Dziennik Gazeta Prawana logo

Bankructwo Kowalskiego

2 lipca 2018

Zadłużeni po uszy Polacy wkrótce będą mogli ogłaszać prywatne bankructwo. W Sejmie jest już projekt ustawy autorstwa posłów PO. Nad własnym projektem - bardziej restrykcyjnym dla zadłużonych - pracuje też rząd

Wprowadzenie upadłości konsumenckiej może ulżyć rzeszy osób, które nie radzą sobie ze spłatą zobowiązań. Dziś bankructwo może ogłosić tylko firma - osoba prywatna musi próbować na własną rękę dogadać się z wierzycielami. Jeśli się to nie uda, trafia na bankową czarną listę, zaś karne odsetki rosną bez końca, uniemożliwiając samodzielne wyplątanie się z pętli zadłużenia.

Prywatne bankructwo umożliwiłoby takim pechowcom rozpoczęcie "nowego życia", a wierzycielom utrudniłoby naliczanie bez końca karnych, często lichwiarskich odsetek.

Upadłość konsumencka może w Polsce dotyczyć setek tysięcy osób. Z ogłoszonego w poniedziałek raportu InfoMonitora wynika, że dłuższe niż dwumiesięczne zaległości w spłacie zobowiązań - nie tylko kredytów, ale także rachunków za telefon, gaz lub prąd - ma już 1,2 mln Polaków! Przez rok przybyło ich aż 200 tys.

Prawo o upadłości konsumenckiej ma większość rozwiniętych państw europejskich, w Wielkiej Brytanii i USA prywatne bankructwo ogłasza po kilkaset tysięcy konsumentów rocznie. A np. we Francji proces upadłościowy prowadzi specjalna komisja z udziałem lokalnych przedstawicieli rządu i banku centralnego.

Polskich konsumentów możliwość ogłaszania prywatnego bankructwa obejmie najpewniej dopiero na początku przyszłego roku. Projekt ustawy autorstwa posłów PO kilka dni temu trafił do sejmowych komisji gospodarki i sprawiedliwości.

Platforma chce, by za osobę niewypłacalną uznawano tego, kto nie płaci długów o wartości rocznej minimalnej płacy (dziś to ponad 14 tys. zł). Wniosek o upadłość będzie mogła złożyć zarówno zadłużona osoba, jak i jej wierzyciel, a wniosek rozpatrywałby sąd.

Projekt PO przewiduje trzy rodzaje upadłości: likwidacyjną (sąd zarządzałby sprzedaż majątku dłużnika na pokrycie całego długu - bez taryfy ulgowej), z możliwością zawarcia układu (sąd jedynie zatwierdzałby ugodę, na którą zgodziło się dwie trzecie wierzycieli) oraz likwidacyjną z ustaleniem sądowych warunków spłaty.

Tylko ten ostatni tryb umożliwiałby zadłużonej osobie uzyskanie od sądu nowego harmonogramu spłat lub ewentualnie umorzenie części długów.

Jednak ten uprzywilejowany tryb byłby dostępny tylko dla wybrańców, których dług powstał z przyczyn niezależnych - np. z powodu długotrwałej choroby, niezawinionej utraty pracy, powodzi lub trwałego pogorszenia sytuacji materialnej - ale tylko wtedy, gdy nie dało się mu zapobiec.

Przy tym dłużnik będzie musiał przekonać sąd, że nie zadłużał się celowo lub lekkomyślnie. I że podjął próbę dogadania się z wierzycielami. Np. z pomocą licencjonowanych tzw. doradców upadłości, których chce powołać PO.

Skąd te ograniczenia? - Chodzi o to, żeby upadłość nie stała się furtką do unikania spłaty lekkomyślnie zaciągniętych długów. Ma pomagać tym, którzy naprawdę na to zasługują - tłumaczy nam Jakub Szulc, poseł PO.

Dłużnik w wyniku postępowania upadłościowego będzie mógł stracić mieszkanie. Ale z likwidowanego majątku muszą zostać pieniądze na wynajęcie innego mieszkania przez co najmniej rok lub na zakup mieszkania zastępczego.

Projekt PO jest więc bardziej restrykcyjny od tego, który dwa lata temu próbował przeprowadzić PiS. Według tamtego pomysłu na możliwość negocjacji rat mógł liczyć każdy, kto nie radzi sobie ze spłatą zobowiązań. Były też duże ograniczenia w możliwości sprzedaży mieszkania dłużnika.

Nie wiadomo jeszcze, czy projekt PO wejdzie w życie, pracę nad podobnym zakończył bowiem właśnie resort sprawiedliwości. Jego projekt w ogóle nie przewiduje możliwości ogłoszenia przez sąd warunków spłaty - w grę wchodzi tylko dobrowolny układ z wierzycielami lub upadłość likwidacyjna. Nie ma też mowy o doradcach upadłościowych.

Nie udało nam się dowiedzieć, dlaczego PO i rząd piszą dwa oddzielne projekty ustawy o upadłości. - Jeszcze trudno powiedzieć, który z projektów zostanie uchwalony. Chcielibyśmy, żeby punktem wyjścia był ten poselski - mówi Jakub Szulc, poseł PO.

Bankowcom podobają się oba projekty. Ale nieco bardziej ten rządowy. - Postępowanie upadłościowe byłoby szybsze, łatwiejsze i tańsze - mówi Jerzy Bańka, prawnik Związku Banków Polskich. Krytykuje też pomysł PO, by powoływać doradców upadłościowych, bo to też podniosłoby koszty postępowania.

Maciej Samcik

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.