Nie wiadomo jednak, kiedy trybunał rozpozna skargi. Co więcej, nawet jeśli uzna niekonstytucyjność przepisu, to niewiele to da firmom, które na jego skutek utraciły szansę na przedstawienie swoich racji przed sądem. Ewentualne odszkodowanie za zyski, jakie mogłyby osiągnąć, realizując zamówienie publiczne, jest praktycznie niemożliwe do uzyskania. Trzeba by bowiem nie tylko przekonać sąd, że wygrałyby przetarg, ale i wykazać, ile by na tym zarobiły.

Rząd się nie kwapi

Być może właśnie tym, że Skarb Państwa może czuć się bezpiecznie, tłumaczyć należy opieszałość rządu w zmianie prawa.

- Chociaż w ciągu ostatnich lat przygotowano wiele projektów nowelizujących przepisy o zamówieniach, to w sprawie opłaty wciąż nic nie zrobiono. Rząd udaje, że nie ma problemu, problem jest, i to poważny - podkreśla Dariusz Ziembiński.

Już przed ponad rokiem dwa resorty: sprawiedliwości i gospodarki, opowiedziały się za zmianą ustawy. Najbardziej zaawansowany był projekt założeń do nowelizacji przygotowany przez to pierwsze ministerstwo. Zgodnie z nim skarga kosztowałaby: 37,5 tys. zł, 50 tys. zł, 75 tys. zł lub maksymalnie 100 tys. zł (w zależności od wysokości wpisu płaconego przed KIO). Nikt nie zakwestionował tej propozycji, ale zastrzeżenia Ministerstwa Finansów wzbudziły inne znajdujące się w projekcie.

- Rada Ministrów na posiedzeniu 18 czerwca 2013 r. nie przyjęła przedłożonego przez MS projektu założeń, kierując go do ponownego rozpatrzenia przez Komitet Rady Ministrów. Od tego czasu projekt jest w dyspozycji KRM - odpowiedziała na pytanie o losy nowelizacji Patrycja Loose, rzecznik prasowy MS.

@RY1@i02/2013/187/i02.2013.187.18300030c.802.jpg@RY2@

Coraz mniej spraw w drugiej instancji

Sławomir Wikariak

slawomir.wikariak@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.