Znak drogowy za 180 zł, czyli sztuka wyciskania pieniędzy z prawa
Skoro państwo stanowi prawo, to ludzie powinni mieć możliwość jego poznania. Dlatego właśnie żadna ustawa ani żadne rozporządzenie nie mogą być przedmiotem prawa autorskiego. Przepraszam za truizm, ale okazuje się, że nie dla wszystkich jest to oczywiste. Po kilkunastu latach okazało się bowiem, że Ministerstwo Infrastruktury - bo tak się kiedyś nazywał dzisiejszy resort transportu - zawarło umowę, w której pozwoliło firmie przygotowującej wzory znaków drogowych zatrzymać do nich prawa autorskie. I firma ta, jako jedyna przez wszystkie te lata, sprzedawała płyty z plikami graficznymi znaków. Znaków, które są wskazane w rozporządzeniu, a więc - powtórzmy - nie mogą podlegać prawu autorskiemu.
Resort transportu przez długi czas nie mógł odnaleźć umowy, która do tego doprowadziła. W ostatnich dniach w serwisie VaGla.pl Prawo i Internet pojawił się jednak link do protokołu odbioru prac z 2001 r. A w nim widnieje postanowienie, zgodnie z którym zamawiający nie wnosi zastrzeżeń co do możliwości dystrybucji zatwierdzonych załączników w formie zapisu na płytach CD-ROM ze względu na "prawa autorskie wykonawcy".
Spółka skwapliwie korzystała z łaskawości ministerstwa. Żeby było śmieszniej, to ostatnie nie zatrzymało sobie plików i zainteresowanych nimi odsyłało z kwitkiem. Odsyłało do firmy, która każdemu takie pliki może sprzedać na płycie za 180 zł. Na marginesie - widniejąca jeszcze do niedawna na stronie internetowej owej spółki oferta sprzedaży została zdjęta po tym, jak o całej sprawie zaczęło być głośno. Pozostał napis: "under construction ...".
Przy okazji dokopano się też do raportu NIK, który wskazuje, że samą umowę zawarto niezgodnie z prawem. Resort wybrał bowiem wykonawcę w trybie tzw. zapytania o cenę, czyli niekonkurencyjnym. Podsumowując - zlecił bez przetargu wykonanie wzorów znaków w postaci cyfrowej, zapłacił za nie, następnie wykorzystał je do wydrukowania papierowego rozporządzenia, a plików nie zachował dla siebie, za to dał wykonawcy prawo do ich odprzedaży.
Zmarnowana szansa. Jestem pewien, że gdyby ministerstwo pozwoliło firmie na wyłączną sprzedaż także papierowego rozporządzenia, to ta zgodziłaby się wykonać wzory za zupełną darmochę. Ha, mogliby się znaleźć nawet wykonawcy, którzy byliby w stanie dopłacić do całego interesu. Jaka oszczędność publicznych pieniędzy!
Ale mówiąc serio - z publicznych pieniędzy lepiej nie żartować - dobrze by było, by urzędnicy, zawierając kolejne umowy, wzięli sobie do serca słowa premiera: "To, co powstaje za publiczne pieniądze, jest własnością publiczną".
@RY1@i02/2013/058/i02.2013.058.18300080e.802.jpg@RY2@
Sławomir Wikariak p.o. zastępca szefa działu Prawo
Sławomir Wikariak
p.o. zastępca szefa działu Prawo
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu