Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Nowa ustawa o prawach konsumenta: pół roku dla firm na przygotowania

1 lipca 2014

Klienci e-sklepów muszą być poinformowani o przysługującym im prawie do odstąpienia od umowy. W przeciwnym razie będą mieli ponad rok na zwrot towaru bez podawania przyczyn

@RY1@i02/2014/125/i02.2014.125.215000400.803.jpg@RY2@

Dokładnie w pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia sprzedawcy będą musieli dostosować swą działalność do wchodzącej tego dnia w życie ustawy z 30 maja 2014 r. o prawach konsumenta (Dz.U. z 2014 r. poz. 827; dalej: ustawa). Została ona opublikowana w Dzienniku Ustaw przed tygodniem, 24 czerwca.

Chociaż pierwotnie, zgodnie z unijną dyrektywą, przepisy miały wejść w życie jeszcze w czerwcu, to podczas prac legislacyjnych w Sejmie, po apelu prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, posłowie zdecydowali się wydłużyć okres vacatio legis do 6 miesięcy. A to oznacza, że przedświąteczną sprzedaż e-sklepy i inni przedsiębiorcy będą jeszcze prowadzić na dotychczasowych zasadach. Nowe zaczną obowiązywać 25 grudnia 2014 r. W praktyce jednak przygotowania do ich wdrożenia trzeba rozpocząć dużo wcześniej. Szczególnie dotyczy to sprzedawców internetowych i prowadzących sprzedaż poza lokalem przedsiębiorstwa, których obejmą największe, najbardziej rewolucyjne zmiany. Napisanie nowych regulaminów i dostosowanie się do poszerzonych obowiązków informacyjnych zajmie im sporo czasu.

Rzetelna wiedza

W ślad za dyrektywą Parlamentu Europejskiego i Rady nr 2011/83/UE, którą wdraża polska ustawa, także ona przywiązuje olbrzymią wagę do kwestii informowania klientów o ich prawach. Wychodzi bowiem z założenia, że ma to istotne znaczenie właśnie przy umowach zawieranych na odległość (np. przez internet) i poza lokalem przedsiębiorstwa (np. sprzedaż podczas prezentacji). Dlatego też obowiązki informacyjne tych przedsiębiorców wobec konsumentów zostały rozbudowane w stosunku do tych dzisiaj wymaganych. Wyliczono je w art. 12 ustawy w aż 21 punktach (dzisiaj jest ich tylko 7).

W dzisiejszym artykule nie ma miejsca na przedstawienie ich wszystkich, dlatego omówimy jedynie kilka wybranych, na które warto zwrócić szczególną uwagę. Jednak dokładniej opiszemy wszystkie obowiązki w kolejnych wydaniach tygodnika Firma i Prawo.

Nowa ustawa kładzie duży nacisk na rzetelne przedstawianie informacji na temat wszelkich kosztów związanych z transakcjami dokonywanymi na odległość. I tak sprzedawca musi powiadomić o "łącznej cenie lub wynagrodzeniu za świadczenie wraz z podatkami, a gdy charakter przedmiotu świadczenia nie pozwala, rozsądnie oceniając, na wcześniejsze obliczenie ich wysokości - sposobie, w jaki będą one obliczane, a także opłatach za transport, dostarczenie, usługi pocztowe oraz innych kosztach, a gdy nie można ustalić wysokości tych opłat - o obowiązku ich uiszczenia". To jednak nie koniec. W razie zawarcia umowy na czas nieoznaczony lub umowy obejmującej prenumeratę przedsiębiorca ma obowiązek podania łącznej ceny lub wynagrodzenia obejmującego wszystkie płatności za okres rozliczeniowy, a gdy umowa przewiduje stałą stawkę - także łącznych miesięcznych płatności. Musi też wskazać koszty korzystania ze środków porozumienia się na odległość oraz koszty zwrotu rzeczy ponoszonych przez klienta w przypadku odstąpienia przez niego od umowy.

Podsumowując: klient powinien wiedzieć o wszystkich opłatach. Dlaczego to takie istotne? Bo jeżeli przedsiębiorca ich nie poda - to klient zwyczajnie nie będzie musiał ich pokryć. Zgodnie bowiem z art. 23 "jeżeli przedsiębiorca nie spełnił obowiązków informacyjnych dotyczących opłat dodatkowych lub innych kosztów, o których mowa w art. 12 ust. 1 pkt 5, lub kosztów zwrotu rzeczy, o których mowa w art. 12 ust. 1 pkt 10, konsument nie ponosi tych opłat i kosztów".

Niekoniecznie na papierze

Wszystkie informacje wymienione w art. 12 ustawy muszą być przekazane w sposób jasny i zrozumiały "najpóźniej w chwili wyrażenia przez konsumenta woli związania się umową". Sposób ich udostępniania jest zależny od rodzaju umów. W przypadku tych zawieranych poza lokalem przedsiębiorstwa - klient musi otrzymać je na piśmie, chyba że wyrazi zgodę na przekazanie mu ich na innym trwałym nośniku (np. pendrive, płyta CD). Sklepy internetowe są zwolnione z tego obowiązku i mogą wykorzystać sposób "odpowiadający rodzajowi użytego środka porozumiewania się na odległość" (art. 14 ust. 2 ustawy). To duże ułatwienie, gdyż obowiązujące przepisy wymagają przekazywania ich na piśmie, co jest powszechnie ignorowane.

W praktyce zarówno moment, jak i sposób przekazywania wspomnianych informacji mogą wywoływać pewne problemy interpretacyjne. W większości e-sklepów "wyrażenie przez konsumenta woli związania się umową" oznacza de facto kliknięcie na przycisk "kup", a więc tak naprawdę jest to jednocześnie zawarcie umowy. Wątpliwości mogą dotyczyć sposobu przekazywania wymaganych informacji. Jeśli bowiem cała komunikacja między klientem a sklepem odbywa się za pomocą strony internetowej - to również na niej będą umieszczone wymagane dane. Warto jednak pamiętać, że w razie sporu to na przedsiębiorcy spoczywać będzie ciężar udowodnienia, że rzeczywiście przekazał te informacje. Dlatego dobrym rozwiązaniem, które pozwoli wyeliminować ewentualne problemy z tym związane, może być albo skorzystanie z formularza, za pomocą którego klient potwierdzi, że zapoznał się z informacjami, albo też wysyłanie owych informacji pocztą elektroniczną.

Nie 10, ale 14 dni

Szczególną wagę sprzedawcy internetowi muszą przyłożyć do nałożonego na nich obowiązku informowania o prawie do odstąpienia od umowy. Jeśli bowiem nie powiadomią o tym klienta, to w świetle nowych przepisów wielokrotnie wydłużą okres, w jakim będzie on mógł skorzystać z prawa odstąpienia od umowy. Normalnie klienci będą mieli na to 14 dni (obecnie jest to 10 dni), jeśli jednak przedsiębiorca nie poinformuje o tym uprawieniu - to dla takich klientów prawo do odstąpienia od umowy wydłuży się aż o dodatkowe 12 miesięcy (dzisiaj są to 3 miesiące). Przekazanie informacji leży więc w najlepiej pojmowanym interesie sprzedawcy.

Aby ułatwić wypełnienie tego obowiązku - w załączniku nr 1 do ustawy zamieszczono wzór pouczenia o odstąpieniu od umowy. Zgodnie z art. 13 przedsiębiorca, który udzieli informacji z wykorzystaniem tego wzoru - w sposób automatyczny spełni wymagania określone w art. 12 ust. 1 pkt 9-11. Oczywiście - równie dobrze można pokusić się o sformułowanie własnej treści powiadomienia, chociaż ustawowy załącznik jest zalecany, bo z góry wiadomo, że spełnia wszystkie wymagania. Przedsiębiorca może jednak zmodyfikować nieco treść, by dostosować ją do prowadzonej przez siebie konkretnej sprzedaży. W odpowiednie miejsce musi wstawić swoje dane czy podać koszty zwrotu rzeczy.

Z kolei załącznik nr 2 określa wzór formularza odstąpienia od umowy, który może służyć konsumentowi, który zechce skorzystać ze swego prawa do odstąpienia od umowy. Zgodnie z wymogami ustawy przedsiębiorca musi wyraźnie poinformować klienta o istnieniu tego wzoru. W tym wypadku również brak takiej informacji będzie oznaczał wydłużenie terminu na odstąpienie od umowy o 12 miesięcy. Klient nie musi jednak wykorzystywać formularza. Przedsiębiorca jest zobowiązany uwzględnić także odstąpienie od umowy sformułowane w inny sposób.

Nowe przepisy bardziej precyzyjnie niż dotychczasowe określają moment, od którego zaczyna biec termin na odstąpienie od umowy. Zgodnie z art. 28 ustawy generalną zasadą jest moment objęcia w posiadanie rzeczy przez konsumenta. Mówiąc wprost: liczy się data, kiedy otrzymał kupiony przez internet produkt, a więc np. moment kiedy dostarczył mu go kurier lub kiedy wydano mu go na poczcie. W przypadku zamówienia obejmującego kilka towarów lub takich, które zostaną wysłane osobno, partiami lub w częściach - liczy się moment otrzymania ostatniej z nich. W przypadku gdy umowa obejmuje regularne dostarczanie rzeczy przez czas oznaczony - termin rozpocznie się w dniu objęcia w posiadanie pierwszej z nich.

Do zachowania terminu wystarczy wysłanie oświadczenia przed jego upływem. Jeśli klient wyśle pismo listownie - to liczyć się będzie zatem data nadania. Co istotne, przepisy nie rozróżniają tutaj Poczty Polskiej od innych operatorów. Potwierdzenie nadania listu u innego operatora ma więc taką samą moc. Moment wysłania odgrywa też kluczowe znaczenie przy wysyłaniu oświadczenia drogą elektroniczną (czasem zdarza się bowiem, że e-maile docierają do adresata z pewnym opóźnieniem).

W przypadku kiedy konsument zdecyduje się na wysłanie oświadczenia o odstąpieniu od umowy drogą elektroniczną - przedsiębiorca musi niezwłocznie przesłać konsumentowi potwierdzenie jego otrzymania na trwałym nośniku. Co to oznacza? Chodzi o formę nieedytowalną, niezmienialną. Jej przykładem może być plik formatu PDF. Zwykły e-mail wydaje się nie spełniać tych wymagań.

Koszty przesyłki

Wydłużenie terminu na odstąpienie od umowy nie wzbudziło takich emocji wśród przedsiębiorców jak przepis, który w sposób jednoznaczny rozstrzyga, kto ponosi koszty przesyłki towaru w takiej sytuacji. Zgodnie z art. 34 ust. 2 ustawy konsument pokrywa wyłącznie koszty transportu zwracanego towaru do sklepu (chyba że sam go odwiezie). Innymi słowy przedsiębiorca musi mu oddać pieniądze nie tylko za kupiony produkt, ale także opłatę pobraną za dostarczenie go od sklepu do klienta.

Podczas prac nad ustawą słychać było głosy, że nowe przepisy mogą być nadużywane i narażać firmy na straty. W rzeczywistości jest na odwrót. Nie wprowadzają one bowiem dodatkowych obowiązków, a wręcz zwalniają z nadmiernych obciążeń. Już dzisiaj bowiem e-sklepy muszą oddawać wszystko to, co zapłacił klient zwracający towar - zarówno cenę produktu, jak i koszty dostarczenia go do odbiorcy. Przesądził to jednoznacznie Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w wyroku z 15 kwietnia 2010 r. (sygn. akt C-511/08). Zgodnie z sentencją tego orzeczenia uchylona dyrektywa 97/7/WE stała "na przeszkodzie stosowaniu uregulowania krajowego, które pozwala dostawcy na obciążanie konsumenta, w umowie zawieranej na odległość, kosztami wysyłki towarów w przypadku wykonania przez tego ostatniego przysługującego mu prawa odstąpienia od umowy".

Prawo unijne od dawna wymaga więc, by sprzedawca zwracał pieniądze za przesyłkę ze sklepu do odbiorcy. Tak samo zresztą były interpretowane polskie przepisy. Odbicie tego można znaleźć w decyzjach wydawanych przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (np. RWR 11/2011), który również stanął na stanowisku, że e-sklep powinien zwracać klientowi koszt dostawy. Potwierdza to również wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie (sygn. akt VI ACa 1090/13), który uznał za niedozwoloną i zakazał stosowania klauzuli, zgodnie z którą w przypadku odstąpienia od umowy "klient pokrywa koszty wysyłki towaru w dwie strony".

Nowe prawo na pewno więc nie pogorszy sytuacji sprzedawców. Może ją natomiast poprawić. Zgodnie bowiem z projektowanym art. 33 ustawy, "jeżeli konsument wybrał sposób dostarczenia rzeczy inny niż najtańszy zwykły sposób dostarczenia oferowany przez przedsiębiorcę, przedsiębiorca nie jest zobowiązany do zwrotu konsumentowi poniesionych przez niego dodatkowych kosztów". Mówiąc wprost - jeśli klient zamówi dostawę ekspresowym kurierem, a następnie odda towar - to sprzedawca nie będzie musiał mu zwracać pieniędzy wydanych na przesyłkę. Zwróci mu jedynie tyle, ile kosztuje u niego najtańsza z możliwych form dostarczenia produktu. Tymczasem dzisiaj klient mógłby żądać zwrotu także za droższe sposoby dostawy.

Bez zmiany definicji

Sprzedawcy internetowi nie muszą obawiać się problemów, które mogłyby wyniknąć, gdyby Sejm zgodził się na pierwotnie sugerowaną przez rząd propozycję zmiany definicji konsumenta. Zgodnie z obowiązującym art. 221 uważa się za niego "osobę fizyczną dokonującą z przedsiębiorcą czynności prawnej niezwiązanej bezpośrednio z jej działalnością gospodarczą lub zawodową". W przypadku osób prowadzących własną działalność wyznacznikiem jest więc, czy kupują na potrzeby firmy, czy też do prywatnego użytku. Tylko w tym drugim przypadku mogą korzystać z pełni praw konsumenta i np. zwrócić towar kupiony przez internet bez podawania przyczyn.

Nowe przepisy miały to zmienić. W pierwotnym projekcie planowano dodać paragraf drugi, zgodnie z którym "przepisy o ochronie konsumentów stosuje się również do osoby fizycznej, która dokonując czynności związanej z prowadzoną działalnością gospodarczą lub zawodową, działa także w celu niezwiązanym z tą działalnością i cel ten przeważa". W praktyce to kupujący decydowałby, czy np. komputer byłby wykorzystywany głównie w celach prywatnych, czy zawodowych, co bez wątpienia budziłoby szereg sporów ze sprzedawcami. Na skutek ostrego sprzeciwu środowisk skupiających przedsiębiorców posłowie opowiedzieli się za wykreśleniem paragrafu rozszerzającego definicję konsumenta i ostatecznie art. 221 pozostał bez zmian.

Rewolucja dla całego handlu

Ustawa o prawach konsumenta wdroży do polskiego prawa dyrektywę Parlamentu Europejskiego i Rady nr 2011/83/UE. Prawa kupujących i obowiązki sprzedających będą zbliżone w całej UE.

Do zmian muszą przygotować się nie tylko przedsiębiorcy prowadzący sprzedaż na odległość, ale także właściciele tradycyjnych sklepów. Ustawa reguluje bowiem obowiązki przedsiębiorców związane z zawieraniem umów z konsumentem, w tym obowiązki informacyjne, zmienia też przepisy w zakresie gwarancji i rękojmi.

Z chwilą wejścia w życie nowych przepisów stracą moc dwa inne akty prawne: ustawa z 27 lipca 2002 r. o szczególnych warunkach sprzedaży konsumenckiej oraz o zmianie kodeksu cywilnego (Dz.U. nr 141, poz. 1176 ze zm.) oraz ustawa z 2 marca 2000 r. o ochronie niektórych praw konsumentów oraz o odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną przez produkt niebezpieczny (Dz.U. z 2012 r. poz. 1225). Ta pierwsza określała prawa konsumentów w zakresie reklamacji z tytułu niezgodności towaru z umową. Nowa ustawa przeniesie przepisy w tym obszarze do kodeksu cywilnego. Druga z uchylonych ustaw określała do tej pory zasady sprzedaży internetowej oraz zakupów dokonywanych poza lokalem przedsiębiorcy.

Nie wszystko do oddania

Nowa ustawa rozszerza katalog umów zawartych przez internet, od których konsument nie ma prawa odstąpić bez podawania przyczyn. Jednak zgodnie z art. 38 ustawy uprawnienie to nie przysługuje w przypadku umów:

o świadczenie usług, jeżeli przedsiębiorca wykonał w pełni usługę za wyraźną zgodą konsumenta;

w której cena lub wynagrodzenie zależy od wahań na rynku finansowym,

dotyczących rzeczy nieprefabrykowanej, wyprodukowanej specjalnie na życzenie klienta;

dotyczących rzeczy ulegających szybkiemu zepsuciu lub mających krótki termin przydatności do użycia;

dotyczących rzeczy dostarczanej w zapieczętowanym opakowaniu, której po otwarciu opakowania nie można zwrócić ze względu na ochronę zdrowia lub ze względów higienicznych;

w której przedmiotem świadczenia są rzeczy nierozłącznie połączone z innymi rzeczami;

w której przedmiotem świadczenia są napoje alkoholowe (w szczególnych przypadkach);

w której konsument wyraźnie żądał, aby przedsiębiorca do niego przyjechał w celu dokonania pilnej naprawy lub konserwacji;

o nagrania dźwiękowe lub wizualne albo programy komputerowe dostarczane w zapieczętowanym opakowaniu, jeżeli opakowanie zostało otwarte po dostarczeniu;

o dostarczanie dzienników, periodyków lub czasopism, z wyjątkiem umowy o prenumeratę;

zawartych w drodze aukcji publicznej;

o świadczenie usług w zakresie zakwaterowania, innych niż do celów mieszkalnych, przewozu rzeczy, najmu samochodów, gastronomii, usług związanych z wypoczynkiem, wydarzeniami rozrywkowymi, sportowymi lub kulturalnymi, jeżeli w umowie oznaczono dzień lub okres świadczenia usługi;

o dostarczanie treści cyfrowych, które nie są zapisane na nośniku materialnym, jeżeli spełnianie świadczenia już się rozpoczęło.

@RY1@i02/2014/125/i02.2014.125.215000400.804.jpg@RY2@

Handel w sieci wciąż szybko rośnie

Po jednej naprawie kupujący może zrezygnować z towaru

Ustawa o prawach konsumenta zmieniła zasady reklamacji towarów przez konsumentów. Dzisiaj podstawę do tego dają przepisy ustawy z 27 lipca 2002 r. o szczególnych warunkach sprzedaży konsumenckiej (Dz.U. z 2002 r. nr 141, poz. 1176 ze zm.), w której określono zasady niezgodności towaru z umową. Po wejściu w życie regulacji będzie to uregulowana w kodeksie cywilnym rękojmia, która dzisiaj obowiązuje jedynie w stosunkach między przedsiębiorcami, a na powrót ma dotyczyć także sprzedaży konsumenckiej.

Zwrot pieniędzy

Dzięki nowym przepisom w przypadku stwierdzenia wady konsumenci będą mieć większy niż dotychczas wachlarz możliwości. Obecnie na podstawie ustawy o szczególnych warunkach sprzedaży konsumenckiej mogą żądać naprawy towaru lub jego wymiany na nowy. Na podstawie rękojmi - będą mogli dodatkowo domagać się obniżenia ceny, a nawet odstąpić od umowy. Nie oznacza to jednak, że sprzedawca zostanie od razu zmuszony do akceptacji tych żądań. Jeśli bowiem niezwłocznie i bez nadmiernych niedogodności dla kupującego wymieni rzecz wadliwą na wolną od wad albo wadę usunie - to sprawa również zostanie uznana za załatwioną.

Jest jednak jeden warunek. Jeżeli produkt zostanie już raz wymieniony lub naprawiony i znów pojawi się wada (może być inna) - to klient nie musi już godzić się na kolejną wymianę czy naprawę. Przy drugiej usterce może już złożyć oświadczenie o obniżeniu ceny albo o odstąpieniu od umowy, a sprzedawca musi je zaakceptować (art. 560 par. 1 k.c.).

Wada musi być istotna

Podczas prac w Sejmie środowiska skupiające przedsiębiorców głośno protestowały przeciwko daniu konsumentom tego uprawnienia (w stosunkach między przedsiębiorcami cały czas ono obowiązuje). Warto jednak zwrócić uwagę na pewne obwarowanie, które daje sprzedawcom szansę na obronę przed nieuprawnionymi roszczeniami. Otóż zgodnie z art. 560 par. 4 k.c. "kupujący nie może odstąpić od umowy, jeżeli wada jest nieistotna".

Przepisy nie definiują wady nieistotnej. W razie sporu będzie o tym decydować sąd. Warto więc sięgnąć do wcześniejszego orzecznictwa, które rozstrzygało to zagadnienie. I tak w wyroku z 29 czerwca 2004 r. (sygn. akt II CK 388/03) Sąd Najwyższy zwrócił uwagę, że "przy ocenie cechy istotności wady w rozumieniu art. 560 par. 1 k.c. eksponować należałoby przede wszystkim odpowiednie oczekiwania nabywcy rzeczy (samochodu) związane z jej (jego) funkcjonowaniem, a nie tylko zobiektywizowany stan techniczny rzeczy (samochodu) w postaci jej (jego) niezdatności do zwykłego użytku (w ogóle lub w określonym zakresie) lub bezwartowości w znaczeniu funkcjonalnym. Innymi słowy, nabywca samochodu może oczekiwać nie tylko ogólnej sprawności technicznej samochodu, ale także sprawnego, normalnego i niezakłóconego funkcjonowania wszystkich jego zespołów i elementów, pozwalających na właściwą i normalną eksploatację samochodu zgodnie z jego przeznaczeniem i parametrami techniczno-eksploatacyjnymi".

Natomiast w uzasadnieniu wyroku z 8 maja 2003 r. (sygn. akt II CKN 66/01) SN wyraził pogląd, że jeżeli po nieskutecznej naprawie mechanicznego uszkodzenia nadal występują wady, a sam fakt tej nieskutecznej naprawy spowodował zmniejszenie wartości samochodu o 20 proc. - to wada jest istotna. W literaturze podkreśla się nadto, że wada istotna może także polegać na brakach estetycznych i nie musi być determinowana użytecznością towaru określoną w umowie. Dla przyjęcia, że niezgodność jest istotna, nie jest natomiast przesądzające, czy jest ona usuwalna.

Dwa przejściowe lata

Ustawa o prawach konsumenta stanowi, że nowe przepisy mają zastosowanie do umów zawieranych po wejściu jej w życie, czyli od 25 grudnia 2014 r. Natomiast do umów zawartych do tego czasu stosowane będą przepisy dotychczasowe. Może się zdarzyć, że jednego dnia do sklepu przyjdzie dwóch klientów, którzy kupili dokładnie ten sam produkt, a sprzedawca rozpatrzy ich reklamacje na odmiennych zasadach. Tego, który kupił towar 24 grudnia 2014 r. - jako niezgodność towaru z umową, a drugą - w ramach rękojmi przewidzianej w kodeksie cywilnym.

Dla sklepów internetowych wiązać się to będzie z dodatkowymi obowiązkami. Otóż zgodnie z przepisami muszą one posiadać regulaminy. A w nich m.in. podawać informacje na temat procedury rozpatrywania reklamacji. W praktyce sprzedawca powinien posiadać dwa regulaminy sprzedaży - jeden dostosowany do nowych przepisów, a drugi - do dotychczasowych. Warto taki stan utrzymać przez co najmniej dwa lata, gdyż taki jest minimalny okres ochrony wynikający z przepisów dotyczących niezgodności towaru z umową.

Za brak informacji grozi grzywna

Zarówno sprzedawca stacjonarny, jak i internetowy będzie musiał liczyć się z grzywną, jeśli nie przekaże klientowi kompletu wymaganych prawem informacji. Ustawa o prawach konsumenta znowelizowała bowiem kodeks wykroczeń i dodała do niego art. 139b, zgodnie z którym "kto w zakresie działalności swojego przedsiębiorstwa, zawierając umowę z konsumentem, nie spełnia wymagań dotyczących udzielenia informacji lub wydania dokumentu (...), podlega karze grzywny".

Obowiązki informacyjne tradycyjnych sprzedawców wyliczono w art. 8 ustawy o prawach konsumenta. Zgodnie z nimi klienta trzeba powiadomić m.in. o głównych cechach świadczenia, sposobach porozumiewania się, swoich danych wraz z numerem telefonu, procedurze rozpatrywania reklamacji, przewidzianej przez prawo odpowiedzialności czy sposobie i przesłankach wypowiedzenia umowy. Wszystkie te informacje konsument musi otrzymać przed transakcją. W praktyce wystarczy, że sprzedawca nie wyjaśni mu, jak wygląda procedura składania reklamacji, a ten będzie mógł zgłosić to wykroczenie policji lub prokuratorowi.

Obowiązki informacyjne nie będą miały zastosowania przy drobnych umowach życia codziennego wykonywanych natychmiast po ich zawarciu. Klient kupujący mleko i bułki nie będzie musiał otrzymywać wskazanych w przepisach informacji, ale ten nabywający pralkę czy komputer - już tak.

Szczególną uwagę na nowe regulacje muszą zwrócić sprzedawcy internetowi. W ich przypadku obowiązki informacyjne zostały jeszcze bardziej rozbudowane. Wyliczono je już nie w siedmiu, ale aż w 21 punktach (art. 12 ustawy o prawach konsumenta).

Sławomir Wikariak

slawomir.wikariak@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.