Biegli wstrzymują sprawy w sądach. Rząd już wie. To kolejne poważne wyzwanie
Są kiepsko przygotowani merytorycznie, ale też słabo opłacani. Sędziowie nieoficjalnie mówią, że połowa z nich nie powinna otrzymać żadnej opinii do sporządzenia, ale dostają - bo ratują niewydolny system. O kim mowa? O biegłych sądowych
Ministerstwo Sprawiedliwości zapowiada zmiany
Eksperci mówią jasno: przepisy o sporządzaniu opinii wymagających wiadomości specjalnych trzeba jak najszybciej zmienić. Bo to właśnie one są jedną z naczelnych przyczyn niewydolności wymiaru sprawiedliwości. - To rzeczywiście jeden z najbardziej palących problemów. Zapewniam, że Ministerstwo Sprawiedliwości go dostrzega - stwierdza wiceminister sprawiedliwości dr Marcin Warchoł i zapowiada przygotowanie ustawy o biegłych. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że jej projekt powinien być gotowy na wiosnę 2018 r. Najpierw jednak muszą zakończyć się badania zlecone przez resort, który chce zweryfikować, jaki efekt przyniosły korekty w przepisach dotyczących biegłych w procedurze cywilnej i karnej, które weszły w życie w połowie 2016 r.
Długie oczekiwanie
Kluczowe przepisy dotyczące biegłych sądowych znajdują się obecnie w kodeksie postępowania cywilnego (dla spraw cywilnych oraz ubezpieczeniowych), w kodeksie postępowania karnego (dla spraw karnych) oraz w ustawie z 28 lipca 2005 r. o kosztach sądowych w sprawach cywilnych (t.j. Dz.U. z 2016 r. poz. 623 ze zm.). Zasadnicze znaczenie ma tutaj art. 278 par. 1 k.p.c., który stanowi, że "w wypadkach wymagających wiadomości specjalnych sąd po wysłuchaniu wniosków stron co do liczby biegłych i ich wyboru może wezwać jednego lub kilku biegłych w celu zasięgnięcia ich opinii".
W praktyce w postępowaniach z zakresu ubezpieczeń społecznych najczęściej chodzi o biegłych lekarzy i sprawy, w których ubezpieczony nie zgadza się z decyzją wydaną przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych. Lekarz orzecznik ZUS - choć zobowiązany do pracy z poszanowaniem wszelkich zasad wykonywanego zawodu - jest bądź co bądź zatrudniony przez organ rentowy, a to rzutuje na treść wydawanej przez niego opinii, która poprzedza wydanie przez ten organ decyzji administracyjnej. W toku sądowej kontroli rozstrzygnięcia ZUS dotyczącego oceny kwestii medycznych trafiają więc najczęściej do lekarza będącego biegłym sądowym. I tu się objawia pierwszy problem obecnie funkcjonującego systemu. - Oczywiste jest, że sędzia nie posiada takiej wiedzy medycznej jak lekarz. Odnoszę jednak wrażenie, że sądy niejako z urzędu zlecają sporządzenie opinii biegłemu, także w sprawach, w których, jak się wydaje sędzia mógłby orzekać na podstawie własnego doświadczenia życiowego - stwierdza Jerzy Kozdroń, radca prawny, wiceminister sprawiedliwości w latach 2013-2015 i były sędzia Sądu Rejonowego w Kwidzynie.
W efekcie do biegłych sądowych trafia coraz więcej spraw. A samych specjalistów sporządzających opinie jest niestety coraz mniej. - W sądach powszechnych w pierwszym półroczu 2017 r. w sprawach z zakresu ubezpieczeń społecznych powoływano biegłych ponad 50 tys. razy. Tymczasem liczba biegłych z zakresu medycyny, która jest ustalona na podstawie list nadsyłanych przez prezesów sądów okręgowych w styczniu każdego roku, w 2017 r. wyniosła zaś 2486 - informuje Milena Domachowska, główny specjalista w Ministerstwie Sprawiedliwości.
Przy czym tak naprawdę liczby biegłych lekarzy nie można zrównywać z liczbą specjalistów, którzy pełnią taką funkcję. W rzeczywistości - jak wskazuje Domachowska - liczba lekarzy pełniących funkcję biegłego jest mniejsza, ponieważ ten sam lekarz może być ustanowiony biegłym przy więcej niż jednym sądzie okręgowym, a także może być wpisany przy jednym sądzie pod kilkoma specjalizacjami (np. jako biegły z zakresu psychiatrii i z zakresu uzależnienia od alkoholu). - Istotne jest przy tym, że jeden biegły mógł być powołany wielokrotnie, natomiast inny np. tylko w jednej sprawie - wyjaśnia Domachowska.
Efekty? - Niektórych biegłych lekarzy, np. ortopedów czy neurochirurgów, bardzo brakuje w naszym okręgu. Ale okres oczekiwania na opinię nie przekracza 4-5 miesięcy. Natomiast z każdym rokiem ten problem się pogłębia, gdyż lekarze rezygnują z funkcji biegłego - mówi Ryszard Sadlik, sędzia Sądu Okręgowego w Kielcach.
- Wśród biegłych sporządzających opinie dla wydziału pracy i ubezpieczeń społecznych Sądu Rejonowego w Płocku znajduje się zaledwie dwóch ortopedów i trzech neurologów (a są to najbardziej powszechne i poszukiwane specjalizacje), dwóch kardiologów, jeden pulmonolog, jeden lekarz chorób wewnętrznych, jeden onkolog, jeden neurochirurg, jeden diabetolog, jeden pediatra, jeden dermatolog i jeden okulista - wylicza Katarzyna Mieszkowicz, sędzia w wydziale pracy i ubezpieczeń społecznych Sądu Rejonowego w Płocku, członek zarządu Stowarzyszenia na rzecz Sądów Pracy i Ubezpieczeń Społecznych PRO LABORIS. Wskazuje przy tym, że są to biegli nie zawsze z listy biegłych SO w Płocku - nie wszyscy bowiem lekarze określonych specjalności decydują się na wpisanie się na listę.
Co oznacza brak biegłych dla samych ubezpieczonych? Przede wszystkim wydłużony czas oczekiwania na rozstrzygnięcie sprawy. W wielu przypadkach dałoby się od wpłynięcia sprawy do sądu orzec w ciągu 3-4 miesięcy. Na wyrok trzeba poczekać jednak znacznie dłużej, gdyż sędzia ma związane ręce oczekiwaniem na opinię obciążonego pracą ponad siły specjalisty. Coraz częściej też na listach biegłych znajdują się osoby wykonujące zawód w znacznej odległości od sądu. - Część prowadzi praktykę w miejscowościach odległych od siedziby sądu nawet o 100 km, co jest dodatkowym utrudnieniem dla osób badanych - potwierdza sędzia Katarzyna Mieszkowicz. Ubezpieczony musi bowiem na badanie dojechać. - A dla osób starszych i schorowanych stanowi to poważny problem - wskazuje sędzia Ryszard Sadlik. I dodaje, że kłopot jest jeszcze jeden. Otóż lekarze będący biegłymi sądowymi to coraz częściej osoby w zaawansowanym wieku, które z uwagi na ograniczenia wiekowe i nadmiar obowiązków nie są w stanie sporządzać opinii w zakreślonych terminach. - Problem ten narasta z każdym rokiem i stanowi poważną przyczynę niemożności rozpoznawania tzw. spraw lekarskich w rozsądnym terminie - dodaje Sadlik.
Brak rozwiązań systemowych uderza w ubezpieczonych
Sprawy z zakresu ubezpieczeń społecznych to ten obszar polskiego sądownictwa, w którym problemy z liczbą biegłych widać bardzo wyraźnie i w którym ich brak szczególnie mocno przekłada się na jakość życia obywateli
Jedną z największych bolączek wymiaru sprawiedliwości jest długi czas rozpoznawania spraw. Przyczyny takiego stanu rzeczy są oczywiście różne w różnych kategoriach postępowań. Jednak to właśnie długotrwałość postępowania sądowego w największym stopniu rodzi konsekwencje społeczne wobec osób najsłabszych - chorych i pozbawionych środków utrzymania. Mówimy tu o osobach odwołujących się od decyzji organów rentowych (ZUS, prezes KRUS, wojewódzkie zespoły ds. orzekania o niepełnosprawności) do sądów powszechnych. Z uwagi na specyfikę tych spraw - związanych w decydującej większości z oceną stanu zdrowia osób ubezpieczonych - niezbędne jest przeprowadzenie w toku postępowania dowodu z opinii biegłego lekarza stosownej specjalności.
Ogrom problemu jak zwykle najlepiej pokażą liczby. Dla przykładu w wydziale pracy i ubezpieczeń społecznych Sądu Rejonowego w Płocku na dzień 3 listopada 2017 r. zarejestrowano 587 spraw ubezpieczeniowych. We wszystkich tych sprawach aż 576 razy byli zaangażowani biegli lekarze sądowi. Każde powołanie takiego specjalisty oznacza wysłanie akt, zbadanie osoby odwołującej się przez biegłego, sporządzenie opinii, następnie przesłanie jej sądowi, który z kolei doręcza odpis opinii stronom, zakreśla czas na złożenie zastrzeżeń, ewentualne ponownie przesyła akta biegłemu celem ustosunkowania się do stanowiska stron, a niejednokrotnie konieczne jest także powołanie kolejnego biegłego tej samej lub innej specjalności. Często stan zdrowia ubezpieczonych wymaga od samego początku dopuszczenia dowodu z opinii biegłych dwóch lub trzech specjalności - co dodatkowo wydłuża czas do momentu uzyskania całego materiału dowodowego. Oczywiste jest, że nawet najkrótszy czas oczekiwania na taką opinię jest bardzo długi i dotkliwy dla osoby pozbawionej świadczeń z ubezpieczeń społecznych i nie mogącej podjąć pracy z uwagi na wciąż zły stan zdrowia.
Niestety możliwości przyspieszenia tej części postępowania są ograniczone - a przyczyną takiego stanu rzeczy jest znikoma w stosunku do potrzeb liczba biegłych sądowych.
Trzy koncepcje
Doświadczenia nabyte w toku pracy w wydziale pracy i ubezpieczeń społecznych zrodziły zatem refleksje nad potrzebą wypracowania rozwiązań, które choć w części pozwolą na - nomen omen - uzdrowienie tej sytuacji. Nie ulega wątpliwości, że niezbędne są rozstrzygnięcia systemowe - nie wystarczy bowiem sięgać po rozwiązanie określone w art. 287 k.p.c. (skazanie biegłego na grzywnę), w sytuacji gdy na biegłego nałożono jednocześnie obowiązek sporządzenia kilkudziesięciu opinii. Taki stan rzeczy będzie raczej - co oczywiste - skłaniał biegłych do rezygnacji z funkcji, która w obecnym stanie prawnym jest dobrowolna.
W naturalny zatem sposób rodzi się koncepcja wprowadzenia obligatoryjnego dla lekarzy pełnienia funkcji biegłego - okresowo, po zdobyciu wiedzy niezbędnej dla sporządzania opinii. Każdy lekarz po zdobyciu specjalizacji miałby obowiązek wykonania na potrzeby sądu, w którego okręgu prowadzi praktykę bądź jest zatrudniony, określoną liczbę opinii - w limitowanym oczywiście okresie. Obowiązek ten musiałby także zostać uwzględniony przy określaniu wymiaru czasu pracy lekarza zatrudnionego w szpitalu czy przychodni. Biegły - jak i obecnie - otrzymywałby wynagrodzenie za sporządzenie opinii. Zwiększyłoby to co najmniej kilkakrotnie liczbę biegłych, a w konsekwencji znacznie skróciło czas oczekiwania na zakończenie postępowania.
Kolejnym rozwiązaniem mogłoby stać się wprowadzenie obligatoryjnego opiniowania przez biegłych na wzór pomocy prawnej świadczonej przez okręgowe rady adwokackie i okręgowe izby radców prawnych. Sąd mógłby zwracać się do izb lekarskich, których jest obecnie 24, o wyznaczenie biegłego potrzebnej specjalności. A te czuwałyby wówczas nad terminowością sporządzenia opinii.
Innym sposobem na usprawnienie przeprowadzania dowodu z opinii biegłych w sprawach z zakresu ubezpieczeń społecznych może być utworzenie przy sądach rejonowych i okręgowych, w których funkcjonują wydziały ubezpieczeń społecznych, zespołów biegłych lekarzy sądowych - w ramach wewnętrznej struktury organizacyjnej każdego sądu. Sąd byłby zobligowany do zorganizowania odpowiedniego pomieszczenia na wzór gabinetu lekarskiego, wyposażonego w podstawowy sprzęt niezbędny do badań. Ideałem byłoby zorganizowanie takiego pomieszczenia w budynku sądu, ewentualnie wynajęcie gabinetów w placówkach służby zdrowia. W tych sądach, w których to nie byłoby możliwe z uwagi na trudności lokalowe i brak możliwości spełnienia warunków sanitarnych, jakie są wymagane od gabinetów lekarskich, sąd wynajmowałby gabinety w placówkach służby zdrowia lub innych pomieszczeniach przystosowanych do tego celu. W sytuacji gdy biegły lekarz sądowy prowadzi własną praktykę lekarską w prywatnym gabinecie, wówczas przyjmowałby ubezpieczonych w swoim gabinecie w określone dni ustalone umową zawartą z sądem.
Biegły lekarz sądowy zatrudniony w zespole biegłych w danym sądzie zawierałby stosowną umowę, określającą m.in. konkretne dni, w których pozostaje do dyspozycji sądu i w które będzie przeprowadzał badania ubezpieczonych na jego zlecenie. Na te dni sekretariaty sądów wzywałyby ubezpieczonych na badania. Odciążyłoby to biegłych od konieczności wykonywania dodatkowej pracy biurowej i jednocześnie skróciłoby termin oczekiwania na badanie. Umowa zawarta z biegłym powinna gwarantować wówczas stałe wynagrodzenie za gotowość i dodatkowo ryczałt za każde badanie według reguł określonych stosownym rozporządzeniem ministra sprawiedliwości. Stały dochód byłby zachętą do angażu w takich zespołach np. dla lekarzy rezydentów, a wykonywanie pracy przez nich w określone dni nie stałoby zaś na przeszkodzie pracy w innych placówkach służby zdrowia.
Palące potrzeby
Kolejną kwestią jest liczba potrzebnych biegłych danej specjalności. To różniłoby się w zależności od lokalnych uwarunkowań. W poszczególnych regionach Polski inna może być struktura chorób skutkujących niezdolnością do pracy z uwagi na występujący tam rodzaj przemysłu, który determinuje występowanie określonych chorób na danym obszarze, np. górnictwo na Śląsku. W zależności od potrzeb sąd zatrudniałby większą lub mniejszą liczbę biegłych określonych specjalności lub w większym wymiarze. W przypadku sporadycznych chorób dany sąd mógłby zrezygnować z zatrudniania lekarza danej specjalności i zlecać mu sporządzenie opinii ad hoc lub też zwracać się o sporządzenie opinii do innego sądu w ramach pomocy sądowej - zwykle w większym ośrodku - w którego zespole taki biegły by funkcjonował. Taki system z pewnością wymaga pewnych nakładów finansowych, lecz niewątpliwe skróci okres oczekiwania na zakończenie sprawy z zakresu ubezpieczeń społecznych. Trzeba tu podkreślić, że sprawy te dotyczą zwykle osób w trudnej sytuacji materialnej, dla których świadczenia z zabezpieczenia społecznego stanowią jedyne źródło utrzymania. Długotrwałe oczekiwanie na zakończenie sprawy godzi w ich materialne podstawy egzystencji, co rodzi określone negatywne skutki społeczne.
Z drugiej strony realizowanie opinii przez zespoły biegłych funkcjonujące w ramach sądów zapewni kontrolę wydatkowania środków na ten cel poprzez nadzór realizowany na zasadach określonych w ustawie o ustroju sądów powszechnych.
Niezależnie od powyższych uwag, warto byłoby pochylić się nad zwiększeniem wynagrodzenia biegłych. Obecnie obowiązujące stawki bowiem w żaden sposób nie zachęcają lekarzy do pełnienia tej funkcji. Oczywiście każdy z wyżej przedstawionych pomysłów wymaga innego nakładu środków publicznych i mniejszych bądź większych zmian prawnych. Jednak potrzeba przyspieszenia omawianej wyżej części postępowania jawi się jako niezbędna dla zapewnienia ochrony osobom ubezpieczonym. Poza tym korelowałaby również ze zmianą wprowadzoną już do kodeksu postępowania cywilnego w art. 148 1 , a mianowicie możliwością wydawania wyroków na posiedzeniu niejawnym. Po sporządzeniu opinii i złożeniu zastrzeżeń przez strony nie byłoby zatem konieczności oczekiwania na wyznaczenie terminu rozprawy. Czas sporządzania opinii byłby więc jedynym czynnikiem warunkującym szybkość postępowania w tak ważkich społecznie sprawach, jakimi są sprawy z zakresu ubezpieczeń społecznych.
@RY1@i02/2017/233/i02.2017.233.18300020a.801.jpg@RY2@
Katarzyna Mieszkowicz
sędzia w wydziale pracy i ubezpieczeń społecznych Sądu Rejonowego w Płocku, członek zarządu Stowarzyszenia na rzecz Sądów Pracy i Ubezpieczeń Społecznych PRO LABORIS
@RY1@i02/2017/233/i02.2017.233.18300020a.802.jpg@RY2@
Piotr Czerkawski
sędzia w wydziale pracy i ubezpieczeń społecznych Sądu Rejonowego w Płocku
Poszukiwanie recepty
Najprostszym rozwiązaniem wydaje się zwiększenie liczby biegłych lekarzy. Tylko jak to zrobić? - Tu cudów nie ma. Jeśli chcemy, by było więcej biegłych, musimy jako państwo im zapłacić. Dopóki godzina pracy we własnym gabinecie będzie o wiele bardziej opłacalna niż godzina spędzona nad przygotowywaniem opinii, większość lekarzy nawet nie pomyśli o zostaniu biegłym - odpowiada mec. Jerzy Kozdroń.
Doktor Michał Sutkowski, prezes Warszawskich Lekarzy Rodzinnych i członek zarządu Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce, przypomina z kolei, że problem związany z liczbą lekarzy biegłych sądowych jest pochodną kłopotu z obsadą lekarską w całym kraju. - Przeciętny lekarz jest bardzo zapracowany. Gdyby lekarzy było więcej, łatwiej byłoby też o biegłych. Przy czym brak biegłych jest też pochodną ich wynagrodzenia za pracę - przyznaje dr Sutkowski. I dodaje, że obecnie gdy przeciętny medyk ma do wyboru wyżej płatny dyżur oraz gorzej wynagradzane sporządzanie opinii, najprawdopodobniej wybierze to pierwsze. - Choćby z tego względu, że podstawowym zadaniem lekarza jest leczyć. Przy braku motywacji finansowej większość kolegów nie chce zajmować się czymś, co nie stanowi dla nich naturalnej działalności. Bo powiedzmy sobie wprost: sporządzanie opinii podlegającej procesowym trybom oraz odpowiadanie na pytania sądu i pełnomocników, którzy chcą wykazać niekompetencję lekarza, to nic przyjemnego - zauważa dr Sutkowski.
W obliczu niechęci środowiska coraz częściej pojawia się pomysł zobligowania lekarzy do sporządzania kilku opinii rocznie. Na zasadzie umowy pomiędzy państwem a medykami: "pozwalamy ci być lekarzem, w zamian za to ty pomagasz utrzymać wydolność systemu sądownictwa". Eksperci, z którymi rozmawialiśmy, jednak oceniają pomysł krytycznie. - Z niewolnika nie ma pracownika - twierdzi Jerzy Kozdroń.
- Trzeba mieć na uwadze, że większe zaangażowanie lekarzy w sporządzanie opinii dla sądów oznaczałoby wydłużenie czasu oczekiwania na wizytę u lekarza w sprawach niesądowych - spostrzega Michał Sutkowski.
- Nie doprowadziłoby to do żadnego przyspieszenia, bo sąd musiałby użerać się z osobami, które robiłyby wszystko, aby nie sporządzić opinii. Tym samym przez kilka miesięcy musiałbym się boksować z człowiekiem, a gdybym go nawet zmusił do pracy, to najprawdopodobniej dostałbym opinię, która nadaje się jedynie do wrzucenia do kominka - mówi jeden z sędziów z wydziału ubezpieczeń społecznych Sądu Okręgowego w Warszawie.
Do pomysłu zdaje się być nieprzekonane również Ministerstwo Sprawiedliwości. - Największym problemem związanym z biegłymi są nierzetelne opinie. Wiele z nich sprawia wrażenie sporządzanych na kolanie, co może niestety prowadzić do wypaczenia rozstrzygnięcia sprawy - zauważa wiceminister Marcin Warchoł.
Jego zdaniem lekarstwem na to powinno być stosowanie przez sędziów systemu motywacyjnego wobec biegłych. Podstawy ku temu znajdują się już w przepisach prawa. Rzecz w tym, że nadal wielu sędziów przyznaje koszty mechanicznie. - Zarówno do ustawy o kosztach sądowych w sprawach cywilnych, jak i do kodeksu postępowania karnego dodaliśmy w zeszłym roku przepis pozwalający na obniżanie wynagrodzeń w uzasadnionych przypadkach - wyjaśnia dr Marcin Warchoł.
W przypadku spraw z zakresu ubezpieczeń społecznych chodzi o art. 89 ust. 4b ustawy o kosztach, dodany przez ustawę z 11 marca 2016 r. o zmianie ustawy - Kodeks postępowania karnego oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. z 2016 r. poz. 437). Zgodnie z nim jeżeli opinia jest nierzetelna lub została sporządzona lub złożona ze znacznym nieusprawiedliwionym opóźnieniem, wynagrodzenie ulega odpowiedniemu obniżeniu. Można również odstąpić od przyznania wynagrodzenia lub zwrotu jakichkolwiek kosztów poniesionych przez biegłego związanych z jej sporządzeniem lub złożeniem. Obecnie trwają badania, w jakich sytuacjach i jak często sędziowie sięgają po ten przepis i tożsamą regulację właściwą w sprawach karnych.
Krytycy tego rozwiązania twierdzili, że ograniczy ono i tak już ograniczoną chęć lekarzy do bycia biegłymi. - Polskie sądownictwo potrzebuje opinii rzetelnych i sporządzanych w zakreślonym terminie. Lepiej, żeby opinii nie było, niż miałaby wprowadzać sąd w błąd - twierdzi Marcin Warchoł.
Zgadza się z tym Jerzy Kozdroń, który przyznaje, że obecnie starcia na sali sądowej pomiędzy pełnomocnikami stron a biegłymi coraz częściej przypominają strzelnicę. - Opinie bywają tak złe, a biegli tak nieprzygotowani, że wartość opinii po dosłuchaniu biegłego jest żadna - mówi były wiceminister. Wobec ostatnio wprowadzonych rozwiązań mecenas Kozdroń ma jednak dodatkowy postulat. - Jeśli okaże się, że wskutek wprowadzenia przepisu art. 89 ust. 4b ustawy o kosztach udało się zaoszczędzić w budżecie określoną kwotę, powinna być ona przekazana na wynagrodzenia dla rzetelnie wywiązujących się ze swoich obowiązków biegłych - twierdzi ekspert. Innymi słowy, należy odpowiednio podnieść wynagrodzenia za opinie przygotowane właściwie i zgodnie z zakreślonym terminem. Stworzyć coś na kształt systemu motywacyjnego, nieco bardziej zaawansowanego niż ten obecny.
W resorcie sprawiedliwości słyszymy nieoficjalnie, że to jedno z rozwiązań, które są najpoważniej brane pod uwagę w kontekście ustawy o biegłych. Ogranicznikiem może być wysokość finansowania wymiaru sprawiedliwości z budżetu państwa. Należy bowiem przypuszczać, że jeśli sądy zaczną obniżać wynagrodzenia za kiepskie opinie, część biegłych po prostu zrezygnuje z pełnienia funkcji. Finansowanie podwyżek dla dobrych fachowców nie byłoby więc już możliwe ze środków pozyskanych w związku z art. 89 ust. 4b ustawy o kosztach. - Wyobrażam sobie, że podobny w skutkach efekt można by osiągnąć pośrednio. Na przykład poprzez przyznanie preferencji podatkowych lekarzom, którzy w ciągu roku sporządzili określoną liczbę opinii niezakwestionowanych przez sąd. Wtedy z jednej strony mieliby oni zachętę do pełnienia funkcji biegłego, a z drugiej staraliby się nie ograniczać swej pierwszorzędnej aktywności zawodowej, gdyż prowadziliby ją na korzystniejszych warunkach - zauważa Jerzy Kozdroń.
OPINIA EKSPERTA
Lekarzom trzeba nakazać pracę na rzecz Temidy
@RY1@i02/2017/233/i02.2017.233.18300020a.803.jpg@RY2@
Piotr Stosio prawnik w Kancelarii Radcy Prawnego Łukasza Wilmy
Jedną z najpoważniejszych przyczyn przewlekłości procesów cywilnych jest czas oczekiwania na wydanie opinii przez biegłych sądowych lekarzy. Obecnie na liście prowadzonej przez prezesa Sądu Okręgowego w Warszawie, czyli największego polskiego sądu, znajduje się zaledwie jeden biegły ortopeda traumatolog, o którego opinie wnoszą strony niemal każdej sprawy o zadośćuczynienie w wypadku komunikacyjnym. Okres oczekiwania na uzyskanie opinii biegłego lekarza ortopedy bądź neurologa wynosi obecnie w stolicy co najmniej kilka miesięcy. Co więcej, warszawskie sądy muszą zwracać się z prośbą o wydanie opinii przez biegłych na listach prezesów innych sądów okręgowych - nie tylko z Siedlec, ale też z Łodzi i Kielc. Niestety, Ministerstwo Sprawiedliwości dotąd nie zaprezentowało pomysłu na przyspieszenie procesu wydawania przez biegłych opinii. Rozwiązaniem problemu byłoby wprowadzenie do ustawy o zawodzie lekarza i lekarza dentysty zobowiązania lekarzy zatrudnionych w publicznych placówkach medycznych do wydawania opinii na żądanie lokalnego sądu (listy specjalistów mogłyby być przesyłane przez okręgowe izby lekarskie do prezesa sądu okręgowego). Skoro bowiem świadczyć pomoc prawną jako pełnomocnicy z urzędu mogą radcowie prawni i adwokaci, to pomóc wymiarowi sprawiedliwości mogliby - za wynagrodzeniem rzecz jasna - również lekarze, także wykonujący zawód zaufania publicznego. Jedna bądź dwie opinie wydane przez lekarza specjalistę w ciągu roku z pewnością nie stanowiłyby dla niego problemu, mogłyby natomiast znacząco skrócić czas wielu postępowań sądowych.
Znalezienie igły w stogu siana
Eksperci wskazują, że potrzebne są też korekty proceduralne. Przykładem takiej powinna być zmiana art. 280 k.p.c. Stanowi on, że osoba wyznaczona na biegłego może nie przyjąć nałożonego na nią obowiązku z przyczyn, jakie uprawniają świadka do odmowy zeznań, a ponadto z powodu przeszkody, która uniemożliwia jej wydanie opinii. Taką przeszkodą uniemożliwiającą wydanie opinii (w określonym terminie) jest np. nadmierne obłożenie pracą.
- I choć przepis sam w sobie jest logiczny, prowadzi do kuriozalnych sytuacji, gdy sąd zaczyna przypominać akwizytora pukającego od jednych drzwi do drugich z nadzieją, że ktoś wreszcie mu otworzy - opowiada sędzia z Sądu Okręgowego w Warszawie. I jak dodaje, poszukiwanie biegłego, który zechce sporządzić opinię, niekiedy zajmuje więcej czasu niż samo jej sporządzenie. Dzieje się tak szczególnie w dużych miastach, w których popularne jest wpisywanie się na listę prowadzoną przez prezesa sądu, aby korzystać z tytułu. Przy czym najczęściej z tego typu promocji korzystają lekarze w mniejszych miejscowości, gdzie lekarz tytułujący się jako "biegły przy sądzie w Warszawie" jest popularniejszy od takiego bez tytułu. Co jednak niekoniecznie wiąże się z chęcią sporządzania opinii. - Marzeniem byłoby dodanie odpowiedniej funkcjonalności do któregoś z systemów i powiązanie go z konsekwencjami dla biegłych - mówi sędzia.
Miałoby to wyglądać tak, że biegły sądowy ma możliwość zaznaczenia jednym kliknięciem w systemie dostępnym dla sądu, czy występują przeciwwskazania dla przyjęcia przez niego sprawy. Jeśli nie zaznaczy, że takie w danym momencie istnieją, nie będzie mógł się powołać na normę zawartą w art. 280 k.p.c. i nawał obowiązków. Ale i tu są wątpliwości. Doktor Michał Sutkowski zauważa, że wszelki wzrost formalizacji procedury będzie raczej odstraszał lekarzy niż ich zachęcał. I to niezależnie od tego, czy zarobią kilkadziesiąt złotych więcej za sporządzenie opinii czy nie. - Jeśli konieczne jest zaangażowanie większej liczby lekarzy do pracy na rzecz sądu, nie można najwięcej mówić o procedurach oraz grożących za ich naruszenie grzywnach - przypomina Sutkowski.
Sędzia, który podpowiada ten pomysł, dostrzega jeszcze jedno zagrożenie. Otóż z roku na rok rośnie średnia wieku biegłych. Najczęściej są nimi lekarze, którzy nie są już tak przebojowi na rynku usług medycznych i chcą dorobić. - W przypadku wielu z nich można śmiało mówić, że są oderwani od rzeczywistości. Ich wiedza medyczna zatrzymała się gdzieś koło przełomu ustrojowego. Obawiam się, że z wiedzą pozwalającą na obsługiwanie systemu teleinformatycznego mogłoby być podobnie - suponuje warszawski sędzia. Jego zdaniem najlepiej by się stało, gdyby wprowadzić górną granicę wieku dla biegłych i wyłączyć spod niej osoby ze stopniami i tytułami naukowymi. - Waga opinii biegłego jest tak duża, że funkcję tę powinni pełnić najlepsi, a nie najsłabsi. Ale też nie oszukuję się, że to możliwe. Oprócz garstki profesorów chcących zrobić coś dobrego dla społeczeństwa i paru młodych zapaleńców, jesteśmy skazani na tych, którzy najgorzej sobie radzą na swoim pierwotnym rynku. I tego przez najbliższe lata nie zmienimy - twierdzi sędzia ubezpieczeniowy z Sądu Okręgowego w Warszawie.
Najprostszą do wprowadzenia korektą wydaje się więc utworzenie gabinetów lekarskich przy sądach. Niektórzy biegli lekarze nie mają gdzie przyjmować pacjentów, gdyż nie prowadzą prywatnej praktyki, a szefowie placówek, w których pracują, nie są chętni do udostępniania swych pomieszczeń. Coraz częściej też biegli sporządzają opinie dla odległych sądów, przez co ubezpieczeni muszą odbywać dalekie podróże. Utworzenie gabinetów przy sądach te bolączki by rozwiązało. Koszty zaś, jeśliby tworzyć pomieszczenia przy okazji modernizacji gmachów sądowych, na co idzie coraz więcej pieniędzy, nie byłyby duże. - W tych sądach, w których nie byłoby to możliwe z uwagi na trudności lokalowe i brak możliwości spełnienia wymogów sanitarnych, jakie muszą spełniać gabinety lekarskie, sąd wynajmowałby gabinety w placówkach służby zdrowia lub innych pomieszczeniach przystosowanych do tego celu. W sytuacji, gdy biegły lekarz sądowy prowadzi własną praktykę lekarską w prywatnym gabinecie, wówczas przyjmowałby ubezpieczonych w swoim gabinecie w określone dni ustalone umową zawartą z sądem - proponuje Piotr Czerkawski, sędzia w wydziale pracy i ubezpieczeń społecznych Sądu Rejonowego w Płocku.
@RY1@i02/2017/233/i02.2017.233.18300020a.804.jpg@RY2@
Wiadomości specjalne na wokandzie
Współpraca Karolina Topolska
@RY1@i02/2017/233/i02.2017.233.18300020a.805.jpg@RY2@
Patryk Słowik
@PatrykSlowik
Biegły nie jest wyrocznią
W sprawach z zakresu ubezpieczeń społecznych taka osoba często okazuje się niezbędna m.in. w postępowaniach o przyznanie renty z tytułu niezdolności do pracy. Jej opinia jest bowiem wymagana wtedy, gdy potrzebne są wiadomości specjalne. Jednak ostateczna decyzja i tak zawsze należy do sądu
Opinia biegłych to jeden z wielu środków dowodowych przewidzianych w kodeksie postępowania cywilnego. Jego przepisy stosuje się także do postępowań z zakresu ubezpieczeń społecznych. Zgodnie z art. 278 par. 1 k.p.c., sąd po wysłuchaniu wniosków stron co do liczby biegłych i ich wyboru może wezwać jednego lub kilku biegłych w wypadkach wymagających wiadomości specjalnych. Strony mogą więc wnioskować o powołanie biegłego, ale nawet jeśli tego nie zrobią, sąd może zrobić to z własnej inicjatywy. Warto też podkreślić, że sąd nie ma obowiązku zgadzać się z wnioskami i nie musi powoływać biegłych zgodnie z żądaniem stron. Takie działanie sądu może jednak stać się w przyszłości podstawą zarzutu apelacyjnego.
Wiadomości specjalne
Przepisy dopuszczają powołanie biegłego w sytuacji, gdy niezbędne są wiadomości specjalne. Pojęcie to nie zostało jednak zdefiniowane w przepisach. Wyjaśnień można szukać w orzecznictwie, określającym opinię biegłego jako dowód szczególnego rodzaju, który nie może być zastąpiony innymi dowodami - w tym zeznaniami świadków, którzy nie dysponując specjalistyczną wiedzą, polegają tylko na swoich spostrzeżeniach (wyrok Sądu Apelacyjnego w Białymstoku z 6 września 2017 r., sygn. akt I ACa 891/15). Stanowisko biegłego będzie więc niezbędne np. tam, gdzie o wyniku sprawy decyduje stan zdrowia strony. Jak podkreślił sąd we wspomnianym wyroku, nie da się dokonać rzetelnej oceny stanu zdrowia strony, polegając tylko na dokumentacji medycznej, gdyż do jej zrozumienia i wyciągnięcia z niej należytych wniosków niezbędna jest specjalistyczna wiedza medyczna.
WAŻNE
Ekspertyza zamówiona przez stronę postępowania nie jest równoznaczna z opinią biegłego powołanego przez sąd. W rozumieniu przepisów ma status tylko dokumentu prywatnego.
Sąd wyznacza do sporządzenia opinii osobę znajdującą się na liście biegłych sądowych, powołanych na nią przez prezesa danego sądu lub biegłego ad hoc (nieznajdującego się na liście). Wyznaczony specjalista może odmówić sporządzenia opinii - w takich samych sytuacjach jak świadek, który może odmówić zeznań, bo np. jest krewnym strony - lub jeśli zachodzi przeszkoda do sporządzenia opinii. Co prawda rodzaj przeszkody nie został zdefiniowany, ale w grę może wchodzić chociażby choroba biegłego. Jego wyłączenia mogą też żądać strony postępowania - aż do ukończenia czynności biegłego - jeżeli istnieją takie okoliczności, które mogłyby wywołać uzasadnioną wątpliwość co do bezstronności biegłego w danej sprawie. Trudno oczywiście dokładnie zdefiniować albo wymienić tego typu przypadki. Z pewnością będą do nich należeć takie sytuacje, gdy biegłemu z jakichś względów mogłoby zależeć na korzystnym lub niekorzystnym wyniku sprawy dla danej strony
Opinia zamówiona na własną rękę? I tak nie przesądzi o wygranej
Zdarza się, że strony przedstawiają w postępowaniu zamówioną przez siebie opinię sporządzoną bez udziału sądu. Wiele osób zapomina jednak, że dokument taki nie jest równoważny opinii biegłego sądowego. Nie ma przy tym znaczenia, jak bardzo znanym i poważanym w środowisku specjalistą jest autor zamówionej opinii (może też być wpisany na listę biegłych sądowych). Taki dokument będzie miał jedynie status dokumentu prywatnego w rozumieniu art. 245 k.p.c., który - zgodnie z tym przepisem - stanowi jedynie dowód tego, że podpisana pod nim osoba złożyła oświadczenie zawarte w dokumencie. Jak podkreśla się w orzecznictwie, dołączoną do pisma procesowego ekspertyzę pozasądową i powołanie się na zawarte w niej twierdzenia i wnioski należy traktować jako część argumentacji faktycznej i prawnej przytaczanej przez stronę (tak np. Sąd Apelacyjny w Łodzi w wyroku z 28 września 2017 r., sygn. akt I ACa 413/17). Nie oznacza to, że jest ona tak zupełnie bez znaczenia, może bowiem pomóc przekonać sąd, że powołanie biegłego jest jednak potrzebne.
Jak się to robi
Rolą biegłego jest sporządzenie opinii na okoliczność wskazaną przez sąd. W zależności od jej rodzaju sąd może zarządzić okazanie biegłemu akt sprawy i przedmiotu oględzin oraz zarządzić, aby brał udział w postępowaniu dowodowym. Jeśli biegły ma ocenić stan zdrowia jakiejś osoby, przegląda dokumentację medyczną i bada chorego. Czasami zdarza się, że badania i opinie sporządzane są łącznie przez lekarzy kilku specjalności. Przepisy k.p.c. stanowią, że sąd może polecić przedstawienie opinii ustnie albo sporządzenie jej na piśmie. W praktyce jednak najczęściej sądy zlecają biegłemu przedstawienie stanowiska na piśmie, a dopiero potem, na rozprawie, proszą o jego ustne wyjaśnienie. W razie potrzeby sąd może zwrócić się o sporządzenie dodatkowej opinii.
Sąd wskazując biegłego do sporządzenia opinii, wyznacza mu na to termin. Ma przy tym dość dużą swobodę, bo konkretne ramy czasowe nie wynikają z żadnych przepisów prawa. Biegły może zwrócić się o przedłużenie terminu i często otrzymuje na to zgodę. W efekcie postępowania mogą trwać bardzo długo. Jeśli biegły nie przedstawi opinii w terminie bez usprawiedliwienia, sąd skaże go na grzywnę. Za sporządzenie opinii biegły otrzymuje wynagrodzenie, którego wysokość jest regulowana przepisami i określana jako procent kwoty bazowej należny za każdą godzinę pracy (tzw. stawka). Procent ten jest uzależniony od stopnia złożoności problemu będącego przedmiotem opinii oraz warunków, w jakich opracowano opinię. Od 18 stycznia 2017 r. kwota bazowa, stanowiąca podstawę obliczania wynagrodzenia biegłych sądowych, wynosi 1789,42 zł. Wynagrodzenie za wykonaną pracę biegłych z dziedziny medycyny można określić według stawki albo taryfy zryczałtowanej.
1789,42 zł tyle wynosi kwota bazowa stanowiąca podstawę obliczania wynagrodzenia biegłych sądowych od 18 stycznia 2017 r.
Swobodna ocena
Nawet jednak korzystna z punktu widzenia jednej strony postępowania opinia nie przesądza o wygraniu sprawy. Jest ona tylko jednym ze środków dowodowych, ale tak jak pozostałe podlega swobodnej ocenie dowodów przez sąd (art. 233 par. 1 k.p.c.). Tak więc skład orzekający nie jest nią związany, a wydając wyrok, może dać wiarę zeznaniom świadków lub dokumentom, chociaż szczególnie tam, gdzie w grę wchodzi opinia biegłego lekarza, raczej się to nie zdarza. Sąd może się bowiem narazić na zarzut przekroczenia granic swobodnej oceny dowodów. Wskazuje na to m.in. Sąd Apelacyjny w Szczecinie w wyroku z 27 września 2017 r., sygn. akt III AUa 803/16, który wytknął sądowi I instancji, że nie podzielając merytorycznych poglądów biegłego, nie zasięgnął opinii innego biegłego ani nie zażądał uzupełnienia stanowiska biegłego, który wydał odmienną opinię, a kwestionowane ustalenia zastąpił sam własnymi stwierdzeniami.
Jednak gdy w trakcie postępowania było sporządzonych kilka sprzecznych opinii, sąd i tak musi zdecydować, która wydaje się bardziej wiarygodna w oparciu o inne przeprowadzone dowody. Biorący udział w postępowaniu powinni też pamiętać, że sąd nie musi przychylać się do ich wniosku o powołanie kolejnego biegłego, gdy nie zgadzają się z pierwszą przedstawioną opinią lekarza. Sąd ma bowiem prawo uznać ją za kompletną i wystarczającą.
W ubezpieczeniach społecznych
Powyższe zasady stosuje się także do biegłych, którzy biorą udział w postępowaniu z zakresu ubezpieczeń społecznych. Dopóki sprawa toczy się przed ZUS, stosuje się przepisy kodeksu postępowania administracyjnego z modyfikacjami wynikającymi z ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych. Ale po złożeniu odwołania zastosowanie będą miały już zasady wynikające z k.p.c. W niektórych sprawach ubezpieczeniowych powołanie biegłego - eksperta z zakresu medycyny jest wręcz niezbędne. Do takich należą np. sprawy o przyznanie renty z tytułu niezdolności do pracy. Choć warto przy tym zauważyć, że ustawa o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych do przyznania tego świadczenia wymaga nie tylko stwierdzenia niezdolności do pracy, ale także chociażby stażu pracy. W postępowaniu przed ZUS rolę biegłych pełnią lekarze orzecznicy i komisja lekarska. Po wpłynięciu wniosku o rentę wnioskodawca jest badany przez lekarza orzecznika, który stwierdza stopień (częściowy lub całkowity) i przewidywaną długość niezdolności do pracy. Jeśli ubiegający się o rentę nie zgadza się z orzeczeniem, może złożyć od niego sprzeciw, co będzie skutkowało tym, że zostanie poddany badaniu przez komisję lekarską. Dopiero na podstawie jej orzeczenia ZUS wyda decyzję, która podlega zaskarżeniu do sądu. Trzeba przy tym zawsze pamiętać o złożeniu sprzeciwu od orzeczenia lekarza orzecznika - zaniechanie spowoduje, że ZUS co prawda szybciej wyda decyzję, ale złożone od niej odwołanie zostanie przez sąd odrzucone (nie zostanie nawet rozpatrzone).
Jeśli więc w postępowaniu o rentę sporny będzie stan zdrowia, sąd z pewnością powoła biegłego do jego oceny. Ten, podobnie jak lekarz orzecznik i komisja ZUS, będzie miał za zadanie określić, czy ubiegający się o to świadczenie (odwołujący) jest niezdolny do pracy, a jeśli tak, to w jakim stopniu i na jak długo (trwale czy na pewien czas), oraz kiedy niezdolność ta powstała. Będzie to szczególnie istotne, gdy sporne jest, czy niezdolność rozpoczęła się w okresie podlegania ubezpieczeniu lub 18 miesięcy po jego ustaniu (ogólny warunek wynikający z ustawy o emeryturach i rentach z FUS). Jeśli w grę będzie wchodzić kilka schorzeń mogących prowadzić do niezdolności do pracy, sąd powinien powołać specjalistów z kilku dziedzin.
Każdą opinię sporządzoną przez biegłego sąd doręcza odwołującemu i jednostce ZUS, która wydała kwestionowaną decyzję. Obie strony mają prawo złożyć do niej zastrzeżenia i wnioskować o powołanie kolejnych biegłych. Zdarza się też, że to sam sąd, nieprzekonany o prawidłowości jakiejś opinii, z urzędu powołuje kolejnego biegłego. Ubiegając się o rentę, trzeba pamiętać o zgłoszeniu tych zastrzeżeń i wniosków w terminie zakreślonym przez sąd. Spóźnione stanowisko może on bowiem pominąć, zaś podnoszenie tych zastrzeżeń dopiero w apelacji jest ryzykowne. Zgodnie z art. 281 k.p.c. sąd drugiej instancji może pominąć nowe fakty i dowody, jeżeli strona mogła je powołać w postępowaniu przed sądem pierwszej instancji, chyba że potrzeba powołania się na nie wynikła później.
Sprawy zasiłkowe
Powołanie biegłych lekarzy jest jednak niezbędne nie tylko w postępowaniu o rentę z tytułu niezdolności do pracy. Sąd powinien powołać ich także wtedy, gdy w sporze o zasiłek lub świadczenie rehabilitacyjne ZUS kwestionuje niezdolność do pracy. Zdarza się nierzadko, że ubezpieczony przedstawia po kolei kilka zaświadczeń lekarskich, wskazujących za każdym razem inne przyczyny niezdolności, dzięki czemu może pobierać zasiłek chorobowy dłużej niż przez ustawowe 182 dni (tzw. okres zasiłkowy). Przypomnijmy, że okres ten dotyczy jednej choroby i jeśli ubezpieczony zachoruje na inną, a między nimi był przynajmniej jeden dzień przerwy, to okres zasiłkowy liczy się dla niego od nowa. Tym sposobem przedstawiając ZUS zaświadczenia ze wskazaniem różnych chorób, można pobierać zasiłek nawet kilka lat. W takich przypadkach ZUS często twierdzi, że tak naprawdę ubezpieczony cały czas choruje na jedno schorzenie, a więc po 182 dniach choroby od razu powinien wystąpić o świadczenie rehabilitacyjne, a nie o kolejny zasiłek. Sąd rozpatrujący tego typu sprawy również powinien powołać biegłych z zakresu medycyny, którzy oceniają stan zdrowia odwołującego.
Postępowanie się przedłuża - co robić?
Gdy biegły przekroczy wyznaczony termin sporządzenia opinii, jego zdyscyplinowanie - np. przez nałożenie grzywny - należy do sądu. Jeśli jednak biegły poinformował sąd, że nie może przygotować ekspertyzy w żądanym terminie z powodu dużej liczby innych przygotowywanych przez niego opinii, lub też gdy sam sąd ma problemy z wyznaczeniem biegłego z powodu braku określonych specjalistów, nie jest to oczywiście możliwe. Co w takim razie może zrobić sam odwołujący? Teoretycznie, gdy postępowanie trwa bardzo długo, może złożyć na przewlekłość postępowania. Tak popularnie określa się skargę strony (w tym przypadku - odwołującego), której prawo do rozpoznania sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki zostało naruszone na skutek działania lub bezczynności sądu. Niestety w sprawach ubezpieczeniowych jej złożenie raczej mija się z celem.
Warunki jej złożenia określa ustawa o skardze na naruszenie prawa strony do rozpoznania sprawy w postępowaniu przygotowawczym prowadzonym lub nadzorowanym przez prokuratora i postępowaniu sądowym bez nieuzasadnionej zwłoki. Zgodnie z jej przepisami przewlekłość ma miejsce wtedy, gdy postępowanie zmierzające do wydania rozstrzygnięcia kończącego postępowanie w sprawie trwa dłużej niż to konieczne dla wyjaśnienia istotnych okoliczności faktycznych i prawnych. Sąd rozpoznający skargę bada w szczególności terminowość i prawidłowość czynności podjętych przez sąd w celu wydania rozstrzygnięcia kończącego postępowanie w sprawie. Uwzględnia przy tym dotychczasowy czas postępowania - od jego wszczęcia do chwili rozpoznania skargi - niezależnie od tego, na jakim etapie skarga została wniesiona, a także: charakter sprawy, stopień faktycznej i prawnej jej zawiłości, znaczenie dla strony, która wniosła skargę, rozstrzygniętych w niej zagadnień oraz zachowanie się stron, a w szczególności tej, która zarzuciła przewlekłość postępowania. Jeśli sąd rozpoznający skargę stwierdzi przewlekłość, może wydać sądowi prowadzącemu przedłużone postępowanie zalecenia, które jednak nie mogą wkraczać w zakres oceny faktycznej i prawnej sprawy. Takim orzeczeniem sąd może też przyznać skarżącemu na jego żądanie odszkodowanie od Skarbu Państwa. Czy taka skarga ma szanse powodzenia w przypadku odwołującego czekającego na wyrok np. w sprawie przyznania renty? Raczej nie. Wniesienie skargi spowoduje bowiem, że będzie badane, czy działanie sądu rozpoznającego odwołanie od decyzji ZUS zmierzało do wydania jak najszybciej poprawnego orzeczenia i czy podjęte lub niepodjęte przez niego kroki przyczyniły się do nieuzasadnionego przedłużenia postępowania. Powołania biegłego - aby wydał niezbędną w tego typu sprawach opinię - z pewnością nie można uznać za działanie niepoprawne. Jeśli z uzasadnionych powodów opinia nie może być wydana niezwłocznie (np. brak biegłych lub ich niewystarczająca liczba), to nie można uznać, że postępowanie zostało niezasadnie przedłużone. Potwierdza to m.in. Sąd Apelacyjny w Katowicach w wyroku z 10 kwietnia 2015 r., sygn. akt I S 31/15, który rozpatrywał skargę strony oczekującej pięć miesięcy na wydanie opinii biegłego lekarza. Sąd przyznał, że okres ten był co prawda nadmiernie długi, ale nie można w tym zakresie czynić z tego powodu zarzutów sądowi prowadzącemu sprawę. Biegły wielokrotnie bowiem prosił o przedłużenie terminu do sporządzenia terminu z powodu nawału innych obowiązków zawodowych oraz konieczności sporządzenia innej opinii.
Jeśli skarga na przewlekłość nie została wniesiona, strona ma możliwość domagania się na podstawie art. 417 kodeksu cywilnego (dalej: k.c.) odszkodowania lub zadośćuczynienia od Skarbu Państwa za niezgodne z prawem działanie lub zaniechanie. Do tego przepisu odsyła art. 16 ustawy o skardze na naruszenie prawa strony, ale jak podkreśla orzecznictwo, nie tworzy on swoistego uprawnienia do domagania się odszkodowania lub zadośćuczynienia. Regulacja ta wskazuje jedynie na możliwość uzyskania kompensaty za szkodę majątkową lub krzywdę na podstawie przepisów prawa cywilnego o odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną rozpoznaniem sprawy w postępowaniu sądowym z nieuzasadnioną zwłoką. Wskazał na to m.in. Sąd Apelacyjny w Katowicach w wyroku z 8 maja 2015 r., sygn. akt I ACa 279/14. Tłumaczy on również, że aby otrzymać taką rekompensatę, konieczne jest udowodnienie przez stronę:
● przewlekłości postępowania (od czego jest zwolniona tylko w razie uzyskania postanowienia stwierdzającego przewlekłość),
● szkody lub krzywdy (w zależności od skutku przewlekłości postępowania, którego naprawienia się domaga),
● związku przyczynowego pomiędzy powstaniem szkody lub krzywdy a przewlekłością postępowania.
Jak widać, trudne byłoby już spełnienie pierwszego warunku, tj. udowodnienie, że postępowanie było prowadzone przewlekle (co nie jest przecież równoznaczne z długim jego trwaniem). Trudno więc liczyć, że żądanie sformułowane na podstawie art. 417 k.c. mogłoby odnieść pożądany skutek.
WAŻNE
Można jedynie się zastanawiać, czy do obowiązków sądów, czy szerzej - państwa, nie należy zapewnienie odpowiedniej liczby biegłych, szczególnie z zakresu medycyny, którzy mieliby ustawowy, dość krótki termin do sporządzenia opinii. Skoro więc państwo nie wywiązuje się z tego zadania, to może automatycznie stronie należy się odszkodowanie? Takie głosy czasami się pojawiają w dyskusji publicznej, lecz w obecnej sytuacji, gdy z brakiem specjalistów zmaga się i sama służba zdrowia, i chociażby ZUS, trudno oczekiwać, aby ten problem został w najbliższym czasie rozwiązany.
Dwa opisane wyżej środki prawne, nawet gdyby były skuteczne, nie przyspieszą tak naprawdę postępowania ubezpieczeniowego, a ewentualnie mogą zrekompensować w pewnym stopniu niedogodności związane z długim oczekiwaniem na wyrok. Przepisy nie dają bowiem czekającemu na opinię realnej możliwości przyspieszenia samego wydania opinii. Niestety, musi na nią cierpliwie poczekać. Za to później może liczyć na odsetki. Należne będą one wtedy, gdy sąd wyda korzystny wyrok i przyzna np. rentę z datą wsteczną (najczęściej - od miesiąca złożenia wniosku). Jeśli w sprawie sporna była tylko niezdolność do pracy i sąd na podstawie opinii biegłego uzna orzeczenie komisji lekarskiej za błędne, to uznaje się, że ZUS powinien odsetki wypłacić za cały okres, kiedy wnioskodawca (odwołujący) powinien już świadczenie otrzymywać. W takim przypadku to z winy organu rentowego (z powodu wydania nieprawidłowej decyzji) w ogóle doszło do postępowania sądowego. Nawet jeśli trwało ono długo tylko dlatego, że oczekiwano na opinię biegłego, to konsekwencjami zostanie obciążony ZUS.
Nie tylko lekarze
Biegli powoływani w postępowaniu z zakresu ubezpieczeń społecznych to nie tylko lekarze. Chociażby w postępowaniach o przyznanie wcześniejszej emerytury z tytułu pracy w szczególnych warunkach (art. 184 ustawy o emeryturach i rentach z FUS) najczęstszą przyczyną odmowy przyznania tego świadczenia przez ZUS jest nieuznanie wymaganego przez przepisy 15-letniego stażu pracy w szczególnych warunkach lub o szczególnym charakterze. Sąd rozpatrujący odwołanie powołuje w takich sytuacjach biegłego z zakresu bhp, który ocenia, czy stanowisko, na którym pracował odwołujący, miało taki charakter.
WAŻNE
Trzeba zawsze pamiętać o złożeniu sprzeciwu od orzeczenia lekarza orzecznika. Zaniechanie spowoduje, że ZUS co prawda szybciej wyda decyzję, ale złożone od niej odwołanie zostanie przez sąd odrzucone (nie zostanie nawet rozpatrzone).
Zdarza się także, że sądy ubezpieczeń społecznych powołują biegłych z zakresu rachunkowości, którzy mają za zadanie np. obliczyć wysokość kapitału początkowego. Czasami jednak specjaliści wychodzą poza swoją rolę (a sądy na to przystają) i oceniają, które np. dokumenty - co dotyczy zwłaszcza świadectw pracy - w świetle obowiązujących przepisów mogą zostać wzięte pod uwagę, a które nie. Trzeba tu podkreślić, że tego typu ocena powinna należeć tylko do sądu, rolą zaś biegłego powinno być tylko dokonanie matematycznych obliczeń.
W jakich sprawach sądy ubezpieczeniowe najczęściej powołują biegłych
ⒸⓅ
AGP
@RY1@i02/2017/233/i02.2017.233.18300020a.101(c).jpg@RY2@
Joanna Śliwińska
radca prawny
Podstawa prawna
Art. 233, art. 245, art. 278-289 i art. 381 ustawy z 17 listopada 1964 r. - Kodeks postępowania cywilnego (t.j. Dz.U. z 2016 r. poz. 1822 ze zm.).
Art. 157 ustawy z 27 lipca 2001 r. - Prawo o ustroju sądów powszechnych (Dz.U. z 2016 r. poz. 2062 ze zm.).
Rozporządzenie ministra sprawiedliwości z 24 stycznia 2005 r. w sprawie biegłych sądowych (Dz.U. nr 15 poz. 133).
Rozporządzenie ministra sprawiedliwości z 24 kwietnia 2013 r. w sprawie określenia stawek wynagrodzenia biegłych, taryf zryczałtowanych oraz sposobu dokumentowania wydatków niezbędnych dla wydania opinii w postępowaniu cywilnym (Dz.U. poz. 518).
Art. 57, art. 118 ust. 1 i art. 184 ustawy z 17 grudnia 1998 r. o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (t.j. Dz.U. z 2017 r. poz. 1383 ze zm.).
Art. 2 ust. 1 i 2, art. 12 i art. 16 ustawy z 17 czerwca 2004 r. o skardze na naruszenie prawa strony do rozpoznania sprawy w postępowaniu przygotowawczym prowadzonym lub nadzorowanym przez prokuratora i postępowaniu sądowym bez nieuzasadnionej zwłoki (Dz.U. z 2016 r. poz. 1259 ze zm.).
Art. 17 ustawy z 23 kwietnia 1964 r. - Kodeks cywilny (t.j. Dz.U. z 2017 r. poz. 459 ze zm.).
Art. 85 ust. 1 ustawy z 13 października 1998 r. o systemie ubezpieczeń społecznych (t.j. Dz.U. z 2017 r. poz. 1778 ze zm.).
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu