Minister Ziobro chce, by komornik był jak listonosz
Sytuacji, w których ktoś dowiaduje się, że przegrał sprawę, dopiero wtedy gdy komornik zajmuje mu konto, jest wiele. Wówczas okazuje się, że wyrok zapadł zaocznie, a pozwany nie brał udziału w postępowaniu, bo albo nie odbierał przesyłek z sądu, albo były one wysyłane na nieaktualny adres. W takim wypadku jeśli stronie uda się doprowadzić do wznowienia postępowania, proces wraca do punktu wyjścia. Wszystko z powodu fikcji doręczeń, czyli zasady, zgodnie z którą nieodebranie awizowanej przesyłki traktuje się, jakby była doręczona.
Ministerstwo Sprawiedliwości chce odejść od tej zasady. Według planów po otrzymaniu z poczty informacji o nieodebraniu pozwu, powód powinien zlecić doręczenie przesyłki komornikowi. Jeśli nawet komornikowi to się nie uda, wówczas po dwóch miesiącach powód będzie musiał wskazać sądowi aktualny adres pozwanego. Ewentualnie udowodnić, że pozwany, mimo iż nie odbiera przesyłek, przebywa pod adresem wskazanym w pozwie.
- Aby potwierdzić miejsce pobytu drugiej strony, trzeba by chyba korzystać z pomocy agencji detektywistycznych. Przecież powód nie ma uprawnień do wejścia do mieszkania pozwanego czy np. wykonywania zdjęć potwierdzających, że ktoś mieszka pod danym adresem - mówi Jan Prasałek z kancelarii RK Legal.
Z drugiej strony, jak zwraca uwagę prof. Andrzej Torbus z Uniwersytetu Śląskiego, powód już teraz zobowiązany jest do podania w pozwie rzeczywistego adresu, a nie adresu zameldowania pozwanego. - Stosowana obecnie fikcja doręczeń prowadzi do absurdalnej sytuacji, w której dopiero na etapie postępowania egzekucyjnego pozwany podejmuje środki obrony powodujące, że po roku czy półtora proces rusza od początku - wskazuje prof. Torbus.
ⒸⓅ
Piotr Szymaniak
B5
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu